Co to jest Terceira?

with Brak komentarzy

Co to jest Terceira? To mała portugalska wyspa w archipelagu Azorów, na środku Oceanu Atlantyckiego.

To miejsce, w którym zamieszkałam w styczniu 2017 roku.

I teraz krótkie wyjaśnienie, skąd ten dzisiejszy temat.

Otóż wczoraj wzięłam udział w IV Spędzie Włóczykijów organizowanym przez moich znajomych. Spęd Włóczykijów to spotkanie podróżnicze, które do tej pory odbywało się w gronie przyjacielskim, a w tym roku „wyszło do świata”. Odbyło się w Klubokawiarni ITePe na warszawskim Grochowie.

Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”.

Pobierając pdf, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

Jako że jestem 4 tysiące kilometrów od Warszawy, nie byłam w stanie tam „podjechać”, ale dzięki uprzejmości organizatorów i gospodarzy, i dzięki wsparciu technicznemu mojej siostry i jej narzeczonego mogłam się tam pojawić online. To była moja pierwsza w życiu prezentacja przeprowadzana zdalnie. Przyznam Wam, że chyba jednak łatwiej jest mi mówić, kiedy widzę odbiorców, ale cieszę się, że mogłam tam być ze znajomymi i w tej formie.

Opowiedziałam im o Terceirze.

I stąd temat – co to jest Terceira? Kiedy przygotowywałam się do prezentacji, przypomniałam sobie to, co ktoś mi kiedyś powiedział: „Milena, w Polsce o tym, co to jest Terceira, wiedzą chyba tylko Twoi znajomi”. Zastanowiłam się, przyznałam rację i postanowiłam to zmienić. Wczoraj opowiedziałam o Terceirze głównie znajomym, dziś krótko opowiem o niej Wam. Na tym blogu, jeśli wejdziecie w zakładkę Polka na Azorach, znajdziecie dużo tekstów o szczegółach, m.in. listę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze czy podpowiedź, co robić na Terceirze, kiedy pada, a dziś mam dla Was wprowadzenie.

Terceira, widok na ocean, fot. Katarzyna Ryczko
Fot. Katarzyna Ryczko

Co to jest Terceira?

Jak wspomniałam, to mała portugalska wyspa na środku Atlantyku. Leży w archipelagu Azorów, który składa się z 9 wysp. Terceira jest na trzecim miejscu w archipelagu pod względem wielkości i na drugim miejscu pod względem liczby mieszkańców. Ze swoją powierzchnią ok. 400 km kw. stanowi ok. 80% powierzchni Warszawy – co oznacza, że nie jest duża, ale nie jest też tak mikroskopijna, jak niektórzy sobie wyobrażają. Liczba mieszkańców różni się w zależności od źródła, ale z tego, co ostatnio znalazłam, wynika, że mieszka tu ok. 56-58 tys. osób. To średniej wielkości miasto w Polsce.

Azory to wyspy wulkaniczne.

Algar do CarvãoWidać to na każdym kroku. Krajobraz zdobią stożki wulkaniczne, w tym – najwyższy szczyt Portugalii, Pico, o wysokości 2351 m n.p.m. (czaicie to? ponad dwa kilometry wystające prosto z wody!), który znajduje się na wyspie Pico. Na Terceirze znajduje się wulkan Algar do Carvão – jeden z trzech znanych na świecie, a dwóch dostępnych dla zwiedzających wulkan, którego ściany stożka nie zapadły się, więc można zwiedzać ten wulkan od środka. Są liczne tunele lawowe, są fumarole, czyli miejsca, z których spod ziemi wydobywa się siarka. Na szlaku można znaleźć zastygłą lawę, kawałki obsydianu (tzw. szkła wulkanicznego) czy bomby wulkaniczne. A komunikaty o aktywności sejsmicznej też przypominają, czemu zawdzięczamy istnienie tego pięknego kawałka świata.

Nikt tu jednak nie myśli o tym na co dzień. Tylko od czasu do czasu zastanawiamy się ze znajomymi, co właściwie trzeba by zrobić „w razie czego”. Ostatnio koleżanki zaplanowały, że wszyscy zrzucimy się na łódź i „w razie czego” stąd odpłyniemy. Jest to jakaś myśl.

Byłam dwa dni temu na wykładzie o tym, kiedy będzie następna erupcja na Terceirze.

Był to wykład z okazji 55. urodzin Stowarzyszenia Montanheiros – tego, co to dba o wulkan Algar do Carvão, jaskinie lawowe etc., i organizuje piesze szlaki po Terceirze. Dowiedziałam się, że erupcji nie będzie jutro. Ani w przyszłym roku. Sądząc jednak po statystykach, prawdopodobnie możemy się jej spodziewać jeszcze w tym stuleciu. Jak to mówi stare porzekadło – pożyjemy, zobaczymy.

Ale wracając do tego, co to jest Terceira. Terceira to wyspa bardzo, bardzo zielona. Gdzie się nie obrócicie, tam zobaczycie zieleń. Skąd tyle zieleni? Po pierwsze, jest tu bardzo wilgotno (wokół ocean, więc trudno się dziwić) i często pada. Zieleń skądś musi się brać. Po drugie, wulkaniczne gleby są niesamowicie żyzne. Dobrze się tu przyjmuje praktycznie wszystko, co się posadzi. Roślinność jest więc bujna i zachwyca sobą na każdym kroku. Powtarzam od mojej pierwszej wizyty, że jest tu 50 odcieni zieleni. Choć im dłużej mieszkam, tym bardziej widzę, że bliżej liczbie tych odcieni do 500 niż do 50.

Terceira to wyspa.

To mała wyspa. I w tej chwili nie mówię tutaj o jej wielkości, ale raczej o sposobie życia. To mała wyspa, bo wszyscy się znają. Może nie w 100% wszyscy, ale w tej chwili jest już tak, że jak poznaję nową osobę, na pewno mam już z nią przynajmniej piątkę wspólnych znajomych. Jeśli nie więcej.

Na początku mnie to denerwowało. Denerwował mnie brak prywatności. Teraz wiem, że o prywatność trzeba po prostu zadbać, a tym, że wszyscy się znają, można się cieszyć, bo to tworzy takie poczucie wspólnoty i przynależności.

Z perspektywy turysty to, że wszyscy się znają i że wszyscy chcą wszystkim pomagać, jest bardzo sympatyczne. Może się zdarzyć, ze zostaniecie zaczepieni na ulicy, kiedy nie wiecie, dokąd iść – i ktoś Was tam po prostu poprowadzi, przy okazji dopytując, skąd jesteście, na ile przyjechaliście i jak Wam się podoba wyspa. I niepewni, czy wymawiają dobrze słowa, wspomną o Lechu Wałęsie, Janie Pawle II i Robercie Lewandowskim. Niektórzy wspomną jeszcze Bońka. Od razu poczujecie się jak w domu!

Terceira to raj dla krów.

Azorskie krowy, fot. Krzysztof Batycki
Fot. Krzysztof Batycki

Szczęśliwe azorskie krowy wypasane na azorskich łąkach, z widokiem na Ocean Atlantycki – czego więcej mogą chcieć do szczęścia? Azorskie krowy dają azorskie mleko, z którego produkuje się azorski ser. Znajomy Francuz twierdzi, że jest tego sera mało, ale dla mnie jest wręcz zatrzęsienie.

Terceira to nie jest raj dla wegetarian.

Wegetarianie mogą iść do jednej knajpy w ogrodzie miejskim lub żywić się samodzielnie. Na Terceirze je się mięso z mięsem i do tego mięso. Fakt, mają mięso dobrej jakości, ale odrobina warzyw zdecydowanie dobrze by im tutaj zrobiła. W knajpach popularne danie to bitoque, czyli sznycel z jajkiem sadzonym, ryż i frytki. Frytki to zapewne surówka, bo przecież ziemniak jest warzywem. Jest też sporo ryb, są owoce morza, jest tradycyjna alcatra, czyli coś a la gulasz. Z wersji bezmięsnych do wyboru zupa-krem (inne rzadko się spotyka) lub surówka. Surówka zazwyczaj składa się z sałaty i startej marchewki. Czasem dochodzi do tego cebula lub/i pomidor.

Terceira za to jest rajem dla mieszkańców.

Przeprowadziłam kiedyś ankietę wśród znajomych, jak widzą Terceirę i co w niej lubią. Lista była długa, opisałam ją w tekście Terceira z perspektywy mieszkańca. W skrócie: mieszkańcy kochają tu żyć. Kochają przyrodę, spokój i to, że mają czas na życie. Na swoje zainteresowania, na spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Przyjmują życie takim, jakie jest, i choć ja się czasem wściekam, że przez to nieraz stoją w miejscu – na pewno są zdrowsi i szczęśliwsi.

Mają swoje prace, a kiedy z nich wracają, zajmują się życiem. Spotykają się z ludźmi, biorą udział w lokalnych wydarzeniach (a jest ich pod dostatkiem), pływają w oceanie, smakują lokalnych serów, piją mikropiwo (małe piwo tutaj jest w formacie mikro – ma 0,2 l), grają w piłkę nożną, oglądają tourady, czyli biegi byków i cieszą się tym, co jest.

Kiedy jadą na kontynent, z chęcią oglądają to, co nieznane, ale potem z jeszcze większą chęcią wracają do siebie. I opowiadają, że za dużo tam ruchu ulicznego, za tłoczno, zbyt głośno. Że dobrze to zobaczyć, ale jeszcze lepiej wrócić.

Terceira to miejsce, które przyjęło mnie z otwartymi ramionami.

Choć sporo czasu upłynęło, zanim te ramiona zobaczyłam. Mam szczęście do ludzi i tutaj mnie ono nie opuściło, poznałam wiele fantastycznych osób, które pomogły mi na samym początku i pozostały, kiedy już pewniej stanęłam na własnych nogach. Ale tęsknota za Polską i bliskimi nadal wraca do mnie falami i sprawia, że czasem mam ochotę wziąć dokumenty i wsiąść w najbliższy samolot. Cóż, myślę, że to nie minie. Że gdziekolwiek nie będę, zawsze będzie mnie ciągnąć tam, gdzie mnie nie ma. W końcu już od małego chętnie poznawałam to, co nowe. Póki co mam bilet do domu na święta, a na Terceirze jeszcze dużo do odkrycia. A co będzie dalej – zobaczymy. Na razie, wzorem Portugalczyków, cieszę się dniem dzisiejszym. Chyba całkiem nieźle mi idzie.

No to dobrego dnia!

Widok z Monte Brasil, fot. Krzysztof Batycki
Fot. Krzysztof Batycki