Azory – jakie wyspy wybrać

Terceira, Serra do Cume, Milena, miradouro, widok, punkt widokowy

Jednym z pytań, które słyszę od Was najczęściej, jest „Azory – jakie wyspy wybrać?” Rozumiem, że każdy z nas ma ograniczony czas i możliwości, więc chcemy wybrać to, co dla nas najlepsze. Pozwól, że w tym artykule „Azory – jakie wyspy wybrać?” przeprowadzę Cię przez poszczególne wyspy, żebyś mógł/mogła sprawdzić, który kierunek jest dla Ciebie. Albo – który kierunek jest dla Ciebie teraz. Potem mogą być kolejne. To read an English version of this article click HERE. Na pewno słyszałeś/-eś już niejeden raz, że każda wyspa na Azorach jest inna. Nie będę udawała, że jest inaczej. Naprawdę każda wyspa jest inna. Każda ma inną atmosferę, każda ma coś specyficznego do zaoferowania. Co je łączy, to Atlantyk, zieleń i wulkany. I zmienna pogoda – na Azorach mogą być 4 pory roku w ciągu jednego dnia, wiesz już o tym? Trzeba być przygotowanym wszystko. (W dniu, kiedy to piszę, powiesiłam na sznurkach za domem ręcznik, żeby wysechł. Było piękne słońce i duży wiatr. W pewnym momencie usłyszałam ogromny hałas. Podeszłam do okna – to deszcz. Ulewa, która trwała 3 minuty. Chyba mój ręcznik był bezpieczniejszy w łazience.) Na Azorach jest 9 wysp. Są one oddalone od wybrzeża Portugalii o ok. 1500 km i rozrzucone na środku Atlantyku na długości ok. 650 km. Wszystkie są aktywne sejsmicznie i wszystkie niezwykle ciekawe. Znam je wszystkie i wiem, że stwierdzenie, iż każda wyspa jest inna, jest w pełni uzasadnione. To jak, robimy wycieczkę po każdej wyspie po kolei? Terceira – wejdź do wnętrza wulkanu i przeżyj święta, których nie ma nigdzie indziej na świecie Na pierwszy rzut idzie oczywiście Terceira. Dlaczego? Bo tu mieszkam i uwielbiam tę wyspę. To pierwsza azorska wyspa, którą poznałam, i pierwsza, w której się zakochałam. Wszechobecna zieleń absolutnie mnie urzekła. I ten spokój, ta serdeczność. I olbrzymia dawka radości wisząca w powietrzu. Dla mnie – mieszanka idealna. Usłyszałam ostatnio, że ktoś zrobił Terceirze dobry marketing twierdząc, że nic na niej nie ma. Bo dzięki temu nie docierają tu przypadkowi turyści, ale ci, którzy są naprawdę ciekawi świata. Przylatują – i szybko zaczynają się zastanawiać, dlaczego przylecieli tylko na x dni, a nie na dwa razy tyle. Co więc jest takiego wyjątkowego na Terceirze? Jest wulkan Algar do Carvão, unikat na skalę światową. Można w nim wejść do środka komina wulkanicznego. Na świecie są tylko trzy takie wulkany, z czego tylko dwa otwarte dla zwiedzających. Jeden z nich jest właśnie na Terceirze. Azory to wyspy wulkaniczne, więc na Terceirze nie brakuje krajobrazów pełnych stożków wulkanicznych. Najwyższy szczyt wyspy, Serra de Santa Bárbara (1021 m n.p.m.), z którego widać większość wyspy, to aktywny wulkan. Można też odwiedzić tunel lawowy Gruta do Natal, obejrzeć fumarole w Furnas do Enxofre, spojrzeć na Ryft Terceira, wykąpać się w naturalnych basenach skalnych, np. w Biscoitos. A po kąpieli napić się wina z lokalnej winnicy. Terceira to szczęśliwe krowy z widokiem na ocean, pyszne sery i szlaki pełne endemicznych roślin. (Uniwersytet pełen jest badaczy z całego świata, którzy przyjeżdżają właśnie na Terceirę badać gatunki roślin endemiczne dla Azorów i dla samej Terceiry.) To historyczna stolica wyspy, Angra do Heroísmo, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To przepyszne Donas Amélias, lokalna alcatra i świeżo zdjęte ze skały lapas. Terceira to również raj dla wielbicieli sportów wodnych – nurkowanie, snorkeling, żeglowanie, SUP, kajaki, coasteering. Do tego obserwacja wielorybów i delfinów, a na lądzie – canyoning i park linowy. Można położyć się na klifie i nic nie robić – albo można się konkretnie zmęczyć, co kto woli. Terceira to święta, których nie ma nigdzie indziej Mówi się, że na Azorach jest 8 wysp i jeden park rozrywki. Ten park rozrywki to Terceira. Ludzie tutaj uwielbiają się bawić. Może dlatego do tej pory przetrwały tradycje, których nie ma nigdzie indziej na świecie. To tutaj możesz wziąć udział w Festas do Espírito Santo, czyli obchodach świąt Ducha Świętego. To tutaj możesz zaobserwować, jak ludzie gromadzą się na touradas à corda, często nawet nie widząc byka. Skupiają się na tzw. „quinto touro”, czyli na „piątym byku”. Czyli na imprezie. To na Terceirze ma miejsce największe na świecie skupisko teatrów amatorskich w języku portugalskim, czyli karnawałowe przedstawienia bailinhos (czytaj więcej TUTAJ i TUTAJ) – jedyna taka tradycja na całym świecie. W końcu to na Terceirze możesz wziąć udział w największym świeckim festiwalu na Azorach, Sanjoaninas. Jest co robić, kalendarz pęka w szwach. Ale jeśli wolisz ciszę i spokój, zawsze znajdzie się dla Ciebie miejsce na łonie natury. Pośrodku niczego. Z widokiem na soczyście zielone wulkaniczne wzgórza, uspokajającą szachownicę pól i pastwisk i intensywnie błękitny ocean. Pełnia szczęścia. I za to cenię Terceirę. Wiem, że się rozpisałam o Terceirze Ale to miejsce, które znakomicie znam i dlatego wiem, jak wiele oferuje. I nie, wcale nie namawiam, żeby to właśnie tu przyjechać 😉 I wcale nie namawiam, żeby zwiedzić tę wyspę ze mną 😉 Dlatego już przechodzę do kolejnych wysp, które również są zachwycające! São Jorge – wykąp się w naturalnym basenie skalnym w fajã i spróbuj lokalnego sera São Jorge to wyspa, która cieszy oczy jeszcze zanim się na niej wyląduje. Mówi się, że to leżący smok. I faktycznie – wyspa jest długa, wąska i wysoka. I bardzo zielona. Z jej najwyższego szczytu, Pico da Esperança (1053 m n.p.m.; przy okazji – Pico da Esperança oznacza Szczyt Nadziei), rozciąga się niezapomniany widok. Widać stamtąd wszystkie cztery pozostałe wyspy centralnej części archipelagu Azorów: Pico, Faial, Terceirę i Graciosę. Oczywiście kiedy nie ma mgły, co nie jest oczywiste w wysokich partiach na Azorach. Wyróżniającą cechą São Jorge są fajãs. Fajãs to struktury skalne charakterystyczne dla Azorów, a w szczególności właśnie dla São Jorge. Wyobraź sobie wybrzeże klifowe. Widzisz? Takie wysokie na kilkaset metrów? Dobrze. Te niesamowite wodospady na klifach też widzisz? Super. Chociaż nie o wodospadach miało być. Wyobraź sobie, że duża część skał osuwa się lub pionowo odrywa od klifu i spada. I tworzy nowy kawałek lądu. Ten kawałek lądu to fajã. W niektórych fajãs do tej pory nie ma prądu, są za to urokliwe baseny skalne i… kawa prosto z lokalnej plantacji. Na wysokich

Trzy czynne wulkany na Terceirze

Trzy czynne wulkany, Mistérios Negros

Trzy czynne wulkany na Terceirze, a 26 w sumie na całych Azorach. Z tego – 8 podwodnych. Zdecydowałam się Wam powiedzieć o wulkanach i trzęsieniach ziemi na Azorach. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że Azory to wyspy wulkaniczne. Gdyby nie wulkany, nie byłoby Azorów. Po drugie – czasem słyszę pytania, kiedy była ostatnia erupcja i czy się nie boję. Na to drugie pytanie odpowiem na koniec. Najpierw trochę faktów. To read an English version of this article click HERE. Najwięcej aktywnych wulkanów, bo aż 5, jest na São Miguel – największej wyspie w archipelagu. Na Terceirze są trzy czynne wulkany (nie, Algar do Carvão nie jest uznawany za czynny), podobnie na Faial. Po dwa aktywne wulkany są na Graciosie i na Pico (przy czym wulkan Pico na wyspie Pico to jednocześnie najwyższy szczyt Portugalii, 2351 m n.p.m.). Po jednym czynnym wulkanie mają Flores, Corvo i São Jorge. Na wyspie Santa Maria nie ma żadnych aktywnych wulkanów. Azory położone są na styku trzech płyt tektonicznych: euroazjatyckiej, afrykańskiej i północnoamerykańskiej. Na tym obszarze, dzięki aktywności wulkanów, miliony lat temu powstały Azory. Najstarsza wyspa, Santa Maria, powstała ok. 8,1 miliona lat temu, Terceira – ok. 3,52 miliona lat temu, a najmłodsza wyspa, Pico, ok. 0,27 miliona lat temu. I ta najmłodsza wyspa ma najwyższy szczyt, jak to tak można? Styk płyt tektonicznych oznacza aktywność wulkanów i aktywność sejsmiczną. Położenie na środku oceanu – zależność od oceanu i wiatru. Tym samym historia Azorów to historia wybuchów wulkanów, trzęsień ziemi i sztormów. Azorczycy przez wieki musieli sobie radzić nie tylko ze zmienną pogodą, ale też z kataklizmami. To wpłynęło na ich podejście do życia. Może dzięki temu na Azorach portugalski spokój jest jeszcze bardziej widoczny niż w Portugalii kontynentalnej. Ostatnia erupcja na Terceirze miała miejsce w 1761 r. Była ona poprzedzona zmniejszoną aktywnością fumaroli w Furnas do Enxofre i wstrząsami sejsmicznymi. To jej zawdzięczamy wyjątkowy obszar Mistérios Negros – ten, przez który biegnie mój ulubiony szlak trekkingowy na Terceirze. Ostatnia erupcja w okolicach Terceiry miała natomiast miejsce w latach 1998-2000. Była to erupcja podwodnego wulkanu niedaleko Serrety. Był to nowy, nieznany dotychczas typ erupcji, którą ze względu na lokalizację nazwano serretańską. Ten sam wulkan wybuchł już w 1867 r. niedługo po procesji lokalnej ludności, która modliła się o zakończenie wstrząsów sejsmicznych. Wybuch wulkanu faktycznie przyniósł kres wstrząsom. Do tej pory 31 maja organizuje się tam procesję dla upamiętnienia tych wydarzeń. Ostatnia erupcja lądowa na Azorach miała miejsce w latach 1957-1958 na wyspie Faial. To ta wyspa, która ma trzy aktywne wulkany. Jednym z nich jest właśnie Capelinhos. Wybuch wulkanu Capelinhos powiększył wyspę Faial o ok. 2,5 km kw. Erozja morska sprawiła, że została z tego połowa – i tak dużo. Mimo że erupcja nie miała ofiar śmiertelnych, na zawsze zmieniła życie wielu rodzin. Po tej erupcji Stany Zjednoczone, na mocy porozumienia z Portugalią, wydały w 1958 r. 1500 wiz dla mieszkańców Azorów. Liczba ta się zwiększała, emigranci ściągali swoje rodziny – i do roku 1990 wyemigrowało do Stanów ponad 100 tysięcy mieszkańców Azorów. Niektórzy faktycznie ze względu na brak środków do życia na wyspach, inni – w celach poprawienia swojej sytuacji życiowej. Mogliście słyszeć o roku 1980. W tymże roku miało na Terceirze miejsce trzęsienie ziemi. 1 stycznia 1980 r. było ciepło i słonecznie. Większość rodzin odpoczywała po nocy sylwestrowej na zewnątrz, ciesząc się ładną pogodą. Ich radość nie trwała długo. O godz. 15:42 poczuli wstrząs – 7,2 w skali Richtera. Epicentrum znajdowało się ok. 35 km na południowy zachód od Angry. Trzęsienie ziemi odczuwalne było na Terceirze, São Jorge i Graciosie. 73 osoby zginęły, ponad 400 zostało rannych, co najmniej 2000 osób zostało pozbawionych dachu nad głową. W oczach ludzi widzę lęk, kiedy o tym mówią. Jakby mieli nadal wszystko przed oczami. Zniszczone domy, zawalone dachy, gruz na ulicach. Obraz jak po wojnie. Natychmiast zareagowało wojsko portugalskie i amerykańskie, przysyłając pomoc. Ludzie odbudowywali wszystko, szczególnie najbardziej zniszczoną Angrę, jak Polacy po wojnie Warszawę. Nie mówię Wam tego po to, żeby Was straszyć. Mówię, żebyście mieli lepszy obraz sytuacji. W końcu podróże kształcą wykształconych, jakoś tak to mówił Jacek Walkiewicz. Nie da się poznać miejsca i jego mieszkańców, nie znając historii. To historia wpływa na teraźniejszość. Na sposób życia, sposób myślenia. Na Azorach codziennie są wstrząsy, choć nie codziennie są one odczuwalne. Niektóre są. Koleżanka, która mieszkała na São Miguel, opowiadała o trzęsących się szybach w oknach. Inna o burzy w szklance wody – dosłownie. Ja sama kiedyś odczułam wstrząsy wtórne – i przez dwa kolejne miesiące codziennie sprawdzałam komunikaty. Jak się żyje ze świadomością, że w każdej chwili może coś wybuchnąć? Normalnie. Nie myśli się o tym. Um dia de cada vez – jeden dzień na raz. Ja zawsze powtarzam, że Azory to nie Hawaje. To nawet nie Islandia. Tutaj aktywność wulkaniczna jest mniejsza. Można ją zobaczyć np. w Furnas na São Miguel czy w Furnas do Enxofre na Terceirze. Fumarole, wydobywający się dym, bulgoczące błotka. Element krajobrazu. W końcu to wulkanom zawdzięczamy, że Azory w ogóle istnieją. I nie, nie boję się. Cieszę się, że mam piękny widok. Uśmiech na twarz i do przodu. Um dia de cada vez. Odkryj ze mną wulkany na Terceirze!

Three active volcanoes in Terceira

Trzy czynne wulkany, Mistérios Negros

Three active volcanoes in Terceira, 26 in total in the whole Azores. Including 8 submarine. I’ve decided to tell you about volcanoes and earthquakes in the Azores. Why? First of all, the Azores are volcanic islands. If it wasn’t for the volcanoes, the Azores wouldn’t exist. Second of all, I hear sometimes questions when was the last eruption and if I’m not afraid. I’ll answer the second question at the end. At the beginning, some facts. In São Miguel, the biggest island in the archipelago of the Azores, has the biggest quantity of active volcanoes – 5. In Terceira there three active volcanoes (no, Algar do Carvão is not considered to be active), the same in Faial. There are two active volcanoes both in Graciosa and in Pico (the Mount Pico in Pico Island, 2351 m above sea level, is at the same time the highest mountain of Portugal). In Flores, Corvo and São Jorge they have only one active volcano (one on each of these islands). There are no active volcanoes in Santa Maria Island. The Azores are located on a junction of three tectonic plates: the Eurasian plate, the African plate and the North American plate. On this area, thanks to the volcanic activity, the Azores were created. The oldest island, Santa Maria, has around 8,1 million years, Terceira – around 3,52 million years, and the youngest, Pico, around 0,27 million years. And it’s the youngest island that has the highest mountain, how can it be? The junction of tectonic plates means the volcanic and seismic activity. The location in the middle of the ocean – dependence on the ocean and wind. Thus, the history of the Azores is a history of the volcanic eruptions, earthquakes and storms. The Azorean for centuries had to deal not only with the changing weather but also with cataclysms. It influenced their attitude towards life. Maybe that’s why the Portuguese peace (article only in Polish) is even more visible here than in Portugal mainland. The last eruption in Terceira took place in 1761. It was preceded by lowered activity of fumaroles in Furnas do Enxofre and foreshocks. We owe the area of Mistérios Negros to this eruption – the area of my favourite walking trail in Terceira. The last eruption near Terceira took place in 1998-2000. It was a submarine eruption close to Serreta. It was a new, unknown by then type of volcanic eruption, called later with the name of that village. The same volcano erupted also earlier, in 1867, shortly after a procession, during which local people prayed for the end of the seismic shocks. And in fact, the eruption ceased the shocks. Until now, on the 31st of May there’s always a procession to commemorate those events. The last eruption on land in the Azores took place in 1957-1958 in the island of Faial. It’t that island that has 3 active volcanoes. One of them is Capelinhos volcano. The eruption of Capelinhos enlarged Faial Island by 2,5 sq km. Sea erosion has left half of it – still a lot. Although the eruption didn’t have any fatalities, it’s changed life of many families forever. After that eruption the USA, basing on a bilateral agreement with Portugal, issued 1500 visas for the habitants of the Azores. This number increased, emigrants were bringing to the USA their families – and up to 1990 over 100 thousand Azoreans emigrated to the USA. Some of them due to the lack of livelihood, others – to improve their life situation. You might have heard about the year 1980. In that year there was an earthquake in Terceira. On the 1st of January, 1980, it was warm and sunny. Most of the families were resting after the New Year’s Eve outside, enjoying the nice weather. Their joy didn’t last long. At 3:42 p.m. they felt a shock – 7.2 on the Richter scale. The Epicenter was located around 35 km southwest of Angra. The earthquake was felt in Terceira, São Jorge and Graciosa. 73 people died, over 400 were injured, at least 2000 were left homeless. In the eyes of other people I can see fear when they talk about it. As if they still had all of that in front of their eyes. Destroyed houses, collapsed roofs, debris on the streets. A picture as after a war. The Portuguese and the American army reacted immediately and sent help. People were reconstructing everything, especially the most destroyed Angra, as Polish people Warsaw after the war. I’m not telling it to scare you. I’m telling you that so that you have a better picture of the situation. As a Polish psychologist and speaker, Jacek Walkiewicz, was telling – journeys educate educated people. You can’t get to know a place and it’s habitants without knowing it’s history. It’s the history that impacts the present. It impacts the way of living, the way of thinking. In the Azores there are seismic shocks every day, but not every day you can feel them. Some them you can feel. A friend who used to live in São Miguel was telling about glass shaking in her windows. Another one about a storm in a glass of water – literally. I once felt aftershocks – and for two months was checking seismological messages every day. How do you live with awereness that something can erupt at any moment? Normally. You don’t think about it. Um dia de cada vez – one day at a time. I always say that the Azores are not the Hawaii. Not even Iceland. Here the volcanic activity is lower. You can see it for example in Furnas in São Miguel or in Furnas do Enxofre in Terceira. Fumaroles, smoke coming out, bubbling mud. A part of the landscape. After all, we owe the volcanoes that the Azores exist at all. And no, I’m not afraid. I’m happy because I have a beautiful view. A smile on your face and go ahead. Um dia de cada vez.

Jachtem po Azorach

Jachtem po Azorach fot. Tomas Piotrowski

Kiedy rok temu moja koleżanka, rozglądając się po Terceirze, stwierdziła, że chciałaby się wybrać w podróż jachtem po Azorach – uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że to świetny pomysł – ale kto to zorganizuje? Przecież jachtów na wynajem tutaj tyle co kot napłakał, a i Atlantyk średnio przyjazny żeglarzom. Do tego – kto znajdzie grupę ochotników, którzy faktycznie chcieliby się zmierzyć z falami oceanu i poznać Azory od strony wody? Kto mógłby to wszystko zrobić? To read an English version of this article click HERE. Kimś takim okazał się Tomek Piotrowski. Tomek na co dzień zajmuje się fotografią, można go znaleźć na jego stronie na Facebooku, a kilka razy w roku zakłada czapkę kapitana i razem z załogą wypływa na coraz to ciekawsze wyprawy. Jedną z nich była wyprawa jachtem po Azorach. Tomek wraz z załogą, w tym – z moją marzącą rok temu o podróży jachtem po Azorach koleżanką Kasią, poznali Azory od strony, od której ja sama ich nie znam. Zafascynowała mnie ich podróż, chciałam Wam o niej opowiedzieć. Osobą, która jest w stanie powiedzieć o niej najwięcej, jest oczywiście sam kapitan. Zapraszam zatem do wywiadu! Cześć, Tomek! Dziękuję, że zgodziłeś się na ten wywiad. Powiedz mi – jesteś bardziej fotografem czy żeglarzem? Jestem fotografującym żeglarzem. Zawodowo zajmuję się fotografią, ale łączę ją z żeglowaniem przynajmniej kilka razy w roku. Jakie jest Twoje doświadczenie jako kapitana? Ciągle za małe. Wiele mórz jeszcze przede mną zostało do okrycia. Na szczęście każdego roku poznaję nowe destynacje i moja „lista” się sukcesywnie skraca. Takim kolejnym małym kroczkiem były Azory. Doświadczenie w żeglarstwie mierzy się często milami i godzinami. Do tej pory na rejsach spędziłem ok. 100 tygodni, przepłynąłem 30.000 mil morskich w czasie 6.000 godzin. Co takiego Cię pociąga w żeglowaniu? Chciałbym powiedzieć, że wiatr, sport i wolność. Od dłuższego czasu jest to jednak przyjemność przemieszczania się pięknym środkiem transportu jakim jest jacht po nierównej, niepewnej, często nieprzewidywalnej nawierzchni w celach turystycznych. Żeglarstwo może być sportem, turystyką lub połączeniem tych dwóch dyscyplin. Ostatnio skupiam się na zwiedzaniu i podróżowaniu i jacht jest tutaj idealnym wyborem. W zależności od regionu można codziennie zwiedzać inne miejsce, inny port/miasto/zatokę od zupełnie innej strony niż jest to dostępne dla „szczurów lądowych”. Można przemieszczać się promem lub samolotem np. pomiędzy wyspami, ale zrobienie tego z Załogą daje zdecydowanie większą satysfakcję. Dlaczego wybrałeś Azory? Azory od dawna były na mojej żeglarskiej liście. Kilka razy przepływałem obok (Madera, Wyspy Kanaryjskie), ale nigdy nie zaglądałem w te regiony. Decyzja o rejsie zapadła jednak na wcześniejszym rejsie z tą samą Załogą. Ktoś rzucił hasło „Azory”. Wszyscy zaklaskali z radości. Azory wydają się być daleko, ale jednak blisko. Kiedykolwiek napotyka się na jakąś wzmiankę o Azorach wszystko jest zilustrowane w pozytywny sposób. Chyba jest to jedyna „idealna” destynacja turystyczno-żeglarska na świecie! 😀 A przynajmniej jedyna mi znana. Byłem w wielu pięknych miejscach na świecie. Ale zawsze jest małe „ale”. Zawsze Polak może ponarzekać. A to za dużo turystów, a to za ciepło, a to za drogo itd. Tutaj jest idealnie 🙂 Piękne widoki, fantastyczni ludzie, różnorodność wysp, genialna kuchnia (moim faworytem są steki, choć owoce morza są na najwyższym światowym poziomie), ciekawe miejsca do zwiedzania, niezbyt dużo turystów. Można by rzec, że małym minusem jest niepewna pogoda. Jest to jednak zmieniająca się pogoda. Dzięki temu można doświadczyć pięknych widoków, innych każdego dnia, a nawet godziny. Mgła, deszcze, pełne słońce. Jak można wszędzie przeczytać o Azorach – tutaj można przeżyć cztery roku jednego dnia. Jak zbierałeś załogę? Stara, sprawdzona ekipa. Niemalże sama się zebrała. Jakie wyspy odwiedziliście? São Miguel, Terceirę, Pico, São Jorge, Graciosę i Faial. Czym się kierowałeś przy ustalaniu trasy? Preferencjami Załogi. Część chciała więcej pożeglować i odwiedzić tym samym wyspy zachodnie – Flores i Corvo, ale w głosowaniu wygrała opcja na umiarkowane żeglowanie i dużo zwiedzania i aktywności. Jakie są Twoje i załogi wrażenia z Azorów? Wszyscy byli przeszczęśliwi. Po opiniach, przeczytaniu przewodników, forów mieliśmy bardzo duże oczekiwania. Nic nie zawiodło. Było jeszcze lepiej. Same pozytywne wrażenia się cisną na usta. Co Was najbardziej urzekło? Ciężko się zdecydować. Osobiście uwielbiam naturę – widoki i fauna i flora są powalające. To połączenie znanych nam lasów strefy umiarkowanej z tropikalnymi lasami deszczowymi. Bujna roślinność, wszystko zielone i całoroczny okres wegetacyjny tworzą niesamowite widoki. Każda wyspa oferuje co innego, ale przyroda, ludzie i kuchnia to to, co je wszystkie łączy. Społeczność jest bardzo miła i przyjazna nieznajomym turystom. Smakołyki czekają na nas w restauracjach z owocami morza i stekami. Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych kawiarniach z różnorakimi pasteis. A co Was najbardziej zaskoczyło? Pogoda. Miało często padać i wiać i czasami miało być nieprzyjemnie na zwiedzanie czy żeglowanie. Niemalże wszystkie te historie nas ominęły szerokim łukiem. Jak Was przywitał Atlantyk? Jak się ma do akwenów, po których dotychczas żeglowałeś? Wielokrotnie byłem na Atlantyku. Stąd ocean ten jest mi znany. Kilkoro Załogantów też zaznało smaku tego akwenu. Stąd zaskoczeń nie było. Morze przywitało nas całkiem łaskawie. Jedynie pierwszy przelot z São Miguel na Faial trochę wybujał Załogę. Co trzeba wziąć pod uwagę przy organizacji wyprawy jachtem po Azorach? Ograniczoną liczbę portów oraz miejsc w tych portach. Azory nie oferują pełnej bazy czarterowej. Nie ma też zbyt wielu marin. Każda wyspa oferuje jedno, maksymalnie dwa schronienia. Warto spytać wcześniej/przedzwonić z poprzedniej mariny, czy jest dla nas miejsce. Zatoki też potrafią być nieosłonięte. Wolisz perspektywę wodną czy lądową? Dlaczego? I to i to. Zdecydowanie. Jak na każdym rejsie. Wpływamy jachtem do portu. Podziwiamy widoki z innej perspektywy. Często oglądamy wschód i zachód słońca na tafli wody. Ale zwiedzanie samochodami części lądowej daje dużo frajdy i lepszej możliwości poznania Azorów. Jakie są Twoje najbliższe projekty? Baleary na przełomie sierpnia i września. Kuba w grudniu i Gwadelupa i okolice na Sylwestra. Mam też kilka innych pomysłów, ale wspomniane to pewniaki. Powoli też planuję ponownie rejs na Azory. Wygląda na to, że odwiedzę je rok do roku. Tym razem z osobami, które pozazdrościły „Pionierom” 😉 Jeśli ktoś chciałby się wybrać z Tobą w rejs – gdzie Cię może znaleźć? Głównie żegluję z firmą TheBoatTrip. Firmę tę tworzą moi

Wspinaczka na Azorach

Wspinaczka na Azorach to czysta przyjemność – tyle Wam powiem. Wspinacie się zazwyczaj wśród soczystej zieleni, z widokiem na pola albo/i na ocean. Bazalt dobrze układa się w rękach, a świeże powietrze pozwala głęboko odetchnąć. Żyć, nie umierać! Oczywiście to wszystko wtedy, kiedy nie pada. Albo kiedy nie skończyło przed chwilą padać. Jak zawsze powtarzam – na Azorach pogoda jest zmienna. Bardzo. Trzeba mieć tego świadomość, kiedy się tu jedzie. (Mnie na przykład właśnie zmokło pranie, które było już prawie suche. Bo nagle przyszła dwuminutowa ulewa). To read an English version of this article click HERE. Latem jednak zazwyczaj jest ciepło i pada o wiele mniej niż zimą. Dlatego teraz, w kwietniu, już wypatrujemy ze znajomymi cieplejszych, bezdeszczowych dni. Chcemy z zamkniętej sali sportowej wyjść znów na otwartą przestrzeń i poczuć pod palcami tysiące lat wulkanicznej historii. Do tego wszystkiego trzeba się jednak przygotować. Na Azorach drogi do wspinaczki sportowej są wyposażone, ale nie są utrzymywane. Przynajmniej nie oficjalnie. Utrzymywaniem ich zajmują się wspinacze. Przed każdym sezonem grupa miłośników wspinaczki idzie zaopatrzona w szczotki do czyszczenia skał i usuwa nagromadzone przez zimę mech, liście, gałęzie i ziemię. Nie muszę chyba mówić, że na koniec człowiek wygląda, jakby się cudem z piekieł wydostał? Ale działa. Po takim czyszczeniu można się spokojnie wspinać. Trzeba też mieć swój sprzęt, choć to jest chyba akurat dość oczywiste. Nie ma wypożyczalni sprzętu. Osoby, które chcą się wspinać na Azorach, przyjeżdżają z własnymi linami, uprzężami i ekspresami etc. lub kontaktują się z lokalną grupą wspinaczkową i umawiają na wspólne wyjście w skały. W tej drugiej sytuacji zwykle mają przynajmniej swoje uprzęże i buty. Tym, którzy wolą bouldering, martwienie się o sprzęt odpada. Na Azorach trzeba mieć własne ubezpieczenie. To jest szalenie ważne. Wspinaczka zaliczana jest do sportów ekstremalnych i jako taki wymaga specjalnego ubezpieczenia. Warto się o nie zatroszczyć jeszcze w kraju. Jeśli planujecie dłuższy pobyt w Portugalii, możecie skorzystać z ubezpieczenia portugalskiego. Dwie organizacje ubezpieczające to Federação de Campismo e Montanhismo de Portugal (FCMP) i Federação Portuguesa de Montanhismo e Escalada (FPME). Gdzie się wspinać? Wyposażone drogi do wspinaczki sportowej znajdziecie na Terceirze, Pico, São Jorge i São Miguel. Większość zlokalizowana jest na czyichś prywatnych polach, łąkach, etc. Oznacza to, że korzystając z nich, trzeba zachować ostrożność i ze względu na otaczającą przyrodę, i na czyjąś własność. W ramach przypomnienia możesz zajrzeć do tekstu „20 sposobów na to, jak być idealnym turystą”. Gdzie się wspinać na Pico, São Jorge i São Miguel? Terceirę zostawiam na koniec, bo ją znam najlepiej. W przypadku tych trzech wysp wymienię Wam miejsca. Możecie też kliknąć w mapę, którą zamieściłam poniżej (znalazłam ją na stronie Spots de Escalada em Portugal), żeby się dowiedzieć, gdzie dokładnie szukać tych lokalizacji. Pico São Jorge São Miguel Tutaj wspomniana mapka: Wisienka na torcie – Terceira Z całych Azorów to właśnie na Terceirze grupa wspinaczkowa działa najsprawniej. Nie jest to Klub Wysokogórski ani Polski Związek Alpinizmu, ale grupa osób, które kochają wspinaczkę i lubią się wspólnie zmęczyć i wybrudzić. A potem, tacy brudni i śmierdzący, iść razem na piwo. Bo w grupie raźniej. To gdzie można się wspinać na Terceirze? Zrobię Wam krótki opis miejsc i dodam odwołania do zewnętrznej strony, na której znajdziecie zdjęcia ze wskazaniem dróg i ich trudnością. Nie chcę kopiować zdjęć z nieswojej strony, stąd te odwołania. Pamiętajcie, że w Portugalii korzysta się z francuskiej skali trudności dróg. Wspinaczka to piękny sport. Rozwija nie tylko nasze ciało, ale i umysł. Pozwala nam być blisko przyrody. Skłania do tego, żeby nieustannie przekraczać własne granice. I mimo strachu iść dalej. Pisałam o tym w artykule „33 rzeczy, których nauczyła mnie wspinaczka”. A na Azorach każdy wysiłek wynagrodzony jest bajkowymi widokami. Już za nimi tęsknię! Jeśli jeszcze nie zaczęliście się wspinać – może właśnie teraz jest ten czas?

Terceira – Mój rok na środku Atlantyku

Milena Dąbrowska, fot. Michał Pakalski

„Terceira – Mój rok na środku Atlantyku”. Proste słowa, a dla mnie znaczą tak wiele. Rok temu wylądowałam na tej małej portugalskiej wyspie położonej wśród fal potężnego oceanu, stożków wulkanicznych i soczyście zielonej przyrody. (Jeśli chcesz wiedzieć, jak się tu znalazłam, zapraszam Cię do wpisu W podróży przez życie liczy się każdy krok.) Wylądowałam – i buzia mi się nie zamykała. Z zachwytu. Spełniałam swoje marzenie, zaczynałam wielką przygodę, rzucałam się w nieznane. Albo znane, ale tylko trochę. Nie wiedziałam, co mnie czeka. Nigdy w życiu nie wiemy, co nas czeka. (No, może jedynie wszystkich bohaterów Grey’s Anatomy czeka śmierć, ale to inna kwestia. Nas też czeka, ale przed nią – całe życie.) Możemy planować, możemy się przygotowywać – ale nigdy nie będziemy mieć do końca pewności, że to, co sobie zaplanujemy, faktycznie się wydarzy. Możemy za to być pewni, że wydarzy się wszystko to, co nieoczekiwane. Zwłaszcza kiedy rzucamy się na głęboką wodę. Azorska kultura na pierwszy rzut oka wydaje się podobna do polskiej Woda, w którą się rzucałam – poza oceaniczną głębią – nie wydawała się szczególnie głęboka. To przecież też Europa, wspólni przodkowie przed tysiącami lat, język podobny do hiszpańskiego, krowy, byki… Zaraz, zaraz, hola! Czy ten twardy, francusko brzmiący język to na pewno krewny śpiewnego hiszpańskiego? I te krowy… Tak, ale na ulicach? Jak to? Ano tak! Idą, to trzeba się zatrzymać. Taki azorski korek na drodze. Byki? Ok, byki istnieją. Ale żeby też na ulicach? Że biegają? Że ludzie od maja do października zbierają się tłumnie i jeżdżą od wioski do wioski, żeby oglądać te gonitwy? I do tego wywieszają ozdobne koce przez okna i balkony, żeby ozdobić ulicę na czas tego święta? I przygotowują górę jedzenia, żeby każdy, kto zechce schronić się podczas takiej gonitwy w ich domu, miał co jeść? Czy to aby na pewno ta zimna, coraz bardziej indywidualistyczna Europa? Największym zaskoczeniem na Terceirze byli dla mnie ludzie. Podczas tourady (wspomnianej gonitwy byków) faktycznie chętnie przyjmują pod swój dach przybyszów i częstują, „czym chata bogata”. Kiedy zapyta się ich o wskazówkę, jak gdzieś trafić, to nawet jeśli nie potrafią wyjaśnić – zaprowadzą. Na drogach, jeśli trąbią, to zwykle po to, żeby kogoś przywitać. Na środku skrzyżowania zatrzymują się w podobnym celu. Kierowca autobusu potrafi „zgarnąć” spóźnionego pasażera kilkaset metrów przed przystankiem, na którym ten zwykle wsiada. Recepcjonistka w przychodni potrafi przez 15 minut tłumaczyć przez telefon, jak dotrzeć do przychodni, mimo że docierająca, ociekająca deszczem, już dawno chciała się poddać. Znajomy potrafi przejechać całą wyspę, żeby tylko pomóc coś załatwić, zorganizować, podrzucić, odebrać. I wszyscy się uśmiechają! Kilka dni temu zrobiłam eksperyment i poobserwowałam kierowców mijanych samochodów. Wszyscy się uśmiechali! Aż sama nie wierzyłam! Oczywiście, nie jest tak, że każdy ma tutaj uśmiech 24/7/365. Tu się normalnie toczy życie. Są radości, ale są i smutki. Są zachwyty i jest rozpacz. Ale jest też inne podejście do życia. Znakomita większość osób wybiera radość. Wybiera śmiech zamiast łez. I akceptowanie rzeczywistości zamiast próby zmienienia tego, czego zmienić się nie da. Dziś usłyszałam od znajomej, że w trudnych chwilach powtarza sobie: „Najważniejsze, że żyjemy”. I ma rację. Kolejnym zaskoczeniem były tutejsze święta i zwyczaje. Na Azorach mówi się, że w archipelagu jest 8 wysp i jeden park rozrywki. Ten park rozrywki to właśnie Terceira. Tylko tutaj można dostać dzień wolny ze względu na gonitwę byków lub zakończenie karnawału! Tylko tutaj właściciel potrafi zamknąć sklep w ciągu dnia, bo koniecznie musi obejrzeć touradę. Tylko tutaj święto św. Jana potrafi trwać półtora tygodnia. Tylko tutaj można dostać za darmo przyniesiony przez kogoś chleb lub… reklamówkę mięsa. Bo akurat w pobliskim imperio (mała kapliczka ku czci Ducha Świętego, w której odbywają się liczne uroczystości w okresie powielkanocnym) jest święto i roznoszą wszystkim okolicznym mieszkańcom. Tylko tutaj grupa przyjaciół zbiera się, żeby odwiedzić wszystkich znajomych, popijając likier i podziwiając bożonarodzeniowe szopki. Co kraj, to obyczaj, jak mawiają. I żeby się o tym przekonać, nie trzeba – jak widać – jechać do Azji ani na Dziki Zachód. Ludzie i inna kultura to – poza przyrodą – moje największe tutejsze odkrycia. Ale miałam też kilka własnych, prywatnych odkryć. Odkryłam na przykład, że brudzenie się może być bardzo dobrym doświadczeniem. Chwytanie mokrych, pokrytych mchem gałęzi, zjeżdżanie na tyłku po mokrej trawie, wpadanie do pół łydki w błoto – to znakomita zabawa. Wiedziałam o tym jako dziecko, kiedy dopiero co przebrana na przyjazd gości w śnieżnobiałą sukienkę pędziłam do piaskownicy i wracałam równie brudna, jak byłam kilka minut wcześniej – ale dorastając, zapomniałam o tym. Wymaga się od nas czystości, elegancji, szyku. A czasem dobrze po prostu wskoczyć do kałuży i się roześmiać w głos. Sprawi nam to prawdopodobnie więcej radości niż przyciasny gorset obyczajów. A propos zjeżdżania na tyłku – odkryłam, że wszystko czyści się tu wybielaczem. W tym, schody prowadzące do oceanu na kąpieliskach. Ale tylko na tych strzeżonych. Te schody, które nie są regularnie czyszczone, szybko zarastają i stanowią zagrożenie dla życie dla osób tak nieświadomych, jak ja. Moje doświadczenie ze schodami doprowadziło mnie do wniosku, że albo strzeżone kąpielisko, albo piaszczysta plaża. Jakie było to doświadczenie? Otóż pewnego pięknego dnia wybrałam się ze znajomym nad wodę. Piękne miejsce, między skałami, z widokiem na Monte Brasil (góra złożona z trzech prawdopodobnie wygasłych wulkanów, „przylepiona” do Angry, największego miasta na wyspie). Po prostu raj! Oczywiście zdecydowałam, że do wody wchodzę pierwsza. Jeden krok, drugi – i krótka myśl: „Ja nie chcę jeszcze umierać”. Poślizgnęłam się na schodach, spadając, mocno uderzyłam tyłkiem albo o te schody, albo o podwodną skałę. Tuż przed zanurzeniem się instynktownie nabrałam powietrza, a już pod wodą powtarzałam powyższą myśl. Wynurzanie się trwało w nieskończoność. Kiedy w końcu znów znalazłam się z głową ponad falami, dziękowałam, że żyję. Kąpiel była krótka, obity i podrapany tyłek leczyłam przez dłuższy czas, a strach przed poślizgnięciem się pozostał do teraz. Cóż, jedna z moich lekcji. Kolejna lekcja brzmi: pamiętaj o ochronie przed słońcem. Nawet jeśli masz na głowie ciekawsze sprawy, takie jak wspinanie się na najwyższy szczyt Portugalii. W lipcu wybrałam się ze Stowarzyszeniem Os Montanheiros (stowarzyszenie zajmujące się tutejszą przyrodą