Festiwal zup

with Brak komentarzy
Poleć innym:

Ostatnia aktualizacja: 2019-11-26. Autor: Milena

Festiwal zup, czyli jak na Terceirze zbiera się pieniądze

„Chcesz iść na festiwal zup?” – zapytała mnie niedawno koleżanka. „Organizujemy w przyszłym tygodniu”. Pomyślmy: lubię zupy, lubię tutejsze zupy, lubię, jak się coś dzieje, i lubię ideę festiwali zup. Pewnie, że chcę iść!

Pobierz e-book „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz bezpłatny e-book!

Pobierając e-book, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

 

Ale co ma festiwal zup do pieniędzy?

My w Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że zbieranie pieniędzy to przechadzka z przysłowiowym kapeluszem. Że to zbiórki publiczne, ogłoszenia w mediach społecznościowych, napisany wielką czcionką numer konta. Jesteśmy zasypywani prośbą o pomoc z każdej strony, kto może, podtyka nam swój kapelusz pod nos. Zwykle olbrzymi kapelusz – wiele zbiórek organizuje się na wielką skalę.

 

A na Terceirze, która liczy sobie ok. 58 tysięcy mieszkańców, skala jest mniejsza.

Na Terceirze raczej nie spotkacie nikogo z kapeluszem. Chyba że organizatora wydarzeń w okolicznej kapliczce ku czci Ducha Świętego – ale w jego przypadku możecie być pewni, że zwróci Wam z nawiązką, jeśli tylko pojawicie się na uroczystości w jedną z dwóch ostatnich niedziel wielkanocnych. Ale to jedna z niewielu takich sytuacji.

 

Na Terceirze obowiązuje niepisana zasada, że jeśli chce się coś dostać, najpierw trzeba dać coś od siebie.

Organizacje zbierające pieniądze na pomoc w domach starców, harcerze (jak moja koleżanka) próbujący sfinansować swoją wspinaczkę na Pico – wszyscy organizują wydarzenia dla lokalnej społeczności. Festiwal zup jest jednym z tego typu wydarzeń.

Zwykle wygląda to następująco: chętne osoby kupują cały stos warzyw i przygotowują co najmniej 10 wielkich garów zupy. Alternatywnie: zainteresowane restauracje, w ramach współpracy i autopromocji, oferują swoje zupy. Organizatorzy sprzedają bilety, w ramach których każdy może delektować się dostępnymi zupami. Na miejscu jest również bar z napojami oraz słonymi i słodkimi przekąskami, za które płaci się osobno. Czasem pojawia się gra w bingo, czasem dodatkowe loterie.

 

Cały dochód idzie na wybrany cel, a ludzie się przy tym dobrze bawią.

I uczestnicy, i organizatorzy. Każdy przyjemnie spędza czas (choć organizatorzy czasem padają na twarz ze zmęczenia) i każdy ma poczucie wkładu w coś ważnego. Takie wydarzenia budują społeczność. Współczesny nadmierny indywidualizm nie ma tu zastosowania, tu chodzi o wspólnotę, o bycie razem, o działanie.

 

„W kupie raźniej”, jak powiedziała mucha do muchy.

Czas na uruchomienie konta bankowego zawsze się znajdzie. Ale jeśli można nie tylko prosić, ale też dać coś od siebie – i przy okazji dać innym możliwość podzielenia się tym, co mają, w atmosferze radości i wspólnej zabawy – czemu nie? Dobre pomysły zawsze w cenie!

Poleć innym: