Wielkanoc na Terceirze

To już moja czwarta Wielkanoc na Terceirze Pytacie mnie czasem, jak wygląda Wielkanoc na Terceirze. Powiem Wam, że dość podobnie, jak w Polsce. Jest to święto przede wszystkim religijne, ale też rodzinne. To czas na spotkania w dużym gronie, z bliskimi. Triduum Paschalne Wielkanoc to święto religijne, najważniejsze w Kościele katolickim. Celebrowane jest więc przede wszystkim w kościele. To read an English version of this article click HERE. Wielki Czwartek – wspomnienie Ostatniej Wieczerzy W Wielki Czwartek odprawiana jest Msza Wieczerzy Pańskiej. Przypomina ona o Ostatniej Wieczerzy i ustanowieniu sakramentu kapłaństwa. Obrzęd obmycia nóg z kolei przywołuje przykazanie miłości. Na koniec mszy Najświętszy Sakrament przenosi się z ołtarza w inne, odosobnione miejsce. Wielki Piątek to w Portugalii święto Również w tym sensie, że jest to dzień wolny od pracy. Wyobrażacie sobie moje zdziwienie, kiedy jeszcze w 2017 r. poszłam w Wielki Piątek w poszukiwaniu żurku do sklepu międzynarodowego, a ten był zamknięty? Nie wyobrażacie sobie? To spróbujcie znaleźć ten żurek w Poniedziałek wielkanocny. Wrażenia będą podobne. Tak poza tym, że w Portugalii nikt o żurku nie słyszał i sklep międzynarodowy był moją ostatnią deską ratunku. Tradycyjnie w Wielki Piątek obowiązuje „jejum e abstinência”, czyli post i abstynencja. Co one oznaczają? Post oznacza ograniczenie ilości spożywanych posiłków. Obecnie mówi się, że można zjeść jeden posiłek do syta i niewielkie ilości pozostałych posiłków. Abstynencja to zaś ograniczenie jakościowe spożywanych posiłków, ze wskazaniem na unikanie mięsa. Ryby są dozwolone. (Ciekawe jest to, że według Kościoła w Portugalii, abstynencja od mięsa dotyczy wszystkich piątków w roku, ale jeszcze nie spotkałam Portugalczyka, który by tego przestrzegał. Ba, jeszcze nie spotkałam Portugalczyka, który by w ogóle o tym zaleceniu wiedział. Wszyscy się za to dziwią, że taka tradycja przestrzegana jest w Polsce). W Wielki Piątek osoby wierzące starają się również utrzymywać abstynencję od innych posiłków i aktywności, które mogą im sprawiać przyjemność. Wielki Piątek to dzień bez mszy świętej. Odbywa się za to liturgia słowa i adoracja krzyża jako symbolu śmierci Chrystusa. A późnym wieczorem – Via-sacra, czyli Droga Krzyżowa na ulicach miasta czy wsi. Wielka Sobota – bez święcenia jajek W Polsce Wielka Sobota kojarzy nam się z przygotowywaniem pisanek i święceniem koszyczków. W Portugalii, na Azorach, na Terceirze – nie ma takiej tradycji. Wielka Sobota jest dniem ciszy, bez mszy świętej. Dopiero wieczorem, po zapadnięciu zmroku, wierni wybierają się na najważniejszą w roku liturgicznym Eucharystię – Wieczerzę Paschalną. Wieczerza Paschalna składa się, podobnie jak w Polsce, z czterech liturgii. Są to: Niedziela wielkanocna to czas dla bliskich W niedzielę wielkanocną dzwony kościołów biją na znak Zmartwychwstania Chrystusa, a rodziny gromadzą się na wspólnym obiedzie. Tradycyjnym daniem wielkanocnym na Terceirze jest jagnię. I typowy dla Portugalii słodki chleb massa sovada z jajkiem na wierzchu. Nikt nie słyszał o sałatce jarzynowej, o jajkach z majonezem ani o żurku na śniadanie. Wszyscy za to wiedzą, że Wielkanoc na Terceirze to czas dla rodziny. To czas na spotkania z najbliższymi. I obdarowanie ich czekoladowymi jajkami/kulkami (amendoins doces) w przeróżnych wersjach. I w dużych ilościach. Tutaj również dzieci ochoczo szukają jajek i słodyczy ukrytych w domu lub ogrodzie (caça aos ovos), tutaj również wszyscy się cieszą swoją obecnością. Odwiedza się rodziny, przyjaciół. To czas na zacieśnianie więzi. Zwłaszcza że w niedzielę kończy się świętowanie, w poniedziałek trzeba już iść do pracy. Kiedyś w końcu trzeba odpracować wolny Wielki Piątek. A potem – Festas do Espírito Santo Tak naprawdę Wielkanoc na Terceirze to wstęp do Festas do Espírito Santo, czyli celebracji Ducha Świętego. To typowa dla Terceiry tradycja, którą świętuje się po dziś dzień. Zainteresowani? Poczytajcie o niej więcej. I koniecznie przyjedźcie zobaczyć to na żywo! To już moja czwarta Wielkanoc na Terceirze Każda była inna. Raz zrobiłam znajomym z Terceiry typowo polskie śniadanie wielkanocne i zadziwiłam ich ilością dań z jajkami. Tak, tak, polska Wielkanoc jajkami stoi. Raz miałam polsko-hiszpańsko-włoskie śniadanie i miałam okazję poznać tradycje innych krajów. Moi koledzy nawet przygotowali pisanki! A w zeszłym roku niedzielę wielkanocną spędziłam bardzo aktywnie, ze znajomymi na szlaku. 8000 kroków zaliczone przy pierwszej górce. Normalnie jak króliczki Duracella. Teraz mamy rok 2020 i etap koronawirusa Wszystko zamknięte, a od 9 do 13 kwietnia w Portugalii nie można się przemieszczać pomiędzy gminami. Na Terceirze też. Kto mieszka w Angrze, nie może w tym czasie jechać do Prai – i odwrotnie. Chodzi o to, żeby ludzie nie jeździli na Wielkanoc do rodziny i się wzajemnie nie zarażali. W tym roku po raz pierwszy moja Wielkanoc na Terceirze będzie przebiegała w zamknięciu. Podobnie jak wszystkie inne dni w tym momencie. Ale żurek w paczce mam, jestem przygotowana! A poza żurkiem mam też nadzieję, że sytuacja, w której jesteśmy, się niedługo poprawi. Żebyśmy chociaż ostatnie niedziele Festas do Espírito Santo mogli świętować na całego. Czego sobie i Wam wszystkim życzę.
Angra do Heroísmo – stolica Terceiry na Liście światowego dziedzictwa UNESCO

Angra do Heroísmo to stolica Terceiry. Spokojna, urokliwa, pełna skarbów do odkrycia. Jej centrum historyczne jest wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli byliście na Terceirze, na pewno spacerowaliście oczarowani uliczkami Angry do Heroísmo. Jeśli nie byliście – wszystko przed Wami! Ale zanim tu dotrzecie, możecie nacieszyć oczy zdjęciami Angry. Znajdziecie je na przykład u mnie na Facebooku i Instagramie. To read an English version of this article click HERE. W Angrze można się poczuć tak, jakbyśmy przenieśli się w czasie. Terceira została odkryta i zasiedlona w drugiej połowie XV wieku, a niektóre budynki w Angrze pamiętają początki XVI wieku! Czyli po ich korytarzach mogli chodzić jeszcze pierwsi odkrywcy lub ich dzieci! Angra do Heroísmo na Liście światowego dziedzictwa UNESCO Angra do Heroísmo została wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1983 r. Podstawę stanowiły dwa kryteria kulturowe: Kiedy rozejrzymy się po Angrze, zobaczymy, że historia jest tam obecna na każdym kroku. Angra do Heroísmo to pierwsza osada na Azorach, która dostała prawa miejskie. Od 1534 r. jest ona uznawana za miasto. W tym samym roku została siedzibą diecezji, co również wpłynęło na jej rozwój. Od XVI do XIX w. była najważniejszym portem przeładunkowym na Atlantyku. Zatrzymywały się tu przede wszystkim statki płynące do i z Indii, jak również inne przepływające przez Atlantyk. Statki pełne były skarbów z Indii i ze świata Zachodu: złota, srebra, orientalnych przypraw. Stawały się celem ataków piratów. Zatoka Angry, osłaniana przez półwysep Monte Brasil, stanowiła świetne schronienie. Przed atakami zewnętrznymi chroniły wyspę dwie fortece: forteca São João Baptista zlokalizowana u podnóża Monte Brazil i fort São Sebastião (znany jako Castelinho) w Porto de Pipas („port beczek”). Angra się rozwijała, co znajdowało odzwierciedlenie w jej architekturze. Katedra Sé, budynek Urzędu Celnego, kościół Misericórdia (miłosierdzia), klasztor franciszkański – to tylko jedne z wielu zabytków, które potwierdzają ówczesne znaczenie stolicy Terceiry. Angra do Heroísmo została też mądrze zbudowana Angra jest nie tylko pełna niezwykłych zabytków, lecz także bardzo mądrze zbudowana. Kiedy pierwsi odkrywcy dotarli na Terceirę, zobaczyli wyspę z dużym półwyspem przylegającym do jej południowego wybrzeża. Półwysep tworzył dwie zatoki i stanowił naturalną ochronę przed wiatrem i silnymi falami oceanicznymi. Nic dziwnego, że właśnie w tym miejscu postanowili się osiedlić. Siatka miasta jest nieco przesunięta w stosunku do ówczesnej tradycyjnej zabudowy. Pierwsi osadnicy budowali ją, uwzględniając lokalne wiatry, co świadczy o ich świetnym dostosowaniu do istniejących warunków geograficznych. Angra do Heroísmo przetrwała już trzęsienie Ziemi, oby przetrwała i kolejne lata 1 stycznia 1980 roku Terceirę nawiedziło trzęsienie Ziemi o sile 7,2 w skali Richtera. Połowa Angry legła w gruzach – dosłownie. Większość budynków zrekonstruowano jednak zgodnie z ich oryginalnymi planami. Dlatego dziś możemy podziwiać niezmieniony kształt historycznego centrum stolicy Terceiry. Dla tych, którzy mają dom w historycznej części Angry, prace remontowe mogą być uciążliwe. Trzeba uzyskać stos pozwoleń, trzeba zachować oryginalną fasadę, trzeba pamiętać o specyficznych technikach budowlanych. Ale kiedy spaceruję uliczkami Angry, jestem wdzięczna mieszkańcom za ich wysiłek. Tu jest po prostu pięknie. I niech tak zostanie!
Azory – jakie wyspy wybrać

Jednym z pytań, które słyszę od Was najczęściej, jest „Azory – jakie wyspy wybrać?” Rozumiem, że każdy z nas ma ograniczony czas i możliwości, więc chcemy wybrać to, co dla nas najlepsze. Pozwól, że w tym artykule „Azory – jakie wyspy wybrać?” przeprowadzę Cię przez poszczególne wyspy, żebyś mógł/mogła sprawdzić, który kierunek jest dla Ciebie. Albo – który kierunek jest dla Ciebie teraz. Potem mogą być kolejne. To read an English version of this article click HERE. Na pewno słyszałeś/-eś już niejeden raz, że każda wyspa na Azorach jest inna. Nie będę udawała, że jest inaczej. Naprawdę każda wyspa jest inna. Każda ma inną atmosferę, każda ma coś specyficznego do zaoferowania. Co je łączy, to Atlantyk, zieleń i wulkany. I zmienna pogoda – na Azorach mogą być 4 pory roku w ciągu jednego dnia, wiesz już o tym? Trzeba być przygotowanym wszystko. (W dniu, kiedy to piszę, powiesiłam na sznurkach za domem ręcznik, żeby wysechł. Było piękne słońce i duży wiatr. W pewnym momencie usłyszałam ogromny hałas. Podeszłam do okna – to deszcz. Ulewa, która trwała 3 minuty. Chyba mój ręcznik był bezpieczniejszy w łazience.) Na Azorach jest 9 wysp. Są one oddalone od wybrzeża Portugalii o ok. 1500 km i rozrzucone na środku Atlantyku na długości ok. 650 km. Wszystkie są aktywne sejsmicznie i wszystkie niezwykle ciekawe. Znam je wszystkie i wiem, że stwierdzenie, iż każda wyspa jest inna, jest w pełni uzasadnione. To jak, robimy wycieczkę po każdej wyspie po kolei? Terceira – wejdź do wnętrza wulkanu i przeżyj święta, których nie ma nigdzie indziej na świecie Na pierwszy rzut idzie oczywiście Terceira. Dlaczego? Bo tu mieszkam i uwielbiam tę wyspę. To pierwsza azorska wyspa, którą poznałam, i pierwsza, w której się zakochałam. Wszechobecna zieleń absolutnie mnie urzekła. I ten spokój, ta serdeczność. I olbrzymia dawka radości wisząca w powietrzu. Dla mnie – mieszanka idealna. Usłyszałam ostatnio, że ktoś zrobił Terceirze dobry marketing twierdząc, że nic na niej nie ma. Bo dzięki temu nie docierają tu przypadkowi turyści, ale ci, którzy są naprawdę ciekawi świata. Przylatują – i szybko zaczynają się zastanawiać, dlaczego przylecieli tylko na x dni, a nie na dwa razy tyle. Co więc jest takiego wyjątkowego na Terceirze? Jest wulkan Algar do Carvão, unikat na skalę światową. Można w nim wejść do środka komina wulkanicznego. Na świecie są tylko trzy takie wulkany, z czego tylko dwa otwarte dla zwiedzających. Jeden z nich jest właśnie na Terceirze. Azory to wyspy wulkaniczne, więc na Terceirze nie brakuje krajobrazów pełnych stożków wulkanicznych. Najwyższy szczyt wyspy, Serra de Santa Bárbara (1021 m n.p.m.), z którego widać większość wyspy, to aktywny wulkan. Można też odwiedzić tunel lawowy Gruta do Natal, obejrzeć fumarole w Furnas do Enxofre, spojrzeć na Ryft Terceira, wykąpać się w naturalnych basenach skalnych, np. w Biscoitos. A po kąpieli napić się wina z lokalnej winnicy. Terceira to szczęśliwe krowy z widokiem na ocean, pyszne sery i szlaki pełne endemicznych roślin. (Uniwersytet pełen jest badaczy z całego świata, którzy przyjeżdżają właśnie na Terceirę badać gatunki roślin endemiczne dla Azorów i dla samej Terceiry.) To historyczna stolica wyspy, Angra do Heroísmo, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To przepyszne Donas Amélias, lokalna alcatra i świeżo zdjęte ze skały lapas. Terceira to również raj dla wielbicieli sportów wodnych – nurkowanie, snorkeling, żeglowanie, SUP, kajaki, coasteering. Do tego obserwacja wielorybów i delfinów, a na lądzie – canyoning i park linowy. Można położyć się na klifie i nic nie robić – albo można się konkretnie zmęczyć, co kto woli. Terceira to święta, których nie ma nigdzie indziej Mówi się, że na Azorach jest 8 wysp i jeden park rozrywki. Ten park rozrywki to Terceira. Ludzie tutaj uwielbiają się bawić. Może dlatego do tej pory przetrwały tradycje, których nie ma nigdzie indziej na świecie. To tutaj możesz wziąć udział w Festas do Espírito Santo, czyli obchodach świąt Ducha Świętego. To tutaj możesz zaobserwować, jak ludzie gromadzą się na touradas à corda, często nawet nie widząc byka. Skupiają się na tzw. „quinto touro”, czyli na „piątym byku”. Czyli na imprezie. To na Terceirze ma miejsce największe na świecie skupisko teatrów amatorskich w języku portugalskim, czyli karnawałowe przedstawienia bailinhos (czytaj więcej TUTAJ i TUTAJ) – jedyna taka tradycja na całym świecie. W końcu to na Terceirze możesz wziąć udział w największym świeckim festiwalu na Azorach, Sanjoaninas. Jest co robić, kalendarz pęka w szwach. Ale jeśli wolisz ciszę i spokój, zawsze znajdzie się dla Ciebie miejsce na łonie natury. Pośrodku niczego. Z widokiem na soczyście zielone wulkaniczne wzgórza, uspokajającą szachownicę pól i pastwisk i intensywnie błękitny ocean. Pełnia szczęścia. I za to cenię Terceirę. Wiem, że się rozpisałam o Terceirze Ale to miejsce, które znakomicie znam i dlatego wiem, jak wiele oferuje. I nie, wcale nie namawiam, żeby to właśnie tu przyjechać 😉 I wcale nie namawiam, żeby zwiedzić tę wyspę ze mną 😉 Dlatego już przechodzę do kolejnych wysp, które również są zachwycające! São Jorge – wykąp się w naturalnym basenie skalnym w fajã i spróbuj lokalnego sera São Jorge to wyspa, która cieszy oczy jeszcze zanim się na niej wyląduje. Mówi się, że to leżący smok. I faktycznie – wyspa jest długa, wąska i wysoka. I bardzo zielona. Z jej najwyższego szczytu, Pico da Esperança (1053 m n.p.m.; przy okazji – Pico da Esperança oznacza Szczyt Nadziei), rozciąga się niezapomniany widok. Widać stamtąd wszystkie cztery pozostałe wyspy centralnej części archipelagu Azorów: Pico, Faial, Terceirę i Graciosę. Oczywiście kiedy nie ma mgły, co nie jest oczywiste w wysokich partiach na Azorach. Wyróżniającą cechą São Jorge są fajãs. Fajãs to struktury skalne charakterystyczne dla Azorów, a w szczególności właśnie dla São Jorge. Wyobraź sobie wybrzeże klifowe. Widzisz? Takie wysokie na kilkaset metrów? Dobrze. Te niesamowite wodospady na klifach też widzisz? Super. Chociaż nie o wodospadach miało być. Wyobraź sobie, że duża część skał osuwa się lub pionowo odrywa od klifu i spada. I tworzy nowy kawałek lądu. Ten kawałek lądu to fajã. W niektórych fajãs do tej pory nie ma prądu, są za to urokliwe baseny skalne i… kawa prosto z lokalnej plantacji. Na wysokich
Wino z Biscoitos

Kto odwiedza Terceirę, musi koniecznie poznać wino z Biscoitos. Biscoitos to jedyny obszar na Terceirze przeznaczony do produkcji wina. Charakterystyczny krajobraz czarnych kamiennych murków i leżących na nich jasnozielonych liści winorośli znalazł się nawet pod ochroną azorskiego rządu. Wino z Biscoitos to ważny element dziedzictwa wyspy. To read an English version of this article click HERE. Historia wina na Terceirze sięga XV wieku… …czyli czasów kolonizacji wyspy. Już pierwsi osadnicy wykorzystywali wulkaniczną ziemię do uprawy winorośli. W 1647 r. na szeroką skalę zaczęto uprawiać szczep Verdelho jako najlepiej przystosowany do wilgotnych warunków wyspy. Ten szczep charakteryzuje się m.in. dość luźno ułożonymi w gronie winogronami, dzięki czemu jest mniej niż inne narażony na gnicie. Nic jednak nie jest w 100% odporne na inne plagi. W XVIII i XIX wieku różne plagi zaatakowały winnice na Terceirze, w tym – niszczycielska filoksera, która spustoszyła też wiele innych winnic na świecie. Dopiero w 1890 roku szaleniec – jak wówczas myślano – lub marzyciel – jak dziś można na to spojrzeć – Francisco Maria Brum zdecydował się reaktywować produkcję wina. Założył winnicę! Początkowo w Fontinhas, następnie w Biscoitos. Ta winnica do dziś jest znana jako Casa Agrícola Brum. Działa nieprzerwanie od prawie 130 lat, prowadzi ją już piąte pokolenie tej samej rodziny. Ciągle z tą samą pasją! Wino z Biscoitos to wino wulkaniczne Szczepy Verdelho rosną na wulkanicznej ziemi wśród tak zwanych „biscoitos” („ciasteczka”), czyli wśród drobnych kamieni wulkanicznych. Ich sposób uprawy różni się od tych znanych nam np. z Francji czy Włoch. Na Terceirze przyszłe wino z Biscoitos dojrzewa na małych kwadratach lub prostokątach otoczonych murkami z czarnych kamieni wulkanicznych. Winorośle nie pną się do góry po linkach, lecz rozprzestrzeniają po rozłożonych wokół nich kolejnych kamieniach. Kamienne murki chronią winorośle przed zimnym słonym wiatrem wiejącym od oceanu, a murki w połączeniu z kamieniami na podłożu wytwarzają specjalny mikroklimat. Kamienie nagrzewają się w ciągu dnia i oddają ciepło w ciągu nocy. Dzięki temu winogrona szybciej dojrzewają i produkują więcej cukru. Wino z Biscoitos, nawet to wytrawne, nigdy nie wywoła skrzywienia na Waszej twarzy. Widok ścielących się nad oceanem winorośli może być za to powodem rozmarzonego uśmiechu. W Biscoitos można przejść się szlakiem wśród winnic, jak również odwiedzić Muzem Wina z Biscoitos (Museu do Vinho dos Biscoitos) Rodzina Brum w 1990 r., na stulecie swojej winnicy, otworzyła Muzeum Wina z Biscoitos. W muzeum tym znajdują się eksponaty przedstawiające nie tylko historię rodziny Brum i ich winnicy, ale również historię wyspy i winiarstwa. Można również na własne oczy zobaczyć szczep Verdelho (na potrzeby muzeum wyjątkowo rosnący pionowo) oraz spróbować pysznego wina. Tradycyjnie w tejże winnicy produkuje się wino likierowe Chico Maria (wytrawne, półwytrawne i słodkie). Na miłośników wina stołowego czekają zaś Da Resistência i Donatário. Wszystkie leżakowały sobie w dębowych beczkach zanim zostały zabutelkowane i przeznaczone do degustacji i do sprzedaży. Tak, tak, jeśli Wam jakieś wino zasmakuje, możecie je od razu na miejscu kupić i potem delektować się długo wspomnieniami z Terceiry. Co roku w Muzeum Wina z Biscoitos odbywa się Święto Winorośli i Wina z Biscoitos W wybranych dzień pod koniec sierpnia na terenie Muzeum Wina można zobaczyć osoby w tradycyjnych strojach zbierające winogrona do tradycyjnych wiklinowych koszy, wziąć udział w deptaniu winogron, napić się wina z glinianych naczyń czy spróbować tradycyjnych azorskich przekąsek. Nigdy nie brakuje też świętowania z muzyką i tańcami. Muzeum Wina z Biscoitos odwiedziłam niedawno z koleżanką. Zostałyśmy oprowadzone po muzeum przez przesympatycznych przedstawicieli czwartego pokolenia rodziny Brum. Razem z nimi podziwiałyśmy grona proszące o każdy promień słońca, prasy do tłoczenia miazgi winnej i wielkie beczki dające nadzieję na kolejne litry tego pysznego trunku. Oczywiście nie mogło się też obejść bez degustacji win! Skosztowałyśmy pysznych win likierowych i stołowych przy akompaniamencie massa sovada, czyli tradycyjnego portugalskiego słodkiego chleba. Rozmowom i uśmiechom nie było końca. Nie bez powodu Muzeum Wina z Biscoitos pojawiło się na liście 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze. Przydatne informacje Miejsce: Museu do Vinho dos Biscoitos znajduje się na północy wyspy, w Biscoitos, przy Canada do Caldeiro 3. Dni i godziny otwarcia: wtorek-sobota, 13:30-16:00 Dojazd: ze względu na degustację proponuję transport publiczny; dojedziecie tam autobusem nr 1 z Angry (powiedzcie kierowcy: „Biscoitos, Museu do Vinho”); rozkład autobusów na Terceirze znajdziesz TUTAJ. Wstęp wolny Ceny win: w zależności od gatunku i rocznika od ok. 10 do ok. 40 EUR Rekomendacje: wino likierowe Przyjemnego zwiedzania i degustowania! Niech wino z Biscoitos będzie z Wami!
Carnaval na Terceirze

Carnaval na Terceirze, czyli wielki karnawał na małej wyspie. Carnaval (czyli karnawał) jest jednym z wydarzeń, na które mieszkańcy wyspy czekają przez cały rok. A ledwo się skończy – leczą przeziębienie i czekają na następny. I następny. I następny. To tradycja, której zdecydowanie warto się przyjrzeć. Przeprowadzę Was przez nią moimi oczami. To read an English version of this article click HERE. „Musisz iść na karnawał!” – słyszę. Ale jak to „muszę”? Karnawał jak karnawał, każda okazja do świętowania jest dobra, a ja w tej chwili nie mam ochoty świętować. No i jak to – że karnawał trwa od soboty aż do wtorku? I że wtorek (polskie Ostatki) to niby dzień wolny tylko dlatego, że jest impreza? I część instytucji publicznych ma też wolny poniedziałek? No jak to? Ale dobrze. Zakładam skórzaną sukienkę, maluję czarną pajęczynę wokół oczu i wychodzę. Później słyszę, że mój strój bardziej pasował do Halloween niż do karnawału. Że to na Halloween jest mrocznie, a na karnawał dziko i kolorowo. Ale nie szkodzi, idę sprawdzić, wokół czego tyle zamieszania. Przed wyjściem z baru znajomego jeszcze widzę chłopaka w różowej baletowej spódniczce i różowych tiulowych skrzydłach. Wychodzę. Idę na Rua de São João. A tam impreza na całego. Rua de São João to jedna z ulic prowadzących od głównej Rua da Sé do mariny w Angrze. Podczas karnawału (podobnie jak podczas Sanjoaninas) staje się imprezowym centrum wyspy. Wszyscy, którzy kochają zabawy kostiumowe, docierają właśnie tutaj. Zwłaszcza w ostatnią sobotę i… poniedziałek karnawału. Tak, poniedziałek – w końcu wtorek jest wolny i można odespać. Stworzenie wymyślnego, oryginalnego kostiumu to wyzwanie, którego wiele osób z radością się podejmuje. Kombinują, kupują, zamawiają, szyją, dziergają, tną, kleją, malują… Im bardziej wyraziście i kolorowo, tym lepiej. Na ulicach widać czarownice, piratów, żaby, rycerzy, drzewa, a nawet Fridę Kahlo. „To po to w sklepach te kostiumy Spidermana i pokojówki, i maski, i kapelusze w przeróżnych kolorach i kształtach” – myślę. I obserwuję grupki roześmianych ludzi, którzy bawią się, jakby to była najlepsza impreza ich życia. Kto wie, może jest. Kolejna najlepsza będzie w poniedziałek. Kolejna – podczas Sanjoaninas. A potem znów karnawał. Chodzę i przyglądam się ludziom. Sama jestem w nastroju mało zabawowym, to w końcu luty 2017, początki mojego pobytu na wyspie, kiedy jeszcze nie wiem, co i jak, za to czuję, jak bardzo jestem inna. Niby na ulicy jest tłum, ale jakoś nie umiem się w tym tłumie zgubić. Wracam do domu z poczuciem, że to fantastyczna tradycja, ale nie moja. Może kiedyś się do niej przekonam, może nie. Ale na pewno jest to impreza, którą warto zobaczyć. Za to bailinhos podbijają moje serce. O bailinhos też mówią wszyscy wokół. I wszyscy się dziwią, że nie wiem, co to jest. Cóż, to tradycja typowa dla Terceiry, więc nic dziwnego, że jej nie znam. Ale szybko poznaję. Bailinhos to grupy teatralno-muzyczno-taneczne, złożone głównie z amatorów, które są tworzone specjalnie na okres karnawału (ostatni weekend, od soboty do wtorku). Autorskie scenariusze, muzyka, układy choreograficzne, specjalnie szyte kostiumy we wszystkich kolorach tęczy, długie weekendowe i wieczorne próby… To wszystko po to, żeby przez cztery dni jeździć od ośrodka kultury do ośrodka kultury i komentować ze sceny współczesną społeczną i polityczną rzeczywistość. Zarówno lokalną, zrozumiałą tylko dla mieszkańców wyspy czy wręcz gminy, jak i ogólnoświatową. Czasem w grupach znajdują się profesjonaliści, ale zwykle bailinhos zostają osoby, które mają swoje inne prace i zajęcia – i tylko na okres karnawału przywdziewają barwny kostium i wchodzą na scenę. Niektórzy niezmiennie co roku od dwóch dekad. Albo i dłużej. Bo to zajęcie, które wciąga. Zanim to jednak nastąpi, bailinhos czekają długie tygodnie przygotowań. Karnawał to wydarzenie na tyle ważne, że w szkołach przekładają terminy sprawdzianów z jego powodu! Moje pierwsze zetknięcie z bailinhos składa się głównie z pytań zaczynających się od „Ale jak to?” Ale jak to nie ma żadnego harmonogramu? Ale jak to nie wiadomo, kiedy przyjedzie następna grupa? I kto będzie tą następną grupą? Ale jak to nie macie pojęcia, ile będzie trwało? Ale jak to macie jedzenie i picie, i koce? Naprawdę macie zamiar siedzieć tu od popołudnia aż do rana?? Podczas pierwszego spotkania z bailinhos nie rozumiałam nie tylko ani słowa ze sceny, ale też nie rozumiałam całego kontekstu kulturowego. W małych i większych ośrodkach kultury ludzie przychodzą jak najwcześniej, zajmują sobie miejsca, obkładają się kocem i siedzą faktycznie od popołudnia aż do świtu. Oglądają przedstawienie za przedstawieniem, komentują, porównują do tego, co dana grupa pokazała w zeszłym roku. Zastanawiają się, którzy bailinhos są w tym roku najciekawsi, oceniają scenografie i kostiumy, czekają z niecierpliwością, aż na scenie pojawi się ich sąsiad, córka albo sprzedawca ryb. Chodzą do baru na bifany i częstują się nawzajem ciastkami. Tak, przy każdym ośrodku kultury na czas karnawału jest otwarty bar, w którym można kupić bifanę (wspominana już przeze mnie kilka razy bułka z kotletem, absolutny hit każdego wydarzenia), piwo oraz inne napoje i przekąski. Poza tym, każdy jest zazwyczaj dobrze zaopatrzony w chipsy, ciastka i oranżady. Karnawał to nie jest czas na zdrowe odżywianie, zresztą na wyspę niestety jeszcze ten trend nie dotarł. Na karnawał docierają za to liczne bakterie i wirusy. Nic dziwnego, że po całonocnych imprezach na ulicach i siedzeniu do rana na salach pełnych ludzi duża część osób później chodzi i kaszle, kicha i kuli się z zimna. Niektóre osoby, chcąc uniknąć choroby, wybierają oglądanie występów bailinhos w wygodnym fotelu we własnym domu. Tak, niektóre występy są nadawane na żywo przez lokalną telewizję. To nie to samo, co uczestniczenie w tym wielkim wydarzeniu społecznym na żywo, ale zawsze jest to opcja dla tych, którzy nad emocje na żywo przekładają swój komfort i zdrowie. Lub po prostu nie mają możliwości wyjścia z domu. Ale wracając do moich „Ale jak to?” – to wszystko, czego nie byłam pojąć przy pierwszym moim zetknięciu z bailinhos, stało się całkowicie normalnym już w następnym roku. Nuciłam do karnawałowych piosenek lecących w kółko w radiu, siedziałam ze znajomymi na twardej ławce w ośrodku kultury, śmiałam się z lokalnych żartów, głośno klaskałam w rytm skocznej muzyki i komentowałam wyjątkowo piękne
Dia de Amigos, czyli Dzień Przyjaciół na Azorach

Dia de Amigos, Dia de Amigas, Dia de Compadres, Dia de Comadres… Na Azorach wyjątkowo intensywnie świętuje się ostatnie cztery czwartki karnawału. Dzień Przyjaciół, Dzień Przyjaciółek, Dzień „Współojców” i Dzień „Współmatek” to święta wyjątkowe, typowe dla archipelagu azorskiego. I nadal ważne, szczególnie te dwa pierwsze. A jak to się zaczęło? To read an English version of this article click HERE. Historia obchodów tych świąt ma prawdopodobnie około 100 lat. Sąsiedzi gromadzili się, żeby przygotować kukurydzę, pszenicę i inne zboża na zbliżające się Festas do Espirito Santo, czyli uroczystości ku czci Ducha Świętego. Żeby się nie nudzić, zajmowali sobie czas poezją i przyśpiewkami. Więzi między sąsiadami zacieśniały się, a wiersze i utwory muzyczne coraz chętniej wychwalały przyjaźń. Po jakimś czasie tradycyjne przygotowania do Festas do Espirito Santo przestały mieć aż takie znaczenie. Spotkania w niewielkich grupach zastąpiono organizacją na poziomie gminy. Przyjaciele i znajomi nadal jednak chętnie się spotykali. Wartością stało się wspólne spędzanie czasu i celebrowanie znajomości. Dziś Dzień Przyjaciół i Dzień Przyjaciółek są jednymi z najchętniej obchodzonych świąt na Terceirze. Czwarty czwartek przed końcem karnawału to Dzień Przyjaciół. Wszystkie panie zostają w domu, a na ulice wyspy wylegają grupy panów. Grupy te mogą liczyć zarówno trzy osoby, jak i trzydzieści – wedle zasady „przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem”. Takie spotkanie to okazja do wyrwania się z rutyny codziennego życia, do psychicznego odpoczynku i zobaczenia się z tymi, z którymi czasem nie widziało się od długiego czasu. A dla lokalnych lokali gastronomicznym – dla podbudowania swojego budżetu. Trzeci czwartek przed końcem karnawału należy do pań. Często fantazyjnie, karnawałowo ubrane grupy kobiet świętują Dzień Przyjaciółek, podobnie jak panowie, w restauracjach, barach i innych miejscach, gdzie można zjeść i wypić coś dobrego, a czasem potańczyć lub… pokibicować striptizerowi w jego pokazie. Tak, tak, striptiz na katolickich, konserwatywnych w poglądach wyspach to nie jest nic zaskakującego i często towarzyszy Dia de Amigos i Dia de Amigas. Jeszcze nie rozwikłałam zagadki, jak to jest możliwe, ale… stojący na ulicy automat z prezerwatywami, lubrykantami i testami ciążowymi na pewno stanowi element tej samej układanki. Dzień Współojców i Współmatek są bardziej spokojne. Zazwyczaj upamiętniane sms-em z pozdrowieniami czy drobnymi słodkościami. Ale, ale – kim jest w ogóle współojciec? Kim jest współmatka? „Współojciec” i „współmatka” to moje tłumaczenia, będące kalkami językowymi. Myślę, że w tym przypadku kalki najwierniej oddają sens tych funkcji. Współojcowie i współmatki to grupy osób tej samej płci, które mają duży wpływ na wychowanie nowego członka społeczeństwa. Współojcowie to najczęściej ojciec i ojciec chrzestny danego dziecka, współmatki – matka i matka chrzestna. Na wyspach bowiem życie nadal toczy się w grupach. Oczywiście coraz bardziej popularny robi się zachodnioeuropejski indywidualizm, ale większość życia społecznego cały czas opiera się na kontaktach międzyludzkich, zwłaszcza tych wewnątrzrodzinnych. Rodzina to świętość, a przy okazji – wielka pomoc w codziennym życiu. Siostra podrzuci jajka i mleko od krowy, brat – pomarańcze, mama – świeżo upieczone ciasto, kuzynostwo zajmie się dzieckiem przez sobotnie popołudnie – i można funkcjonować. A w kolejną sobotę przejąć kolejkę opieki nad dziećmi kuzynostwa. I podrzucić wszystkim zainteresowanym fasolę z ogródka za domem. Fasoli za domem nie mam, ale w grupie przyjaciół faktycznie funkcjonuję. A Dia de Amigas świętowałam na wyspie już trzy razy. Jest co świętować! Przecież przyjaźń to jeden z najpiękniejszych wynalazków ludzkości! Dia de Amigas to lokale wypełnione po brzegi pełnymi dobrej energii kobietami, to ulice pełne rozgadanych spacerowiczek, to samochody, w których widać roześmiane damskie twarze… Dobrze widzieć tyle radości w jednym momencie. A jeszcze lepiej – dać się tej radości ponieść i naładować sobie nią baterie na kolejne dni. A gdyby zabrakło, wiecie – telefon do przyjaciela. Albo przyjaciółki!
Co to jest Terceira?

Co to jest Terceira? To mała portugalska wyspa w archipelagu Azorów, na środku Oceanu Atlantyckiego. To miejsce, w którym zamieszkałam w styczniu 2017 roku. I teraz krótkie wyjaśnienie, skąd ten dzisiejszy temat. Otóż wczoraj wzięłam udział w IV Spędzie Włóczykijów organizowanym przez moich znajomych. Spęd Włóczykijów to spotkanie podróżnicze, które do tej pory odbywało się w gronie przyjacielskim, a w tym roku „wyszło do świata”. Odbyło się w Klubokawiarni ITePe na warszawskim Grochowie. Jako że jestem 4 tysiące kilometrów od Warszawy, nie byłam w stanie tam „podjechać”, ale dzięki uprzejmości organizatorów i gospodarzy, i dzięki wsparciu technicznemu mojej siostry i jej narzeczonego mogłam się tam pojawić online. To była moja pierwsza w życiu prezentacja przeprowadzana zdalnie. Przyznam Wam, że chyba jednak łatwiej jest mi mówić, kiedy widzę odbiorców, ale cieszę się, że mogłam tam być ze znajomymi i w tej formie. Opowiedziałam im o Terceirze. I stąd temat – co to jest Terceira? Kiedy przygotowywałam się do prezentacji, przypomniałam sobie to, co ktoś mi kiedyś powiedział: „Milena, w Polsce o tym, co to jest Terceira, wiedzą chyba tylko Twoi znajomi”. Zastanowiłam się, przyznałam rację i postanowiłam to zmienić. Wczoraj opowiedziałam o Terceirze głównie znajomym, dziś krótko opowiem o niej Wam. Na tym blogu, jeśli wejdziecie w zakładkę Polka na Azorach, znajdziecie dużo tekstów o szczegółach, m.in. listę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze czy podpowiedź, co robić na Terceirze, kiedy pada, a dziś mam dla Was wprowadzenie. Co to jest Terceira? Jak wspomniałam, to mała portugalska wyspa na środku Atlantyku. Leży w archipelagu Azorów, który składa się z 9 wysp. Terceira jest na trzecim miejscu w archipelagu pod względem wielkości i na drugim miejscu pod względem liczby mieszkańców. Ze swoją powierzchnią ok. 400 km kw. stanowi ok. 80% powierzchni Warszawy – co oznacza, że nie jest duża, ale nie jest też tak mikroskopijna, jak niektórzy sobie wyobrażają. Liczba mieszkańców różni się w zależności od źródła, ale z tego, co ostatnio znalazłam, wynika, że mieszka tu ok. 56-58 tys. osób. To średniej wielkości miasto w Polsce. Azory to wyspy wulkaniczne. Widać to na każdym kroku. Krajobraz zdobią stożki wulkaniczne, w tym – najwyższy szczyt Portugalii, Pico, o wysokości 2351 m n.p.m. (czaicie to? ponad dwa kilometry wystające prosto z wody!), który znajduje się na wyspie Pico. Na Terceirze znajduje się wulkan Algar do Carvão – jeden z trzech znanych na świecie, a dwóch dostępnych dla zwiedzających wulkan, którego ściany stożka nie zapadły się, więc można zwiedzać ten wulkan od środka. Są liczne tunele lawowe, są fumarole, czyli miejsca, z których spod ziemi wydobywa się siarka. Na szlaku można znaleźć zastygłą lawę, kawałki obsydianu (tzw. szkła wulkanicznego) czy bomby wulkaniczne. A komunikaty o aktywności sejsmicznej też przypominają, czemu zawdzięczamy istnienie tego pięknego kawałka świata. Nikt tu jednak nie myśli o tym na co dzień. Tylko od czasu do czasu zastanawiamy się ze znajomymi, co właściwie trzeba by zrobić „w razie czego”. Ostatnio koleżanki zaplanowały, że wszyscy zrzucimy się na łódź i „w razie czego” stąd odpłyniemy. Jest to jakaś myśl. Byłam dwa dni temu na wykładzie o tym, kiedy będzie następna erupcja na Terceirze. Był to wykład z okazji 55. urodzin Stowarzyszenia Montanheiros – tego, co to dba o wulkan Algar do Carvão, jaskinie lawowe etc., i organizuje piesze szlaki po Terceirze. Dowiedziałam się, że erupcji nie będzie jutro. Ani w przyszłym roku. Sądząc jednak po statystykach, prawdopodobnie możemy się jej spodziewać jeszcze w tym stuleciu. Jak to mówi stare porzekadło – pożyjemy, zobaczymy. Ale wracając do tego, co to jest Terceira. Terceira to wyspa bardzo, bardzo zielona. Gdzie się nie obrócicie, tam zobaczycie zieleń. Skąd tyle zieleni? Po pierwsze, jest tu bardzo wilgotno (wokół ocean, więc trudno się dziwić) i często pada. Zieleń skądś musi się brać. Po drugie, wulkaniczne gleby są niesamowicie żyzne. Dobrze się tu przyjmuje praktycznie wszystko, co się posadzi. Roślinność jest więc bujna i zachwyca sobą na każdym kroku. Powtarzam od mojej pierwszej wizyty, że jest tu 50 odcieni zieleni. Choć im dłużej mieszkam, tym bardziej widzę, że bliżej liczbie tych odcieni do 500 niż do 50. Terceira to wyspa. To mała wyspa. I w tej chwili nie mówię tutaj o jej wielkości, ale raczej o sposobie życia. To mała wyspa, bo wszyscy się znają. Może nie w 100% wszyscy, ale w tej chwili jest już tak, że jak poznaję nową osobę, na pewno mam już z nią przynajmniej piątkę wspólnych znajomych. Jeśli nie więcej. Na początku mnie to denerwowało. Denerwował mnie brak prywatności. Teraz wiem, że o prywatność trzeba po prostu zadbać, a tym, że wszyscy się znają, można się cieszyć, bo to tworzy takie poczucie wspólnoty i przynależności. Z perspektywy turysty to, że wszyscy się znają i że wszyscy chcą wszystkim pomagać, jest bardzo sympatyczne. Może się zdarzyć, ze zostaniecie zaczepieni na ulicy, kiedy nie wiecie, dokąd iść – i ktoś Was tam po prostu poprowadzi, przy okazji dopytując, skąd jesteście, na ile przyjechaliście i jak Wam się podoba wyspa. I niepewni, czy wymawiają dobrze słowa, wspomną o Lechu Wałęsie, Janie Pawle II i Robercie Lewandowskim. Niektórzy wspomną jeszcze Bońka. Od razu poczujecie się jak w domu! Terceira to raj dla krów. Szczęśliwe azorskie krowy wypasane na azorskich łąkach, z widokiem na Ocean Atlantycki – czego więcej mogą chcieć do szczęścia? Azorskie krowy dają azorskie mleko, z którego produkuje się azorski ser. Znajomy Francuz twierdzi, że jest tego sera mało, ale dla mnie jest wręcz zatrzęsienie. Terceira to nie jest raj dla wegetarian. Wegetarianie mogą iść do jednej knajpy w ogrodzie miejskim lub żywić się samodzielnie. Na Terceirze je się mięso z mięsem i do tego mięso. Fakt, mają mięso dobrej jakości, ale odrobina warzyw zdecydowanie dobrze by im tutaj zrobiła. W knajpach popularne danie to bitoque, czyli sznycel z jajkiem sadzonym, ryż i frytki. Frytki to zapewne surówka, bo przecież ziemniak jest warzywem. Jest też sporo ryb, są owoce morza, jest tradycyjna alcatra, czyli coś a la gulasz. Z wersji bezmięsnych do wyboru zupa-krem (inne rzadko się spotyka) lub surówka. Surówka zazwyczaj składa się z sałaty i startej marchewki. Czasem dochodzi do
Jak się spakować na Azory?

Jak się spakować na Azory? – to pytanie, które często słyszę od znajomych i nieznajomych, którzy wybierają się na środek Atlantyku. Pamiętam moją pierwszą wyprawę na Terceirę. Leciałam tylko z bagażem podręcznym – moim nieśmiertelnym pomarańczowym plecakiem – i nie miałam pojęcia, co w niego spakować. Wyłożyłam chyba wszystkie możliwe rzeczy na łóżko i przebierałam w nich godzinami. W końcu posłuchałam dwóch rad – znajomego stąd, który opowiedział mi o lokalnej pogodzie, i mojej siostry, która podpowiedziała mi, żebym spakowała to, w czym dobrze się czuję, i żeby były to urozmaicone rzeczy – żebym potem nie miała wszystkich zdjęć w tym samym. Nie, w tamtym momencie nie myślałam, że tu kiedyś zamieszkam. W tamtym momencie sądziłam, że lecę na tę wyspę po raz pierwszy i ostatni w życiu – i chcę mieć z niej i dobre wspomnienia, i uwiecznienie tych wspomnień. Jeśli więc jesteście w podobnej sytuacji, proponuję Wam zacząć pakowanie od poniższej listy. A na koniec dorzucić jeszcze ukochany T-shirt czy skarpetki w kropki, bo przecież macie się czuć dobrze! 1. Okulary przeciwsłoneczne To element obowiązkowy każdej walizki. I mówię tutaj o okularach, które faktycznie mają filtry, nie o tych, które są tylko przyciemniane. Oczy to moje… oczko w głowie 😉 więc taka informacja dla Was w skrócie: jeśli nosicie okulary „przeciwsłoneczne”, które są tylko przyciemniane, Wasze źrenice się rozszerzają i w ten sposób wpuszczają więcej światła i więcej szkodliwego promieniowania do Waszych oczu. Zamiast chronić Wasze oczy, przyspieszacie ich degenerację. Zadbajcie o filtry. A teraz – dlaczego? Po pierwsze – Azory są na niższej szerokości geograficznej niż Polska, a to oznacza, że słońce jest położone wyżej na niebie. Czyli świeci mocniej. Po drugie – pogoda potrafi się tu zmieniać błyskawicznie, więc nawet w początkowo pochmurny dzień może wyjść słońce i konkretnie poświecić. Możemy też przejechać 500 metrów i wyjechać z pogody zimowej w letnią. Po trzecie – to środek oceanu. Z każdej strony jest woda. Woda odbija promienie słoneczne. Dobre okulary przeciwsłoneczne są ważne. Nie tylko ze względu na lepszy wygląd na zdjęciach 😉 2. Krem do opalania z wysokim filtrem. Dlaczego? Patrz wyżej. Dużo słońca z każdej strony. I taka krótka historia, żeby Wam nieco przybliżyć konieczność używania kremów z filtrem. W zeszłym roku płynęłam promem na Pico. Posmarowałam kremem do opalania wszystko oprócz nóg. Bo nie planowałam podciągać nogawek spodni. Ale było tak gorąco… Następnego dnia miałam na tych nogach bąble wypełnione surowicą. Leczyłam je przez kilka tygodni, blizny mam do teraz. Kolega-lekarz powiedział mi wtedy: „Oparzenie przemija, głupota zostaje”. Piotrek, ślę buziaki! I pilnuję tego, że moja głupota (przynajmniej w tym temacie) jednak nie dawała już o sobie znać. I wszystkich zachęcam do uczenia się na moim przykładzie. Bez bąbli i blizn 😉 3. Bikini No dobrze, po przestrogach przyszedł czas na przyjemności! Bikini! Albo slipy czy inny strój do pływania. O każdej porze roku! Jak wspomniałam wcześniej, pogoda może się tu zmienić wielokrotnie w ciągu jednego dnia. I nawet zimą zdarzają się słoneczne dni z temperaturą powyżej 20 stopni. Woda zimą ma około 17 stopni, czyli więcej niż Bałtyk latem. Warto wejść do oceanu np. w styczniu. Chociażby po to, żeby móc potem o tym opowiadać. (Tak, ja weszłam w tym roku i nadal jestem się tym chwalę :D) 4. Buty trekkingowe/ wygodne buty sportowe Azory to przyroda. To dużo przepięknej przyrody, którą warto zobaczyć z bliska. Jak? Najlepiej pieszo! A do chodzenia przydają się wygodne buty. Najlepiej wodoodporne, bo czasem możecie wpaść w błoto. Albo nieźle te buty zmoczyć w wysokiej trawie na pastwisku, przez które przebiega szlak. Ale warto je zabrudzić i pomoczyć! Buty wysuszycie, wspomnień nikt Wam nie zabierze! 5. Kurtka przeciwdeszczowa Tak, kurtka przeciwdeszczowa, podobnie jak bikini, może się przydać o każdej porze dnia i o każdej porze roku. Pogoda na Azorach jest zmienna. Mówi się tutaj, że na Azorach można przeżyć cztery pory roku w ciągu jednego dnia – i coś w tym jest. Wszystko przez ten ocean – albo dzięki niemu. Wszechobecna woda sprawia, że na wyspach jest wilgotno (no, może poza Santa Maria, która jest wysunięta najbardziej na południowy wschód) i często pada. Dzięki temu możemy podziwiać tę soczystą zieleń, dla mnie nieporównywalną do czego innego. Tak więc obowiązkowo do plecaka – kurtka przeciwdeszczowa! 6. Ciepły polar lub sweter Tak, ten element też jest związany ze zmienną azorską pogodą. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że latem po gorącym dniu nastaje gorąca noc. Tu jest nieco inaczej. Kiedy zachodzi słońce, często robi się zimniej. Dla wrażliwych na temperaturę osób różnica jest mocno odczuwalna. Lepiej być przygotowanym niż marznąć. No i oczywiście nawet w środku lata w innej części wyspy akurat może być pogodowa zima. (Albo lato – pamiętajcie o stroju do pływania!) To jest podstawowa lista rzeczy absolutnie niezbędnych. A co jeszcze (poza majtkami, skarpetkami i szczoteczką do zębów) może być przydatne? Plecak – dużo wygodniejszy niż torba czy torebka. Zwłaszcza jeśli będziecie chcieli chodzić po szlakach trekkingowych. Aparat fotograficzny – bo jest co fotografować. Dodatkowa bateria też się przyda, bo nie ma co wracać w środku dnia do domu tylko po to, żeby naładować baterię. I dodatkowa karta pamięci też nie zaszkodzi. W przypadku dłuższej podróży nie zawadzi też pen drive, na którego w razie czego zgracie to, co nie mieści się już na wszystkich zabranych przez Was kartach pamięci. Buty na zmianę – jak pomoczycie jedne, warto mieć drugie, które pomogą Wam przetrwać do momentu, kiedy te pierwsze wyschną. Buty do wody – na Azorach w większości miejsc dno jest nierówne, skaliste, takie buty mogą zwiększyć komfort kąpieli w oceanie. Szal i coś na uszy – na Azorach niemal zawsze wieje, więc warto chronić gardło i uszy, szczególnie zimą. I ręce też – nie zobaczycie tu niemal nikogo w rękawiczkach, ale w niektóre zimowe dni są one bardzo przydatne. Maska do snorkelingu – jeśli uwielbiasz podwodny świat i masz taką maskę, weź ją koniecznie ze sobą! Azory to jedno z najlepszych na świecie miejsc do nurkowania. Ale nie trzeba schodzić nisko pod wodę. Już tuż pod powierzchnią widać tak bogate życie oceaniczne, że brakuje
Wszystkich Świętych na Terceirze

Wszystkich Świętych na Terceirze obchodziłam już drugi rok. Tym razem – bardziej świadomie. W zeszłym roku, jako że to był rok nowości, starałam się dowiadywać wszystkiego, co mogłam, ale zmaganie się z rzeczywistością pochłaniało tyle mojej uwagi, że nie do końca nadążałam za czymkolwiek innym. W tym roku jest już inaczej, na spokojniej. Teraz w końcu zaczynam dokładniej widzieć i rozumieć. I nie powiem, o wiele większa obecnie znajomość języka portugalskiego mocno zmienia moje spojrzenie i zdolność do pojmowania tutejszej rzeczywistości. W zeszłym roku zauważyłam, że cmentarze są małe. Wręcz mikroskopijne! Na części znajduje się tak ze 200-300 grobów, upakowanych ciasno jeden koło drugiego. Cmentarze w miastach są większe, jeden nawet duży, choć do Powązek mu daleko. Nie ma się co dziwić niewielkim rozmiarom cmentarzy – ziemi tu niewiele, ludzi również. Nie ma potrzeby budowania większych cmentarzy. Niewielki zdaje swoją rolę, zwłaszcza że nikt tu nie buduje nie wiadomo jakich grobów. Każdy (lub każda rodzina) ma swój ponumerowany prostokąt, przed którym nie ma miejsca na ławkę. Na cmentarzu się stoi, ławki można ewentualnie znaleźć w głównej alejce, jeśli cmentarz jest duży. Czyli prawie nigdy. Poza niewielkimi grobami na cmentarzach są rodzinne grobowce. Takie niewielkie domki z „łóżkami piętrowymi”. Wszystkie w podobnym kształcie, różnią się zwykle drzwiami. W środku są trumny, wyjątkowo ciężkie, bo ze specjalnym zabezpieczeniem, żeby smród rozkładającego się ciała nie wydostawał się na zewnątrz. Niektóre grobowce mają w środku ołtarzyk czy obrazek święty, inne – sztuczne kwiaty. Na dużym cmentarzu w Angrze jest też kolumbarium. Chyba używane od niedawna, bo jeszcze w połowie puste. Każda wnęka, podobnie jak każdy grób, ma swój numer. W sklepach nie widać zniczy. Nie ma zniczy w kształcie choinek, aniołków, z melodyjkami, nie ma nawet takich „zwykłych”. W zeszłym roku widziałam jakieś pojedyncze w jednym sklepie, w tym roku – nie. Nie widziałam żadnych nawet przed cmentarzami. Przed dużym cmentarzem w Angrze widziałam za to kwiaty. Proste, cięte gałązki kwiatów lub małe doniczki z przybraniem. Ludzie przychodzili na groby z tego typu bukietami, wszyscy z takimi samymi. Niektóre groby miały po jednym bukiecie, inne po dwa, jeszcze inne stały puste. Lub przystrojone w sztuczne kwiaty, które tutaj nie zamarzają. Wszystkich Świętych w całej Portugalii to dzień ustawowo wolny od pracy. Portugalia, jak Polska, to kraj katolicki, choć – jak w Polsce – czasem zachowała się bardziej tradycja niż religia. Niezależnie od tego, myślę, że to ważne, że na 1 listopada wszyscy mają wolne. To dzień, w którym warto pomyśleć o tych, którzy już odeszli. Ale powiem Wam, że pogoda temu nie sprzyja. Chyba jestem typowym „człowiekiem z północy”, bo brakuje mi zmiennych pór roku. Owszem, czuć jesień w powietrzu, ale ostatnie dni to czyste lato. I to mi jakoś burzy równowagę. Ale mimo że chodziłam po cmentarzach w krótkim rękawku, poczułam to święto. Było mi smutno i tęskno do tych, których już nie ma. Wróciłam do domu z czerwonymi oczami. Napisałam do kolegi z Polski, że mi smutno. Odpisał, że to naturalne – bo to święto to dzień zadumy. Pewnie bardziej dla „ludzi z północy”, ale w sumie to prawda. Potrzebujemy takich dni. Mieszkańcom wyspy tradycyjne obchody Wszystkich Świętych kojarzą się zaś z Pão-por-Deus – czyli jest tu weselej niż w Polsce. Tradycja Pão-por-Deus, czyli – w wolnym tłumaczeniu – chleb na działania boskie, w swoim obrazie przypomina nieco amerykańskie Trick or Treat (cukierek albo psikus). Jej znaczenie jest jednak dużo głębsze niż współczesne dynie i pokrwawione maski. Na czym polega Pão-por-Deus? Otóż we Wszystkich Świętych dzieci przygotowują specjalne patchworkowe torby (zwykle robione przez kogoś z rodziny), zbierają się w grupy i chodzą po wiosce czy okolicy, od drzwi do drzwi, i proszą o jedzenie lub słodycze. Po co dzieciom jedzenie lub słodycze? Oczywiście dziś głównie do jedzenia, ale tradycyjnie dzieci proszą o pożywienie dla dusz zmarłych z rodziny obdarowującego. Kiedy pukają do sąsiada i proszą o pożywienie, tak naprawdę proszą o pożywienie dla dusz z rodziny tegoż sąsiada. Jeśli sąsiad wrzuci coś do torby, żywi de facto swoich zmarłych bliskich. Jeśli nie wrzuci, zostawia te dusze na zapomnienie. Kiedyś torby dzieci wypełniały się gotowanymi kolbami kukurydzy, pieczywem, jajkami na twardo (zwłaszcza jeśli jakaś mama przyszła ze świeżo narodzonym dzieckiem – dziecko dostawało jajko na szczęście), suszonymi owocami, orzechami, kasztanami jadalnymi, pomarańczami czy mandarynkami. Obecnie można w nich znaleźć głównie cukierki, lizaki i mini-snickersy. Dzieci zaczynają też mylić Pão-por-Deus z Trick or Treat. Dla nich to w tej chwili głównie dobra rozrywka i podwójna możliwość zdobycia dużej ilości słodyczy – nie do przejedzenia przez cały rok. Różnica jest taka, że 31 października wieczorem chodzą przebrane za dynie i czarownice, z pomarańczowymi wiaderkami ze sklepu chińskiego w ręce, a 1 listopada – bardziej przypominające siebie w rzeczywistości, z patchworkowymi torbami. Jednego i drugiego dnia śpiewają specjalną piosenkę: Pão por Deus Que Deus me deu Dá-me uma esmolinha Por amor de Deus Por alma dos defuntos de vossemecês czyli (przekład w miarę wierny, czyli mało piękny ;)): Chleb dla Boga, Który Bóg mi dał, Daj mi małą jałmużnę Przez wzgląd na miłość Boga, Dla dusz waszych zmarłych Miło widzieć uśmiechnięte dzieci chodzące z torbami pełnymi pyszności. A jednocześnie przy takich okazjach stwierdzam, że jestem mocniej przywiązana do tradycji niż sądziłam. Bardzo chętnie poznaję to, co nowe – i jednocześnie cenię sobie to, co „moje”. Może nawet bardziej niż kiedyś, bo przez odkrywanie nowego, odkrywa się bardziej też to, co „własne”. Ciekawe jest to poznawanie innych kultur. Pewne rzeczy, które dla nas są oczywistością, dla innych zupełnie nią nie są – i odwrotnie. Kto wie, może któregoś dnia będę na polskim cmentarzu i będę nucić pod nosem „Pão por Deus”? Myślę, że i nasi zmarli by się nie obrazili za jakieś czekoladki!
Algar do Carvão, czyli wulkan od środka

Już wiele lat minęło od czasu, kiedy po raz pierwszy odwiedziłam wulkan Algar do Carvão. Zapytałam wtedy znajomego: dlaczego nie macie polskich ulotek? Nie odpowiedział. Jakieś pół roku później wybrałam się tam znowu i zapytałam innego znajomego: dlaczego nie macie polskich ulotek? Nie odpowiedział. Za to kiedy wróciłam do Polski (tak, tak, te dwie wizyty to jeszcze przed zamieszkaniem na środku Atlantyku), zapytał mnie któregoś razu: jesteś w stanie przetłumaczyć coś? Zapytałam, co takiego. Ulotkę o Algar do Carvão. Podskoczyłam z radości. Oczywiście, że jestem w stanie! I do tego jestem pełna chęci i zapału do zrobienia tego. Tłumaczenie ulotki zaczęłam od… dowiedzenia się, jak działają wulkany! Jakie są typy wulkanów, jak przebiega proces wybuchu wulkanu, jak się nazywają jego poszczególne części. Tak rozległej edukacji z zakresu geografii nie miałam od kilkunastu lat. W końcu wyedukowana, przygotowana, mogłam zabrać się do pracy. Tłumaczenia. Sprawdzania. Poprawiania. Prośby o sprawdzenie i korektę (Aga, Misza – dziękuję!). Weryfikacji wersji pdf. Prośby o poprawki. Zatwierdzania poprawek. I tak dalej, i tak dalej. Wszystko po to, żeby po kilku miesiącach podróżnicy z Polski mogli na końcu świata cieszyć się polską wersją ulotki. W miejscu absolutnie wyjątkowym. Algar do Carvão to jeden z trzech znanych wulkanów na świecie, które można zobaczyć od środka! Mieści się on na Terceirze w portugalskim archipelagu Azorów, na środku Oceanu Atlantyckiego. Drugi taki wulkan (możliwy do zwiedzenia od wewnątrz) jest na Islandii, trzeci – gdzieś w Azji, ale ten akurat jest niedostępny dla zwiedzających. De facto więc, jeśli chcecie zajrzeć do wnętrza wulkanu, możecie lecieć na Islandię lub na Terceirę. Ja zapraszam oczywiście na Terceirę. Jak wygląda Algar do Carvão? To stożek wulkaniczny, do którego można wejść dzięki specjalnie przygotowanym przez Stowarzyszenie Montanheiros schodom. U góry znajduje się otwór jaskini o wymiarach 17 m x 27 m. Przez niego do wulkanu wpada światło dzienne, które przyczynia się do rozwoju roślinności w tym obszarze. Bujnej i soczyście zielonej roślinności. Wnętrze jaskini ma około 90 metrów wysokości. Na samym dnie znajduje się jezioro z utworzone z wody opadowej. Latem niemal wysycha, zimą jego głębokość sięga kilkunastu metrów. To wszystko można oglądać od środka. Można wejść do wnętrza wulkanu. Ale co właściwie to znaczy – zajrzeć do wnętrza wulkanu? Algar do Carvão jest nie bez powodu jest Regionalnym Pomnikiem Przyrody (tak przy okazji – mieści się na obszarze sieci Natura 2000). Jak w przypadku wymienionych wyżej wulkanów – można w nim wejść do środka stożka wulkanicznego. O co chodzi z tym stożkiem? Otóż normalnie podczas erupcji wulkanu magma wydostaje się z komory magmowej poprzez stożek wulkaniczny na powierzchnię ziemi. Po takim procesie komora i duża część stożka zapadają się, cała przestrzeń wewnątrz zostaje zasypana i tworzy się kalderę – taka duża dziura na szczycie stożka, po której często można spacerować. W Algar do Carvão taki proces nie nastąpił. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zacząć od początku. Otóż wulkan Algar do Carvão powstał w trakcie dwóch erupcji. Pierwsza erupcja, która miała miejsce ok. 3 tysięcy lat temu, była to erupcja pobliskiego Pico Alto. W tym czasie powstał Pico do Carvão – szczyt nad obecnym wulkanem. Tysiąc lat później nastąpiła druga erupcja. Co się w jej trakcie działo? Otóż magma, kiedy postanowiła zwiedzić powierzchnię Terceiry, najpierw chciała znaleźć wyjście bezpośrednio nad komorą magmową, bo tam miała najbliżej. Niestety albo stety, trafiła nie dość, że na najtwardszą w całej górze skałę (trachyt), to jeszcze wybrała sobie najwyższy szczyt góry. Nie dała rady. Nie poddała się jednak i zaczęła szukać innego rozwiązania. Jako że tuż obok warstwy skalne były o wiele luźniejsze, a na dodatek poukrywane były w nich bańki gazowe z poprzedniej erupcji – tamtędy właśnie magma wydostała się na powierzchnię. Była już jednak zmęczona pierwotnymi poszukiwaniami, więc płynęła o wiele wolniej, pod niższym ciśnieniem. Brak odpowiedniego ciśnienia sprawił, że erupcja nie rozerwała stożka, a cofająca się lawa (magma po wypłynięciu na powierzchnię ziemi przekształca się w lawę) dodatkowo umocniła ściany stożka. Część tych umocnień widać do dziś, część dawno odpadła, ale stożek został. Takim oto sposobem dziś możemy oglądać wulkan Algar do Carvão od środka! A co możemy podziwiać w środku? Stalaktyty i stalagmity z amorficznej krzemionki! To zjawisko na skalę na pewno europejską, a zdaje się, że i światową. Tak jak w Polsce mamy stalaktyty wapienne, tak tutaj – z amorficznej krzemionki. Są olbrzymie, mlecznobiałe i przepiękne. Tworzą je glony, które z przeciekającej przez skały krzemionki tworzą sobie domki. Te niezwykłe formacje to właśnie domki glonów. Nie wiem, jak Wy, ale ja tam bym się nie powstydziła takiego pałacu. Draperie obsydianu i nacieki lawowe Obsydian to kwaśna skała wylewna, która powstaje jako wynik natychmiastowego stygnięcia lawy. Jest złożony niemal wyłącznie ze szkliwa wulkanicznego i znany jako szkło wulkaniczne – ze względu na swoją gładką, świecącą powierzchnię. Znajome próżno szukały obsydianu na Islandii. Na Terceirze, w okolicach Algar do Carvão, są jego całe złoża. A w samym wulkanie stanowi on przepiękną ozdobę ścian. Ściany zdobią też nacieki lawowe. Kojarzycie, jak wylewacie gorącą czekoladę na tort? I tak sobie swobodnie spływa po ściankach? Tak samo sobie spływała lawa po wewnętrznych ścianach stożka. Spływała i zastygała. I my dziś możemy ją podziwiać. Algar do Carvão to również inspiracja dla artystów. Pełne minerałów sklepienia niezmiennie przypominają mi swoją kolorystyką i charakterem obrazy Klimta, a wyjątkowa akustyka przyciąga chętnych do zagrania w tym wyjątkowym miejscu muzyków. W zeszłym roku w wulkanie odbył koncert ukochanej przez Portugalczyków muzyki fado, w tym roku grał w nim sitarzysta. Algar do Carvão to też dom dla roślin i owadów, a nawet ptaków. Zamieszkują go 83 gatunki roślin, w tym – gatunki endemiczne dla Azorów i Makaronezji. Do tego mamy algi, okrzemki, endemiczne żuki, pająki, a także tak oryginalne ptaki, jak na przykład wróbel domowy, kos czy zięba. I wiele innych. Faktycznie jak w domu! Kiedy i jak można zwiedzać wulkan Algar do Carvão? Algar do Carvão jest otwarty dla zwiedzających przez cały rok, ale w zależności od pory roku – w różne dni i w różnych godzinach. Dokładny grafik (i ceny biletów) znajdziecie TUTAJ. I od razu odpowiadam na pytania
10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze

10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma przywilej spędzenia tu tyle czasu, co ja. Spośród wielu wybrałam więc miejsca „must see”, a przy tym takie, na szukaniu których nie spędzicie pół dnia. To co, zaczynamy? To read an English version of this article click HERE. 1. Wulkan Algar do Carvão Jako że to moje ulubione miejsce na całej wyspie, to oczywiście musi być na pierwszym miejscu. Na Azorach wulkanów Ci pod dostatkiem, ale ten jest wyjątkowy. Dlaczego? Bo ten można odwiedzać od środka! Od środka stożka wulkanicznego! O co chodzi? Otóż w większości wulkanów ściany stożka po erupcji zapadają się, tworząc kalderę. Tu było inaczej. Tutaj podczas drugiej erupcji tworzącej ten wulkan lawa wypływała pod tak niskim ciśnieniem, że w pewnym momencie zaczęła się cofać. Cofając się, umacniała ściany stożka. Dzięki temu wulkan (prócz naturalnych zmian) przetrwał w formie, którą możemy podziwiać do dziś. W Europie znane są tylko dwa puste wulkany (a na całym świecie – trzy), które można oglądać od wewnątrz. To Algar do Carvão na Terceirze i Thrihnukagigur na Islandii. Jak widać, Atlantyk sprzyja nietypowym wydarzeniom geologicznym. W Algar do Carvão spotkacie tak wyjątkowe dzieła natury jak stalaktyty i stalagmity z amorficznej krzemionki. Są mlecznobiałe, piękne i mogą osiągać długość ok. 1 metra i średnicę ok. 40-50 cm. Wejście do Algar do Carvão możliwe jest obecnie przez cały rok. Zimą – w wybrane dni tygodnia, od wiosny do jesieni – codziennie. Warto się ciepło ubrać, bo w środku jest zimno i kapie woda (która tworzy na dnie jaskini jezioro). Wizyta trwa średnio pół godziny, choć w moim odczuciu warto na to doświadczenie przeznaczyć co najmniej godzinę. Na miejscu jest przewodnik, który Wam wszystko wytłumaczy i odpowie na pytania. Są też ulotki w różnych językach, w tym – po polsku. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o wulkanie, zajrzyjcie na stronę Stowarzyszenia Os Montanheiros, które się tym wulkanem zajmuje. Strona Stowarzyszenia Os Montaheiros: TUTAJWięcej informacji o wulkanie Algar do Carvão: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 2. Tunel lawowy Gruta do Natal Jak już jesteśmy pod ziemią, to zajrzyjmy również do tunelu lawowego o nazwie Gruta do Natal. Niektórzy przewodnicy, chcąc ułatwić turystom życie, używają angielskiej nazwy Christmas Cave. Po polsku to po prostu Jaskinia Bożego Narodzenia. Skąd nazwa? Ano stąd, że wspomniane Stowarzyszenie Os Montanheiros, które zajmuje się też tym miejscem, zorganizowało tu w 1969 r. mszę z okazji Bożego Narodzenia. Od tego czasu odbywają się tu czasem ważne historyczne i społeczne wydarzenia. Gruta do Natal to jaskinia wyrzeźbiona przez płynącą lawę. W jej wnętrzu zobaczycie takie lawowe ciekawostki jak stafility (nie mamy czegoś takiego w Polsce – to „stalagmity” utworzone z kapiącej lawy), potoki lawowe czy boczne tarasy lawowe. Są też różne rodzaje lawy, w tym lawa aa. Usłyszałam kiedyś komentarz, że nazwa pochodzi stąd, że jak się po tej lawie chodzi, to się mówi: „Aa!” Jej chropowata nawierzchnia w zasadzie sprzyja takim dźwiękom, bosą stopą nie chciałabym na niej stanąć. Ważna informacja logistyczno-płatnicza: do wulkanu Algar do Carvão i do Gruta do Natal można kupić jeden wspólny bilet, w ten sposób zapłacicie mniej. Biletu nie trzeba wykorzystywać tego samego dnia, ale warto przed wybraniem się tam sprawdzić dni i godziny otwarcia, żeby nie pocałować klamki. Więcej informacji o tunelu lawowym Gruta do Natal: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 3. Furnas do Enxofre Między pustym wulkanem a grotą lawową znajduje się miejsce znane jako Furnas do Enxofre. Jak będziecie jechali z Algar do Carvão do Gruta do Natal, skręćcie w prawo, znak Was poprowadzi. „Furna” to inaczej grota lub jaskinia, „enxofre” – siarka, więc teoretycznie Furnas do Enxofre to groty siarki, ale w rzeczywistości to obszar wtórnej aktywności wulkanicznej na Terceirze. Możecie na nim zobaczyć i poczuć wydobywające się spod ziemi gazowe związki siarki. Kto pamięta z lekcji chemii, jak pachnie na przykład siarkowodór? Jak na obszar wulkaniczny przystało, Furnas do Enxofre to soczyście zielony, cieszący oczy teren. (Gleby wulkaniczne są bardzo żyzne, a azorski klimat sprzyja rozwojowi roślinności wszelakiej). Poza fumarolami – miejscami, w których spod ziemi wydobywa się gaz. Tam, ze względu na zawartość żelaza i siarki, ziemia jest goła i w kolorze biało-żółto-brunatnym. Może to budzić lekki niepokój, ale dużego nie powinno. Dzięki temu, że gazy mają możliwość ulotnienia się, wewnątrz ziemi jest nieco spokojniej. Woda w garnku się gotuje, ale lekko dziurawa pokrywka pozwala na uchodzenie pary, więc zawartość garnka nie powinna nagle wykipieć. 4. Serra da Santa Bárbara – najwyższy szczyt na Tereirze Z nizin i podziemi przenieśmy się na chwilę wyżej, może nawet w chmury. Góra Santa Bárbara to najwyższy szczyt Terceiry. Wznosi się ona na wysokość 1021 m n.p.m. i można z niej oglądać znakomitą część Terceiry, wszechobecny ocean i niezwykły zachód słońca. O ile oczywiście będzie się miało szczęście i św. Barbara nie będzie ukryta w chmurach. Prawda jest taka, że to środek Atlantyku i szybko przepływające chmury są zatrzymywane właśnie przez góry. Proponuję Wam więc obserwowanie pogody i kiedy tylko zobaczycie szczyt tejże góry (jest bardzo charakterystyczny, z licznymi antenami i przekaźnikami) – natychmiast na nią wjeżdżajcie. Warto! Ach, zapomniałabym dodać – tak, oczywiście to też jest wulkan. W końcu jesteśmy na wyspach wulkanicznych. To wulkan nieaktywny, drzemiący. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1761 roku. Była to pierwsza i ostatnia lądowa erupcja na Terceirze od czasu zasiedlenia wyspy. Na tej górze nie obowiązują bilety wstępu, za to obowiązuje strój cieplejszy niż w niższych partiach – zimą potrafi tu spaść śnieg (może na milimetr, ale to zawsze ciekawostka w tych stronach), więc nic dziwnego, że i latem na tych wysokościach jest chłodno i wieje. 5. Serra do Cume Kolejnym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić, jeśli tylko nie jest spowite chmurami, jest Serra do Cume. Moi znajomi nadali temu punktowi widokowi wdzięczną nazwę Serra do Chmure. Kiedy jednak widać coś poza chmurami – widok