Winobranie, winnice i wino, czyli odkrywam raj w Biscoitos

Winobranie, winnice i wino, czyli odkrywam raj w Biscoitos Kilka dni temu poszłam po raz pierwszy w życiu na winobranie. Tym samym spełniłam swoje marzenie sprzed kilkunastu lat. Co się działo kilkanaście lat temu? Otóż kilkanaście lat temu spacerowałam wśród winnic w Niemczech. Zachwycona. Rozległe wzgórza wypełnione rzędami dojrzewających w słońcu winogron. Delikatny szum liści. Coś pięknego! Myślałam wtedy: też chcę! Też chcę wziąć udział w winobraniu. Chcę się przyczynić do powstania wina! To read an English version of this article click HERE. Mijały lata, a ja podziwiałam kolejne winnice jako gość Podziwiałam winnice w Biscoitos, podziwiałam winnice na Pico, słuchałam opowieści o wytwarzaniu wina w Porto, czytałam nawet artykuły o winie w Polsce! A w tym roku zaczęłam regularnie spacerować wśród winnic. Nie żebym robiła to celowo. Po prostu moja droga na plażę przebiegała przez winnice. Widziałam je codziennie. A po jakimś czasie – zaczęłam o nich rozmawiać. Z różnymi osobami. Jedną z tych osób był – jak się okazało – właściciel jednej z winnic w Biscoitos. Po kilku rozmowach zaproponował mi udział w winobraniu. Prawie podskoczyłam z radości! Co najmniej raz w tygodniu dopytywałam, czy to już. Aż w końcu kilka dni temu odbyło się winobranie. Z moim udziałem. Nie posiadałam się ze szczęścia! Wstałam skoro świt, ubrałam się na czarno od stóp do głów (żeby nie było widać plam od ciemnych winogron) i ruszyłam ku przygodzie. Na miejscu dostałam wiadro, parę rękawiczek i sekator. I krótką instrukcję, które winogrona obcinać, a które nie nadają się do użytku. I już byłam gotowa do pracy! Na Azorach wino hoduje się inaczej niż w winnicy, którą widziałam w Niemczech. Winorośle nie są tu podwieszane na pionowych konstrukcjach, ale rosną poziomo na czarnych skałach wulkanicznych. O tym, dlaczego tak jest, pisałam w artykule „Wino z Biscoitos”. Winogrona kryją się pod liśćmi Przed rozpoczęciem pracy rozejrzałam się po winnicy. I przypomniała mi się opowieść kolegi o jego pierwszym winobraniu. Mówił: „Spojrzałem z góry na winorośl i pomyślałem, że nie ma tam żadnych winogron. Ale kiedy podniosłem gałąź, zdziwiłem się”. Uśmiechnęłam się do tego wspomnienia i przykucnęłam przy mojej pierwszej winorośli. Podniosłam gałąź i zobaczyłam raj. Piękne fioletowe grona czekały bezpiecznie pod liśćmi, aż ktoś się nimi zainteresuje. Zabrałam się do pracy. Wiadra wypełniały się jedno po drugim Musiałam bardzo uważać, gdzie stawiam stopy na luźnych wulkanicznych kamieniach. Żeby nie połamać nóg. A moje odsłonięte kostki szybko zaczęły się pokrywać zadrapaniami od ostrych gałęzi winorośli. Ale pracowałam. Ja i kilkunastu panów o średniej wieku ok. 60-65 lat. Wiadra wypełniały się jedno po drugim. Przesypywaliśmy ich zawartość do wielkich pojemników, które kilku co silniejszych panów zanosiło na przyczepy samochodów. I tak przez kilka godzin. Aż wszystkie winogrona były zebrane, wszystkie pojemniki pełne i można było zawieźć owoce do adegi, czyli miejsca produkcji wina. Następnego dnia było oddzielanie winogron od szypułek i wyciskanie soku z owoców. Ten etap już tylko obserwowałam. Do szypułkowania winogron panowie używali specjalnie w tym celu zbudowanej maszyny. Sok zaś wyciskany był w wielkiej drewnianej prasie. Winogrona były ładowane do czegoś na kształt beczki, która dociskana była z góry kawałkami drewna. Wyobraźcie sobie ręczny lewarek, tylko działający w dół, nie w górę. To było coś w tym stylu. Sok płynął do wielkiej miednicy, a stamtąd specjalnym urządzeniem przepompowywany był do olbrzymich pojemników ze stali nierdzewnej. Takich po 500 czy po 1000 litrów. Oczywiście nie działo się to samo. Wymagało ogromu pracy i potu, i wielu plam od soku z winogron na koszulach pracujących przy tym mężczyzn. W przyszłym roku to wino pojawi się na stołach podczas Festas do Espírito Santo Zawsze się zastanawiałam, skąd się bierze wino serwowane podczas obchodów świąt Ducha Świętego. Teraz już wiem! I w przyszłym roku będę wypatrywać „naszego” wina! Część soku z winogron zostanie przerobiona na lokalny alkohol zwany angelica. Dostałam niedawno butelkę takiego, niebo w gębie! A co się stanie z szypułkami? Szypułki wrócą do ziemi jako nawóz. W tym procesie nic się nie może zmarnować! Nigdy nie wiadomo W winobraniu poza mną brał udział jeszcze jeden chłopak mniej więcej w moim wieku. I moją, i jego uwagę przykuł fakt, że wszystkie pozostałe osoby mają ok. 60-65 lat, może więcej. To osoby z ogromną wiedzą i ogromnym doświadczeniem. Mam nadzieję, że jeszcze długo pożyją, ale zastanowiło mnie, co się stanie z winoroślami na Terceirze, kiedy ich zabraknie. Mówią wprost, że na lokalnych winoroślach prawie się nie zarabia. Zajmują się winoroślami, bo to całe ich życie. Cała ich wiedza jest w ich głowach. Nie mają mądrych książek, tylko słuchają roślin. Wiedzą, kiedy trzeba je nawieźć, kiedy przyciąć, kiedy zebrać plony. Wiedzą, które odmiany są odporne na zmorę winorośli, filokserę, a które trzeba zaszczepić. Nie wynajmują osób na winobranie, tylko pomagają sobie nawzajem. Kochają ziemię, kochają winorośle. I mimo swojej siły i olbrzymiej energii, mają coraz więcej, nie coraz mniej lat. Zapytali mnie, pół żartem, pół serio, czy planuję kupić winnicę. Odpowiedziałam: „Nigdy nie wiadomo”. Azory Przeczytaj więcej artykułów o Azorach 2016-11-03 Blogosfera | Polka na Azorach W podróży przez życie liczy się każdy krok Przez kilka dni zastanawiałam się, czy opublikować tekst, który właśnie zaczynasz czytać. Ma dla mnie bardzo osobisty wymiar. W końcu pomyślałam, że jeśli choć jedną osobę zdołam zainspirować do posłuchania swojego wewnętrznego głosu i podążenia ścieżką marzeń, to chcę to zrobić. Przyjemnej lektury! Wczoraj złożyłam wypowiedzenie w pracy i… 2017-01-30 Blogosfera | Polka na Azorach Terceira – oto jestem! Terceira to nazwa, która przewijała się w wielu moich rozmowach przez ostatnie półtora roku. Mimo że starałam się nie zamęczać znajomych moimi przeżyciami, wszyscy znają nazwę mojej ukochanej wyspy doskonale. Terceira, Terceiry, Terceirze… Odmieniałam bez końca. Kolega z pracy powtarzał „ten twój Zanzibar”, inny kolega mówił „trzecia”. Bo „terceira” znaczy… 2017-05-19 Blogosfera | Polka na Azorach Cztery miesiące na środku Atlantyku Cztery miesiące na środku Atlantyku – i co dalej? I co wcześniej? I co w ogóle? Nie wiem, kiedy ten czas minął, a jednocześnie czuję się, jakby minął co najmniej rok. Życie kręci mi się jak w kalejdoskopie, dostrzegam wszystkie jego barwy i odcienie, czasem wiruje mi w głowie, jakbym…
Grape harvest, vineyards and wine – discovering paradise in Biscoitos

Grape harvest, vineyards and wine – discovering paradise in Biscoitos A few days ago I went to the grape harvest for the first time in my life. Thus, I fulfilled my dream from several years ago. What happened several years ago? Well, a dozen or so years ago I was walking among the vineyards in Germany. Delighted. Vast hills filled with rows of sun-ripened grapes. The gentle rustle of leaves. Something beautiful! I thought then: I want that too! I want to take part in the grape harvest too. I want to contribute to the wine! Years passed and I admired more vineyards as a guest I admired the vineyards in Biscoitos, admired the vineyards in Pico, listened to the stories about wine making in Porto, I even read articles about wine in Poland! And this year I started walking regularly among the vineyards. Not that I was doing it on purpose. Just my way to the beach ran through the vineyards. I saw them every day. And after a while – I started talking about them. With different people. One of these people was – as it turned out – the owner of one of the vineyards in Biscoitos. After a few talks, he invited me to participate in the grape harvest. I almost jumped with joy! I was asking at least once a week when was that day. And finally a few days ago the grape harvest took place. With my participation. I was overjoyed! I got up at dawn, dressed in black from head to toe (so that there would stay no stains from dark grapes) and set off on the adventure. I was given a bucket, a pair of gloves and a secateurs on the spot. And a brief instruction on which grapes should be cut and which ones shouldn’t be used. And I was ready to go! In the Azores, wine grows differently than in the vineyard I saw in Germany. The vines are not suspended on vertical structures here, but grow horizontally on black volcanic rocks. I wrote about why this is so in the article „Biscoitos wine„. Grapes hide under the leaves Before starting work, I looked around the vineyard. And I remembered my friend’s story about his first grape harvest. He said, “I looked down at the vine and I thought there weren’t any grapes there. But when I picked up the branch, I got surprised.” I smiled at that memory and squatted beside my first vine. I picked up a branch and saw a paradise. Beautiful purple bunches waited safely under the leaves for someone to take an interest in them. I got down to work. Buckets got filled one after the other I had to be very careful where I put my feet on loose volcanic stones. So I wouldn’t break my legs. And my exposed ankles were quickly all scratched with sharp vines. But I was working. Me and a dozen men with an average age of about 60-65 years. Buckets got filled one after the other. We poured their contents into large containers that a few of the stronger men carried onto car trailers. And so for several hours. Until all the grapes were harvested, all the containers were full, and it was possible to take the fruit to the adega, i.e. the wine house. The next day, the grapes were separated from the stalks and the fruit was squeezed out. I just watched this part of the process. The men used a machine specially built for this purpose to remove the stalks from the grapes. The juice was pressed in a large wooden press. The grapes were loaded into something like a barrel, which was pressed from above with pieces of wood. Imagine a hand jack but going down, not up. It was something like that. The juice flowed into a large basin, and from there it was pumped into huge stainless steel containers with a special device. Containers of 500 or 1000 liters. Of course, it wasn’t done on its own. It took a lot of work and sweat and a lot of grape juice stains on the shirts of the men working on it. Next year this wine will appear on the tables during Festas do Espírito Santo I have always wondered where the wine served during the celebration of the Holy Spirit holidays comes from. Now I know! And next year I will look for „our” wine! Some of the grape juice will be transformed into a local alcohol called angelica. I recently got a bottle of this, heaven in mouth! And what will happen to the stalks? The stalks will return to the ground as a fertilizer. Nothing can be wasted in this process! You never know There was one person about my age who was also involved in the grape harvest. Both my and his attention was drawn to the fact that all the other people are around 60-65 years old, maybe more. They are men with vast knowledge and vast experience. I hope they will live a long time, but I wondered what would happen to the vines in Terceira when they are gone. They say directly that local vines hardly make money. They deal with grapevines because that’s their whole life. All their knowledge is in their heads. They don’t have smart books, they just listen to plants. They know when to fertilize them, when to trim them, when to harvest. They know which varieties are resistant to the vines scourge, phylloxera, and which ones need to be grafted. They don’t hire people for the harvest, they help each other. They love the earth, they love vines. And despite their strength and enormous energy, they have more and more, not less, years. They asked me half-jokingly if I’m planning to buy a vineyard. I replied, „You never know.” The Azores Read more about Azores 2018-01-25 The Azores 10 places worth visiting in Terceira 10 places worth visiting in Terceira When I
The north wind

The north wind called me again. It wouldn’t let me stay in one place I have already settled in Angra. I have friends there, I have my places. I know every street, I know what to do and where. I’ve already learned to live there. And then the north wind came. And it sent me in a different direction. If you follow me on Facebook or Instagram, you know that I spent most of this summer camping in Biscoitos. One day I just felt that I had to go somewhere. That I had to leave Angra. So I packed my backpack and went to Biscoitos. And then I went there again. And again. And again. A friend from Biscoitos was laughing every time that she saw me. She would ask: „So, Milena, have you already found a house for yourself in Biscoitos?” After three or five such questions, I thought, „Well, why not?” And I started looking around casually. A few days later I found a house! Another few days later – I was already living in it! And I was terrified On the one hand – I enjoyed my new house a lot. It is beautiful and functional and well situated. And I feel good in it. From the windows I can see a fragment of the ocean. It’s not the most breathtaking ocean view, but it gives me inner peace. Such confirmation that the ocean is there, that it hasn’t disappeared yet. On the other hand, I was terrified. I left what I knew and liked for the sake of big unknown. On the spur of the moment, impulse, unclear signs from my intuition. I learned to trust my intuition. But that didn’t change the fact that I was walking the streets of Biscoitos and thinking, „What am I doing here? Why the hell did I do it? What was I thinking??” This state lasted for about a week I was aware it was probably temporary, but I was shaking with nervousness anyway. In moments of crisis, I was going straight to the campsite. That place and those people – it was my comfort zone, my oasis of safety. My pulse was slowing down, and I could breathe deeper again. And the next day – the same story. Give time some time You might say the island is small and 18 km from Angra to Biscoitos is nothing. And yes, in the case of a large city, it is actually nothing. In the case of the island, it is a huge difference. During the first week of living in Biscoitos, I was in Angra almost every day. The move involved a lot of paperwork. Daily visits to Angra and daily returns to Biscoitos allowed me to calm down. I needed time to get used to the new situation. The north wind sent me north Now, after more than two weeks, I accepted my decision. With all its good sides (which I am happy about) and all its limitations (and believe me, there are many). I don’t know what will happen. But I am open to what life has prepared for me. My intuition knows what it’s doing. And although I’m not consciously aware of what it means – I trust it. I trust myself. And I trust the north wind. Who knows what else it has prepared for me. PS If you liked this article, you may be also interested in the article „Be careful what you wish for!” Have a good day 🙂 Blogosfera Read more articles like this 2019-07-21 Blogosphere | Feuilletons | The Azores On a swing Yesterday I read in an article written by Janina Daily that people living between two countries are called people on a swing. I don’t want to go into details. My intuition told me different things than a definition. So what did I understand? That you’re a bit here, a bit… 2019-08-20 Blogosphere | The Azores Cristóvam – the first concert in Poland A few days ago Cristóvam played his first concert in Poland and charmed the audience. And it all started in Terceira over a year ago. Last year, as I’ve already mentioned to you, there were two Polish guys in Terceira. They were doing Erasmus, we were climbing together. One day… 2020-03-29 Blogosphere | The Azores Upside down My world turned upside down. Within a few days. My world turned upside down. Within a few days. And then it regularly placed itself in this position, making it clear to me that there was no return to what had been before. The coronavirus has affected us all. We stay…
Północny wiatr

Północny wiatr znów się odezwał. Nie pozwolił mi pozostać w jednym miejscu Zadomowiłam się już w Angrze. Mam tam znajomych, mam swoje miejsca. Znam każdą uliczkę, wiem, co gdzie się załatwia. Nauczyłam się tam mieszkać, nauczyłam się tam żyć. I wtedy przyszedł północny wiatr. I pognał mnie w innym kierunku. Jeśli śledzicie mnie na Facebooku lub na Instagramie, to wiecie, że większość tegorocznego lata spędziłam na kempingu w Biscoitos. Któregoś dnia po prostu poczułam, że muszę się gdzieś ruszyć. Że muszę wyjechać z Angry. Spakowałam więc plecak i pojechałam. A potem pojechałam jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. To read an English version of this article click HERE. Koleżanka z Biscoitos śmiała się, kiedy mnie widziała. Pytała: „Jak tam, Milena, znalazłaś już dla siebie dom w Biscoitos?” Po trzech czy pięciu takich pytaniach pomyślałam: „A w sumie – dlaczego nie?” I zaczęłam się niezobowiązująco rozglądać. Kilka dni później znalazłam dom! Kolejne kilka dni później – już w nim mieszkałam! I byłam przerażona Z jednej strony – cieszyłam się niesamowicie nowym domem. Jest piękny i funkcjonalny, i dobrze położony. I dobrze się w nim czuję. Z okien widzę fragment oceanu. Nie jest to najbardziej zapierający dech w piersiach widok na ocean, ale daje mi wewnętrzny spokój. Takie potwierdzenie, że ocean tam jest, że jeszcze nie zniknął. Z drugiej strony – byłam przerażona. Zostawiłam to, co znałam i lubiłam, na rzecz jednej wielkiej niewiadomej. Pod wpływem chwili, impulsu, niejasnych znaków od mojej intuicji. Nauczyłam się ufać mojej intuicji. Ale to nie zmieniało faktu, że chodziłam po ulicach Biscoitos i myślałam: „Co ja tu robię? Na cholerę mi to było? Co ja sobie wyobrażałam??” Taki stan trwał około tygodnia Miałam świadomość, że to prawdopodobnie przejściowe, ale i tak trzęsłam się ze zdenerwowania. W momentach kryzysu szłam prosto na kemping. To miejsce i ci ludzie – to była moja strefa komfortu, moja oaza bezpieczeństwa. Puls zwalniał, znów mogłam głębiej oddychać. A kolejnego dnia – powtórka z rozrywki. „Dajcie czasowi czas” Możecie powiedzieć, że wyspa jest mała, a 18 km z Angry do Biscoitos to tyle, co nic. I tak, w przypadku dużego miasta to faktycznie tyle, co nic. W przypadku wyspy to ogromna przepaść. W pierwszym tygodniu mieszkania w Biscoitos byłam prawie codziennie w Angrze. Przeprowadzka wiązała się bowiem z ogromną papierologią. Codzienne wizyty w Angrze i codzienne powroty do Biscoitos pozwoliły mi dodatkowo się uspokoić. Potrzebowałam czasu i oswojenia się z nową sytuacją. Północy wiatr wywiał mnie na północ Teraz, po ponad dwóch tygodniach, zaakceptowałam już swoją decyzję. Wraz ze wszystkimi jej dobrymi stronami (z których się cieszę) i wszystkimi ograniczeniami (a wierzcie mi, jest ich wiele). Nie wiem, co będzie. Ale jestem otwarta na to, co przygotowało dla mnie życie. Moja intuicja wie, co robi. I mimo że ja świadomie nie zawsze zdaję sobie sprawę z tego, o co jej chodzi – ufam jej. Ufam sobie. I ufam północnemu wiatrowi. Kto wie, co jeszcze ma dla mnie w zanadrzu. PS Jeśli ten artykuł wydał Ci się ciekawy, może zainteresować Cię też artykuł „Uważaj, o czym marzysz!” Dobrego dnia! 🙂 Blogosfera Przeczytaj więcej artykułów w tej kategorii 2018-01-25 Polka na Azorach 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie… 2019-07-29 Polka na Azorach Pamiątki z Azorów Jakie są pamiątki z Azorów, które nie zajmą dużo miejsca w Twoim bagażu? A nawet – nie zajmą w ogóle miejsca. Co więcej – te pamiątki z Azorów możesz zabrać ze sobą, gdziekolwiek pojedziesz. Gdziekolwiek rzuci Cię los. Zrobiłam dla Ciebie listę. Ograniczyłam się do pięciu punktów, ale pamiętaj, że… 2020-03-08 Polka na Azorach Azory – jakie wyspy wybrać Jednym z pytań, które słyszę od Was najczęściej, jest „Azory – jakie wyspy wybrać?” Rozumiem, że każdy z nas ma ograniczony czas i możliwości, więc chcemy wybrać to, co dla nas najlepsze. Pozwól, że w tym artykule „Azory – jakie wyspy wybrać?” przeprowadzę Cię przez poszczególne wyspy, żebyś mógł/mogła sprawdzić,…
Serreta, or where the inhabitants of Terceira go every September

Serreta, or where the inhabitants of Terceira go every September „This weekend we’re going to Serreta, do you want to go with us?” – my friend asked me a few days ago. I wanted to. I put on comfortable shoes, sunglasses, packed my backpack with food, water, sweatshirt and raincoat – and off you go. Serreta is a Terceiran Częstochowa (Quick explanation: Częstochowa is a Polish cult place where pilgrims go from all around the country every year). Every year, pilgrimages to Serreta take place. The inhabitants of Terceira wander to the sanctuary in Serreta from every part of the island. Some people even go around the island, making about 80 km on foot. Some people go to ask for something. Others to show gratitude for the past year. Others to meet friends, drink beer and eat bifana. (Bifana is the often mentioned bun with a cutlet, available in almost every tasca, i.e. a foodtruck). And to see the tourada à corda and pull for capinhas. This year, for obvious reasons, no great festival was organized. Usually there are tascas, music and fireworks. This year – only pilgrims wandering the streets of Terceira throughout the week. And a man with hand sanitizer at the entrance to the church. Nossa Senhora dos Milagres – Our Lady of Miracles In the Azores and in Portugal, Nossa Senhora dos Milagres, or Our Lady of Miracles, is highly revered. There is a sanctuary named after her in Serreta. There is a painting under the same invocation. It is said that this painting saved a priest who was running away from danger in the 17th century. As a thank you for that care, the priest built a chapel in which he placed the painting. It was in the area of today’s Serreta. After the priest’s death, the painting was transferred to a church in the nearby village of Doze Ribeiras. This image served the Terceiran people, as did the image of Our Lady of Częstochowa (PL: Matka Boska Częstochowska) for Poles. In the 17th century, Portugal was involved in the war between France and Spain, and Great Britain. Terceira, a small island, was virtually defenseless in this war. Residents turned to Our Lady of Miracles with a request for protection. They promised that if the island did not suffer any attack from the enemy, they would organize an annual festival in honor of Our Lady of Miracles. What they did. Festivals in honor of Our Lady of Miracles The first festival of the Festas da Nossa Senhora dos Milagres was held on September 11, 1764. In 1842, the church in Serreta was built, the miraculous painting was brought back to it – and since then, the festivals are held regularly. And since 2006, when the church was elevated to the rank of a sanctuary, the holidays have been even more sublime. These are religious and secular holidays that blend in with the image of the island. On the day of my planned pilgrimage, a friend asked me why I was not staying on the beach any longer. After all, the weather is beautiful and you could „get cooked” at home. I replied, „Because I’m going to Serreta.” And it was all clear. Serreta is local code, everyone knows what’s going on. Serreta connecting people Serreta Weekend is one of the biggest events during the summer of Terceira. It connects old and young, believers and non-believers, fun-oriented and calm ones. The phenomenon of Terceira is that you can really feel the equality of all people here. Festivals in Serreta are one of the occasions to experience this unity. There are no better or worse, they are all equally important and the equally warmly welcomed. Isn’t it the social bond that we want? The Azores Read more about Azores 2018-01-25 The Azores 10 places worth visiting in Terceira 10 places worth visiting in Terceira When I decided to describe 10 places worth visiting in Terceira, I thought: but there are many more places worth visiting here! Terceira is a small island (around 400 sq. m) but full of beauty. But I realize that not everybody has a privilege… 2018-06-04 The Azores Festas do Espírito Santo Festas do Espírito Santo – what’s that? Festas do Espírito Santo – the Holy Spirit’s festivities – are one of the most distinguishable Azorean traditions. Their history starts in the 17th century, when Holy Spirit’s cult appeared in mainland Portugal. Sources don’t tell about any specific date, they just suggest… 2018-08-25 The Azores Tourada à corda – bulls in Terceira Tourada à corda, or a story about bulls running on the streets I was with a Polish friend who was on Terceira on Erasmus, on a tourada. He spotted someone in a Legia shirt in the crowd (Legia is a Polish football team). He told me: „Milena, look, there’s a…
Serreta, czyli dokąd co wrzesień wędrują mieszkańcy Terceiry

„W ten weekend jest Serreta, chcesz iść z nami?” – zapytała mnie kilka dni temu koleżanka. Chciałam. Założyłam wygodne buty, okulary przeciwsłoneczne, spakowałam do plecaka jedzenie, zapas wody, bluzę i kurtkę przeciwdeszczową – i w drogę. Serreta to taka terceirska Częstochowa Do Serrety co roku odbywają się pielgrzymki. Mieszkańcy Terceiry wędrują do sanktuarium w Serrecie z każdej części wyspy. Niektórzy wręcz obchodzą wyspę dookoła, robiąc przy tym pieszo ok. 80 km. Jedni wędrują, żeby o coś prosić. Inni, żeby podziękować za miniony rok. Jeszcze inni, żeby spotkać się ze znajomymi, napić się piwa i zjeść bifanę. (Bifana to wspominana przeze mnie często bułka z kotletem, dostępna w prawie każdej taszce, czyli takim foodtrucku). I żeby zobaczyć touradę à corda i pokibicować capinhas. To read an English version of this article click HERE. W tym roku z wiadomych powodów nie zorganizowano wielkiego święta. Zwykle są taszki, muzyka i fajerwerki. W tym roku – tylko pielgrzymi wędrujący pieszo ulicami Terceiry przez cały tydzień. I pan z żelem do dezynfekcji rąk na wejściu do kościoła. Nossa Senhora dos Milagres – Nasza Pani od Cudów Na Azorach i w Portugalii bardzo czczona jest Nossa Senhora dos Milagres, czyli Nasza Pani od Cudów. W Serrecie znajduje się sanktuarium jej imienia. Znajduje się w nim obraz pod tym samym wezwaniem. Mówi się, że obraz ten ocalił w XVII w. uciekającego przed niebezpieczeństwem księdza. W ramach podziękowania za opiekę ksiądz wybudował kapliczkę, w której umieścił obraz. Było to na terenie dzisiejszej Serrety. Po śmierci księdza obraz przeniesiono do kościoła w pobliskiej wioski Doze Ribeiras. Obraz ten służył terceirczykom podobnie jak obraz Matki Boskiej Częstochowskiej Polakom. W XVII w. Portugalia była zaangażowana w wojnę między Francją i Hiszpanią a Wielką Brytanią. Terceira, mała wyspa, była w tej wojnie praktycznie bezbronna. Mieszkańcy zwrócili się do Naszej Pani od Cudów z prośbą o ochronę. Obiecali, że jeśli wyspa nie doświadczy żadnego ataku ze strony nieprzyjaciół, zorganizują coroczne święto ku czci Naszej Pani od Cudów. Co zrobili. Święta ku czci Naszej Pani od Cudów Pierwsze święto z cyklu Festas da Nossa Senhora dos Milagres odbyło się 11 września 1764 r. W 1842 r. wybudowano kościół w Serrecie, przeniesiono do niego z powrotem cudowny obraz – i od tego czasu święta odbywają się już regularnie. A od 2006 r., kiedy to kościół został podniesiony do rangi sanktuarium, święta mają jeszcze bardziej podniosły charakter. To święta religijno-świeckie, które bardzo wtapiają się w obraz wyspy. W dniu mojej zaplanowanej pielgrzymki kolega zapytał mnie, czemu nie zostaję dłużej na plaży. Przecież jest przepiękna pogoda, a w domu można się ugotować. Odpowiedziałam: „Bo idę do Serrety”. I wszystko było jasne. Serreta to lokalny kod, wszyscy wiedzą, o co chodzi. Serreta łączy ludzi Weekend Serrety to jedno z największych wydarzeń w ciągu terceirskiego lata. Łączy starych i młodych, wierzących i niewierzących, rozrywkowych i spokojnych. Fenomenem Terceiry jest to, że można tu naprawdę poczuć równość wszystkich ludzi. Święta w Serrecie są jedną z okazji do doświadczenia tej jedności. Nie ma lepszych i gorszych, wszyscy są tak samo ważni i tak samo serdecznie witani. Czy nie o takie więzi społeczne nam chodzi? Blogosfera Przeczytaj więcej artykułów w tej kategorii 2018-01-25 Polka na Azorach 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie… 2019-07-29 Polka na Azorach Pamiątki z Azorów Jakie są pamiątki z Azorów, które nie zajmą dużo miejsca w Twoim bagażu? A nawet – nie zajmą w ogóle miejsca. Co więcej – te pamiątki z Azorów możesz zabrać ze sobą, gdziekolwiek pojedziesz. Gdziekolwiek rzuci Cię los. Zrobiłam dla Ciebie listę. Ograniczyłam się do pięciu punktów, ale pamiętaj, że… 2020-03-08 Polka na Azorach Azory – jakie wyspy wybrać Jednym z pytań, które słyszę od Was najczęściej, jest „Azory – jakie wyspy wybrać?” Rozumiem, że każdy z nas ma ograniczony czas i możliwości, więc chcemy wybrać to, co dla nas najlepsze. Pozwól, że w tym artykule „Azory – jakie wyspy wybrać?” przeprowadzę Cię przez poszczególne wyspy, żebyś mógł/mogła sprawdzić,…
Capinha, tourada i byki, czyli terceirska tradycja od kuchni

Capinha, tourada i byki, czyli terceirska tradycja od kuchni Pisałam Wam niedawno, że wzięłam udział w wydarzeniu, w którym nie spodziewałam się uczestniczyć. Ktoś zgadł, że to coś związanego z bykami. To coś – to był Festival de capinhas. Festiwal capinhas. Zaczęło się od tego, że mój znajomy, João, powiedział: „W piątek mamy festiwal capinhas, chcesz przyjść?” To read an English version of this article click HERE. Ku własnemu zdziwieniu – chciałam. Oglądałam swobodnie biegające po arenie byki i capinhas [czyt. kapińjasz], czyli osoby, które – jak się tu zwykło mawiać – bawią się z bykami. W tym mojego znajomego, João. Zrozumiałam, co tylu mieszkańców Terceiry może widzieć w tego typu wydarzeniach. Adrenalina i emocje Pojawia się podziw dla byków i dla capinhas. Adrenalina i emocje, które idą w górę jeszcze bardziej, kiedy byk przeskakuje przez barierki. Albo kiedy na środku areny widzi się kogoś znajomego. Spoglądającego prosto w oczy biegnącego na niego byka. Byłam już na kilku tradycyjnych terceirskich touradach à corda. (To wydarzenia, podczas których byki biegają po ulicach; pisałam o tym dokładniej w artykule „Tourada à corda”). Ale na festiwalu capinhas byłam po raz pierwszy. Nawet musiałam dopytać, kim są capinhas, nie znałam tego słowa. Dowiedziałam się, że capinhas to osoby, które podczas tourad pojawiają się na drodze biegu byka i zwracają na siebie jego uwagę. Drażnią go, wołają w inne miejsce. Używają do tego płachty, parasolki albo rąk. Tak, rąk. Niektórzy kładą je na głowie byka i zataczają z nim kółka. Mój znajomy João znany jest wielbicielom tourad właśnie jako capinha Po festiwalu pomyślałam, że może Was zainteresować, jak wygląda „świat byków” od środka. W końcu wiele osób przylatuje na Terceirę właśnie ze względu na tourady! Przeprowadziłam więc wywiad z João i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Jak to się zaczęło? Siadamy i zaczynamy rozmawiać. Na początek pytam João o jego historię z touradą i z bykami. „Jestem z Terceiry, byki mam we krwi” – odpowiada. I zaczyna mówić o tym, że już jako dziecko chodził na tourady, żeby oglądać na nich swojego dziadka. Jego dziadek był capinhą, on też chciał. Zawsze był ciekaw, jak to jest – stanąć z bykiem oko w oko. Aż w końcu nadszedł ten pierwszy raz. „Poszedłem raz – i tak już zostało”. Pytam João, jaka jest rola capinhas podczas tourady „Capinha ma za zadanie ożywić touradę. Bez capinhas nie ma tourady. Byk biega w tę i z powrotem na ulicy, nic się nie dzieje. Osoby, które lubią tourady, lubią też capinhas i to, co robimy. Rolą capinhas jest zabawienie uczestników tourady”. Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam. Wydawało mi się, że capinhas chodzą na tourady bardziej dla siebie niż dla widowni. A tu niespodzianka. Chociaż nie da się zaprzeczyć, że w tej roli pojawiają się osoby, które lubią adrenalinę. „Czujemy adrenalinę. Wystrzał z racy – i po prostu się to czuje. Bawimy się z bykiem, ale to niebezpieczna zabawa. Czujemy oddech byka blisko siebie. To niebezpieczeństwo, ale takie… dobre niebezpieczeństwo.” Żeby zostać capinhą, trzeba po prostu chcieć I pojawić się na touradzie. Nie trzeba nikogo uprzedzać, tourada to wydarzenie otwarte dla wszystkich. Wiele nowych osób zwraca się jednak z prośbą o pomoc do capinhas lepiej obeznanych w temacie. Byk potrafi ważyć nawet tonę, budzi strach i respekt. Początkującym śmiałkom towarzyszą więc czasem capinhas z większym doświadczeniem. Turystom czasem też, ale to zwykle turyści zostają ranieni przez byka. Bo nie wiedzą, jak się zachować. A przypominam (patrz: artykuł „Tourada à corda”), że ubezpieczenia nie obejmują szkód wyrządzonych przez byka. Dla własnego bezpieczeństwa zostawcie więc zabawy z bykiem osobom z większym doświadczeniem. Podstawową zasadą na touradach jest bezpieczeństwo Ludzi i byków. Capinhas bawią się z bykiem, biegają. Ale kiedy widzą, że byk jest bardzo groźny, nie ryzykują życiem. „To nie jest nasze źródło utrzymania” – mówi João. „Idziemy na touradę, żeby się dobrze bawić i zabawić publiczność, ale każdy z nas chce wrócić do domu. Co innego profesjonaliści, np. w Hiszpanii. Całe ich życie to byki. My idziemy do swojej pracy, wychodzimy z niej wieczorem i idziemy na touradę. I chcemy wrócić z tourady cali i zdrowi. Miałem już cztery poważne wypadki, raz zaliczyłem uderzenie w głowę i straciłem przytomność. Im mniej wypadków, tym lepiej.” Dopytuję o byki. Dowiaduję się, że capinhas i organizatorzy tourad dbają również o bezpieczeństwo byków. Kiedyś zdarzało się, że byk uderzył rogiem w mur, złamał róg i biegł dalej. Teraz już nie, teraz w takiej sytuacji byk jest natychmiast zabierany z ulicy i opatrywany. João opowiada też, że kiedy capinhas widzą, że ktoś z publiczności naraża byka na niebezpieczeństwo, natychmiast reagują i odciągają byka w inną stronę. „Chcemy bezpieczeństwa również dla byka, nie tylko dla siebie. Byk też ma swoje prawa.” Zaczynam się zastanawiać, jak capinhas przygotowują się do tourad Słyszę, że ich jedynym przygotowaniem są ewentualne „tourady” z krowami – matkami byków. Grenadierzy, czyli hodowcy bydła, chcą wiedzieć, która krowa będzie dobrą matką kolejnego dobrego byka. Dobrego, czyli dużego i odważnego, którego z dumą będzie można wystawić na touradzie. Zapraszają więc capinhas na takie „krowie tourady”. Capinhas trenują, a grenadierzy dowiadują się, w którą krowę warto zainwestować. Byki na tourady wybiera się jak najlepsze Czasem są to sławne byki. Takie, które wzięły już udział w wielu touradach i wiedzą, jak reagować na capinhas i na innych ludzi na ulicach. Kiedy indziej wybierane są byki, które nigdy wcześniej nie opuściły pastwiska i tourada jest dla nich zupełnie nowym doświadczeniem. Ale często wybór byka na touradę zależy od pieniędzy. Za dobrego byka trzeba dobrze zapłacić. Organizatorzy tourad to zwykle grupy prywatnych osób, które organizują wiele wydarzeń (działających podobnie do opisanych przeze mnie festiwali zup), żeby zebrać pieniądze na touradę. Opłaca im się sprowadzić na touradę dobrego byka. Dobry byk przyciąga uwagę większej liczby osób, a większa liczba osób to lepsza reklama dla organizatorów i większa sprzedaż w taszkach (pisałam o nich w artykule „Tourada à corda”). I wszystko się zgadza. Festiwal capinhas, na który ostatnio poszłam, jest również organizowany przez prywatne osoby Dokładniej mówiąc – przez grupę capinhas. To oni rezerwują arenę, wynajmują policję, lekarza, zajmują się promocją
Capinha, tourada and bulls, i.e. Terceira tradition behind the scenes

I wrote recently that I took part in an event in which I didn’t expect to participate. Someone guessed it had something to do with bulls. That something – it was Festival de capinhas. Capinhas festival. It started with my friend João saying: „We have a capinhas festival on Friday, do you want to come?” To my surprise – I wanted to. I watched bulls running freely in the arena and capinhas, i.e. people who – as is used to say here – play with bulls. Including my friend João. I understood what so many Terceira people might see in such events. Adrenaline and emotions There is admiration for the bulls and for the capinhas. Adrenaline and emotions that go up even more when the bull jumps over the railings. Or when you see someone you know in the middle of the arena. Looking straight into the eyes of the bull running at him. I’ve already been to several Terceira traditional touradas à corda. (These are events where bulls run in the streets; I wrote about it in more detail in the article „Tourada à corda„). But it was my first time at the Capinhas festival. I even had to ask who the capinhas were, I didn’t know the word. I learned that capinhas are people who appear during the tourada on the way of the bull’s run and attract its attention. They annoy it, call out to another place. They use rags, umbrellas or hands for this. Yes, hands. Some people put them on the head of a bull and go around in circles with the bull. My friend João is known to fans of touradas as capinha After the festival, I thought you might be interested in what the „world of bulls” looks like behind the scenes. After all, many people come to Terceira because of the tourada! So I interviewed João and learned a lot of interesting things. How it all started We’re sitting down and starting talking. First, I’m asking João about his history with tourada and bulls. „I’m from Terceira, bulls are in my blood,” he’s replying. And he’s starting talking about the fact that as a child he used to go on touradas to watch his grandfather. His grandfather was a capinha, and he wanted that too. He was always curious what it was like to face a bull. Until the first time it finally happenned. „I went once – and it stayed that way.” I’m asking João what’s the role of capinhas during the tourada “Capinha’s task is to animate the tourada. Without capinhas, there’s no tourada. The bull runs back and forth on the street, nothing’s happening. People who like touradas also like capinhas and what we do. The role of capinhas is to entertain the tourada participants. I never thought about it that way. I thought capinhas go on tourada more for themselves than for the audience. And here’s a surprise. Though it’s undeniable that these are adrenaline-loving people come into this role. “We feel adrenaline. A flare shot – and you just feel it. We play with the bull, but it’s dangerous fun. We feel the breath of the bull close to us. It’s a danger, but it’s such a… good danger. „ To become a capinha you just have to want it And show up on a tourada. There’s no need to let anyone know in advance, tourada is an event open to everyone. However, many newcomers are turning to capinhas who are more familiar with the subject for help. The bull can weigh even a ton, it inspires fear and respect. Therefore, beginner daredevils are sometimes accompanied by capinhas with more experience. Tourists sometimes too, but it’s usually tourists who get hurt by the bull. Because they don’t know how to behave. And I would like to remind you (see the article „Tourada à corda„) that the insurance doesn’t cover damage caused by the bull. For your own safety, leave playing with bulls to people with more experience. The basic rule on tourada is safety Safety of people and bulls. Capinhas play with the bull, run around. But when they see that the bull is very dangerous, they don’t risk their lives. „This is not our livelihood,” says João. “We go on a tourada to have fun and entertain the audience, but we all want to go home. Professionals, for example, in Spain, are different. All their lives are bulls. We go to our work, leave it in the evening and go on a tourada. And we want to come back from tourada safe and sound. I’ve had four serious accidents, got hit on my head once, and passed out. The fewer accidents the better.” I’m asking about the bulls. And learning that capinhas and tourada organizers also keep the bulls safe. Some time ago, a bull would hit a wall with a horn, break the horn, and run on. Not now. Now in such a situation the bull is immediately taken from the street and cured. João also tells me that when capinhas see that someone in the public is putting the bull in danger, they react immediately and drag the bull away. “We want safety for the bull as well, not only for ourselves. The bull also has its rights.” I’m beginning to wonder how capinhas get prepared for touradas I’m hearing in an answer that their only preparation are possible „touradas” with cows – mothers of bulls. Grenadiers, or cattle breeders, want to know which cow will make a good mother for the next good bull. Good, meaning big and brave, which can be proudly exhibited on tourada. So they invite capinhas to such „cow touradas”. The capinhas train and the grenadiers learn which cow is worth investing in. The best bulls are selected for touradas Sometimes these are famous bulls. The ones who have already participated in many touradas and know how to react to capinhas and other people on the streets. At
Colours of the Azores islands

A few days ago, I talked with a friend about the colours of the Azores islands. And why are they different colours, even though all islands should be referred to as green. Each of the Azores islands has one colour assigned to it. Terceira is purple, Santa Maria is yellow, Graciosa is white – and so on. Only São Miguel is called green. Where did the colours of the Azores islands come from? The colors of the islands in the Azores were given by the writer Raul Brandão in the book „As ilhas desconhecidas” („Unknown Islands”), who visited some of the islands and saw some from the ocean. They are based on the characteristics of each island. And although the vegetation is intensely green almost everywhere, other features of the islands were also taken into account. Santa Maria – the yellow island, the island of the sun Santa Maria is the oldest and warmest of the Azores islands. It is the closest to Africa and its climate is different from that of the other islands in the archipelago. It’s attributed its yellow colour mainly due to genista (bushes with intense yellow flowers) growing on the slopes of the island. An additional aspect is the vegetation that is dry in summer. Due to warmer air temperatures and less rainfall than on other islands, Santa Maria’s vegetation turns yellow in summer. The third aspect is the sun – there is a lot of it on Santa Maria! São Miguel – the green island São Miguel is the largest island in the archipelago. Its landscape consists of vast meadows and pastures, and dense forests full of Japanese cedar (Cryptomeria japonica). Japanese cedar is a species brought to the Azores in the 19th century. It is a kind of a showcase of the Azores, but also displaces endemic vegetation. On São Miguel, Japanese cedar was planted mainly in river valleys and in less accessible areas. The green colour of the island is the colour of these trees and native species still present in some places, incl. Erica azorica (a plant from the heather family), laurel or holly. Terceira – the lilac island In my opinion, Terceira is rather green than lilac. Especially since Terceira has the largest area of native forest in the entire archipelago, it’s here that endemic plant species are studied. But Terceira was called the lilac island, so let me explain it. It’s not about purple hydrangeas, although they certainly complete the picture. They are spectacular wisterias that you can admire, among others in the city garden in Angra. The purple element, of which there is also a lot here, are the facades of buildings on the island. Graciosa – the white island Graciosa is the second smallest island in the archipelago. You can walk around it in one day. It has a lot of bright, whitish rocks – and that is what Graciosa owes its white colour to. These rocks are volcanic trachite, changed over many years of geological processes. These processes turn it into a whitish colour. São Jorge – the brown island São Jorge wears the colour brown because of the brown rocks falling into the ocean or into the famous fajãs. One of the brown areas is the rocks on Ponta dos Rosais – the first point you can see when you approach the island from the west. The arable lands are also brown. São Jorge is also a dragon island – but that’s another story. Pico – the gray island Pico is an island with Portugal’s highest mountain of the same name – Pico (2351 m above sea level). It emerges in its gray from the green vegetation of the island. Pico is also called the gray island because of the vast expanses of dried lava, stone walls surrounding the UNESCO-listed vineyards and the mysterious maroiços – stone pyramids. Faial – the blue island Faial is an island that has strong connections with the sea for centuries. It’s here, in Horta, that the famous seaport and the famous Peter Café Sport bar are located. Connection with the sea is not the only reason why the island is called blue. The second reason is lush blue-coloured hydrangeas. You can find them all around the Cabeço Gordo viewpoint, on the road leading to Caldeira in the center of the island and other roads on the island. There is plenty of blue on Faial. Flores – the pink island Even though Flores is considered to be the greenest island in the Azores, its colour is pink. This is because of the numerous azaleas and hydrangeas that are found on it. Winding among the intense green of vegetation and the blue of waterfalls and streams, they are a kind of showcase of the island. After all, „flores” means „flowers” in English. Corvo – the black island Corvo is a black island. And not because of the ravens („corvo” is „raven”). It is called a black island for two reasons. First, because of its size – when viewed from Flores, it resembles a black spot on the horizon. Second, because of the black soil and black volcanic rock it abounds in. Corvo is a black spot on the horizon, full of black rocks. Colourful Azores on a bracelet For me, as I mentioned, all the islands in the Azores should be described as green and blue. But other colours are also present, I admit. And you can even find them on… bracelets! Yes, yes, you read it right – on bracelets. One of the most interesting souvenirs that you can bring from the Azores is a bracelet. But not some ordinary bracelet. Basalt bracelet. With beads in the colours of the 9 Azores islands. I don’t have such a bracelet yet, but let’s agree on one thing – I don’t need one yet. But if I ever move out of here, I will definitely get one. May the colours of the Azores always be with me!
Kolory wysp na Azorach

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką o tym, jakie są kolory wysp na Azorach. I dlaczego są to różne kolory, mimo że wszystkie wyspy powinny być określane jako zielone. Każda z wysp azorskich ma przyporządkowany jeden kolor. Terceira jest fioletowa, Santa Maria żółta, Graciosa biała – i tak dalej. Zielony kolor nosi tylko São Miguel. To read an English version of this article click HERE. Skąd się wzięły kolory wysp na Azorach? Kolory wysp na Azorach zostały nadane przez pisarza Raula Brandão w książce „As ilhas desconhecidas” („Wyspy nieznane”), który część wysp odwiedził, a część zobaczył z oceanu. Ich bazą są cechy charakterystyczne każdej z wysp. I mimo że roślinność prawie wszędzie jest intensywnie zielona, to pod uwagę wzięto też inne cechy wysp. Santa Maria – wyspa żółta, wyspa słońca Santa Maria to najstarsza i najcieplejsza z azorskich wysp. Jest położona najbliżej Afryki i klimat na niej jest inny niż na pozostałych wyspach w archipelagu. Przypisuje się jej kolor żółty głównie ze względu na rosnące na zboczach wyspy janowce (krzewy z intensywnie żółtymi kwiatami). Dodatkowym aspektem jest wyschnięta latem roślinność. Ze względu na wyższe temperatury powietrza i mniejszą ilość opadów niż na innych wyspach, roślinność na Santa Marii przybiera latem żółty kolor. Trzecim aspektem jest słońce – jest go na Santa Marii dużo! São Miguel – wyspa zielona São Miguel to największa wyspa w archipelagu. Na jej pejzaż składają się rozległe łąki i pastwiska, i gęste lasy pełne kryptomerii. Kryptomeria japońska to gatunek sprowadzony na Azory w XIX wieku. Stanowi on swego rodzaju wizytówkę Azorów, ale też wypiera endemiczną roślinność. Na São Miguel kryptomerię sadzono głównie w dolinach rzek i na trudniej dostępnych obszarach. Kolor zielony wyspy to kolor kryptomerii oraz obecnych jeszcze w niektórych miejscach rodzimych gatunków, m.in. Erica azorica (roślina z rodziny wrzosowatych), wawrzyn czy ostrokrzew. Terceira – wyspa fioletowa W moim odczuciu Terceira jest bardziej zielona niż fioletowa. Zwłaszcza że to na Terceirze znajduje się największy obszar rodzimego lasu w całym archipelagu, to tutaj bada się endemiczne gatunki roślin. Ale Terceirę nazwano wyspą fioletową, więc już wyjaśniam. Wcale nie chodzi o fioletowe hortensje, choć one na pewno dopełniają obrazu. Chodzi o efektowne wisterie, które można podziwiać m.in. w ogrodzie miejskim w Angrze. Fioletowym elementem, którego też jest tu sporo, są fasady budynków na wyspie. Graciosa – wyspa biała Graciosa to druga najmniejsza wyspa w archipelagu. Można ją obejść pieszo w jeden dzień. Znajduje się na niej dużo jasnych, białawych skał – i to nim Graciosa zawdzięcza kolor biały. Te skały to wulkaniczny trachyt, zmieniany przez długie lata procesów geologicznych. Procesy te sprawiają, że nabiera on białawego koloru. São Jorge – wyspa brązowa São Jorge nosi kolor brązowy z powodu brązowych skał opadających do oceanu lub do słynnych fajãs. Jednym z brązowych obszarów są skały na Ponta dos Rosais – pierwszym punkcie, który widzą wszyscy zbliżający się do wyspy od strony zachodu. Brązowe są również ziemie uprawne. São Jorge to też wyspa smoka – ale to już inna historia. Pico – wyspa szara Pico to wyspa, na której wznosi się najwyższy szczyt Portugalii o tej samej nazwie – Pico (2351 m n.p.m.). Wyłania się on w swojej szarości z zielonej roślinności wyspy. Pico jest nazywana wyspą szarą również ze względu na rozległe połacie zaschniętej lawy, kamienne murki otaczające wpisane na listę UNESCO winnice oraz tajemnicze maroiços – kamienne piramidy. Faial – wyspa niebieska Faial to wyspa, która od stuleci zwrócona była ku morzu. To na niej, w Horcie, znajduje się słynny port morski i słynny bar Peter Café Sport. Łączność z morzem to nie jedyny powód nazywania wyspy niebieską. Drugim powodem są bujne hortensje w kolorze niebieskim. Można ich znaleźć całe połacie w okolicach punktu widokowego Cabeço Gordo, na drodze prowadzącej do Caldeira w centrum wyspy i innych drogach na wyspie. Błękitu na Faial nie brakuje. Flores – wyspa różowa Mimo że Flores uznawana jest za najbardziej zieloną wyspę na Azorach, jej kolor określony jest jako różowy. A to ze względu na liczne azalie i hortensje, które na niej występują. Wijące się pośród intensywnej zieleni roślinności i błękitu wodospadów i strumieni, stanowią swoistą wizytówkę wyspy. W końcu „flores” to po polsku „kwiaty”. Corvo – wyspa czarna Corvo to wyspa czarna. I bynajmniej nie ze względu na kruki („corvo” to „kruk”). Jest ona nazywana czarną wyspą z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na swój rozmiar – widziana z Flores, przypomina czarny punkt na horyzoncie. Po drugie, ze względu na czarne gleby i czarne skały wulkaniczne, w które obfituje. Czarny punkcik na horyzoncie, pełen czarnych skał. Kolorowe Azory na bransoletce Dla mnie, jak wspomniałam, wszystkie wyspy na Azorach powinny być określane jako zielone i niebieskie. Ale inne kolory też są obecne, przyznaję. I można je znaleźć nawet na… bransoletkach! Tak, tak, dobrze czytacie – na bransoletkach. Jedną z ciekawszych pamiątek, jaką można przywieźć z Azorów, jest bransoletka. Ale nie jakaś zwykła bransoletka. Bazaltowa bransoletka. Z paciorkami w kolorach 9 wysp azorskich. Ja takiej bransoletki jeszcze nie mam, ale umówmy się – póki co nie potrzebuję. Ale jeśli kiedyś się stąd będę wyprowadzać, na pewno sobie taką sprawię. Żeby kolory Azorów zawsze były ze mną!
Marralhinha – the most popular game in Terceira

When I met my friends for the first time after the lockdown, a marralhinha entered the table. I usually yawn at 23:00 and that night I was sitting at the game until 2am, and my friends finished the tournament at 5am. Yes, you are thinking right – marralhinha draws in. Fortunately, not like Jumanji (although… if you look at 2020…), but it draws you in! Marralhinha is a typical game from Terceira. I got to know it paradoxically in Lisbon, when I was returning from Poland after Christmas. (It was also the first time I felt how terribly cold it is in the houses in Lisbon in winter). My friends had a visit of their friends, marralhinha appeared on the table. A wooden „board” with pits, marbles – and the evening was endless. This is a game that evokes emotions A fighting spirit awakens in calm people. Everyone wants to win, everyone creates a strategy in their head. And changes it after each dice roll. Because it’s a game in which strategy is mixed with statistics. Whoever has lost, willingly stands up for a rematch. Whoever won, starts the next games even more willingly. And so until morning. Marralhinha is a traditional game of Terceira There are two versions of the story of this game’s popularity in Terceira. One says that it was brought from the United States by a Terceira emigrant – in a version slightly different from the present one. The second version says that a similar game was very popular in one of the regions of France and from there it made its way to Terceira. How it really was – maybe one day we’ll find out. Maybe not. The lack of certainty as to the origin of the game does not prevent the inhabitants of the island from passionately playing it. There was even an Association of Party Games in Terceira established! The association regularly (of course, apart from the Jumanji year, i.e. 2020) organizes tournaments in which up to twenty teams play marralhinha (it is played in pairs). It’s really a lot of people for Terceira. You can buy Marralhinha in almost any souvenir shop. Or directly at handicraftsmen, for example at various handicraft fairs (they are organized, for example, on the occasion of Sanjoaninas LINK and Festas da Praia). If you only have carry-on luggage, make sure you select a game size that will fit in your luggage. My friends ended the first party after quarantine with a clear division into winners and all the rest, which pretended not to care about the loss. I’m kidding. Partly. Because there were clear winners. But the rest had a good time too. Me too. Until sleep got me down, but that’s another story. In the meantime – the principles of marralhinha! If you accidentally bought it and didn’t know how to play it. Or if you got a marralhinha as a gift. Like my family from me. With instructions in Portuguese. One and a half year ago… Marralhinha – rules of the game (Original rules in Portuguese HERE. Below – translation based on the rules version available on 30th of July, 2020) Two 2-person teams take part in the game. Each player has 5 marbles (10 marbles per team). Each player rolls a dice. The player with the highest score starts the game. The second player to his right is second (turn is going counterclockwise). In order for the marble to leave the starting fields, the player must roll 1 or 6 on the dice. The first player of any team, once (s)he has placed his/her five marbles in the end fields, continues play by helping his/her partner finish the game. When a 6 is rolled, the player must move the marble and roll the dice again. If, after rolling a 6, he/she places the last marble in the end fields, he/she rolls again to help his/her partner end the game. The player moves forward the number of spaces equal to the number on the dice. (Example: if you roll 5, you move the marble of your choice 5 spaces forward.) To enter or leave the center of the board, you must roll 1 or 6 dice. The square in the middle of the board is to help players shorten their path to the end fields. The center of the board can be entered from any of the three corners next to the center of the board (furthest from the end fields). When leaving the center of the board, the player must move to the corner closest to his end fields. (Here is my comment: according to the rules I learned, theoretically, you can move to other corners – but it doesn’t normally pay off, because the goal of the game is to reach the end fields as quickly as possible for both players). None of the five marbles of a player may overtake other marbles of the same player on the board. After playing a dice and picking up one of his marbles, the player is obliged to play this marble, unless he/she would make it to the square occupied by his/her partner’s marbles. If a player rolls 1 or 6 on the dice and picks up one of the marbles in the starting squares, and the starting field is not occupied by his or her partner’s marble, the player is obliged to put the marble into play (put it in the starting fields). In order to move the marble, a player must count the pits on the board, risking that his/her move will be canceled in the event of a mismatch. If during the movement of the marbles, the player gets to the field occupied by the opponent, he/she must gently touch the opponent’s marbles, remove it from the board and place it in the opponent’s starting field. The next player in line must wait with rolling the dice until the previous player has finished his/her move. If they the dice before their
Marralhinha – najpopularniejsza gra na Terceirze

Kiedy spotkałam się ze znajomymi po raz pierwszy po kwarantannie, na stół wjechała marralhinha. Ja zwykle ziewająca o 23:00 siedziałam przy grze do 2 w nocy, reszta towarzystwa zakończyła turniej o 5 nad ranem. To read an English version of this article click HERE. Tak, dobrze myślicie – marralhinha wciąga. Na szczęście nie tak, jak Jumanji (chociaż… jak tak spojrzeć na rok 2020…), ale wciąga! Marralhinha to gra z Terceiry. Poznałam ją paradoksalnie w Lizbonie, kiedy wracałam z Polski po świętach Bożego Narodzenia. (Wtedy też po raz pierwszy odczułam, jak koszmarnie zimno jest w domach w Lizbonie zimą). Do znajomych wpadli znajomi, na stole pojawiła się marralhinha. Drewniana „plansza” z wgłębieniami, szklane kulki – i wieczór nie miał końca. To gra, która wzbudza emocje W spokojnych na co dzień osobach budzi się duch walki. Każdy chce wygrać, każdy tworzy w głowie strategię. I zmienia ją po każdym rzucie kostką. Bo to gra, w której strategia miesza się ze statystyką. Kto przegrał, chętnie staje do rewanżu. Kto wygrał, jeszcze chętniej rozpoczyna kolejne rozgrywki. I tak aż do rana. Marralhinha to tradycyjna gra z Terceiry Istnieją dwie wersje historii popularności tej gry na Terceirze. Jedna mówi o tym, że przywiózł ją ze Stanów Zjednoczonych terceirski emigrant – w wersji nieco innej od obecnej. Druga wersja mówi o tym, że podobna gra była bardzo popularna w jednym z rejonów Francji i stamtąd dotarła na Terceirę. Jak było naprawdę – może kiedyś się dowiemy. A może nie. Brak pewności co do pochodzenia gry nie przeszkadza mieszkańcom wyspy w namiętnym rozgrywaniu kolejnych i kolejnych partii. Powstało nawet Stowarzyszenie Gier Towarzyskich na Terceirze! Stowarzyszenie regularnie (oczywiście poza rokiem Jumanji, tj. 2020) organizuje turnieje, w których w marralhinhę gra nawet po dwadzieścia kilka drużyn (gra się parami). Jak na Terceirę to naprawdę dużo osób. Marralhinhę możecie kupić w niemal każdym sklepie z pamiątkami. Albo bezpośrednio u rękodzielników, na przykład na różnych targach rękodzieła (są organizowane np. przy okazji Sanjoaninas LINK i Festas da Praia). Jeśli macie tylko bagaż podręczny, upewnijcie się, że wybraliście taki rozmiar gry, który zmieści się w tym bagażu. Moi znajomi pierwszą imprezę po kwarantannie zakończyli wyraźnym podziałem na wygranych (a raczej wygrane) i całą resztę, która udawała, że się nie przejmuje przegraną. Żartuję. Częściowo. Bo wyraźne wygrane były. Ale reszta też się dobrze bawiła. Ja też. Dopóki nie zmógł mnie sen, ale to już inna historia. A tymczasem – zasady marralhinhi! Gdybyście przypadkiem kupili i nie wiedzieli, jak w to grać. Albo dostali marralhinhę w prezencie. Jak moja rodzinka ode mnie. Z instrukcją po portugalsku. Półtora roku temu… Marralhinha – zasady gry (Oryginalne zasady po portugalsku TUTAJ. Poniżej – tłumaczenie na podstawie wersji zasad dostępnej 30.07.2020 r.) Przyjemnej gry!
Żeglarz portugalski w azorskich wodach

Podczas lockdownu poszłam wieczorem na spacer po Angrze. I jak to mam w zwyczaju, zeszłam na miejską plażę. Nagle na coś nadepnęłam. Coś pękło pod moją stopą. Spojrzałam w dół: wyschnięta caravela portuguesa (PL żeglarz portugalski). A obok niej kolejna. I kolejna. I kolejna. To read an English version of this article click HERE. Caravela portuguesa, czyli żeglarz portugalski, to postrach azorskich wód. Swoją nazwę zawdzięcza podobieństwu do żagli w dawnych okrętach portugalskich. Kiedy się pojawia na horyzoncie, większość osób ucieka z wody. A kto się zdecyduje na kąpiel, często kończy z pamiątką na całe życie. Pamiątką w postaci blizny. Kim (lub czym) jest żeglarz portugalski? Żeglarz portugalski to taki piękny, niebiesko-różowy balonik unoszący się na powierzchni oceanu. Należy do rodziny parzydełkowców. Jest jednym z najgroźniejszych stworzeń w wodach otaczających Azory. Lepiej go omijać z daleka. Bardzo daleka. To, co się wydaje jednym organizmem, w rzeczywistości jest kolonią wyspecjalizowanych organizmów żyjących w symbiozie. Jedna grupa odpowiada za unoszenie się na wodzie (to ten mieniący się w słońcu balonik, który najczęściej widzimy), druga za łapanie ofiary, trzecia za jej spożywanie, czwarta za rozmnażanie. Oparzenia trzeciego stopnia Kolonia odpowiadająca za łapanie ofiary odpowiada też za trwałe pamiątki na ciele człowieka. Ta kolonia bowiem składa się z nici chwytnych (macek) z licznymi parzydełkami. Mogą one sięgać nawet do 30 metrów długości! Jad zawierający silną neurotoksynę porównuje się do jadu czarnej wdowy (taki pająk, którego też nie chcę bliżej poznawać). Może on zabić np. ryby, którymi żywi się żeglarz, a nawet małego ssaka. U człowieka jad żeglarza portugalskiego wywołuje ogromny ból (u niektórych trwający nawet dobę i prowadzący do omdleń) i oparzenia. Nawet oparzenia trzeciego stopnia. Mogą się pojawić zawroty głowy, mdłości, problemy z oddychaniem, czasem zapaści, arytmia, oparzenia narządów wewnętrznych, martwica tkanek. Do tego zaburzenia w układzie nerwowym, mięśniowo-szkieletowym i pokarmowym. Odnotowano nawet przypadki śmiertelne. Są one na szczęście sporadyczne, więc pożegnanie się z tym światem raczej Was nie czeka. Ale już naturalny tatuaż w postaci blizny może zostać z Wami na długi, długi czas. Czego Wam oczywiście w ogóle nie życzę! W końcu jak już się ktoś decyduje na tatuaż, to dobrze by było, żeby sam sobie wybrał wzór, co nie? Martwy żeglarz nie jest taki martwy Jeszcze takie ostrzeżenie: nawet jeśli widzicie martwego żeglarza portugalskiego (tak, jak ja na plaży w Angrze), uważajcie. Nie przechodźcie koło niego boso, nie próbujcie go obrócić. A już na pewno nie gołymi rękami. Macki żeglarza, nawet jeśli żeglarz już nie żyje, pozostają aktywne. Czy to na lądzie, czy w oceanie. Lepiej nie sprawdzać na sobie ich działania. A co jeśli zapoznam się z żeglarzem zbyt blisko? Jeśli Wasze spotkanie z żeglarzem będzie zbyt bliskie i się na tej relacji sparzycie, od razu idźcie (jeśli dacie radę iść…) do ratownika. Na każdej oficjalnej plaży na Azorach w godzinach otwarcia plaży jesteście pod opieką ratownika. On Wam pomoże. A później wyśle do szpitala. (Tu taka anegdotka. Dwóch znajomych opowiedziało mi niezależnie od siebie o tym, jak byli kiedyś na plaży. Patrzą: wychodzi jakaś pani z wody. Nagle wydaje z siebie krótki krzyk, po czym się przewraca. Obaj biegną na pomoc. Okazało się, że pani miała bliskie spotkanie z żeglarzem portugalskim. Zamiast na plaży, popołudnie spędziła na pogotowiu.) Jeśli akurat nie ma ratownika, możecie spróbować dwóch metod. Pierwszą jest polanie rany wodą morską, drugą – polanie rany octem. Tutaj od razu ostrzegam, że są sprzeczne opinie co do działania tych dwóch roztworów. Jedni zalecają wyłącznie wodę morską, inni najpierw wodę morską, a po niej ocet, jeszcze inni sam ocet. Chciałabym Wam powiedzieć, co działa na 100%, ale nie jestem naukowcem, a właśnie nawet doniesienia naukowe są różne. A doświadczeń na żywym organizmie nie będę robić, wybaczcie. To, co mogę Wam powiedzieć, to że w tym przypadku zdecydowanie lepiej zapobiegać niż leczyć. (Absolutnie nie wolno rany pocierać, sikać na nią, polewać słodką wodą, alkoholem, pastą do zębów czy amoniakiem! To sprawi jeszcze intensywniejsze uwalnianie toksyn, większy ból i bardziej dotkliwe skutki.) Mówi się o tym, że czymś z plastiku (nie metalu!) trzeba wyciągnąć ze skóry resztki macek. Jako przykładowe narzędzia podaje się plastikową pęsetę lub nawet kartą kredytową. Ale jeśli zrobi się to nieumiejętnie, można aktywować pozostały jad. Najlepiej więc jedźcie na pogotowie. Tam się Wami zaopiekują, jak trzeba. Z żeglarzem portugalskim dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. Skąd ich tyle? Każdego roku na Terceirze obserwuję od wiosny pojawianie się żeglarzy portugalskich. W zeszłym roku i w tym roku jest ich znacznie więcej niż wcześniej. Mieszkańcy wyspy mówią też, że nie pamiętają z dzieciństwa tylu żeglarzy, ilu widuje się obecnie. Skąd ich tyle? Przypuszcza się, że to skutek ocieplenia klimatu. Temperatura wody w oceanie się podnosi, naturalni wrogowie żeglarzy giną. Jest na przykład coraz mniej żółwi, które żywią się żeglarzami. Wśród niewielkiej liczby stworzeń morskich odpornych na jad żeglarzy są: żółw morski, niebieski smok (gatunek jadowitego ślimaka morskiego), tratewnik jantina (gatunek drapieżnego ślimaka morskiego) i kilka ryb. Zmiany klimatyczne przynoszą zmiany w łańcuchach pokarmowych zwierząt. A to ma bezpośredni wpływ na nasze życie. Musimy na przykład rozglądać się 10 razy przed wejściem do wody. To się rusza! Niedawno wybrałam się na spacer na inną plażę, którą dopiero co odkryłam. Chodzę sobie spokojnie, aż mi coś zaczyna migać pod nogami. Patrzę: żeglarz portugalski. Za chwilę drugi. Trzeci. Piąty. Dziesiąty. Miałam pełne buty, a one leżały bezwładnie daleko od fal i przepięknie lśniły we wieczornym słońcu, więc wyciągnęłam telefon i zaczęłam robić im zdjęcia. Pomyślałam: do artykułu będzie jak znalazł! I nagle… Nagle patrzę: to się rusza!!! Znacie te 3xF w sytuacji zagrożenia? Fight, flight, freeze? Po polsku: walka, ucieczka, zamarcie. Ja zamarłam. Byłam przerażona! Żeglarz, któremu właśnie robiłam zdjęcie, zaczął się ruszać! Byłam przekonana, że „to coś” tylko unosi się na wodzie. Że nie ma żadnych „mięśni”, które pozwoliłyby mu na wykonywanie ruchów. Zdziwiłam się. Mięśni może nie ma, ale potrafi podnieść jeden fragment swojego ciała, obrócić go i położyć w innym miejscu. Jeszcze teraz, jak o tym myślę, mam gęsią skórkę. A że piszę to, kiedy jest ciemno i ponuro, czuję się trochę jak w horrorze. Nie dajcie
Andreia i jej najlepsze przekąski w Biscoitos

Podchodzę do budki i widzę, że Andreia uśmiecha się do mnie z daleka. I komentuje do swojej sąsiadki: „Wiesz, że byłam w Polsce, nie ruszając się z Terceiry?” Andreia to przesympatyczna właścicielka budki z lokalnymi przysmakami w Biscoitos. Trzecia budka od kąpieliska. Znają ją tam wszyscy. Przychodzą do niej po gotowaną kukurydzę, karmelki, prażone orzeszki ziemne czy donuty. I po dobre słowo i uśmiech, którymi chętnie wszystkich obdarza. To read an English version of this article click HERE. Poznałam ją ponad trzy lata temu. Zawsze wita mnie uśmiechem i pyta, jak się czuję. Tym razem widzi mnie i komentuje do swojej sąsiadki: „Wiesz, że byłam w Polsce, nie ruszając się z Terceiry?” I opowiada, że któregoś dnia przyszedł do niej turysta i powiedział, że znają ją w Polsce. I pokazał jej zdjęcie, które udostępniłam na Facebooku i Instagramie. „Widzisz, jesteś sławna w Polsce!” – zaczynam się śmiać. I wpadam na pomysł, żeby przeprowadzić z Andreią wywiad. I na jego podstawie napisać artykuł. W artykule można przecież powiedzieć o wiele więcej niż w krótkim poście na mediach społecznościowych. Przychodzę więc w poniedziałkowy poranek z listą pytań i naładowanym telefonem, i pytam, co ona na to. Na twarzy Andrei maluje się mieszanka radości i zakłopotania. Siadamy na schodkach przed budką i zaczynamy rozmawiać. Jak to się zaczęło? 13 lat temu Andreia wybrała się na Święto emigranta (duża impreza w centrum Terceiry), żeby sprzedawać gotowaną kukurydzę. Ale że prawie ciągle padało, nie sprzedała wszystkiego. Jej tata podsunął jej pomysł, żeby poszła z tą kukurydzą w okolice kąpieliska w Biscoitos. „Może tam ci się poszczęści” – powiedział. I się poszczęściło. Andreia poszła w okolice kąpieliska w Biscoitos i tam już została. Na początku dzieliła swoją budkę z kilkoma mężczyznami, którzy nie do końca akceptowali kobietę – właścicielkę biznesu. Nie obyło się bez spięć, ale w końcu nauczyli się ze sobą funkcjonować. Każdy sprzedawał swoje produkty. Andreia zaczynała od gotowanej kukurydzy, coscorões (jedne z tradycyjnych słodyczy karnawałowych) i od orzeszków ziemnych prażonych w karmelu. Z czasem dodawała kolejne produkty: pikle, warzywa i owoce ze swojego ogródka, babeczki. Po ok. 5-6 latach zaczęła sprzedawać donuty, które dziś wszyscy tak uwielbiają. Z czasem też została w budce sama, bez wspomnianych wcześniej mężczyzn. Jedynymi mężczyznami, którzy od czasu do czasu pojawiają w jej budce po stronie sprzedawcy, są jej mąż i syn. Biznes rozwijał się powoli Najpierw przychodzili do Andrei mieszkańcy Biscoitos. Zadowoleni, opowiadali o jej produktach swoim znajomym. Stopniowo więc zaczęło pojawiać się u niej coraz więcej mieszkańców wyspy. Przyjeżdżali do Biscoitos na spacer, spędzić wolne popołudnie z rodziną. Byli zadowoleni, że mogą przekąsić coś dobrego. Stopniowo na wyspie rozwijała się również turystyka. Liczba turystów wzrastała z roku na rok aż do 2019 roku. (Choć Andreia mówi, że pod względem zawodowym najlepszym dla niej rokiem był 2018). Kto przylatuje na wyspę, jest zachwycony jej pięknem, soczystą zielenią, błękitem nieba i oceanu. I chce wracać, chce odwiedzać inne wyspy. „Coraz więcej osób odkrywa nasz raj na środku oceanu” – mówi Andreia. A co można odkryć w budce Andrei? Dla mnie budka Andrei to róg obfitości. Jest tam mnóstwo pyszności i z Terceiry, i takich, które na Terceirze się je. Co to oznacza? Że obok tradycyjnej terceirskiej babeczki Dona Amélia leży amerykański donut, również uwielbiany przez mieszkańców wyspy. Głodni pomijają ten fragment. Dary ziemi U Andrei znajdziecie wszystkie „dary ziemi”: ziemniaki, pomidory, cukinię, fasolkę szparagowę, czosnek, śliwki, jabłka, banany, arbuzy, marakuję, pomarańcze, mandarynki… Na Azorach są różne pory owocowania, więc o każdej porze roku znajdzie się coś świeżego. Przekąski Dla wielbicieli słonych przekąsek są różne rodzaje orzeszków ziemnych (np. z czosnkiem), smażony bób, chipsy, gotowana kukurydza, rissóis (rodzaj pierożków z nadzieniem, pieczonych lub smażonych w głębokim tłuszczu), empadas (coś a la nadziewane paszteciki). Jeśli ktoś lubi słodkie przekąski, znajdzie u Andrei tradycyjne terceirskie babeczki Donas Amélias, cały wybór innych babeczek (np. kokosowe, migdałowe lub… fasolowe), orzeszki ziemne z karmelem i cynamonem, amerykańskie donuty z cukrem albo lukrem, ciasta, tarty czy ciastka – cynamonowe, cytrynowe, kokosowe i in. Są też filhadinhos – typowe słodkości z Alentejo. I oczywiście nie mogło zabraknąć caramelos, czyli karmelków. Dla mieszkańców wyspy to smak dzieciństwa. Słodycze, które robiła ich babcia, kiedy inne słodycze nie były dostępne. Karmelki trudno przygotować, sama Andreia mówi, że miała wiele nieudanych prób. Wyniki pierwszych prób lądowały w koszu. Aż się nauczyła. I dziś i dzieci, i dorośli chętnie wychodzą od niej ze swoją paczką karmelków. Trochę karnawału Andreia dzieli się z mieszkańcami i turystami również smakami terceirskiego karnawału. Karnawał na Terceirze świętuje się o wiele huczniej i radośniej niż Boże Narodzenie. Są z nim związane przeróżne tradycje i przekąski. Najważniejsze z kwestii jedzeniowych są trzy rodzaje słodkości: filhoses do forno z budyniowym nadzieniem o smaku cytrynowym, filhoses fritas – coś a la płaski pączek, oraz coscorões – przypominają faworki, są cienkie i chrupiące. Wszyscy chętnie się nimi zajadają podczas karnawału. Słoiki W końcu, Andreia przygotowuje też pikle i inne produkty zamknięte w słoikach. Można znaleźć u niej miód wytworzony przez lokalne pszczoły. Pikle z kopru morskiego, gotowanych jaj przepiórczych i przeróżnych warzyw. Dużym zainteresowaniem cieszy się massa de malagueta, czyli sos z ostrej papryki – jedna z najbardziej popularnych pikantnych przypraw na wyspie. Andreia robi też dżemy: figowe, jeżynowe, winogronowe, z batatów, cukinii, gujawy truskawkowej czy uwielbiany przeze mnie dżem z ostrej papryki (doce de malagueta). Kiedy lecę do Polski, zawsze zabieram go dla mojej siostry. Smakuje przepysznie z tostami i z queijo fresco, czyli świeżym serem. Tego sera nie da się przewieźć, trzeba przyjechać po niego tutaj! Głodni mogą znów zacząć czytać. Skąd pomysły na produkty? Pytam Andreię, skąd bierze pomysły na produkty. Zaczyna się śmiać: „Z mojej szalonej głowy”. Mówi, że chce, żeby jej klienci byli usatysfakcjonowani. Dlatego sprawdza, co im smakuje, po co wracają. Od lat największym powodzeniem cieszą się gotowana kukurydza i donuty, ale pozostałe produkty też mają swoich klientów. Kto idzie na plażę, chętnie do niej zagląda czy to rano, czy po południu. Jest też sporo osób, które wybierają się na niedzielne spacery z rodziną. W czasie świąt, imprez czy tourad (których w „normalnym”,
Andreia and the best snacks in Biscoitos

I’m going to the booth and I can see that Andreia is smiling at me from afar. And she comments to her neighbour: „Do you know that I was in Poland without leaving Terceira?” Andreia is a very nice owner of a booth with local delicacies in Biscoitos. Third booth, counting from the bathing area. Everyone knows her there. They come to her to buy boiled corn, caramels, roasted peanuts or donuts. And for a good word and a smile that she gladly shares with everyone. I met her over three years ago. She always greets me with a smile and asks me how I feel. This time she’s noticing me and commenting to her neighbor: „Do you know that I was in Poland without leaving Terceira?” And she’s saying that one day a tourist came to her and said that they knew her in Poland. And he showed her a photo of her that I shared on the Facebook and on the Instagram. „See, you are famous in Poland!” – I’m starting to laugh. And I’m gettting an idea to interview Andreia. And write an article based on it. In the article you can say a lot more than in a short post on social media. So I’m going there on Monday morning with a list of questions and a charged phone, and I’m asking what she thinks about this idea. There is a mixture of joy and embarrassment on Andrea’s face. We’re sitting on the steps in front of the booth and starting talking. How did it start? 13 years ago Andreia went to the Feast of Emigrants (a large party in the center of Terceira) to sell boiled corn. But it was almost constantly raining, so she didn’t sell everything. Her dad gave her an idea that she could go with this sweet corn to the bathing area in Biscoitos. „Maybe you’re lucky there,” he said. And she was lucky. Andreia went to the bathing area in Biscoitos and stayed there. At the beginning, she shared her booth with a few men who didn’t quite accept a woman who’d be a business owner. They had some frictions, but in the end they learned to function with each other. Each of them was selling their own products. Andreia started with boiled corn, coscorões (one of the traditional carnival sweets) and roasted peanuts in caramel. With time, she added more products: pickles, vegetables and fruits from her garden, cupcakes. After about 5-6 years, she began selling donuts, which everyone loves so much today. With time, she also stayed alone in the booth, without the men that I mentioned earlier. The only men who occasionally appear in her booth on the salesman’s side are her husband and son. Business was developing slowly First, Biscoitos residents would come to Andrea. Satisfied, they talked about her products to their friends. Gradually, therefore, more and more inhabitants of the island began to appear at her booth. They came to Biscoitos for a walk, to spend a free afternoon with their family. They were glad that they could snack something good. Tourism was also gradually developing on the island. The number of tourists was increasing from year to year until 2019. (Although Andreia says that the best year in terms of business for her was 2018). Whoever arrives on the island is delighted with its beauty, lush greenery, blue sky and ocean. And they want to come back, they want to visit other islands. „More and more people are discovering our paradise in the middle of the ocean,” says Andreia. And what can you discover in Andrea’s booth? For me, Andrea’s booth is a cornucopia. There are plenty of goodies from Terceira and those that are eaten on Terceira. What does it mean? That next to the traditional Terceira cupcake Dona Amélia there’s an American donut, also loved by the inhabitants of the island. Hungry people skip this part. Earth gifts At Andrea’s booth you’ll find all the „gifts of the earth”: potatoes, tomatoes, zucchini, green beans, garlic, plums, apples, bananas, watermelons, passion fruit, oranges, tangerines… There are different fruiting seasons on the Azores, so something fresh can be found at any time of the year. Snacks For lovers of salty snacks, there are different types of peanuts (e.g. with garlic), fried pain, chips, boiled corn, rissóis (a type of dumplings with filling, baked or deep-fried), empadas (something like stuffed patties). If you like sweet snacks, you’ll find at Andrea’s traditional Terceira cupcakes Donas Amélias, a whole selection of other cupcakes (e.g. coconut, almond or… bean), peanuts with caramel or cinnamon, American donuts with sugar or icing, cakes, tarts or cookies – cinnamon, lemon, coconut and other . There are also filhadinhos – typical sweets from Alentejo. And of course, caramelos, or caramels, could not be missing. For the islanders it’s a taste of their childhood. Sweets their grandmother used to make when other sweets were not available. Caramels are difficult to prepare, Andreia herself says that she had many failed attempts. The results of the first attempts landed in the garbage. Until she learned. Today, both children and adults are happy to leave her booth with their package of caramels. A little bit of the carnival Andreia also shares the taste of the Terceira carnival with locals and tourists. Carnival on Terceira is celebrated much more than Christmas. Various traditions and snacks are associated with it. The most important out of the food are three types of sweets: filhoses do forno filled with lemon pudding, filhoses fritas – with a taste similar to donuts, and coscorões – they resemble Polish faworki, they are thin and crunchy. Everyone eats them during the carnival. Jars Finally, Andreia also prepares pickles and other products enclosed in jars. You can find honey from local bees. Pickles from sea fennel, boiled quail eggs and various vegetables. Massa de malagueta, or hot pepper sauce, which is one of the most popular hot spices on the island. Andreia also
Pięć lat temu

Pięć lat temu przyleciałam po raz pierwszy na Terceirę Mój znajomy zabrał mnie prosto z lotniska na wycieczkę po wyspie. Co 5 minut prosiłam go, żeby się zatrzymał. Nie mogłam się napatrzeć. Wszystko mnie zachwycało. To była moja pierwsza wizyta na Azorach To read an English version of this article click HERE. Zaczynałam zwiedzanie wysp zaginionej Atlantydy od Terceiry. Dowiedziałam się o istnieniu tej wyspy kilka miesięcy wcześniej. I przez długi czas nie byłam w stanie wymówić jej nazwy. Dla tych, którzy mają podobne trudności: Terceira wymawia się „ter-sej-ra”. Kiedy tu leciałam, myślałam, że zwariowałam. Leciałam na środek Atlantyku. Na małą wyspę. Na 10 dni. Co ja tu będę robić przez 10 dni? Potem okazało się, że było to stanowczo za mało. Na Terceirze po raz pierwszy w życiu… 5 lat temu na Terceirze po raz pierwszy w życiu widziałam delfiny w ich naturalnym środowisku. Po raz pierwszy jadłam ośmiornicę, ślimaki, lapas (skałoczepy) i cracas (pąkle). Piłam vinho verde (zielone wino). Zrywałam banany w przydomowym ogródku. Jechałam motocyklem. Oglądałam byki biegające po ulicach. Byłam w środku wulkanu. Zwiedzałam tunele lawowe. Brałam udział w Sanjoaninas. Piłam caipirinhę. Prałam jeszcze raz rzeczy, które zmokły w trakcie suszenia się. Pływałam w oceanie. Spacerowałam pustym korytem rzeki. Piłam wino w winnicy. Codziennie pytałam, co będziemy robić następnego dnia. I codziennie słyszałam, że to zależy od pogody. Nie rozumiałam tego. Wydawało mi się, że przecież zawsze trzeba mieć plan. Dziś już wiem, że na Azorach warto mieć plan, ale później trzeba go dostosować do rzeczywistości. Cóż… Nie tylko na Azorach. Terceira była dla mnie odkryciem Zobaczyłam świat inny niż ten, który znałam wcześniej. Zobaczyłam, że można myśleć inaczej. Że można się uśmiechać do nieznajomych. Cieszyć tym, co się ma. Mimo że ma się niewiele. Nawet gdybym tu nigdy nie wróciła – nigdy bym nie zapomniała tego miejsca. Pozostałyby we mnie soczyste kolory nieskażonej przyrody. Szum fal. Ćwierkanie ptaków. Ludzka życzliwość. Umiejętność cieszenia się życiem. Wizyta na Azorach to doświadczenie, które zostawia swój trwały ślad Oczywiście namawiam Cię do zobaczenia wszystkich wysp w archipelagu! Ale nawet jeśli odwiedzisz tylko część z nich, a może nawet tylko jedną – wrócisz do domu ze szczególnym śladem w Twoim sercu. I mam do Ciebie prośbę – dbaj o ten ślad. O doświadczone na Azorach piękno i dobro. O szacunek do przyrody i do siebie nawzajem. Dbaj o to. Zanieś kawałek Azorów ze sobą w świat!
Five years ago

Five years ago I visited Terceira for the first time My friend took me straight from the airport to a trip around the island. Every 5 minutes I asked him to stop. I couldn’t stare. Everything amazed me. This was my first visit to the Azores I started exploring the islands of lost Atlantis from Terceira. I had learned about the island’s existence a few months earlier. And for a long time I wasn’t able to pronounce its name. When I came here, I thought I was crazy. I was flying to the middle of the Atlantic Ocean. To a small island. For 10 days. What will I do here for 10 days? Then it turned out that it was definitely not enough. On Terceira, for the first time in my life… Five years ago on Terceira I saw dolphins in their natural environment for the first time in my life. For the first time I ate octopus, snails, lapas (limpets) and cracas (barnacles). I was drinking vinho verde (green wine). I picked bananas in the backyard garden. I was riding a motorcycle. I watched bulls running on the streets. I was in the middle of a volcano. I visited lava tunnels. I took part in Sanjoaninas. I was drinking caipirinha. I washed ones again clothes that got wet while drying out. I was swimming in the ocean. I was walking along an empty riverbed. I drank wine in a local vineyard. Every day I asked what we would be doing the next day. And every day I heard it depends on the weather. I didn’t understand it. It seemed to me that you always had to have a plan. Today I know that it’s worth having a plan in the Azores, but later you need to adapt it to reality. Well… Not only in the Azores. Terceira was a discovery to me I saw a world different from the one I knew before. I saw that you can think differently. That you can smile at strangers. Enjoy what you have. Even if it’s not much. Even if I had never come back here – I would never forget this place anyway. The juicy colours of pristine nature would remain in me. The sound of the waves. Birds chirping. Human kindness. Ability to enjoy life. A visit to the Azores is an experience that leaves its permanent mark Of course, I urge you to see all the islands in the archipelago! But even if you visit only part of them, or maybe only one – you will come back home with a special mark in your heart. And I have a request for you – take care of this mark. Take care of beauty and goodness experienced in the Azores. Of respect for nature and for each other. Take care of it. Take a piece of the Azores with you to the world!
Hortensje – symbol Azorów?

Hortensje to kwiaty, które stały się symbolem Azorów. Kiedy myślimy o Azorach, widzimy ocean, to na pewno. I mnóstwo zieleni. Ale widzimy też rozległe pola poprzecinane wulkanicznymi murkami i „płotami” z hortensji. Widzimy długie, wąskie drogi otoczone rzędem potężnych hortensji. Widzimy hortensje w ogrodzie i na środku pola. Białe, niebieskie, fioletowe, różowe, czerwone. Hortensje stały się symbolem Azorów. To read an English version of this article click HERE. Przywędrowały na Azory z Japonii Z faktu, że hortensje stały się symbolem Azorów, nie są zadowoleni lokalni biolodzy. Hortensje to bowiem gatunek inwazyjny, wypierający lokalną florę. Przypuszcza się, że przywędrował na Azory z Japonii w XIX wieku jako gatunek ozdobny. Hydrangea macrophylla, bo taka jest nazwa gatunkowa hortensji, lubi klimat umiarkowany i wilgotne gleby, więc na Azorach czuje się jak w raju. Nie da się ukryć, że wkomponowały się w krajobraz znakomicie. Azorskie hortensje na eksport Na Faial powstał nawet biznes związany z hortensjami. Hortensje są tam zbierane i suszone na eksport. Oczywiście te najpiękniejsze, o najlepszym kształcie. Od prawie 30 lat są sprzedawane są do Niemiec, Hiszpanii i Włoch. Tam są używane jako pojedyncze kwiaty ozdobne lub jako fragmenty większych kompozycji. Kiedy można zobaczyć hortensje? Mieszkam na Terceirze od 2017 roku i powiem Wam, że mam wrażenie, że hortensje kwitną tu niemal non stop. Widziałam je i w kwietniu, i w październiku. Natomiast najlepszy czas na ich oglądanie to okres od czerwca do sierpnia. Jeśli chcecie je podziwiać na żywo, przylećcie na Azory podczas wakacji letnich. I koniecznie przygotujcie się na sesję zdjęciową – będziecie mieć pamiątkę na całe życie! (Jeśli potrzebujesz kontaktu do dobrego lokalnego fotografa, daj znać!) Zapraszam do galerii azorskich hortensji!
Wielkanoc na Terceirze

To już moja czwarta Wielkanoc na Terceirze Pytacie mnie czasem, jak wygląda Wielkanoc na Terceirze. Powiem Wam, że dość podobnie, jak w Polsce. Jest to święto przede wszystkim religijne, ale też rodzinne. To czas na spotkania w dużym gronie, z bliskimi. Triduum Paschalne Wielkanoc to święto religijne, najważniejsze w Kościele katolickim. Celebrowane jest więc przede wszystkim w kościele. To read an English version of this article click HERE. Wielki Czwartek – wspomnienie Ostatniej Wieczerzy W Wielki Czwartek odprawiana jest Msza Wieczerzy Pańskiej. Przypomina ona o Ostatniej Wieczerzy i ustanowieniu sakramentu kapłaństwa. Obrzęd obmycia nóg z kolei przywołuje przykazanie miłości. Na koniec mszy Najświętszy Sakrament przenosi się z ołtarza w inne, odosobnione miejsce. Wielki Piątek to w Portugalii święto Również w tym sensie, że jest to dzień wolny od pracy. Wyobrażacie sobie moje zdziwienie, kiedy jeszcze w 2017 r. poszłam w Wielki Piątek w poszukiwaniu żurku do sklepu międzynarodowego, a ten był zamknięty? Nie wyobrażacie sobie? To spróbujcie znaleźć ten żurek w Poniedziałek wielkanocny. Wrażenia będą podobne. Tak poza tym, że w Portugalii nikt o żurku nie słyszał i sklep międzynarodowy był moją ostatnią deską ratunku. Tradycyjnie w Wielki Piątek obowiązuje „jejum e abstinência”, czyli post i abstynencja. Co one oznaczają? Post oznacza ograniczenie ilości spożywanych posiłków. Obecnie mówi się, że można zjeść jeden posiłek do syta i niewielkie ilości pozostałych posiłków. Abstynencja to zaś ograniczenie jakościowe spożywanych posiłków, ze wskazaniem na unikanie mięsa. Ryby są dozwolone. (Ciekawe jest to, że według Kościoła w Portugalii, abstynencja od mięsa dotyczy wszystkich piątków w roku, ale jeszcze nie spotkałam Portugalczyka, który by tego przestrzegał. Ba, jeszcze nie spotkałam Portugalczyka, który by w ogóle o tym zaleceniu wiedział. Wszyscy się za to dziwią, że taka tradycja przestrzegana jest w Polsce). W Wielki Piątek osoby wierzące starają się również utrzymywać abstynencję od innych posiłków i aktywności, które mogą im sprawiać przyjemność. Wielki Piątek to dzień bez mszy świętej. Odbywa się za to liturgia słowa i adoracja krzyża jako symbolu śmierci Chrystusa. A późnym wieczorem – Via-sacra, czyli Droga Krzyżowa na ulicach miasta czy wsi. Wielka Sobota – bez święcenia jajek W Polsce Wielka Sobota kojarzy nam się z przygotowywaniem pisanek i święceniem koszyczków. W Portugalii, na Azorach, na Terceirze – nie ma takiej tradycji. Wielka Sobota jest dniem ciszy, bez mszy świętej. Dopiero wieczorem, po zapadnięciu zmroku, wierni wybierają się na najważniejszą w roku liturgicznym Eucharystię – Wieczerzę Paschalną. Wieczerza Paschalna składa się, podobnie jak w Polsce, z czterech liturgii. Są to: Niedziela wielkanocna to czas dla bliskich W niedzielę wielkanocną dzwony kościołów biją na znak Zmartwychwstania Chrystusa, a rodziny gromadzą się na wspólnym obiedzie. Tradycyjnym daniem wielkanocnym na Terceirze jest jagnię. I typowy dla Portugalii słodki chleb massa sovada z jajkiem na wierzchu. Nikt nie słyszał o sałatce jarzynowej, o jajkach z majonezem ani o żurku na śniadanie. Wszyscy za to wiedzą, że Wielkanoc na Terceirze to czas dla rodziny. To czas na spotkania z najbliższymi. I obdarowanie ich czekoladowymi jajkami/kulkami (amendoins doces) w przeróżnych wersjach. I w dużych ilościach. Tutaj również dzieci ochoczo szukają jajek i słodyczy ukrytych w domu lub ogrodzie (caça aos ovos), tutaj również wszyscy się cieszą swoją obecnością. Odwiedza się rodziny, przyjaciół. To czas na zacieśnianie więzi. Zwłaszcza że w niedzielę kończy się świętowanie, w poniedziałek trzeba już iść do pracy. Kiedyś w końcu trzeba odpracować wolny Wielki Piątek. A potem – Festas do Espírito Santo Tak naprawdę Wielkanoc na Terceirze to wstęp do Festas do Espírito Santo, czyli celebracji Ducha Świętego. To typowa dla Terceiry tradycja, którą świętuje się po dziś dzień. Zainteresowani? Poczytajcie o niej więcej. I koniecznie przyjedźcie zobaczyć to na żywo! To już moja czwarta Wielkanoc na Terceirze Każda była inna. Raz zrobiłam znajomym z Terceiry typowo polskie śniadanie wielkanocne i zadziwiłam ich ilością dań z jajkami. Tak, tak, polska Wielkanoc jajkami stoi. Raz miałam polsko-hiszpańsko-włoskie śniadanie i miałam okazję poznać tradycje innych krajów. Moi koledzy nawet przygotowali pisanki! A w zeszłym roku niedzielę wielkanocną spędziłam bardzo aktywnie, ze znajomymi na szlaku. 8000 kroków zaliczone przy pierwszej górce. Normalnie jak króliczki Duracella. Teraz mamy rok 2020 i etap koronawirusa Wszystko zamknięte, a od 9 do 13 kwietnia w Portugalii nie można się przemieszczać pomiędzy gminami. Na Terceirze też. Kto mieszka w Angrze, nie może w tym czasie jechać do Prai – i odwrotnie. Chodzi o to, żeby ludzie nie jeździli na Wielkanoc do rodziny i się wzajemnie nie zarażali. W tym roku po raz pierwszy moja Wielkanoc na Terceirze będzie przebiegała w zamknięciu. Podobnie jak wszystkie inne dni w tym momencie. Ale żurek w paczce mam, jestem przygotowana! A poza żurkiem mam też nadzieję, że sytuacja, w której jesteśmy, się niedługo poprawi. Żebyśmy chociaż ostatnie niedziele Festas do Espírito Santo mogli świętować na całego. Czego sobie i Wam wszystkim życzę.
Easter in Terceira

This is my fourth Easter on Terceira You sometimes ask me what Easter on Terceira looks like. I will tell you that it’s quite similar to the one in Poland. It’s primarily a religious but also a family holiday. It’s time to meet in a large group, with loved ones. Paschal Triduum Easter is a religious holiday, the most important in the Catholic Church. So it is celebrated above all in the church. Maundy Thursday – memory of the Last Supper On Maundy Thursday, the Mass of the Lord’s Supper is celebrated. It reminds us of the Last Supper and the establishment of the sacrament of priesthood. The rite of washing the feet, in turn, evokes the commandment of love. At the end of the mass, the Blessed Sacrament is moved from the altar to another secluded place. Good Friday is a holiday in Portugal Also in the sense that it is a day off from work. Can you imagine my surprise when in 2017 I went on Good Friday in search of a sour rye soup to an international store and this one was closed? Can’t you imagine? Then try to find this sour soup on Easter Monday. Impressions will be similar. Yes, except that in Portugal no one heard about this soup and the international store was my last resort. Traditionally, Good Friday applies „jejum e abstinência”, meaning fast and abstinence. What do they mean? Fasting means limiting the amount of meals consumed. It is now said that you can eat one full meal and small amounts of other meals. Abstinence is the quality limitation of meals consumed, with an indication of avoiding meat. Fish are allowed. (It is interesting that, according to the Church in Portugal, abstinence from meat affects all Fridays of the year, but I haven’t met yet a Portuguese who would comply. In fact, I haven’t met yet a Portuguese who would even know this recommendation. But everyone is surprised that such a tradition is respected in Poland). On Good Friday, the faithful also try to maintain abstinence from other meals and activities that may please them. Good Friday is a day without a mass. Instead, the liturgy of the word and adoration of the cross as a symbol of Christ’s death take place. And late in the evening – Via-sacra, i.e. the Way of the Cross on the streets of the city or village. Holy Saturday – without blessing eggs In Poland, Holy Saturday is associated with the preparation of Easter eggs and blessing of baskets. In Portugal, the Azores, Terceira – there is no such tradition. Holy Saturday is a day of silence, without a mass. Only in the evening, after dusk, do the faithful go to the most important Eucharist in the liturgical year – the Paschal Vigil. The Paschal Vigil. consists, like in Poland, of four liturgies. These are: liturgy of light – a sign of joy; as part of this liturgy, fire is blessed; the liturgy of the word – 9 readings: 7 from the Old Testament and 2 from the New Testament, at the end a solemn Hallelujah is sung; baptismal liturgy – renewal of baptismal vows; Eucharistic liturgy – receiving the Eucharist. Easter Sunday is a time for loved ones On Easter Sunday, the church bells ring as a sign of the Resurrection of Christ, and families gather for a lunch. The traditional Easter dish on Terceira is lamb. And the typical sweet bread massa sovada with egg on top. No one has heard of vegetable salad, eggs with mayonnaise or sour rye soup for breakfast. Everyone knows though that Easter on Terceira is a time for the family. It’s time to meet with loved ones. And giving them chocolate eggs (amendoins doces) in various versions. And in large quantities. Here, too, children eagerly look for eggs and sweets hidden in the home or garden (caça aos ovos), here everyone is also happy to be with their loved ones. You visit family and friends. It’s time to strengthen bonds. Especially since the celebration ends on Sunday, on Monday you already have to go to work. It’s necessary to make up for free Good Friday. And then – Festas do Espírito Santo In fact, Easter on Terceira is an introduction to Festas do Espírito Santo, the celebration of the Holy Spirit. This is a typical tradition for Terceira, which is celebrated to this day. Interested? Read more about it below. And be sure to come see it live! This is my fourth Easter on Terceira Each one was different. Once I made a typical Polish Easter breakfast for my friends from Terceira. They were so surprised by the amount of dishes with eggs! Yes, yes, Polish Easter is full of eggs. I once had a Polish-Spanish-Italian breakfast and an opportunity to learn about the traditions in other countries. My colleagues even prepared Easter eggs! And last year I spent Easter Sunday very actively with friends on the trail. 8000 steps passed at the first hill. Practically like Duracella bunnies. Now we have 2020 and the coronavirus stage Everything is closed, and from 9 to 13 April in Portugal no one can move between municipalities. On Terceira, too. Whoever lives in Angra cannot go to Prai at this time – and vice versa. The point is that people don’t go to Easter to their families and don’t infect each other. This year, for the first time, my Easter on Terceira will be in closed building. Like all other days at the moment. But I already have a sour rye soup in a package, I’m prepared! And besides having the sour soup, I also have a hope that the situation we’re in will soon improve. So that we can celebrate the last Sundays of Festas do Espírito Santo. I wish that for you and myself.
Angra do Heroísmo – stolica Terceiry na Liście światowego dziedzictwa UNESCO

Angra do Heroísmo to stolica Terceiry. Spokojna, urokliwa, pełna skarbów do odkrycia. Jej centrum historyczne jest wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli byliście na Terceirze, na pewno spacerowaliście oczarowani uliczkami Angry do Heroísmo. Jeśli nie byliście – wszystko przed Wami! Ale zanim tu dotrzecie, możecie nacieszyć oczy zdjęciami Angry. Znajdziecie je na przykład u mnie na Facebooku i Instagramie. To read an English version of this article click HERE. W Angrze można się poczuć tak, jakbyśmy przenieśli się w czasie. Terceira została odkryta i zasiedlona w drugiej połowie XV wieku, a niektóre budynki w Angrze pamiętają początki XVI wieku! Czyli po ich korytarzach mogli chodzić jeszcze pierwsi odkrywcy lub ich dzieci! Angra do Heroísmo na Liście światowego dziedzictwa UNESCO Angra do Heroísmo została wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1983 r. Podstawę stanowiły dwa kryteria kulturowe: Kiedy rozejrzymy się po Angrze, zobaczymy, że historia jest tam obecna na każdym kroku. Angra do Heroísmo to pierwsza osada na Azorach, która dostała prawa miejskie. Od 1534 r. jest ona uznawana za miasto. W tym samym roku została siedzibą diecezji, co również wpłynęło na jej rozwój. Od XVI do XIX w. była najważniejszym portem przeładunkowym na Atlantyku. Zatrzymywały się tu przede wszystkim statki płynące do i z Indii, jak również inne przepływające przez Atlantyk. Statki pełne były skarbów z Indii i ze świata Zachodu: złota, srebra, orientalnych przypraw. Stawały się celem ataków piratów. Zatoka Angry, osłaniana przez półwysep Monte Brasil, stanowiła świetne schronienie. Przed atakami zewnętrznymi chroniły wyspę dwie fortece: forteca São João Baptista zlokalizowana u podnóża Monte Brazil i fort São Sebastião (znany jako Castelinho) w Porto de Pipas („port beczek”). Angra się rozwijała, co znajdowało odzwierciedlenie w jej architekturze. Katedra Sé, budynek Urzędu Celnego, kościół Misericórdia (miłosierdzia), klasztor franciszkański – to tylko jedne z wielu zabytków, które potwierdzają ówczesne znaczenie stolicy Terceiry. Angra do Heroísmo została też mądrze zbudowana Angra jest nie tylko pełna niezwykłych zabytków, lecz także bardzo mądrze zbudowana. Kiedy pierwsi odkrywcy dotarli na Terceirę, zobaczyli wyspę z dużym półwyspem przylegającym do jej południowego wybrzeża. Półwysep tworzył dwie zatoki i stanowił naturalną ochronę przed wiatrem i silnymi falami oceanicznymi. Nic dziwnego, że właśnie w tym miejscu postanowili się osiedlić. Siatka miasta jest nieco przesunięta w stosunku do ówczesnej tradycyjnej zabudowy. Pierwsi osadnicy budowali ją, uwzględniając lokalne wiatry, co świadczy o ich świetnym dostosowaniu do istniejących warunków geograficznych. Angra do Heroísmo przetrwała już trzęsienie Ziemi, oby przetrwała i kolejne lata 1 stycznia 1980 roku Terceirę nawiedziło trzęsienie Ziemi o sile 7,2 w skali Richtera. Połowa Angry legła w gruzach – dosłownie. Większość budynków zrekonstruowano jednak zgodnie z ich oryginalnymi planami. Dlatego dziś możemy podziwiać niezmieniony kształt historycznego centrum stolicy Terceiry. Dla tych, którzy mają dom w historycznej części Angry, prace remontowe mogą być uciążliwe. Trzeba uzyskać stos pozwoleń, trzeba zachować oryginalną fasadę, trzeba pamiętać o specyficznych technikach budowlanych. Ale kiedy spaceruję uliczkami Angry, jestem wdzięczna mieszkańcom za ich wysiłek. Tu jest po prostu pięknie. I niech tak zostanie!
Angra do Heroísmo – the capital of Terceira on the UNESCO World Heritage List

Angra do Heroísmo is the capital of Terceira. Calm, charming, full of treasures to discover. Its historical center is inscribed on the UNESCO World Heritage List. If you were on Terceira, you were certainly walking around enchanted by the streets of Angra do Heroísmo. If you haven’t been – everything ahead of you! But before you get here, you can enjoy pictures of Angra. You can find them, for example, on Facebook and Instagram. In Angra you can feel as if we traveled back in time. Terceira was discovered and inhabited in the second half of the 15th century, and some buildings in Angra remember the early 16th century! So the first explorers or their children could walk on their corridors! Angra do Heroísmo on the UNESCO World Heritage List Angra do Heroísmo was inscribed on the UNESCO World Heritage List in 1983. The basis was two cultural criteria: • IV – the place has to be an outstanding example of a type of building, architectural or technological ensemble or landscape which illustrates (a) significant stage(s) in human history; • VI – the place has to be directly or tangibly associated with events or living traditions, with ideas, or with beliefs, with artistic and literary works of outstanding universal significance. (this criterion should preferably be used in conjunction with other criteria); When we look around Angra, we will see that history is present at every step here. Angra do Heroísmo is the first settlement in the Azores that received city rights. FIt’s been considered a city since 1534. In the same year, it became the seat of the diocese, which also affected its development. From the 16th to the 19th century it was the most important port of call in the Atlantic. Mostly for fleets sailing to and from India, but other ships crossing the Atlantic also stopped here. The ships were full of treasures from India and the Western world: gold, silver, oriental spices. They became the target of pirate attacks. Angry Bay, sheltered by the Monte Brasil peninsula, was a great haven. Two fortresses protected the island from external attacks: the São João Baptista fortress located by Monte Brazil and the fort São Sebastião (known as Castelinho) in Porto de Pipas („port of barrels”). Angra was developing, which was reflected in its architecture. The Sé cathedral, the Customs Office building, the church of Misericórdia (Mercy), the Franciscan convent – these are just some of the many monuments that confirm the importance of the capital of Terceira at that time. Angra do Heroísmo was also wisely built Angra is not only full of unusual monuments, but also very wisely built. When the first explorers reached Terceira, they saw the island with a large peninsula adjacent to its southern coast. The peninsula formed two bays and provided natural protection against wind and strong ocean waves. It is no wonder that they decided to settle there. The city grid is slightly skewed, comparing to the traditional buildings of those times. The first settlers built it, taking into account local winds, which indicates their great adaptation to the existing geographical conditions. Angra do Heroísmo has already survived the earthquake, may it survive also the following years On January 1, 1980, Terceira was hit by an earthquake of strength 7.2 on the Richter scale. Half of Angra was literally in ruins. However, most of the buildings were reconstructed according to their original plans. That is why today we can admire the unchanged shape of the historical center of the capital of Terceira. For those who have a house in the historical part of Angry, renovation work can be a trouble. You need to get a pile of permits, you need to keep the original facade, you need to remember about specific construction techniques. But when I walk the streets of Angry, I am grateful to the residents for their effort. It’s just beautiful here. Let it stay that way!
Jachtem po Azorach

Kiedy rok temu moja koleżanka, rozglądając się po Terceirze, stwierdziła, że chciałaby się wybrać w podróż jachtem po Azorach – uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że to świetny pomysł – ale kto to zorganizuje? Przecież jachtów na wynajem tutaj tyle co kot napłakał, a i Atlantyk średnio przyjazny żeglarzom. Do tego – kto znajdzie grupę ochotników, którzy faktycznie chcieliby się zmierzyć z falami oceanu i poznać Azory od strony wody? Kto mógłby to wszystko zrobić? To read an English version of this article click HERE. Kimś takim okazał się Tomek Piotrowski. Tomek na co dzień zajmuje się fotografią, można go znaleźć na jego stronie na Facebooku, a kilka razy w roku zakłada czapkę kapitana i razem z załogą wypływa na coraz to ciekawsze wyprawy. Jedną z nich była wyprawa jachtem po Azorach. Tomek wraz z załogą, w tym – z moją marzącą rok temu o podróży jachtem po Azorach koleżanką Kasią, poznali Azory od strony, od której ja sama ich nie znam. Zafascynowała mnie ich podróż, chciałam Wam o niej opowiedzieć. Osobą, która jest w stanie powiedzieć o niej najwięcej, jest oczywiście sam kapitan. Zapraszam zatem do wywiadu! Cześć, Tomek! Dziękuję, że zgodziłeś się na ten wywiad. Powiedz mi – jesteś bardziej fotografem czy żeglarzem? Jestem fotografującym żeglarzem. Zawodowo zajmuję się fotografią, ale łączę ją z żeglowaniem przynajmniej kilka razy w roku. Jakie jest Twoje doświadczenie jako kapitana? Ciągle za małe. Wiele mórz jeszcze przede mną zostało do okrycia. Na szczęście każdego roku poznaję nowe destynacje i moja „lista” się sukcesywnie skraca. Takim kolejnym małym kroczkiem były Azory. Doświadczenie w żeglarstwie mierzy się często milami i godzinami. Do tej pory na rejsach spędziłem ok. 100 tygodni, przepłynąłem 30.000 mil morskich w czasie 6.000 godzin. Co takiego Cię pociąga w żeglowaniu? Chciałbym powiedzieć, że wiatr, sport i wolność. Od dłuższego czasu jest to jednak przyjemność przemieszczania się pięknym środkiem transportu jakim jest jacht po nierównej, niepewnej, często nieprzewidywalnej nawierzchni w celach turystycznych. Żeglarstwo może być sportem, turystyką lub połączeniem tych dwóch dyscyplin. Ostatnio skupiam się na zwiedzaniu i podróżowaniu i jacht jest tutaj idealnym wyborem. W zależności od regionu można codziennie zwiedzać inne miejsce, inny port/miasto/zatokę od zupełnie innej strony niż jest to dostępne dla „szczurów lądowych”. Można przemieszczać się promem lub samolotem np. pomiędzy wyspami, ale zrobienie tego z Załogą daje zdecydowanie większą satysfakcję. Dlaczego wybrałeś Azory? Azory od dawna były na mojej żeglarskiej liście. Kilka razy przepływałem obok (Madera, Wyspy Kanaryjskie), ale nigdy nie zaglądałem w te regiony. Decyzja o rejsie zapadła jednak na wcześniejszym rejsie z tą samą Załogą. Ktoś rzucił hasło „Azory”. Wszyscy zaklaskali z radości. Azory wydają się być daleko, ale jednak blisko. Kiedykolwiek napotyka się na jakąś wzmiankę o Azorach wszystko jest zilustrowane w pozytywny sposób. Chyba jest to jedyna „idealna” destynacja turystyczno-żeglarska na świecie! 😀 A przynajmniej jedyna mi znana. Byłem w wielu pięknych miejscach na świecie. Ale zawsze jest małe „ale”. Zawsze Polak może ponarzekać. A to za dużo turystów, a to za ciepło, a to za drogo itd. Tutaj jest idealnie 🙂 Piękne widoki, fantastyczni ludzie, różnorodność wysp, genialna kuchnia (moim faworytem są steki, choć owoce morza są na najwyższym światowym poziomie), ciekawe miejsca do zwiedzania, niezbyt dużo turystów. Można by rzec, że małym minusem jest niepewna pogoda. Jest to jednak zmieniająca się pogoda. Dzięki temu można doświadczyć pięknych widoków, innych każdego dnia, a nawet godziny. Mgła, deszcze, pełne słońce. Jak można wszędzie przeczytać o Azorach – tutaj można przeżyć cztery roku jednego dnia. Jak zbierałeś załogę? Stara, sprawdzona ekipa. Niemalże sama się zebrała. Jakie wyspy odwiedziliście? São Miguel, Terceirę, Pico, São Jorge, Graciosę i Faial. Czym się kierowałeś przy ustalaniu trasy? Preferencjami Załogi. Część chciała więcej pożeglować i odwiedzić tym samym wyspy zachodnie – Flores i Corvo, ale w głosowaniu wygrała opcja na umiarkowane żeglowanie i dużo zwiedzania i aktywności. Jakie są Twoje i załogi wrażenia z Azorów? Wszyscy byli przeszczęśliwi. Po opiniach, przeczytaniu przewodników, forów mieliśmy bardzo duże oczekiwania. Nic nie zawiodło. Było jeszcze lepiej. Same pozytywne wrażenia się cisną na usta. Co Was najbardziej urzekło? Ciężko się zdecydować. Osobiście uwielbiam naturę – widoki i fauna i flora są powalające. To połączenie znanych nam lasów strefy umiarkowanej z tropikalnymi lasami deszczowymi. Bujna roślinność, wszystko zielone i całoroczny okres wegetacyjny tworzą niesamowite widoki. Każda wyspa oferuje co innego, ale przyroda, ludzie i kuchnia to to, co je wszystkie łączy. Społeczność jest bardzo miła i przyjazna nieznajomym turystom. Smakołyki czekają na nas w restauracjach z owocami morza i stekami. Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych kawiarniach z różnorakimi pasteis. A co Was najbardziej zaskoczyło? Pogoda. Miało często padać i wiać i czasami miało być nieprzyjemnie na zwiedzanie czy żeglowanie. Niemalże wszystkie te historie nas ominęły szerokim łukiem. Jak Was przywitał Atlantyk? Jak się ma do akwenów, po których dotychczas żeglowałeś? Wielokrotnie byłem na Atlantyku. Stąd ocean ten jest mi znany. Kilkoro Załogantów też zaznało smaku tego akwenu. Stąd zaskoczeń nie było. Morze przywitało nas całkiem łaskawie. Jedynie pierwszy przelot z São Miguel na Faial trochę wybujał Załogę. Co trzeba wziąć pod uwagę przy organizacji wyprawy jachtem po Azorach? Ograniczoną liczbę portów oraz miejsc w tych portach. Azory nie oferują pełnej bazy czarterowej. Nie ma też zbyt wielu marin. Każda wyspa oferuje jedno, maksymalnie dwa schronienia. Warto spytać wcześniej/przedzwonić z poprzedniej mariny, czy jest dla nas miejsce. Zatoki też potrafią być nieosłonięte. Wolisz perspektywę wodną czy lądową? Dlaczego? I to i to. Zdecydowanie. Jak na każdym rejsie. Wpływamy jachtem do portu. Podziwiamy widoki z innej perspektywy. Często oglądamy wschód i zachód słońca na tafli wody. Ale zwiedzanie samochodami części lądowej daje dużo frajdy i lepszej możliwości poznania Azorów. Jakie są Twoje najbliższe projekty? Baleary na przełomie sierpnia i września. Kuba w grudniu i Gwadelupa i okolice na Sylwestra. Mam też kilka innych pomysłów, ale wspomniane to pewniaki. Powoli też planuję ponownie rejs na Azory. Wygląda na to, że odwiedzę je rok do roku. Tym razem z osobami, które pozazdrościły „Pionierom” 😉 Jeśli ktoś chciałby się wybrać z Tobą w rejs – gdzie Cię może znaleźć? Głównie żegluję z firmą TheBoatTrip. Firmę tę tworzą moi
Wino z Biscoitos

Kto odwiedza Terceirę, musi koniecznie poznać wino z Biscoitos. Biscoitos to jedyny obszar na Terceirze przeznaczony do produkcji wina. Charakterystyczny krajobraz czarnych kamiennych murków i leżących na nich jasnozielonych liści winorośli znalazł się nawet pod ochroną azorskiego rządu. Wino z Biscoitos to ważny element dziedzictwa wyspy. To read an English version of this article click HERE. Historia wina na Terceirze sięga XV wieku… …czyli czasów kolonizacji wyspy. Już pierwsi osadnicy wykorzystywali wulkaniczną ziemię do uprawy winorośli. W 1647 r. na szeroką skalę zaczęto uprawiać szczep Verdelho jako najlepiej przystosowany do wilgotnych warunków wyspy. Ten szczep charakteryzuje się m.in. dość luźno ułożonymi w gronie winogronami, dzięki czemu jest mniej niż inne narażony na gnicie. Nic jednak nie jest w 100% odporne na inne plagi. W XVIII i XIX wieku różne plagi zaatakowały winnice na Terceirze, w tym – niszczycielska filoksera, która spustoszyła też wiele innych winnic na świecie. Dopiero w 1890 roku szaleniec – jak wówczas myślano – lub marzyciel – jak dziś można na to spojrzeć – Francisco Maria Brum zdecydował się reaktywować produkcję wina. Założył winnicę! Początkowo w Fontinhas, następnie w Biscoitos. Ta winnica do dziś jest znana jako Casa Agrícola Brum. Działa nieprzerwanie od prawie 130 lat, prowadzi ją już piąte pokolenie tej samej rodziny. Ciągle z tą samą pasją! Wino z Biscoitos to wino wulkaniczne Szczepy Verdelho rosną na wulkanicznej ziemi wśród tak zwanych „biscoitos” („ciasteczka”), czyli wśród drobnych kamieni wulkanicznych. Ich sposób uprawy różni się od tych znanych nam np. z Francji czy Włoch. Na Terceirze przyszłe wino z Biscoitos dojrzewa na małych kwadratach lub prostokątach otoczonych murkami z czarnych kamieni wulkanicznych. Winorośle nie pną się do góry po linkach, lecz rozprzestrzeniają po rozłożonych wokół nich kolejnych kamieniach. Kamienne murki chronią winorośle przed zimnym słonym wiatrem wiejącym od oceanu, a murki w połączeniu z kamieniami na podłożu wytwarzają specjalny mikroklimat. Kamienie nagrzewają się w ciągu dnia i oddają ciepło w ciągu nocy. Dzięki temu winogrona szybciej dojrzewają i produkują więcej cukru. Wino z Biscoitos, nawet to wytrawne, nigdy nie wywoła skrzywienia na Waszej twarzy. Widok ścielących się nad oceanem winorośli może być za to powodem rozmarzonego uśmiechu. W Biscoitos można przejść się szlakiem wśród winnic, jak również odwiedzić Muzem Wina z Biscoitos (Museu do Vinho dos Biscoitos) Rodzina Brum w 1990 r., na stulecie swojej winnicy, otworzyła Muzeum Wina z Biscoitos. W muzeum tym znajdują się eksponaty przedstawiające nie tylko historię rodziny Brum i ich winnicy, ale również historię wyspy i winiarstwa. Można również na własne oczy zobaczyć szczep Verdelho (na potrzeby muzeum wyjątkowo rosnący pionowo) oraz spróbować pysznego wina. Tradycyjnie w tejże winnicy produkuje się wino likierowe Chico Maria (wytrawne, półwytrawne i słodkie). Na miłośników wina stołowego czekają zaś Da Resistência i Donatário. Wszystkie leżakowały sobie w dębowych beczkach zanim zostały zabutelkowane i przeznaczone do degustacji i do sprzedaży. Tak, tak, jeśli Wam jakieś wino zasmakuje, możecie je od razu na miejscu kupić i potem delektować się długo wspomnieniami z Terceiry. Co roku w Muzeum Wina z Biscoitos odbywa się Święto Winorośli i Wina z Biscoitos W wybranych dzień pod koniec sierpnia na terenie Muzeum Wina można zobaczyć osoby w tradycyjnych strojach zbierające winogrona do tradycyjnych wiklinowych koszy, wziąć udział w deptaniu winogron, napić się wina z glinianych naczyń czy spróbować tradycyjnych azorskich przekąsek. Nigdy nie brakuje też świętowania z muzyką i tańcami. Muzeum Wina z Biscoitos odwiedziłam niedawno z koleżanką. Zostałyśmy oprowadzone po muzeum przez przesympatycznych przedstawicieli czwartego pokolenia rodziny Brum. Razem z nimi podziwiałyśmy grona proszące o każdy promień słońca, prasy do tłoczenia miazgi winnej i wielkie beczki dające nadzieję na kolejne litry tego pysznego trunku. Oczywiście nie mogło się też obejść bez degustacji win! Skosztowałyśmy pysznych win likierowych i stołowych przy akompaniamencie massa sovada, czyli tradycyjnego portugalskiego słodkiego chleba. Rozmowom i uśmiechom nie było końca. Nie bez powodu Muzeum Wina z Biscoitos pojawiło się na liście 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze. Przydatne informacje Miejsce: Museu do Vinho dos Biscoitos znajduje się na północy wyspy, w Biscoitos, przy Canada do Caldeiro 3. Dni i godziny otwarcia: wtorek-sobota, 13:30-16:00 Dojazd: ze względu na degustację proponuję transport publiczny; dojedziecie tam autobusem nr 1 z Angry (powiedzcie kierowcy: „Biscoitos, Museu do Vinho”); rozkład autobusów na Terceirze znajdziesz TUTAJ. Wstęp wolny Ceny win: w zależności od gatunku i rocznika od ok. 10 do ok. 40 EUR Rekomendacje: wino likierowe Przyjemnego zwiedzania i degustowania! Niech wino z Biscoitos będzie z Wami!