Wino z Biscoitos

Kto odwiedza Terceirę, musi koniecznie poznać wino z Biscoitos. Biscoitos to jedyny obszar na Terceirze przeznaczony do produkcji wina. Charakterystyczny krajobraz czarnych kamiennych murków i leżących na nich jasnozielonych liści winorośli znalazł się nawet pod ochroną azorskiego rządu. Wino z Biscoitos to ważny element dziedzictwa wyspy. To read an English version of this article click HERE. Historia wina na Terceirze sięga XV wieku… …czyli czasów kolonizacji wyspy. Już pierwsi osadnicy wykorzystywali wulkaniczną ziemię do uprawy winorośli. W 1647 r. na szeroką skalę zaczęto uprawiać szczep Verdelho jako najlepiej przystosowany do wilgotnych warunków wyspy. Ten szczep charakteryzuje się m.in. dość luźno ułożonymi w gronie winogronami, dzięki czemu jest mniej niż inne narażony na gnicie. Nic jednak nie jest w 100% odporne na inne plagi. W XVIII i XIX wieku różne plagi zaatakowały winnice na Terceirze, w tym – niszczycielska filoksera, która spustoszyła też wiele innych winnic na świecie. Dopiero w 1890 roku szaleniec – jak wówczas myślano – lub marzyciel – jak dziś można na to spojrzeć – Francisco Maria Brum zdecydował się reaktywować produkcję wina. Założył winnicę! Początkowo w Fontinhas, następnie w Biscoitos. Ta winnica do dziś jest znana jako Casa Agrícola Brum. Działa nieprzerwanie od prawie 130 lat, prowadzi ją już piąte pokolenie tej samej rodziny. Ciągle z tą samą pasją! Wino z Biscoitos to wino wulkaniczne Szczepy Verdelho rosną na wulkanicznej ziemi wśród tak zwanych „biscoitos” („ciasteczka”), czyli wśród drobnych kamieni wulkanicznych. Ich sposób uprawy różni się od tych znanych nam np. z Francji czy Włoch. Na Terceirze przyszłe wino z Biscoitos dojrzewa na małych kwadratach lub prostokątach otoczonych murkami z czarnych kamieni wulkanicznych. Winorośle nie pną się do góry po linkach, lecz rozprzestrzeniają po rozłożonych wokół nich kolejnych kamieniach. Kamienne murki chronią winorośle przed zimnym słonym wiatrem wiejącym od oceanu, a murki w połączeniu z kamieniami na podłożu wytwarzają specjalny mikroklimat. Kamienie nagrzewają się w ciągu dnia i oddają ciepło w ciągu nocy. Dzięki temu winogrona szybciej dojrzewają i produkują więcej cukru. Wino z Biscoitos, nawet to wytrawne, nigdy nie wywoła skrzywienia na Waszej twarzy. Widok ścielących się nad oceanem winorośli może być za to powodem rozmarzonego uśmiechu. W Biscoitos można przejść się szlakiem wśród winnic, jak również odwiedzić Muzem Wina z Biscoitos (Museu do Vinho dos Biscoitos) Rodzina Brum w 1990 r., na stulecie swojej winnicy, otworzyła Muzeum Wina z Biscoitos. W muzeum tym znajdują się eksponaty przedstawiające nie tylko historię rodziny Brum i ich winnicy, ale również historię wyspy i winiarstwa. Można również na własne oczy zobaczyć szczep Verdelho (na potrzeby muzeum wyjątkowo rosnący pionowo) oraz spróbować pysznego wina. Tradycyjnie w tejże winnicy produkuje się wino likierowe Chico Maria (wytrawne, półwytrawne i słodkie). Na miłośników wina stołowego czekają zaś Da Resistência i Donatário. Wszystkie leżakowały sobie w dębowych beczkach zanim zostały zabutelkowane i przeznaczone do degustacji i do sprzedaży. Tak, tak, jeśli Wam jakieś wino zasmakuje, możecie je od razu na miejscu kupić i potem delektować się długo wspomnieniami z Terceiry. Co roku w Muzeum Wina z Biscoitos odbywa się Święto Winorośli i Wina z Biscoitos W wybranych dzień pod koniec sierpnia na terenie Muzeum Wina można zobaczyć osoby w tradycyjnych strojach zbierające winogrona do tradycyjnych wiklinowych koszy, wziąć udział w deptaniu winogron, napić się wina z glinianych naczyń czy spróbować tradycyjnych azorskich przekąsek. Nigdy nie brakuje też świętowania z muzyką i tańcami. Muzeum Wina z Biscoitos odwiedziłam niedawno z koleżanką. Zostałyśmy oprowadzone po muzeum przez przesympatycznych przedstawicieli czwartego pokolenia rodziny Brum. Razem z nimi podziwiałyśmy grona proszące o każdy promień słońca, prasy do tłoczenia miazgi winnej i wielkie beczki dające nadzieję na kolejne litry tego pysznego trunku. Oczywiście nie mogło się też obejść bez degustacji win! Skosztowałyśmy pysznych win likierowych i stołowych przy akompaniamencie massa sovada, czyli tradycyjnego portugalskiego słodkiego chleba. Rozmowom i uśmiechom nie było końca. Nie bez powodu Muzeum Wina z Biscoitos pojawiło się na liście 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze. Przydatne informacje Miejsce: Museu do Vinho dos Biscoitos znajduje się na północy wyspy, w Biscoitos, przy Canada do Caldeiro 3. Dni i godziny otwarcia: wtorek-sobota, 13:30-16:00 Dojazd: ze względu na degustację proponuję transport publiczny; dojedziecie tam autobusem nr 1 z Angry (powiedzcie kierowcy: „Biscoitos, Museu do Vinho”); rozkład autobusów na Terceirze znajdziesz TUTAJ. Wstęp wolny Ceny win: w zależności od gatunku i rocznika od ok. 10 do ok. 40 EUR Rekomendacje: wino likierowe Przyjemnego zwiedzania i degustowania! Niech wino z Biscoitos będzie z Wami!
Carnaval na Terceirze

Carnaval na Terceirze, czyli wielki karnawał na małej wyspie. Carnaval (czyli karnawał) jest jednym z wydarzeń, na które mieszkańcy wyspy czekają przez cały rok. A ledwo się skończy – leczą przeziębienie i czekają na następny. I następny. I następny. To tradycja, której zdecydowanie warto się przyjrzeć. Przeprowadzę Was przez nią moimi oczami. To read an English version of this article click HERE. „Musisz iść na karnawał!” – słyszę. Ale jak to „muszę”? Karnawał jak karnawał, każda okazja do świętowania jest dobra, a ja w tej chwili nie mam ochoty świętować. No i jak to – że karnawał trwa od soboty aż do wtorku? I że wtorek (polskie Ostatki) to niby dzień wolny tylko dlatego, że jest impreza? I część instytucji publicznych ma też wolny poniedziałek? No jak to? Ale dobrze. Zakładam skórzaną sukienkę, maluję czarną pajęczynę wokół oczu i wychodzę. Później słyszę, że mój strój bardziej pasował do Halloween niż do karnawału. Że to na Halloween jest mrocznie, a na karnawał dziko i kolorowo. Ale nie szkodzi, idę sprawdzić, wokół czego tyle zamieszania. Przed wyjściem z baru znajomego jeszcze widzę chłopaka w różowej baletowej spódniczce i różowych tiulowych skrzydłach. Wychodzę. Idę na Rua de São João. A tam impreza na całego. Rua de São João to jedna z ulic prowadzących od głównej Rua da Sé do mariny w Angrze. Podczas karnawału (podobnie jak podczas Sanjoaninas) staje się imprezowym centrum wyspy. Wszyscy, którzy kochają zabawy kostiumowe, docierają właśnie tutaj. Zwłaszcza w ostatnią sobotę i… poniedziałek karnawału. Tak, poniedziałek – w końcu wtorek jest wolny i można odespać. Stworzenie wymyślnego, oryginalnego kostiumu to wyzwanie, którego wiele osób z radością się podejmuje. Kombinują, kupują, zamawiają, szyją, dziergają, tną, kleją, malują… Im bardziej wyraziście i kolorowo, tym lepiej. Na ulicach widać czarownice, piratów, żaby, rycerzy, drzewa, a nawet Fridę Kahlo. „To po to w sklepach te kostiumy Spidermana i pokojówki, i maski, i kapelusze w przeróżnych kolorach i kształtach” – myślę. I obserwuję grupki roześmianych ludzi, którzy bawią się, jakby to była najlepsza impreza ich życia. Kto wie, może jest. Kolejna najlepsza będzie w poniedziałek. Kolejna – podczas Sanjoaninas. A potem znów karnawał. Chodzę i przyglądam się ludziom. Sama jestem w nastroju mało zabawowym, to w końcu luty 2017, początki mojego pobytu na wyspie, kiedy jeszcze nie wiem, co i jak, za to czuję, jak bardzo jestem inna. Niby na ulicy jest tłum, ale jakoś nie umiem się w tym tłumie zgubić. Wracam do domu z poczuciem, że to fantastyczna tradycja, ale nie moja. Może kiedyś się do niej przekonam, może nie. Ale na pewno jest to impreza, którą warto zobaczyć. Za to bailinhos podbijają moje serce. O bailinhos też mówią wszyscy wokół. I wszyscy się dziwią, że nie wiem, co to jest. Cóż, to tradycja typowa dla Terceiry, więc nic dziwnego, że jej nie znam. Ale szybko poznaję. Bailinhos to grupy teatralno-muzyczno-taneczne, złożone głównie z amatorów, które są tworzone specjalnie na okres karnawału (ostatni weekend, od soboty do wtorku). Autorskie scenariusze, muzyka, układy choreograficzne, specjalnie szyte kostiumy we wszystkich kolorach tęczy, długie weekendowe i wieczorne próby… To wszystko po to, żeby przez cztery dni jeździć od ośrodka kultury do ośrodka kultury i komentować ze sceny współczesną społeczną i polityczną rzeczywistość. Zarówno lokalną, zrozumiałą tylko dla mieszkańców wyspy czy wręcz gminy, jak i ogólnoświatową. Czasem w grupach znajdują się profesjonaliści, ale zwykle bailinhos zostają osoby, które mają swoje inne prace i zajęcia – i tylko na okres karnawału przywdziewają barwny kostium i wchodzą na scenę. Niektórzy niezmiennie co roku od dwóch dekad. Albo i dłużej. Bo to zajęcie, które wciąga. Zanim to jednak nastąpi, bailinhos czekają długie tygodnie przygotowań. Karnawał to wydarzenie na tyle ważne, że w szkołach przekładają terminy sprawdzianów z jego powodu! Moje pierwsze zetknięcie z bailinhos składa się głównie z pytań zaczynających się od „Ale jak to?” Ale jak to nie ma żadnego harmonogramu? Ale jak to nie wiadomo, kiedy przyjedzie następna grupa? I kto będzie tą następną grupą? Ale jak to nie macie pojęcia, ile będzie trwało? Ale jak to macie jedzenie i picie, i koce? Naprawdę macie zamiar siedzieć tu od popołudnia aż do rana?? Podczas pierwszego spotkania z bailinhos nie rozumiałam nie tylko ani słowa ze sceny, ale też nie rozumiałam całego kontekstu kulturowego. W małych i większych ośrodkach kultury ludzie przychodzą jak najwcześniej, zajmują sobie miejsca, obkładają się kocem i siedzą faktycznie od popołudnia aż do świtu. Oglądają przedstawienie za przedstawieniem, komentują, porównują do tego, co dana grupa pokazała w zeszłym roku. Zastanawiają się, którzy bailinhos są w tym roku najciekawsi, oceniają scenografie i kostiumy, czekają z niecierpliwością, aż na scenie pojawi się ich sąsiad, córka albo sprzedawca ryb. Chodzą do baru na bifany i częstują się nawzajem ciastkami. Tak, przy każdym ośrodku kultury na czas karnawału jest otwarty bar, w którym można kupić bifanę (wspominana już przeze mnie kilka razy bułka z kotletem, absolutny hit każdego wydarzenia), piwo oraz inne napoje i przekąski. Poza tym, każdy jest zazwyczaj dobrze zaopatrzony w chipsy, ciastka i oranżady. Karnawał to nie jest czas na zdrowe odżywianie, zresztą na wyspę niestety jeszcze ten trend nie dotarł. Na karnawał docierają za to liczne bakterie i wirusy. Nic dziwnego, że po całonocnych imprezach na ulicach i siedzeniu do rana na salach pełnych ludzi duża część osób później chodzi i kaszle, kicha i kuli się z zimna. Niektóre osoby, chcąc uniknąć choroby, wybierają oglądanie występów bailinhos w wygodnym fotelu we własnym domu. Tak, niektóre występy są nadawane na żywo przez lokalną telewizję. To nie to samo, co uczestniczenie w tym wielkim wydarzeniu społecznym na żywo, ale zawsze jest to opcja dla tych, którzy nad emocje na żywo przekładają swój komfort i zdrowie. Lub po prostu nie mają możliwości wyjścia z domu. Ale wracając do moich „Ale jak to?” – to wszystko, czego nie byłam pojąć przy pierwszym moim zetknięciu z bailinhos, stało się całkowicie normalnym już w następnym roku. Nuciłam do karnawałowych piosenek lecących w kółko w radiu, siedziałam ze znajomymi na twardej ławce w ośrodku kultury, śmiałam się z lokalnych żartów, głośno klaskałam w rytm skocznej muzyki i komentowałam wyjątkowo piękne
Transport publiczny na Terceirze

Jak wygląda transport publiczny na Terceirze? Czy da się nim poruszać po wyspie, czy trzeba koniecznie wynajmować samochód? Czy da się dotrzeć w część miejsc pieszo? Jakie są odległości? Takie pytania pojawiają się przed Waszymi podróżami na wyspę – ja sama też często takie mam przed wyjazdami. Nie zawsze mamy nieograniczony czas na poznanie danego miejsca, czasem dysponujemy tylko kilkoma dniami, które chcemy dobrze wykorzystać. W takich sytuacjach dobrze zapoznać się z warunkami transportowymi jeszcze przed wyjściem z samolotu. Na początek – jak wygląda Terceira? Terceira ma ok. 400 km kw. To ok. 80% powierzchni Warszawy. Ta informacja może Wam pomóc w wyobrażeniu sobie, jaki to obszar. Z południa na północ wyspy jest 18 km, z zachodu na wschód – 29 km. I jest to wyspa wulkaniczna, co oznacza w tym przypadku, że każda droga to góra – dół – góra – dół. Jakie są dostępne opcje? Opcji przemieszczania się po Terceirze jest kilka: chodzenie pieszo, jeżdżenie rowerem, transport publiczny, autostop, wynajęcie samochodu, taksówka, wycieczki z przewodnikami. Chodzenie pieszo jest możliwe w ramach jednego obszaru (np. Angra – stolica wyspy – i jej okolice), ale żeby zwiedzić w ten sposób całą wyspę, trzeba by zarezerwować sobie naprawdę dużo czasu. I trzeba pamiętać, że przy większości dróg na wyspie nie ma chodników (nawet w ramach miast / wsi), co przekłada się na bezpieczeństwo. Rower to opcja dla tych, którzy mają mocne nogi i płuca. Kilkusetmetrowe przewyższenia to standard. W centrum wyspy można pojeździć rekreacyjnie (jest trochę płaskich obszarów), są nawet organizowane wycieczki, np. śladami Darwina, ale najpierw trzeba się tam jakoś dostać. Opcja dla tych, którzy kochają rower i wolą poznawać świat z jego perspektywy. Transport publiczny – szybszy niż poruszanie się pieszo, mniej wysiłkowy niż rower i tańszy niż wynajęcie samochodu. Niestety, nie da się nim dojechać we wszystkie miejsca. Jednak właśnie on jest często Waszym obiektem zainteresowania, postanowiłam go Wam opisać. Szczegóły poniżej, tymczasem – kolejne ostatnie opcje przemieszczania się (nie liczę jazdy konnej, na hulajnodze etc.). Autostop – osobiście nie korzystałam, ale wiem z historii innych osób, że na wyspie widok turysty z plecakiem czasem jeszcze porusza serca mieszkańców – i w wielu niektórych będziecie mogli liczyć na uprzejmość kierowców. Pamiętajcie przy tym, że nie ma czegoś takiego jak podróżowanie za darmo. To, że Wy za coś nie płacicie, nie oznacza, że jest to za darmo. W przypadku autostopu po prostu ktoś inny płaci za paliwo. Pamiętajmy o tym i odwdzięczmy się innej osobie w innym czasie i miejscu – żeby dobro krążyło po świecie. Wynajęcie samochodu. Jest tutaj sporo firm, które proponują takie usługi. Działają one na standardowych zasadach. Samochód najlepiej zarezerwować z dużym wyprzedzeniem. Część firm ma swoje przedstawicielstwa również na lotnisku – i te są zwykle najbardziej godne zaufania. Jeśli chcecie być dobrymi, odpowiedzialnymi turystami, wynajmujcie samochody u firm lokalnych, nie u wielkich międzynarodowych pośredników. Taksówka. Na Terceirze postój taksówek jest na lotnisku i przy głównym rynku w Angra do Heroísmo – stolicy wyspy. Droga taksówką kosztuje ok. 1 EUR za kilometr, przy czym w niektórych przypadkach kierowca może nam policzyć drogę po nas i drogę z nami (jeśli przemieszczamy się pomiędzy miejscami, gdzie nie stoją taksówki). Nawet o podróż taksówką warto zadbać wcześniej (zrobić rezerwację na konkretną godzinę), bo liczba taksówek nie jest nieskończona. Wycieczki z przewodnikiem. Kiedy odwiedzamy nowe miejsce, nie ma to jak wycieczka z przewodnikiem. Przewodnik zna to miejsce i nie tylko oszczędzi nasz czas i odciąży nas w prowadzeniu samochodu, ale też pokaże nam wyspę z zupełnie innej perspektywy. Opowie nam o historii, przyrodzie, o życiu codziennym – i pozwoli nam naprawdę zanurzyć się w doświadczeniu wyspy. Jeśli macie ochotę na wycieczkę po Terceirze w moim towarzystwie (tak, jestem licencjonowana przewodniczką po wyspach i mówię w Twoim języku!), zapraszam serdecznie! Tutaj znajdziesz propozycję prywatnych wycieczek po Terceirze pod moją opieką. Wracając do transportu publicznego… Na wyspie istnieje transport publiczny w postaci autobusów. Warto ją rozważyć, jeśli macie dużo czasu. Czy autobusem dojedziecie wszędzie? Nie. Niestety, ale na ten moment – nie. Autobusy są przygotowane dla mieszkańców, nie dla turystów, i dojeżdżają do miejscowości. A miejscowości, jak to na wyspie, ulokowane są wzdłuż wybrzeża. Nie dojedziecie autobusem do centrum wyspy, gdzie znajdują się m.in. Algar do Carvão, Gruta do Natal i część szlaków trekkingowych. Po wybrzeżu jednak możecie się poruszać spokojnie. Dojedziecie autobusem m.in. do Prai (drugie miasto na wyspie), do Biscoitos (są tam naturalne baseny skalne i winnice) i na wszystkie szlaki zlokalizowane na wybrzeżu. Jak kursują autobusy? Autobusy jeżdżą w miarę regularnie, choć niezbyt często. W zależności od kierunku, zaczynają kursować ok. 7 rano i kończą ok. 18-19. Zwykle są to ok. 3 autobusy danej linii rano, ze 2 koło południa i kolejne 3 po południu. Autobusy te często robią kółka. Oznacza to, że autobus, który wyjeżdża z Angry do Posto Santo jest dokładnie tym samym autobusem, który pół godziny później, po wysadzeniu ostatnich pasażerów, rozpocznie kurs powrotny z Posto Santo do Angry. Rozkład jazdy autobusów znajdziecie na stronie lokalnego przewoźnika – Mobi Azores. Instrukcja użytkowania strony lokalnego przewoźnika – Mobi Azores 1. Wchodzisz na Network & Schedules, czyli Sieć i Rozkłady jazdy. 2. Wybierasz interesujący Cię autobus, np. nr 1. Możesz wybrać kierunek jazdy (Direction) i zobaczyć, jakie przystanki są po drodze. 3. Klikasz „Schedules by dates” (Rozkłady jazdy według dat) i sprawdzasz, o której godzinie autobus odjeżdża z interesującego Cię przystanku w wybranym przez Ciebie dniu. INNA OPCJA 2. Jeśli nie wiesz, który autobys Cię interesuje, możesz wpisać w wyszukiwarkę nazwę miejsca, do którego chcesz dojechać. 3. Wybierasz ten, który uznajesz za właściwy (zdaję sobie sprawę z tego, że nazwy mogą być niejasne, niestety nie ma łatwiejszego sposobu). 4. Klikasz „Schedules by dates” (Rozkłady jazdy według dat) i sprawdzasz, o której godzinie autobus odjeżdża z interesującego Cię przystanku w wybranym przez Ciebie dniu. Ile kosztuje transport publiczny? Ceny biletów, w zależności od odległości, wahają się od ok. 0,80 EUR do ok. 6 EUR. Gdzie znaleźć przystanki? W Angrze sprawa jest prosta – główny dworzec autobusowy jest przy wielkim parkingu Bailão. W innych miejscach – pytajcie mieszkańców, na
Co to jest Terceira?

Co to jest Terceira? To mała portugalska wyspa w archipelagu Azorów, na środku Oceanu Atlantyckiego. To miejsce, w którym zamieszkałam w styczniu 2017 roku. I teraz krótkie wyjaśnienie, skąd ten dzisiejszy temat. Otóż wczoraj wzięłam udział w IV Spędzie Włóczykijów organizowanym przez moich znajomych. Spęd Włóczykijów to spotkanie podróżnicze, które do tej pory odbywało się w gronie przyjacielskim, a w tym roku „wyszło do świata”. Odbyło się w Klubokawiarni ITePe na warszawskim Grochowie. Jako że jestem 4 tysiące kilometrów od Warszawy, nie byłam w stanie tam „podjechać”, ale dzięki uprzejmości organizatorów i gospodarzy, i dzięki wsparciu technicznemu mojej siostry i jej narzeczonego mogłam się tam pojawić online. To była moja pierwsza w życiu prezentacja przeprowadzana zdalnie. Przyznam Wam, że chyba jednak łatwiej jest mi mówić, kiedy widzę odbiorców, ale cieszę się, że mogłam tam być ze znajomymi i w tej formie. Opowiedziałam im o Terceirze. I stąd temat – co to jest Terceira? Kiedy przygotowywałam się do prezentacji, przypomniałam sobie to, co ktoś mi kiedyś powiedział: „Milena, w Polsce o tym, co to jest Terceira, wiedzą chyba tylko Twoi znajomi”. Zastanowiłam się, przyznałam rację i postanowiłam to zmienić. Wczoraj opowiedziałam o Terceirze głównie znajomym, dziś krótko opowiem o niej Wam. Na tym blogu, jeśli wejdziecie w zakładkę Polka na Azorach, znajdziecie dużo tekstów o szczegółach, m.in. listę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze czy podpowiedź, co robić na Terceirze, kiedy pada, a dziś mam dla Was wprowadzenie. Co to jest Terceira? Jak wspomniałam, to mała portugalska wyspa na środku Atlantyku. Leży w archipelagu Azorów, który składa się z 9 wysp. Terceira jest na trzecim miejscu w archipelagu pod względem wielkości i na drugim miejscu pod względem liczby mieszkańców. Ze swoją powierzchnią ok. 400 km kw. stanowi ok. 80% powierzchni Warszawy – co oznacza, że nie jest duża, ale nie jest też tak mikroskopijna, jak niektórzy sobie wyobrażają. Liczba mieszkańców różni się w zależności od źródła, ale z tego, co ostatnio znalazłam, wynika, że mieszka tu ok. 56-58 tys. osób. To średniej wielkości miasto w Polsce. Azory to wyspy wulkaniczne. Widać to na każdym kroku. Krajobraz zdobią stożki wulkaniczne, w tym – najwyższy szczyt Portugalii, Pico, o wysokości 2351 m n.p.m. (czaicie to? ponad dwa kilometry wystające prosto z wody!), który znajduje się na wyspie Pico. Na Terceirze znajduje się wulkan Algar do Carvão – jeden z trzech znanych na świecie, a dwóch dostępnych dla zwiedzających wulkan, którego ściany stożka nie zapadły się, więc można zwiedzać ten wulkan od środka. Są liczne tunele lawowe, są fumarole, czyli miejsca, z których spod ziemi wydobywa się siarka. Na szlaku można znaleźć zastygłą lawę, kawałki obsydianu (tzw. szkła wulkanicznego) czy bomby wulkaniczne. A komunikaty o aktywności sejsmicznej też przypominają, czemu zawdzięczamy istnienie tego pięknego kawałka świata. Nikt tu jednak nie myśli o tym na co dzień. Tylko od czasu do czasu zastanawiamy się ze znajomymi, co właściwie trzeba by zrobić „w razie czego”. Ostatnio koleżanki zaplanowały, że wszyscy zrzucimy się na łódź i „w razie czego” stąd odpłyniemy. Jest to jakaś myśl. Byłam dwa dni temu na wykładzie o tym, kiedy będzie następna erupcja na Terceirze. Był to wykład z okazji 55. urodzin Stowarzyszenia Montanheiros – tego, co to dba o wulkan Algar do Carvão, jaskinie lawowe etc., i organizuje piesze szlaki po Terceirze. Dowiedziałam się, że erupcji nie będzie jutro. Ani w przyszłym roku. Sądząc jednak po statystykach, prawdopodobnie możemy się jej spodziewać jeszcze w tym stuleciu. Jak to mówi stare porzekadło – pożyjemy, zobaczymy. Ale wracając do tego, co to jest Terceira. Terceira to wyspa bardzo, bardzo zielona. Gdzie się nie obrócicie, tam zobaczycie zieleń. Skąd tyle zieleni? Po pierwsze, jest tu bardzo wilgotno (wokół ocean, więc trudno się dziwić) i często pada. Zieleń skądś musi się brać. Po drugie, wulkaniczne gleby są niesamowicie żyzne. Dobrze się tu przyjmuje praktycznie wszystko, co się posadzi. Roślinność jest więc bujna i zachwyca sobą na każdym kroku. Powtarzam od mojej pierwszej wizyty, że jest tu 50 odcieni zieleni. Choć im dłużej mieszkam, tym bardziej widzę, że bliżej liczbie tych odcieni do 500 niż do 50. Terceira to wyspa. To mała wyspa. I w tej chwili nie mówię tutaj o jej wielkości, ale raczej o sposobie życia. To mała wyspa, bo wszyscy się znają. Może nie w 100% wszyscy, ale w tej chwili jest już tak, że jak poznaję nową osobę, na pewno mam już z nią przynajmniej piątkę wspólnych znajomych. Jeśli nie więcej. Na początku mnie to denerwowało. Denerwował mnie brak prywatności. Teraz wiem, że o prywatność trzeba po prostu zadbać, a tym, że wszyscy się znają, można się cieszyć, bo to tworzy takie poczucie wspólnoty i przynależności. Z perspektywy turysty to, że wszyscy się znają i że wszyscy chcą wszystkim pomagać, jest bardzo sympatyczne. Może się zdarzyć, ze zostaniecie zaczepieni na ulicy, kiedy nie wiecie, dokąd iść – i ktoś Was tam po prostu poprowadzi, przy okazji dopytując, skąd jesteście, na ile przyjechaliście i jak Wam się podoba wyspa. I niepewni, czy wymawiają dobrze słowa, wspomną o Lechu Wałęsie, Janie Pawle II i Robercie Lewandowskim. Niektórzy wspomną jeszcze Bońka. Od razu poczujecie się jak w domu! Terceira to raj dla krów. Szczęśliwe azorskie krowy wypasane na azorskich łąkach, z widokiem na Ocean Atlantycki – czego więcej mogą chcieć do szczęścia? Azorskie krowy dają azorskie mleko, z którego produkuje się azorski ser. Znajomy Francuz twierdzi, że jest tego sera mało, ale dla mnie jest wręcz zatrzęsienie. Terceira to nie jest raj dla wegetarian. Wegetarianie mogą iść do jednej knajpy w ogrodzie miejskim lub żywić się samodzielnie. Na Terceirze je się mięso z mięsem i do tego mięso. Fakt, mają mięso dobrej jakości, ale odrobina warzyw zdecydowanie dobrze by im tutaj zrobiła. W knajpach popularne danie to bitoque, czyli sznycel z jajkiem sadzonym, ryż i frytki. Frytki to zapewne surówka, bo przecież ziemniak jest warzywem. Jest też sporo ryb, są owoce morza, jest tradycyjna alcatra, czyli coś a la gulasz. Z wersji bezmięsnych do wyboru zupa-krem (inne rzadko się spotyka) lub surówka. Surówka zazwyczaj składa się z sałaty i startej marchewki. Czasem dochodzi do
Jak się spakować na Azory?

Jak się spakować na Azory? – to pytanie, które często słyszę od znajomych i nieznajomych, którzy wybierają się na środek Atlantyku. Pamiętam moją pierwszą wyprawę na Terceirę. Leciałam tylko z bagażem podręcznym – moim nieśmiertelnym pomarańczowym plecakiem – i nie miałam pojęcia, co w niego spakować. Wyłożyłam chyba wszystkie możliwe rzeczy na łóżko i przebierałam w nich godzinami. W końcu posłuchałam dwóch rad – znajomego stąd, który opowiedział mi o lokalnej pogodzie, i mojej siostry, która podpowiedziała mi, żebym spakowała to, w czym dobrze się czuję, i żeby były to urozmaicone rzeczy – żebym potem nie miała wszystkich zdjęć w tym samym. Nie, w tamtym momencie nie myślałam, że tu kiedyś zamieszkam. W tamtym momencie sądziłam, że lecę na tę wyspę po raz pierwszy i ostatni w życiu – i chcę mieć z niej i dobre wspomnienia, i uwiecznienie tych wspomnień. Jeśli więc jesteście w podobnej sytuacji, proponuję Wam zacząć pakowanie od poniższej listy. A na koniec dorzucić jeszcze ukochany T-shirt czy skarpetki w kropki, bo przecież macie się czuć dobrze! 1. Okulary przeciwsłoneczne To element obowiązkowy każdej walizki. I mówię tutaj o okularach, które faktycznie mają filtry, nie o tych, które są tylko przyciemniane. Oczy to moje… oczko w głowie 😉 więc taka informacja dla Was w skrócie: jeśli nosicie okulary „przeciwsłoneczne”, które są tylko przyciemniane, Wasze źrenice się rozszerzają i w ten sposób wpuszczają więcej światła i więcej szkodliwego promieniowania do Waszych oczu. Zamiast chronić Wasze oczy, przyspieszacie ich degenerację. Zadbajcie o filtry. A teraz – dlaczego? Po pierwsze – Azory są na niższej szerokości geograficznej niż Polska, a to oznacza, że słońce jest położone wyżej na niebie. Czyli świeci mocniej. Po drugie – pogoda potrafi się tu zmieniać błyskawicznie, więc nawet w początkowo pochmurny dzień może wyjść słońce i konkretnie poświecić. Możemy też przejechać 500 metrów i wyjechać z pogody zimowej w letnią. Po trzecie – to środek oceanu. Z każdej strony jest woda. Woda odbija promienie słoneczne. Dobre okulary przeciwsłoneczne są ważne. Nie tylko ze względu na lepszy wygląd na zdjęciach 😉 2. Krem do opalania z wysokim filtrem. Dlaczego? Patrz wyżej. Dużo słońca z każdej strony. I taka krótka historia, żeby Wam nieco przybliżyć konieczność używania kremów z filtrem. W zeszłym roku płynęłam promem na Pico. Posmarowałam kremem do opalania wszystko oprócz nóg. Bo nie planowałam podciągać nogawek spodni. Ale było tak gorąco… Następnego dnia miałam na tych nogach bąble wypełnione surowicą. Leczyłam je przez kilka tygodni, blizny mam do teraz. Kolega-lekarz powiedział mi wtedy: „Oparzenie przemija, głupota zostaje”. Piotrek, ślę buziaki! I pilnuję tego, że moja głupota (przynajmniej w tym temacie) jednak nie dawała już o sobie znać. I wszystkich zachęcam do uczenia się na moim przykładzie. Bez bąbli i blizn 😉 3. Bikini No dobrze, po przestrogach przyszedł czas na przyjemności! Bikini! Albo slipy czy inny strój do pływania. O każdej porze roku! Jak wspomniałam wcześniej, pogoda może się tu zmienić wielokrotnie w ciągu jednego dnia. I nawet zimą zdarzają się słoneczne dni z temperaturą powyżej 20 stopni. Woda zimą ma około 17 stopni, czyli więcej niż Bałtyk latem. Warto wejść do oceanu np. w styczniu. Chociażby po to, żeby móc potem o tym opowiadać. (Tak, ja weszłam w tym roku i nadal jestem się tym chwalę :D) 4. Buty trekkingowe/ wygodne buty sportowe Azory to przyroda. To dużo przepięknej przyrody, którą warto zobaczyć z bliska. Jak? Najlepiej pieszo! A do chodzenia przydają się wygodne buty. Najlepiej wodoodporne, bo czasem możecie wpaść w błoto. Albo nieźle te buty zmoczyć w wysokiej trawie na pastwisku, przez które przebiega szlak. Ale warto je zabrudzić i pomoczyć! Buty wysuszycie, wspomnień nikt Wam nie zabierze! 5. Kurtka przeciwdeszczowa Tak, kurtka przeciwdeszczowa, podobnie jak bikini, może się przydać o każdej porze dnia i o każdej porze roku. Pogoda na Azorach jest zmienna. Mówi się tutaj, że na Azorach można przeżyć cztery pory roku w ciągu jednego dnia – i coś w tym jest. Wszystko przez ten ocean – albo dzięki niemu. Wszechobecna woda sprawia, że na wyspach jest wilgotno (no, może poza Santa Maria, która jest wysunięta najbardziej na południowy wschód) i często pada. Dzięki temu możemy podziwiać tę soczystą zieleń, dla mnie nieporównywalną do czego innego. Tak więc obowiązkowo do plecaka – kurtka przeciwdeszczowa! 6. Ciepły polar lub sweter Tak, ten element też jest związany ze zmienną azorską pogodą. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że latem po gorącym dniu nastaje gorąca noc. Tu jest nieco inaczej. Kiedy zachodzi słońce, często robi się zimniej. Dla wrażliwych na temperaturę osób różnica jest mocno odczuwalna. Lepiej być przygotowanym niż marznąć. No i oczywiście nawet w środku lata w innej części wyspy akurat może być pogodowa zima. (Albo lato – pamiętajcie o stroju do pływania!) To jest podstawowa lista rzeczy absolutnie niezbędnych. A co jeszcze (poza majtkami, skarpetkami i szczoteczką do zębów) może być przydatne? Plecak – dużo wygodniejszy niż torba czy torebka. Zwłaszcza jeśli będziecie chcieli chodzić po szlakach trekkingowych. Aparat fotograficzny – bo jest co fotografować. Dodatkowa bateria też się przyda, bo nie ma co wracać w środku dnia do domu tylko po to, żeby naładować baterię. I dodatkowa karta pamięci też nie zaszkodzi. W przypadku dłuższej podróży nie zawadzi też pen drive, na którego w razie czego zgracie to, co nie mieści się już na wszystkich zabranych przez Was kartach pamięci. Buty na zmianę – jak pomoczycie jedne, warto mieć drugie, które pomogą Wam przetrwać do momentu, kiedy te pierwsze wyschną. Buty do wody – na Azorach w większości miejsc dno jest nierówne, skaliste, takie buty mogą zwiększyć komfort kąpieli w oceanie. Szal i coś na uszy – na Azorach niemal zawsze wieje, więc warto chronić gardło i uszy, szczególnie zimą. I ręce też – nie zobaczycie tu niemal nikogo w rękawiczkach, ale w niektóre zimowe dni są one bardzo przydatne. Maska do snorkelingu – jeśli uwielbiasz podwodny świat i masz taką maskę, weź ją koniecznie ze sobą! Azory to jedno z najlepszych na świecie miejsc do nurkowania. Ale nie trzeba schodzić nisko pod wodę. Już tuż pod powierzchnią widać tak bogate życie oceaniczne, że brakuje
Algar do Carvão, czyli wulkan od środka

Już wiele lat minęło od czasu, kiedy po raz pierwszy odwiedziłam wulkan Algar do Carvão. Zapytałam wtedy znajomego: dlaczego nie macie polskich ulotek? Nie odpowiedział. Jakieś pół roku później wybrałam się tam znowu i zapytałam innego znajomego: dlaczego nie macie polskich ulotek? Nie odpowiedział. Za to kiedy wróciłam do Polski (tak, tak, te dwie wizyty to jeszcze przed zamieszkaniem na środku Atlantyku), zapytał mnie któregoś razu: jesteś w stanie przetłumaczyć coś? Zapytałam, co takiego. Ulotkę o Algar do Carvão. Podskoczyłam z radości. Oczywiście, że jestem w stanie! I do tego jestem pełna chęci i zapału do zrobienia tego. Tłumaczenie ulotki zaczęłam od… dowiedzenia się, jak działają wulkany! Jakie są typy wulkanów, jak przebiega proces wybuchu wulkanu, jak się nazywają jego poszczególne części. Tak rozległej edukacji z zakresu geografii nie miałam od kilkunastu lat. W końcu wyedukowana, przygotowana, mogłam zabrać się do pracy. Tłumaczenia. Sprawdzania. Poprawiania. Prośby o sprawdzenie i korektę (Aga, Misza – dziękuję!). Weryfikacji wersji pdf. Prośby o poprawki. Zatwierdzania poprawek. I tak dalej, i tak dalej. Wszystko po to, żeby po kilku miesiącach podróżnicy z Polski mogli na końcu świata cieszyć się polską wersją ulotki. W miejscu absolutnie wyjątkowym. Algar do Carvão to jeden z trzech znanych wulkanów na świecie, które można zobaczyć od środka! Mieści się on na Terceirze w portugalskim archipelagu Azorów, na środku Oceanu Atlantyckiego. Drugi taki wulkan (możliwy do zwiedzenia od wewnątrz) jest na Islandii, trzeci – gdzieś w Azji, ale ten akurat jest niedostępny dla zwiedzających. De facto więc, jeśli chcecie zajrzeć do wnętrza wulkanu, możecie lecieć na Islandię lub na Terceirę. Ja zapraszam oczywiście na Terceirę. Jak wygląda Algar do Carvão? To stożek wulkaniczny, do którego można wejść dzięki specjalnie przygotowanym przez Stowarzyszenie Montanheiros schodom. U góry znajduje się otwór jaskini o wymiarach 17 m x 27 m. Przez niego do wulkanu wpada światło dzienne, które przyczynia się do rozwoju roślinności w tym obszarze. Bujnej i soczyście zielonej roślinności. Wnętrze jaskini ma około 90 metrów wysokości. Na samym dnie znajduje się jezioro z utworzone z wody opadowej. Latem niemal wysycha, zimą jego głębokość sięga kilkunastu metrów. To wszystko można oglądać od środka. Można wejść do wnętrza wulkanu. Ale co właściwie to znaczy – zajrzeć do wnętrza wulkanu? Algar do Carvão jest nie bez powodu jest Regionalnym Pomnikiem Przyrody (tak przy okazji – mieści się na obszarze sieci Natura 2000). Jak w przypadku wymienionych wyżej wulkanów – można w nim wejść do środka stożka wulkanicznego. O co chodzi z tym stożkiem? Otóż normalnie podczas erupcji wulkanu magma wydostaje się z komory magmowej poprzez stożek wulkaniczny na powierzchnię ziemi. Po takim procesie komora i duża część stożka zapadają się, cała przestrzeń wewnątrz zostaje zasypana i tworzy się kalderę – taka duża dziura na szczycie stożka, po której często można spacerować. W Algar do Carvão taki proces nie nastąpił. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zacząć od początku. Otóż wulkan Algar do Carvão powstał w trakcie dwóch erupcji. Pierwsza erupcja, która miała miejsce ok. 3 tysięcy lat temu, była to erupcja pobliskiego Pico Alto. W tym czasie powstał Pico do Carvão – szczyt nad obecnym wulkanem. Tysiąc lat później nastąpiła druga erupcja. Co się w jej trakcie działo? Otóż magma, kiedy postanowiła zwiedzić powierzchnię Terceiry, najpierw chciała znaleźć wyjście bezpośrednio nad komorą magmową, bo tam miała najbliżej. Niestety albo stety, trafiła nie dość, że na najtwardszą w całej górze skałę (trachyt), to jeszcze wybrała sobie najwyższy szczyt góry. Nie dała rady. Nie poddała się jednak i zaczęła szukać innego rozwiązania. Jako że tuż obok warstwy skalne były o wiele luźniejsze, a na dodatek poukrywane były w nich bańki gazowe z poprzedniej erupcji – tamtędy właśnie magma wydostała się na powierzchnię. Była już jednak zmęczona pierwotnymi poszukiwaniami, więc płynęła o wiele wolniej, pod niższym ciśnieniem. Brak odpowiedniego ciśnienia sprawił, że erupcja nie rozerwała stożka, a cofająca się lawa (magma po wypłynięciu na powierzchnię ziemi przekształca się w lawę) dodatkowo umocniła ściany stożka. Część tych umocnień widać do dziś, część dawno odpadła, ale stożek został. Takim oto sposobem dziś możemy oglądać wulkan Algar do Carvão od środka! A co możemy podziwiać w środku? Stalaktyty i stalagmity z amorficznej krzemionki! To zjawisko na skalę na pewno europejską, a zdaje się, że i światową. Tak jak w Polsce mamy stalaktyty wapienne, tak tutaj – z amorficznej krzemionki. Są olbrzymie, mlecznobiałe i przepiękne. Tworzą je glony, które z przeciekającej przez skały krzemionki tworzą sobie domki. Te niezwykłe formacje to właśnie domki glonów. Nie wiem, jak Wy, ale ja tam bym się nie powstydziła takiego pałacu. Draperie obsydianu i nacieki lawowe Obsydian to kwaśna skała wylewna, która powstaje jako wynik natychmiastowego stygnięcia lawy. Jest złożony niemal wyłącznie ze szkliwa wulkanicznego i znany jako szkło wulkaniczne – ze względu na swoją gładką, świecącą powierzchnię. Znajome próżno szukały obsydianu na Islandii. Na Terceirze, w okolicach Algar do Carvão, są jego całe złoża. A w samym wulkanie stanowi on przepiękną ozdobę ścian. Ściany zdobią też nacieki lawowe. Kojarzycie, jak wylewacie gorącą czekoladę na tort? I tak sobie swobodnie spływa po ściankach? Tak samo sobie spływała lawa po wewnętrznych ścianach stożka. Spływała i zastygała. I my dziś możemy ją podziwiać. Algar do Carvão to również inspiracja dla artystów. Pełne minerałów sklepienia niezmiennie przypominają mi swoją kolorystyką i charakterem obrazy Klimta, a wyjątkowa akustyka przyciąga chętnych do zagrania w tym wyjątkowym miejscu muzyków. W zeszłym roku w wulkanie odbył koncert ukochanej przez Portugalczyków muzyki fado, w tym roku grał w nim sitarzysta. Algar do Carvão to też dom dla roślin i owadów, a nawet ptaków. Zamieszkują go 83 gatunki roślin, w tym – gatunki endemiczne dla Azorów i Makaronezji. Do tego mamy algi, okrzemki, endemiczne żuki, pająki, a także tak oryginalne ptaki, jak na przykład wróbel domowy, kos czy zięba. I wiele innych. Faktycznie jak w domu! Kiedy i jak można zwiedzać wulkan Algar do Carvão? Algar do Carvão jest otwarty dla zwiedzających przez cały rok, ale w zależności od pory roku – w różne dni i w różnych godzinach. Dokładny grafik (i ceny biletów) znajdziecie TUTAJ. I od razu odpowiadam na pytania
Tourada à corda

Tourada à corda, czyli opowieść o tym, jak byki biegają po ulicach Byłam z kolegą-Polakiem, który był na Terceirze na Erasmusie, na touradzie. Kolega wypatrzył w tłumie kogoś w koszulce Legii. Mówi mi: „Milena, zobacz, tam jest jakiś koleś w koszulce Legii!” Ja, wielce ogarnięta, spytałam go, jak wygląda koszulka Legii. Wytłumaczył, wypatrzyłam człowieka, o którym mówił, i po chwili wahania stwierdziliśmy: „Idziemy!” To read an English version of this article click HERE. Niedaleko stała tasca (czyt. taszka; to taki foodtruck, widziany tu głównie przy touradach i innych imprezach okolicznościowych), w której zaopatrywał się nasz rodak. Powiedzieliśmy mu „Dzień dobry” i zaczęliśmy rozmowę. „Co cię sprowadziło na Terceirę?” „Przyjechałem na Terceirę specjalnie po to, żeby zobaczyć byki!” – odpowiedział nasz rozmówca. Zadziwił nas tym niezmiernie. Słuchaliśmy dalej: „Dowiedziałem się w zeszłym roku, że na Azorach są biegi byków, i chciałem je zobaczyć. Kupiłem więc sobie bilet na Azory i poleciałem, ale dotarłem na São Miguel. I dopiero na miejscu się dowiedziałem, że powinienem lecieć na Terceirę. To w tym roku przyleciałem tutaj”. Byłam bardzo zaskoczona tym, że ktoś przeleciał przez pół Europy i pół Atlantyku po to, żeby zobaczyć, jak byki biegają po ulicach, ale jak tak sobie później pomyślałam o reakcjach różnych moich znajomych na ten ewenement – przestałam się dziwić. Touradas à corda to zdecydowanie jeden z wyróżników Terceiry. Byki na ulicy to tutaj codzienność Przynajmniej od 1 maja do 15 października. Wspominałam o tym w tekście Terceira – Mój rok na środku Atlantyku. W tym okresie niemal codziennie w jednym lub kilku miejscach jednocześnie odbywają się tourady. Oznacza to, że byki, które standardowo widać tłumnie na polach i pastwiskach (zaraz obok krów, których jest na Azorach więcej niż ludzi), wychodzą „na ulicę”. I mniej lub bardziej chętnie spotykają się z tłumem zgromadzonych specjalnie z ich powodu ludzi. Tourada à corda to wydarzenie, które jednoczy społeczność To powód do spotkania, do porozmawiania, do wspólnego spędzenia czasu. Zagubieni wędrowcy znajdą miejsce na czyimś murze czy nawet podwórku. W takim momencie nie ma różnic między ludźmi – wszyscy chcą być bezpieczni i mieć jak najlepszą perspektywę. Spotkać znajomych, pośmiać się, wstrzymać oddech. Pobyć ze sobą w tym ekscytującym momencie. Na czym polega tourada à corda? No dobrze, to o co tu tak właściwie chodzi? Otóż tourada à corda polega na tym, że wzdłuż ulicy biegnie byk, trzymany na linie przez dwie grupy składające się każda z 3-5 mężczyzn, zwanych pastores (pasterze). Byk jest zazwyczaj dojrzały i zaprawiony w bojach (choć zdarzają się też młodsze i niezaznajomione z tematem), a pastores – wytrzymali i spragnieni adrenaliny. I ubrani w białe koszule, szare lub czarne spodnie i czarne kapelusze. Byka drażnią śmiałkowie wyposażeni często w parasolki lub płachty, a całe widowisko ogląda ludność zgromadzona na okolicznych podwórkach i płotach. Jak się zachowywać na touradzie Zanim wspomnę Wam o tradycji, jaką jest quinto touro i która wiąże się z wielką gościnnością mieszkańców Terceiry i jednoczeniem społeczności, może kilka słów o tym, jak się zachowywać na touradzie i jak wyglądają kwestie techniczne z nią związane. Po pierwsze – dbajcie o swoje bezpieczeństwo Jeśli Wam zdrowie i życie miłe, lepiej uważajcie. Sprawdźcie wcześniej, gdzie dokładnie i o której odbywa się tourada, i pojawcie się tam co najmniej pół godziny wcześniej. Tourada może być ekscytującym, ale też groźnym wydarzeniem. Z perspektywy technicznej – ubezpieczenia nie pokrywają pierwszego stopnia spotkań z bykiem. Jeśli coś Wam się stanie, jest to wyłącznie Wasza wina, więc lepiej zadbać o siebie zawczasu i znaleźć miejsce, w którym będziecie na pewno bezpieczni. Po drugie – zostawcie samochód daleko Zostawcie samochód daleko (zwykle i tak nie będzie już miejsc blisko, całe okoliczne drogi będą zastawione) i przyjdźcie na miejsce tourady pieszo. Dlaczego? Ano dlatego, żeby przypadkiem Waszym samochodem nie zainteresował się byk. Żadne ubezpieczenie Wam tego nie pokryje. Tourada nie powinna się zacząć, jeśli są na jej trasie pojazdy, ale lepiej nie ryzykować. Po trzecie – znajdźcie sobie odpowiednie miejsce Byk zwykle biegnie po ulicy, która ma ok. 500 m długości. Jeśli chcecie mieć dobry widok, musicie znaleźć sobie miejsce albo wzdłuż tej ulicy, na bezpiecznym (wysokim!) murze albo za jakimś ogrodzeniem. Większość ogrodzeń jest w tym czasie zabezpieczona deskami – dotyczy to zarówno prywatnych posesji, jak i taszek, czyli wspomnianych foodtrucków, które cieszą się niezwykłą popularnością w trakcie tourad. (Dygresja – w taszkach kupicie piwo, lokalne likiery i aguardente, czyli tutejszy bimber, jak również bifany, czyli bułki z kotletem – najpopularniejszy lokalny fast-food – i znajdziecie wystawione do przegryzienia orzeszki ziemne, oliwki i ziarna łubinu. Właściciele taszek często sami częstują swoich gości piwem i niechętnie przyjmują odmowę). Jeśli nie wiecie, gdzie się schować – zapytajcie kogoś. Nawet jeśli nie będzie mówić po angielsku, i tak Wam wskaże bezpieczne miejsce. A jeśli byk jest już na wolności, z Wy jeszcze nie znaleźliście się w polu jego biegu – zostańcie tam, gdzie jesteście. Na końcu „trasy” byka jest policjant i trzy białe linie. Zostańcie za trzecią, która oznacza strefę bezpieczeństwa. Oczywiście o ile byk się nie zerwie z liny itp. itd., ale to już inna historia. Po czwarte – słuchajcie znaków dźwiękowych W touradzie biorą udział 4 byki, ale nie są one wypuszczane jednocześnie. Wszystkie byki czekają w klatkach na swoją kolej i są wypuszczane pojedynczo. Wypuszczenie byka z klatki obwieszczane jest jednym wystrzałem z racy. W takim momencie powinniście być w bezpiecznym miejscu. Byk biega ok. 15-30 minut, następnie jest prowadzony z powrotem do klatki. Kiedy byk jest już z powrotem w klatce, usłyszycie dwa wystrzały z racy. Obwieszczają one początek przerwy, która trwa zwykle ok. 10-15 minut. Podczas przerwy można się przejść czy pożywić w okolicznych taszkach. Kolejny byk – kolejny pojedynczy wystrzał z racy. I tak aż do czwartego. Po czwartym – tyle wystrzałów, ile rac zostało strzelającym. Z życia wzięte To może tak dla zobrazowania wszystkiego powyższego – w maju poszłam ze znajomymi na touradę w São Mateus. Nie byliśmy pewni, o której jest tourada ani gdzie dokładnie, dotarliśmy na miejsce „mniej więcej o czasie, mniej więcej tam, gdzie trzeba”. Widzieliśmy mnóstwo ludzi i wiedzieliśmy, że to musi być
10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze

10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma przywilej spędzenia tu tyle czasu, co ja. Spośród wielu wybrałam więc miejsca „must see”, a przy tym takie, na szukaniu których nie spędzicie pół dnia. To co, zaczynamy? To read an English version of this article click HERE. 1. Wulkan Algar do Carvão Jako że to moje ulubione miejsce na całej wyspie, to oczywiście musi być na pierwszym miejscu. Na Azorach wulkanów Ci pod dostatkiem, ale ten jest wyjątkowy. Dlaczego? Bo ten można odwiedzać od środka! Od środka stożka wulkanicznego! O co chodzi? Otóż w większości wulkanów ściany stożka po erupcji zapadają się, tworząc kalderę. Tu było inaczej. Tutaj podczas drugiej erupcji tworzącej ten wulkan lawa wypływała pod tak niskim ciśnieniem, że w pewnym momencie zaczęła się cofać. Cofając się, umacniała ściany stożka. Dzięki temu wulkan (prócz naturalnych zmian) przetrwał w formie, którą możemy podziwiać do dziś. W Europie znane są tylko dwa puste wulkany (a na całym świecie – trzy), które można oglądać od wewnątrz. To Algar do Carvão na Terceirze i Thrihnukagigur na Islandii. Jak widać, Atlantyk sprzyja nietypowym wydarzeniom geologicznym. W Algar do Carvão spotkacie tak wyjątkowe dzieła natury jak stalaktyty i stalagmity z amorficznej krzemionki. Są mlecznobiałe, piękne i mogą osiągać długość ok. 1 metra i średnicę ok. 40-50 cm. Wejście do Algar do Carvão możliwe jest obecnie przez cały rok. Zimą – w wybrane dni tygodnia, od wiosny do jesieni – codziennie. Warto się ciepło ubrać, bo w środku jest zimno i kapie woda (która tworzy na dnie jaskini jezioro). Wizyta trwa średnio pół godziny, choć w moim odczuciu warto na to doświadczenie przeznaczyć co najmniej godzinę. Na miejscu jest przewodnik, który Wam wszystko wytłumaczy i odpowie na pytania. Są też ulotki w różnych językach, w tym – po polsku. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o wulkanie, zajrzyjcie na stronę Stowarzyszenia Os Montanheiros, które się tym wulkanem zajmuje. Strona Stowarzyszenia Os Montaheiros: TUTAJWięcej informacji o wulkanie Algar do Carvão: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 2. Tunel lawowy Gruta do Natal Jak już jesteśmy pod ziemią, to zajrzyjmy również do tunelu lawowego o nazwie Gruta do Natal. Niektórzy przewodnicy, chcąc ułatwić turystom życie, używają angielskiej nazwy Christmas Cave. Po polsku to po prostu Jaskinia Bożego Narodzenia. Skąd nazwa? Ano stąd, że wspomniane Stowarzyszenie Os Montanheiros, które zajmuje się też tym miejscem, zorganizowało tu w 1969 r. mszę z okazji Bożego Narodzenia. Od tego czasu odbywają się tu czasem ważne historyczne i społeczne wydarzenia. Gruta do Natal to jaskinia wyrzeźbiona przez płynącą lawę. W jej wnętrzu zobaczycie takie lawowe ciekawostki jak stafility (nie mamy czegoś takiego w Polsce – to „stalagmity” utworzone z kapiącej lawy), potoki lawowe czy boczne tarasy lawowe. Są też różne rodzaje lawy, w tym lawa aa. Usłyszałam kiedyś komentarz, że nazwa pochodzi stąd, że jak się po tej lawie chodzi, to się mówi: „Aa!” Jej chropowata nawierzchnia w zasadzie sprzyja takim dźwiękom, bosą stopą nie chciałabym na niej stanąć. Ważna informacja logistyczno-płatnicza: do wulkanu Algar do Carvão i do Gruta do Natal można kupić jeden wspólny bilet, w ten sposób zapłacicie mniej. Biletu nie trzeba wykorzystywać tego samego dnia, ale warto przed wybraniem się tam sprawdzić dni i godziny otwarcia, żeby nie pocałować klamki. Więcej informacji o tunelu lawowym Gruta do Natal: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 3. Furnas do Enxofre Między pustym wulkanem a grotą lawową znajduje się miejsce znane jako Furnas do Enxofre. Jak będziecie jechali z Algar do Carvão do Gruta do Natal, skręćcie w prawo, znak Was poprowadzi. „Furna” to inaczej grota lub jaskinia, „enxofre” – siarka, więc teoretycznie Furnas do Enxofre to groty siarki, ale w rzeczywistości to obszar wtórnej aktywności wulkanicznej na Terceirze. Możecie na nim zobaczyć i poczuć wydobywające się spod ziemi gazowe związki siarki. Kto pamięta z lekcji chemii, jak pachnie na przykład siarkowodór? Jak na obszar wulkaniczny przystało, Furnas do Enxofre to soczyście zielony, cieszący oczy teren. (Gleby wulkaniczne są bardzo żyzne, a azorski klimat sprzyja rozwojowi roślinności wszelakiej). Poza fumarolami – miejscami, w których spod ziemi wydobywa się gaz. Tam, ze względu na zawartość żelaza i siarki, ziemia jest goła i w kolorze biało-żółto-brunatnym. Może to budzić lekki niepokój, ale dużego nie powinno. Dzięki temu, że gazy mają możliwość ulotnienia się, wewnątrz ziemi jest nieco spokojniej. Woda w garnku się gotuje, ale lekko dziurawa pokrywka pozwala na uchodzenie pary, więc zawartość garnka nie powinna nagle wykipieć. 4. Serra da Santa Bárbara – najwyższy szczyt na Tereirze Z nizin i podziemi przenieśmy się na chwilę wyżej, może nawet w chmury. Góra Santa Bárbara to najwyższy szczyt Terceiry. Wznosi się ona na wysokość 1021 m n.p.m. i można z niej oglądać znakomitą część Terceiry, wszechobecny ocean i niezwykły zachód słońca. O ile oczywiście będzie się miało szczęście i św. Barbara nie będzie ukryta w chmurach. Prawda jest taka, że to środek Atlantyku i szybko przepływające chmury są zatrzymywane właśnie przez góry. Proponuję Wam więc obserwowanie pogody i kiedy tylko zobaczycie szczyt tejże góry (jest bardzo charakterystyczny, z licznymi antenami i przekaźnikami) – natychmiast na nią wjeżdżajcie. Warto! Ach, zapomniałabym dodać – tak, oczywiście to też jest wulkan. W końcu jesteśmy na wyspach wulkanicznych. To wulkan nieaktywny, drzemiący. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1761 roku. Była to pierwsza i ostatnia lądowa erupcja na Terceirze od czasu zasiedlenia wyspy. Na tej górze nie obowiązują bilety wstępu, za to obowiązuje strój cieplejszy niż w niższych partiach – zimą potrafi tu spaść śnieg (może na milimetr, ale to zawsze ciekawostka w tych stronach), więc nic dziwnego, że i latem na tych wysokościach jest chłodno i wieje. 5. Serra do Cume Kolejnym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić, jeśli tylko nie jest spowite chmurami, jest Serra do Cume. Moi znajomi nadali temu punktowi widokowi wdzięczną nazwę Serra do Chmure. Kiedy jednak widać coś poza chmurami – widok