Winobranie, winnice i wino, czyli odkrywam raj w Biscoitos

vindima, winobranie, grape harvest, harvest, winnica, vinha, vineyard, winogrono, winogrona, grape, grapes, uvas, uva, Biscoitos, Milena

Winobranie, winnice i wino, czyli odkrywam raj w Biscoitos Kilka dni temu poszłam po raz pierwszy w życiu na winobranie. Tym samym spełniłam swoje marzenie sprzed kilkunastu lat. Co się działo kilkanaście lat temu? Otóż kilkanaście lat temu spacerowałam wśród winnic w Niemczech. Zachwycona. Rozległe wzgórza wypełnione rzędami dojrzewających w słońcu winogron. Delikatny szum liści. Coś pięknego! Myślałam wtedy: też chcę! Też chcę wziąć udział w winobraniu. Chcę się przyczynić do powstania wina! To read an English version of this article click HERE. Mijały lata, a ja podziwiałam kolejne winnice jako gość Podziwiałam winnice w Biscoitos, podziwiałam winnice na Pico, słuchałam opowieści o wytwarzaniu wina w Porto, czytałam nawet artykuły o winie w Polsce! A w tym roku zaczęłam regularnie spacerować wśród winnic. Nie żebym robiła to celowo. Po prostu moja droga na plażę przebiegała przez winnice. Widziałam je codziennie. A po jakimś czasie – zaczęłam o nich rozmawiać. Z różnymi osobami. Jedną z tych osób był – jak się okazało – właściciel jednej z winnic w Biscoitos. Po kilku rozmowach zaproponował mi udział w winobraniu. Prawie podskoczyłam z radości! Co najmniej raz w tygodniu dopytywałam, czy to już. Aż w końcu kilka dni temu odbyło się winobranie. Z moim udziałem. Nie posiadałam się ze szczęścia! Wstałam skoro świt, ubrałam się na czarno od stóp do głów (żeby nie było widać plam od ciemnych winogron) i ruszyłam ku przygodzie. Na miejscu dostałam wiadro, parę rękawiczek i sekator. I krótką instrukcję, które winogrona obcinać, a które nie nadają się do użytku. I już byłam gotowa do pracy! Na Azorach wino hoduje się inaczej niż w winnicy, którą widziałam w Niemczech. Winorośle nie są tu podwieszane na pionowych konstrukcjach, ale rosną poziomo na czarnych skałach wulkanicznych. O tym, dlaczego tak jest, pisałam w artykule „Wino z Biscoitos”. Winogrona kryją się pod liśćmi Przed rozpoczęciem pracy rozejrzałam się po winnicy. I przypomniała mi się opowieść kolegi o jego pierwszym winobraniu. Mówił: „Spojrzałem z góry na winorośl i pomyślałem, że nie ma tam żadnych winogron. Ale kiedy podniosłem gałąź, zdziwiłem się”.   Uśmiechnęłam się do tego wspomnienia i przykucnęłam przy mojej pierwszej winorośli. Podniosłam gałąź i zobaczyłam raj. Piękne fioletowe grona czekały bezpiecznie pod liśćmi, aż ktoś się nimi zainteresuje. Zabrałam się do pracy. Wiadra wypełniały się jedno po drugim Musiałam bardzo uważać, gdzie stawiam stopy na luźnych wulkanicznych kamieniach. Żeby nie połamać nóg. A moje odsłonięte kostki szybko zaczęły się pokrywać zadrapaniami od ostrych gałęzi winorośli. Ale pracowałam. Ja i kilkunastu panów o średniej wieku ok. 60-65 lat. Wiadra wypełniały się jedno po drugim. Przesypywaliśmy ich zawartość do wielkich pojemników, które kilku co silniejszych panów zanosiło na przyczepy samochodów. I tak przez kilka godzin. Aż wszystkie winogrona były zebrane, wszystkie pojemniki pełne i można było zawieźć owoce do adegi, czyli miejsca produkcji wina. Następnego dnia było oddzielanie winogron od szypułek i wyciskanie soku z owoców. Ten etap już tylko obserwowałam. Do szypułkowania winogron panowie używali specjalnie w tym celu zbudowanej maszyny. Sok zaś wyciskany był w wielkiej drewnianej prasie. Winogrona były ładowane do czegoś na kształt beczki, która dociskana była z góry kawałkami drewna. Wyobraźcie sobie ręczny lewarek, tylko działający w dół, nie w górę. To było coś w tym stylu. Sok płynął do wielkiej miednicy, a stamtąd specjalnym urządzeniem przepompowywany był do olbrzymich pojemników ze stali nierdzewnej. Takich po 500 czy po 1000 litrów. Oczywiście nie działo się to samo. Wymagało ogromu pracy i potu, i wielu plam od soku z winogron na koszulach pracujących przy tym mężczyzn. W przyszłym roku to wino pojawi się na stołach podczas Festas do Espírito Santo Zawsze się zastanawiałam, skąd się bierze wino serwowane podczas obchodów świąt Ducha Świętego. Teraz już wiem! I w przyszłym roku będę wypatrywać „naszego” wina! Część soku z winogron zostanie przerobiona na lokalny alkohol zwany angelica. Dostałam niedawno butelkę takiego, niebo w gębie! A co się stanie z szypułkami? Szypułki wrócą do ziemi jako nawóz. W tym procesie nic się nie może zmarnować! Nigdy nie wiadomo W winobraniu poza mną brał udział jeszcze jeden chłopak mniej więcej w moim wieku. I moją, i jego uwagę przykuł fakt, że wszystkie pozostałe osoby mają ok. 60-65 lat, może więcej. To osoby z ogromną wiedzą i ogromnym doświadczeniem. Mam nadzieję, że jeszcze długo pożyją, ale zastanowiło mnie, co się stanie z winoroślami na Terceirze, kiedy ich zabraknie. Mówią wprost, że na lokalnych winoroślach prawie się nie zarabia. Zajmują się winoroślami, bo to całe ich życie. Cała ich wiedza jest w ich głowach. Nie mają mądrych książek, tylko słuchają roślin. Wiedzą, kiedy trzeba je nawieźć, kiedy przyciąć, kiedy zebrać plony. Wiedzą, które odmiany są odporne na zmorę winorośli, filokserę, a które trzeba zaszczepić. Nie wynajmują osób na winobranie, tylko pomagają sobie nawzajem. Kochają ziemię, kochają winorośle. I mimo swojej siły i olbrzymiej energii, mają coraz więcej, nie coraz mniej lat. Zapytali mnie, pół żartem, pół serio, czy planuję kupić winnicę. Odpowiedziałam: „Nigdy nie wiadomo”. Azory Przeczytaj więcej artykułów o Azorach 2016-11-03 Blogosfera | Polka na Azorach W podróży przez życie liczy się każdy krok Przez kilka dni zastanawiałam się, czy opublikować tekst, który właśnie zaczynasz czytać. Ma dla mnie bardzo osobisty wymiar. W końcu pomyślałam, że jeśli choć jedną osobę zdołam zainspirować do posłuchania swojego wewnętrznego głosu i podążenia ścieżką marzeń, to chcę to zrobić. Przyjemnej lektury!   Wczoraj złożyłam wypowiedzenie w pracy i… 2017-01-30 Blogosfera | Polka na Azorach Terceira – oto jestem! Terceira to nazwa, która przewijała się w wielu moich rozmowach przez ostatnie półtora roku. Mimo że starałam się nie zamęczać znajomych moimi przeżyciami, wszyscy znają nazwę mojej ukochanej wyspy doskonale. Terceira, Terceiry, Terceirze… Odmieniałam bez końca. Kolega z pracy powtarzał „ten twój Zanzibar”, inny kolega mówił „trzecia”. Bo „terceira” znaczy… 2017-05-19 Blogosfera | Polka na Azorach Cztery miesiące na środku Atlantyku Cztery miesiące na środku Atlantyku – i co dalej? I co wcześniej? I co w ogóle? Nie wiem, kiedy ten czas minął, a jednocześnie czuję się, jakby minął co najmniej rok. Życie kręci mi się jak w kalejdoskopie, dostrzegam wszystkie jego barwy i odcienie, czasem wiruje mi w głowie, jakbym…

Grape harvest, vineyards and wine – discovering paradise in Biscoitos

vindima, winobranie, grape harvest, harvest, winnica, vinha, vineyard, winogrono, winogrona, grape, grapes, uvas, uva, Biscoitos, Milena

Grape harvest, vineyards and wine – discovering paradise in Biscoitos A few days ago I went to the grape harvest for the first time in my life. Thus, I fulfilled my dream from several years ago. What happened several years ago? Well, a dozen or so years ago I was walking among the vineyards in Germany. Delighted. Vast hills filled with rows of sun-ripened grapes. The gentle rustle of leaves. Something beautiful! I thought then: I want that too! I want to take part in the grape harvest too. I want to contribute to the wine! Years passed and I admired more vineyards as a guest I admired the vineyards in Biscoitos, admired the vineyards in Pico, listened to the stories about wine making in Porto, I even read articles about wine in Poland! And this year I started walking regularly among the vineyards. Not that I was doing it on purpose. Just my way to the beach ran through the vineyards. I saw them every day. And after a while – I started talking about them. With different people. One of these people was – as it turned out – the owner of one of the vineyards in Biscoitos. After a few talks, he invited me to participate in the grape harvest. I almost jumped with joy! I was asking at least once a week when was that day. And finally a few days ago the grape harvest took place. With my participation. I was overjoyed! I got up at dawn, dressed in black from head to toe (so that there would stay no stains from dark grapes) and set off on the adventure. I was given a bucket, a pair of gloves and a secateurs on the spot. And a brief instruction on which grapes should be cut and which ones shouldn’t be used. And I was ready to go! In the Azores, wine grows differently than in the vineyard I saw in Germany. The vines are not suspended on vertical structures here, but grow horizontally on black volcanic rocks. I wrote about why this is so in the article „Biscoitos wine„.   Grapes hide under the leaves Before starting work, I looked around the vineyard. And I remembered my friend’s story about his first grape harvest. He said, “I looked down at the vine and I thought there weren’t any grapes there. But when I picked up the branch, I got surprised.” I smiled at that memory and squatted beside my first vine. I picked up a branch and saw a paradise. Beautiful purple bunches waited safely under the leaves for someone to take an interest in them. I got down to work. Buckets got filled one after the other I had to be very careful where I put my feet on loose volcanic stones. So I wouldn’t break my legs. And my exposed ankles were quickly all scratched with sharp vines. But I was working. Me and a dozen men with an average age of about 60-65 years. Buckets got filled one after the other. We poured their contents into large containers that a few of the stronger men carried onto car trailers. And so for several hours. Until all the grapes were harvested, all the containers were full, and it was possible to take the fruit to the adega, i.e. the wine house. The next day, the grapes were separated from the stalks and the fruit was squeezed out. I just watched this part of the process. The men used a machine specially built for this purpose to remove the stalks from the grapes. The juice was pressed in a large wooden press. The grapes were loaded into something like a barrel, which was pressed from above with pieces of wood. Imagine a hand jack but going down, not up. It was something like that. The juice flowed into a large basin, and from there it was pumped into huge stainless steel containers with a special device. Containers of 500 or 1000 liters. Of course, it wasn’t done on its own. It took a lot of work and sweat and a lot of grape juice stains on the shirts of the men working on it. Next year this wine will appear on the tables during Festas do Espírito Santo I have always wondered where the wine served during the celebration of the Holy Spirit holidays comes from. Now I know! And next year I will look for „our” wine! Some of the grape juice will be transformed into a local alcohol called angelica. I recently got a bottle of this, heaven in mouth! And what will happen to the stalks? The stalks will return to the ground as a fertilizer. Nothing can be wasted in this process! You never know There was one person about my age who was also involved in the grape harvest. Both my and his attention was drawn to the fact that all the other people are around 60-65 years old, maybe more. They are men with vast knowledge and vast experience. I hope they will live a long time, but I wondered what would happen to the vines in Terceira when they are gone. They say directly that local vines hardly make money. They deal with grapevines because that’s their whole life. All their knowledge is in their heads. They don’t have smart books, they just listen to plants. They know when to fertilize them, when to trim them, when to harvest. They know which varieties are resistant to the vines scourge, phylloxera, and which ones need to be grafted. They don’t hire people for the harvest, they help each other. They love the earth, they love vines. And despite their strength and enormous energy, they have more and more, not less, years. They asked me half-jokingly if I’m planning to buy a vineyard. I replied, „You never know.” The Azores Read more about Azores 2018-01-25 The Azores 10 places worth visiting in Terceira 10 places worth visiting in Terceira When I

The north wind

Milena, Biscoitos, północny wiatr, wiatr, Calheta, zona balnear, north wind, naturalne baseny skalne, natural swimming pools

The north wind called me again. It wouldn’t let me stay in one place I have already settled in Angra. I have friends there, I have my places. I know every street, I know what to do and where. I’ve already learned to live there. And then the north wind came. And it sent me in a different direction. If you follow me on Facebook or Instagram, you know that I spent most of this summer camping in Biscoitos. One day I just felt that I had to go somewhere. That I had to leave Angra. So I packed my backpack and went to Biscoitos. And then I went there again. And again. And again. A friend from Biscoitos was laughing every time that she saw me. She would ask: „So, Milena, have you already found a house for yourself in Biscoitos?” After three or five such questions, I thought, „Well, why not?” And I started looking around casually. A few days later I found a house! Another few days later – I was already living in it! And I was terrified On the one hand – I enjoyed my new house a lot. It is beautiful and functional and well situated. And I feel good in it. From the windows I can see a fragment of the ocean. It’s not the most breathtaking ocean view, but it gives me inner peace. Such confirmation that the ocean is there, that it hasn’t disappeared yet. On the other hand, I was terrified. I left what I knew and liked for the sake of big unknown. On the spur of the moment, impulse, unclear signs from my intuition. I learned to trust my intuition. But that didn’t change the fact that I was walking the streets of Biscoitos and thinking, „What am I doing here? Why the hell did I do it? What was I thinking??” This state lasted for about a week I was aware it was probably temporary, but I was shaking with nervousness anyway. In moments of crisis, I was going straight to the campsite. That place and those people – it was my comfort zone, my oasis of safety. My pulse was slowing down, and I could breathe deeper again. And the next day – the same story. Give time some time You might say the island is small and 18 km from Angra to Biscoitos is nothing. And yes, in the case of a large city, it is actually nothing. In the case of the island, it is a huge difference. During the first week of living in Biscoitos, I was in Angra almost every day. The move involved a lot of paperwork. Daily visits to Angra and daily returns to Biscoitos allowed me to calm down. I needed time to get used to the new situation. The north wind sent me north Now, after more than two weeks, I accepted my decision. With all its good sides (which I am happy about) and all its limitations (and believe me, there are many). I don’t know what will happen. But I am open to what life has prepared for me. My intuition knows what it’s doing. And although I’m not consciously aware of what it means – I trust it. I trust myself. And I trust the north wind. Who knows what else it has prepared for me.   PS If you liked this article, you may be also interested in the article „Be careful what you wish for!” Have a good day 🙂 Blogosfera Read more articles like this 2019-07-21 Blogosphere | Feuilletons | The Azores On a swing Yesterday I read in an article written by Janina Daily that people living between two countries are called people on a swing. I don’t want to go into details. My intuition told me different things than a definition. So what did I understand? That you’re a bit here, a bit… 2019-08-20 Blogosphere | The Azores Cristóvam – the first concert in Poland A few days ago Cristóvam played his first concert in Poland and charmed the audience. And it all started in Terceira over a year ago. Last year, as I’ve already mentioned to you, there were two Polish guys in Terceira. They were doing Erasmus, we were climbing together. One day… 2020-03-29 Blogosphere | The Azores Upside down My world turned upside down. Within a few days. My world turned upside down. Within a few days. And then it regularly placed itself in this position, making it clear to me that there was no return to what had been before. The coronavirus has affected us all. We stay…

Północny wiatr

Milena, Biscoitos, północny wiatr, wiatr, Calheta, zona balnear, north wind, naturalne baseny skalne, natural swimming pools

Północny wiatr znów się odezwał. Nie pozwolił mi pozostać w jednym miejscu Zadomowiłam się już w Angrze. Mam tam znajomych, mam swoje miejsca. Znam każdą uliczkę, wiem, co gdzie się załatwia. Nauczyłam się tam mieszkać, nauczyłam się tam żyć. I wtedy przyszedł północny wiatr. I pognał mnie w innym kierunku. Jeśli śledzicie mnie na Facebooku lub na Instagramie, to wiecie, że większość tegorocznego lata spędziłam na kempingu w Biscoitos. Któregoś dnia po prostu poczułam, że muszę się gdzieś ruszyć. Że muszę wyjechać z Angry. Spakowałam więc plecak i pojechałam. A potem pojechałam jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz.   To read an English version of this article click HERE.   Koleżanka z Biscoitos śmiała się, kiedy mnie widziała. Pytała: „Jak tam, Milena, znalazłaś już dla siebie dom w Biscoitos?” Po trzech czy pięciu takich pytaniach pomyślałam: „A w sumie – dlaczego nie?” I zaczęłam się niezobowiązująco rozglądać. Kilka dni później znalazłam dom! Kolejne kilka dni później – już w nim mieszkałam! I byłam przerażona Z jednej strony – cieszyłam się niesamowicie nowym domem. Jest piękny i funkcjonalny, i dobrze położony. I dobrze się w nim czuję. Z okien widzę fragment oceanu. Nie jest to najbardziej zapierający dech w piersiach widok na ocean, ale daje mi wewnętrzny spokój. Takie potwierdzenie, że ocean tam jest, że jeszcze nie zniknął. Z drugiej strony – byłam przerażona. Zostawiłam to, co znałam i lubiłam, na rzecz jednej wielkiej niewiadomej. Pod wpływem chwili, impulsu, niejasnych znaków od mojej intuicji. Nauczyłam się ufać mojej intuicji. Ale to nie zmieniało faktu, że chodziłam po ulicach Biscoitos i myślałam: „Co ja tu robię? Na cholerę mi to było? Co ja sobie wyobrażałam??” Taki stan trwał około tygodnia Miałam świadomość, że to prawdopodobnie przejściowe, ale i tak trzęsłam się ze zdenerwowania. W momentach kryzysu szłam prosto na kemping. To miejsce i ci ludzie – to była moja strefa komfortu, moja oaza bezpieczeństwa. Puls zwalniał, znów mogłam głębiej oddychać. A kolejnego dnia – powtórka z rozrywki. „Dajcie czasowi czas” Możecie powiedzieć, że wyspa jest mała, a 18 km z Angry do Biscoitos to tyle, co nic. I tak, w przypadku dużego miasta to faktycznie tyle, co nic. W przypadku wyspy to ogromna przepaść. W pierwszym tygodniu mieszkania w Biscoitos byłam prawie codziennie w Angrze. Przeprowadzka wiązała się bowiem z ogromną papierologią. Codzienne wizyty w Angrze i codzienne powroty do Biscoitos pozwoliły mi dodatkowo się uspokoić. Potrzebowałam czasu i oswojenia się z nową sytuacją. Północy wiatr wywiał mnie na północ Teraz, po ponad dwóch tygodniach, zaakceptowałam już swoją decyzję. Wraz ze wszystkimi jej dobrymi stronami (z których się cieszę) i wszystkimi ograniczeniami (a wierzcie mi, jest ich wiele). Nie wiem, co będzie. Ale jestem otwarta na to, co przygotowało dla mnie życie. Moja intuicja wie, co robi. I mimo że ja świadomie nie zawsze zdaję sobie sprawę z tego, o co jej chodzi – ufam jej. Ufam sobie. I ufam północnemu wiatrowi. Kto wie, co jeszcze ma dla mnie w zanadrzu.   PS Jeśli ten artykuł wydał Ci się ciekawy, może zainteresować Cię też artykuł „Uważaj, o czym marzysz!” Dobrego dnia! 🙂 Blogosfera Przeczytaj więcej artykułów w tej kategorii 2018-01-25 Polka na Azorach 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie… 2019-07-29 Polka na Azorach Pamiątki z Azorów Jakie są pamiątki z Azorów, które nie zajmą dużo miejsca w Twoim bagażu? A nawet – nie zajmą w ogóle miejsca. Co więcej – te pamiątki z Azorów możesz zabrać ze sobą, gdziekolwiek pojedziesz. Gdziekolwiek rzuci Cię los. Zrobiłam dla Ciebie listę. Ograniczyłam się do pięciu punktów, ale pamiętaj, że… 2020-03-08 Polka na Azorach Azory – jakie wyspy wybrać Jednym z pytań, które słyszę od Was najczęściej, jest „Azory – jakie wyspy wybrać?” Rozumiem, że każdy z nas ma ograniczony czas i możliwości, więc chcemy wybrać to, co dla nas najlepsze. Pozwól, że w tym artykule „Azory – jakie wyspy wybrać?” przeprowadzę Cię przez poszczególne wyspy, żebyś mógł/mogła sprawdzić,…

Andreia and the best snacks in Biscoitos

Andreia, Andreia Simas, Biscoitos, tasca, Calheta

I’m going to the booth and I can see that Andreia is smiling at me from afar. And she comments to her neighbour: „Do you know that I was in Poland without leaving Terceira?” Andreia is a very nice owner of a booth with local delicacies in Biscoitos. Third booth, counting from the bathing area. Everyone knows her there. They come to her to buy boiled corn, caramels, roasted peanuts or donuts. And for a good word and a smile that she gladly shares with everyone. I met her over three years ago. She always greets me with a smile and asks me how I feel. This time she’s noticing me and commenting to her neighbor: „Do you know that I was in Poland without leaving Terceira?” And she’s saying that one day a tourist came to her and said that they knew her in Poland. And he showed her a photo of her that I shared on the Facebook and on the Instagram. „See, you are famous in Poland!” – I’m starting to laugh. And I’m gettting an idea to interview Andreia. And write an article based on it. In the article you can say a lot more than in a short post on social media. So I’m going there on Monday morning with a list of questions and a charged phone, and I’m asking what she thinks about this idea. There is a mixture of joy and embarrassment on Andrea’s face. We’re sitting on the steps in front of the booth and starting talking. How did it start? 13 years ago Andreia went to the Feast of Emigrants (a large party in the center of Terceira) to sell boiled corn. But it was almost constantly raining, so she didn’t sell everything. Her dad gave her an idea that she could go with this sweet corn to the bathing area in Biscoitos. „Maybe you’re lucky there,” he said. And she was lucky. Andreia went to the bathing area in Biscoitos and stayed there. At the beginning, she shared her booth with a few men who didn’t quite accept a woman who’d be a business owner. They had some frictions, but in the end they learned to function with each other. Each of them was selling their own products. Andreia started with boiled corn, coscorões (one of the traditional carnival sweets) and roasted peanuts in caramel. With time, she added more products: pickles, vegetables and fruits from her garden, cupcakes. After about 5-6 years, she began selling donuts, which everyone loves so much today. With time, she also stayed alone in the booth, without the men that I mentioned earlier. The only men who occasionally appear in her booth on the salesman’s side are her husband and son. Business was developing slowly First, Biscoitos residents would come to Andrea. Satisfied, they talked about her products to their friends. Gradually, therefore, more and more inhabitants of the island began to appear at her booth. They came to Biscoitos for a walk, to spend a free afternoon with their family. They were glad that they could snack something good. Tourism was also gradually developing on the island. The number of tourists was increasing from year to year until 2019. (Although Andreia says that the best year in terms of business for her was 2018). Whoever arrives on the island is delighted with its beauty, lush greenery, blue sky and ocean. And they want to come back, they want to visit other islands. „More and more people are discovering our paradise in the middle of the ocean,” says Andreia. And what can you discover in Andrea’s booth? For me, Andrea’s booth is a cornucopia. There are plenty of goodies from Terceira and those that are eaten on Terceira. What does it mean? That next to the traditional Terceira cupcake Dona Amélia there’s an American donut, also loved by the inhabitants of the island. Hungry people skip this part. Earth gifts At Andrea’s booth you’ll find all the „gifts of the earth”: potatoes, tomatoes, zucchini, green beans, garlic, plums, apples, bananas, watermelons, passion fruit, oranges, tangerines… There are different fruiting seasons on the Azores, so something fresh can be found at any time of the year. Snacks For lovers of salty snacks, there are different types of peanuts (e.g. with garlic), fried pain, chips, boiled corn, rissóis (a type of dumplings with filling, baked or deep-fried), empadas (something like stuffed patties). If you like sweet snacks, you’ll find at Andrea’s traditional Terceira cupcakes Donas Amélias, a whole selection of other cupcakes (e.g. coconut, almond or… bean), peanuts with caramel or cinnamon, American donuts with sugar or icing, cakes, tarts or cookies – cinnamon, lemon, coconut and other . There are also filhadinhos – typical sweets from Alentejo. And of course, caramelos, or caramels, could not be missing. For the islanders it’s a taste of their childhood. Sweets their grandmother used to make when other sweets were not available. Caramels are difficult to prepare, Andreia herself says that she had many failed attempts. The results of the first attempts landed in the garbage. Until she learned. Today, both children and adults are happy to leave her booth with their package of caramels. A little bit of the carnival Andreia also shares the taste of the Terceira carnival with locals and tourists. Carnival on Terceira is celebrated much more than Christmas. Various traditions and snacks are associated with it. The most important out of the food are three types of sweets: filhoses do forno filled with lemon pudding, filhoses fritas – with a taste similar to donuts, and coscorões – they resemble Polish faworki, they are thin and crunchy. Everyone eats them during the carnival. Jars Finally, Andreia also prepares pickles and other products enclosed in jars. You can find honey from local bees. Pickles from sea fennel, boiled quail eggs and various vegetables. Massa de malagueta, or hot pepper sauce, which is one of the most popular hot spices on the island. Andreia also

Andreia i jej najlepsze przekąski w Biscoitos

Andreia, Andreia Simas, Biscoitos, tasca, Calheta

Podchodzę do budki i widzę, że Andreia uśmiecha się do mnie z daleka. I komentuje do swojej sąsiadki: „Wiesz, że byłam w Polsce, nie ruszając się z Terceiry?” Andreia to przesympatyczna właścicielka budki z lokalnymi przysmakami w Biscoitos. Trzecia budka od kąpieliska. Znają ją tam wszyscy. Przychodzą do niej po gotowaną kukurydzę, karmelki, prażone orzeszki ziemne czy donuty. I po dobre słowo i uśmiech, którymi chętnie wszystkich obdarza. To read an English version of this article click HERE. Poznałam ją ponad trzy lata temu. Zawsze wita mnie uśmiechem i pyta, jak się czuję. Tym razem widzi mnie i komentuje do swojej sąsiadki: „Wiesz, że byłam w Polsce, nie ruszając się z Terceiry?” I opowiada, że któregoś dnia przyszedł do niej turysta i powiedział, że znają ją w Polsce. I pokazał jej zdjęcie, które udostępniłam na Facebooku i Instagramie. „Widzisz, jesteś sławna w Polsce!” – zaczynam się śmiać. I wpadam na pomysł, żeby przeprowadzić z Andreią wywiad. I na jego podstawie napisać artykuł. W artykule można przecież powiedzieć o wiele więcej niż w krótkim poście na mediach społecznościowych. Przychodzę więc w poniedziałkowy poranek z listą pytań i naładowanym telefonem, i pytam, co ona na to. Na twarzy Andrei maluje się mieszanka radości i zakłopotania. Siadamy na schodkach przed budką i zaczynamy rozmawiać. Jak to się zaczęło? 13 lat temu Andreia wybrała się na Święto emigranta (duża impreza w centrum Terceiry), żeby sprzedawać gotowaną kukurydzę. Ale że prawie ciągle padało, nie sprzedała wszystkiego. Jej tata podsunął jej pomysł, żeby poszła z tą kukurydzą w okolice kąpieliska w Biscoitos. „Może tam ci się poszczęści” – powiedział. I się poszczęściło. Andreia poszła w okolice kąpieliska w Biscoitos i tam już została. Na początku dzieliła swoją budkę z kilkoma mężczyznami, którzy nie do końca akceptowali kobietę – właścicielkę biznesu. Nie obyło się bez spięć, ale w końcu nauczyli się ze sobą funkcjonować. Każdy sprzedawał swoje produkty. Andreia zaczynała od gotowanej kukurydzy, coscorões (jedne z tradycyjnych słodyczy karnawałowych) i od orzeszków ziemnych prażonych w karmelu. Z czasem dodawała kolejne produkty: pikle, warzywa i owoce ze swojego ogródka, babeczki. Po ok. 5-6 latach zaczęła sprzedawać donuty, które dziś wszyscy tak uwielbiają. Z czasem też została w budce sama, bez wspomnianych wcześniej mężczyzn. Jedynymi mężczyznami, którzy od czasu do czasu pojawiają w jej budce po stronie sprzedawcy, są jej mąż i syn. Biznes rozwijał się powoli Najpierw przychodzili do Andrei mieszkańcy Biscoitos. Zadowoleni, opowiadali o jej produktach swoim znajomym. Stopniowo więc zaczęło pojawiać się u niej coraz więcej mieszkańców wyspy. Przyjeżdżali do Biscoitos na spacer, spędzić wolne popołudnie z rodziną. Byli zadowoleni, że mogą przekąsić coś dobrego. Stopniowo na wyspie rozwijała się również turystyka. Liczba turystów wzrastała z roku na rok aż do 2019 roku. (Choć Andreia mówi, że pod względem zawodowym najlepszym dla niej rokiem był 2018). Kto przylatuje na wyspę, jest zachwycony jej pięknem, soczystą zielenią, błękitem nieba i oceanu. I chce wracać, chce odwiedzać inne wyspy. „Coraz więcej osób odkrywa nasz raj na środku oceanu” – mówi Andreia. A co można odkryć w budce Andrei? Dla mnie budka Andrei to róg obfitości. Jest tam mnóstwo pyszności i z Terceiry, i takich, które na Terceirze się je. Co to oznacza? Że obok tradycyjnej terceirskiej babeczki Dona Amélia leży amerykański donut, również uwielbiany przez mieszkańców wyspy. Głodni pomijają ten fragment. Dary ziemi U Andrei znajdziecie wszystkie „dary ziemi”: ziemniaki, pomidory, cukinię, fasolkę szparagowę, czosnek, śliwki, jabłka, banany, arbuzy, marakuję, pomarańcze, mandarynki… Na Azorach są różne pory owocowania, więc o każdej porze roku znajdzie się coś świeżego. Przekąski Dla wielbicieli słonych przekąsek są różne rodzaje orzeszków ziemnych (np. z czosnkiem), smażony bób, chipsy, gotowana kukurydza, rissóis (rodzaj pierożków z nadzieniem, pieczonych lub smażonych w głębokim tłuszczu), empadas (coś a la nadziewane paszteciki). Jeśli ktoś lubi słodkie przekąski, znajdzie u Andrei tradycyjne terceirskie babeczki Donas Amélias, cały wybór innych babeczek (np. kokosowe, migdałowe lub… fasolowe), orzeszki ziemne z karmelem i cynamonem, amerykańskie donuty z cukrem albo lukrem, ciasta, tarty czy ciastka – cynamonowe, cytrynowe, kokosowe i in. Są też filhadinhos – typowe słodkości z Alentejo. I oczywiście nie mogło zabraknąć caramelos, czyli karmelków. Dla mieszkańców wyspy to smak dzieciństwa. Słodycze, które robiła ich babcia, kiedy inne słodycze nie były dostępne. Karmelki trudno przygotować, sama Andreia mówi, że miała wiele nieudanych prób. Wyniki pierwszych prób lądowały w koszu. Aż się nauczyła. I dziś i dzieci, i dorośli chętnie wychodzą od niej ze swoją paczką karmelków. Trochę karnawału Andreia dzieli się z mieszkańcami i turystami również smakami terceirskiego karnawału. Karnawał na Terceirze świętuje się o wiele huczniej i radośniej niż Boże Narodzenie. Są z nim związane przeróżne tradycje i przekąski. Najważniejsze z kwestii jedzeniowych są trzy rodzaje słodkości: filhoses do forno z budyniowym nadzieniem o smaku cytrynowym, filhoses fritas – coś a la płaski pączek, oraz coscorões – przypominają faworki, są cienkie i chrupiące. Wszyscy chętnie się nimi zajadają podczas karnawału. Słoiki W końcu, Andreia przygotowuje też pikle i inne produkty zamknięte w słoikach. Można znaleźć u niej miód wytworzony przez lokalne pszczoły. Pikle z kopru morskiego, gotowanych jaj przepiórczych i przeróżnych warzyw. Dużym zainteresowaniem cieszy się massa de malagueta, czyli sos z ostrej papryki – jedna z najbardziej popularnych pikantnych przypraw na wyspie. Andreia robi też dżemy: figowe, jeżynowe, winogronowe, z batatów, cukinii, gujawy truskawkowej czy uwielbiany przeze mnie dżem z ostrej papryki (doce de malagueta). Kiedy lecę do Polski, zawsze zabieram go dla mojej siostry. Smakuje przepysznie z tostami i z queijo fresco, czyli świeżym serem. Tego sera nie da się przewieźć, trzeba przyjechać po niego tutaj! Głodni mogą znów zacząć czytać. Skąd pomysły na produkty? Pytam Andreię, skąd bierze pomysły na produkty. Zaczyna się śmiać: „Z mojej szalonej głowy”. Mówi, że chce, żeby jej klienci byli usatysfakcjonowani. Dlatego sprawdza, co im smakuje, po co wracają. Od lat największym powodzeniem cieszą się gotowana kukurydza i donuty, ale pozostałe produkty też mają swoich klientów. Kto idzie na plażę, chętnie do niej zagląda czy to rano, czy po południu. Jest też sporo osób, które wybierają się na niedzielne spacery z rodziną. W czasie świąt, imprez czy tourad (których w „normalnym”,

Biscoitos wine

Wino z Biscoitos

Everybody who visits Terceira has to get to know Biscoitos wine. Biscoitos is the only part of Terceira destined to wine production. A characteristic landscape of black stone walls and bright green vine leaves laying on them is even protected by the Azorean government. Biscoitos wine is an important part of the island’s heritage. The history of Biscoitos wine started in the 15th century… …which was the time of the colonization of the island. Already the first settlers used the volcanic soil for grapevine cultivation. In 1647 a wine Verdelho started to be commonly used. It’s a variety that adapted well to the humid conditions on the island. One of its features is a loose grapes cluster. Such clusters are less prone to rotting. Nothing is though 100% resistant to other plagues. In the 18th and 19th century different plagues attacked vineyards in Terceira. Among them there was also destructive phylloxera, which blasted also many other vineyards in the world. It was in 1890 when a crazy man, as they thought at that time, or a dreamer, as you can say now, Francisco Maria Brum, decided to reactivate wine production. He founded a vineyard! He started in Fontinhas and then moved to Biscoitos. This vineyard has been known as Casa Agrícola Brum. It’s been working uninterruptedly for almost 130 years, led by already the 5th generation of the same family. Still with the same passion! Biscoitos wine is volcanic wine Verdelho variety grows on a volcanic soil aming so called „biscoitos” („cookies”) – small volcanic Stones. This viticulture is different than the ones we know from for example France or Italy. In Terceira the future Biscoitos wine grows on little squares or rectangles surrounded by walls made of black volcanic rocks. Vines don’t ramp up along the lines, but sprawl over even more stones placed on the soil around them. Stone walls protect the vines from the cold salty wind blowing from the ocean, and the walls combined with the Stones that lay on the ground create a special microclimate. The stones warm up during the day and release the heat during the night. Thanks to that, the grapes ripen faster and produce more sugar. The Biscoitos wine, even the dry one, won’t make your face twitch. The view of the vineyard by the sea may make you smile dreamily though. In Biscoitos you can go for a trail among the vineyards and you can also visit the Wine Museum (Museu do Vinho dos Biscoitos) In 1990, at the 100th anniversary of its vineyard, the family Brom opened the Wine Museum in Biscoitos. In this museum you can get to know not only the history of the family Brum and their vineyard, but also the history of the island and of winemaking. You can also see the Verdelho wine variety (for the museum needs, exceptionally growing vertically) and try delicious wine. The traditional wine of this wine house is fortified wine Chico Maria (dry, semi-dry and sweet). For the table wine lovers there are Da Resistência and Donatário waiting. All of them matured in oak barrels before getting bottled and destined to sell. Yes, yes, if you like some wine, you can buy it on the premises and then relish the memories of your visit in Terceira for long time. Every year in the Wine Museum in Bisoitos there is a Fest of Vine and Wine from Biscoitos organized. On selected day in late August, at the Wine Museum, you can see people in traditional costumes picking grapes into traditional wicker baskets, participate in grape trampling, drink wine from clay pots, and try traditional Azorean snacks. There’s also always a celebration with music and dancing. Lately I visited the Wine Museum in Biscoitos with one of my friends. We got a tour guided by very nice representatives of the 4th generation of the family Brum. Together with them we admired the grapes asking for each sunray, winepresses and huge barrels giving hope for more liters of the delicious drink. Of course, it couldn’t have been without wine tasting! We tried delicious fortified wines and table wines with massa sovada – the traditional Portuguese sweet bread. Conversations and smiles would never stop. There must have been a reason why I included the Wine Museum on the list of the 10 places worth visiting in Terceira. Useful information Localization: Museu do Vinho dos Biscoitos is located on the North of the island, in Biscoitos, at Canada do Caldeiro 3. Opening days and hours: from Tuesday do Saturday, 1:30 p.m. – 4 p.m. How to get there: because of the wine tasting I recommend using the public transport; you will get there on the bus no. 1 from Angra (tell the driver “Biscoitos, Museu do Vinho”); you will find the schedule of the buses HERE. Entrance free Wine prices: depending on the type and year, around 10 to 40 EUR Recommendation: fortified wine Enjoy your visit and wine tasting! May the Biscoitos wine be with you!

Wino z Biscoitos

Wino z Biscoitos

Kto odwiedza Terceirę, musi koniecznie poznać wino z Biscoitos. Biscoitos to jedyny obszar na Terceirze przeznaczony do produkcji wina. Charakterystyczny krajobraz czarnych kamiennych murków i leżących na nich jasnozielonych liści winorośli znalazł się nawet pod ochroną azorskiego rządu. Wino z Biscoitos to ważny element dziedzictwa wyspy. To read an English version of this article click HERE. Historia wina na Terceirze sięga XV wieku… …czyli czasów kolonizacji wyspy. Już pierwsi osadnicy wykorzystywali wulkaniczną ziemię do uprawy winorośli. W 1647 r. na szeroką skalę zaczęto uprawiać szczep Verdelho jako najlepiej przystosowany do wilgotnych warunków wyspy. Ten szczep charakteryzuje się m.in. dość luźno ułożonymi w gronie winogronami, dzięki czemu jest mniej niż inne narażony na gnicie. Nic jednak nie jest w 100% odporne na inne plagi. W XVIII i XIX wieku różne plagi zaatakowały winnice na Terceirze, w tym – niszczycielska filoksera, która spustoszyła też wiele innych winnic na świecie. Dopiero w 1890 roku szaleniec – jak wówczas myślano – lub marzyciel – jak dziś można na to spojrzeć – Francisco Maria Brum zdecydował się reaktywować produkcję wina. Założył winnicę! Początkowo w Fontinhas, następnie w Biscoitos. Ta winnica do dziś jest znana jako Casa Agrícola Brum. Działa nieprzerwanie od prawie 130 lat, prowadzi ją już piąte pokolenie tej samej rodziny. Ciągle z tą samą pasją! Wino z Biscoitos to wino wulkaniczne Szczepy Verdelho rosną na wulkanicznej ziemi wśród tak zwanych „biscoitos” („ciasteczka”), czyli wśród drobnych kamieni wulkanicznych. Ich sposób uprawy różni się od tych znanych nam np. z Francji czy Włoch. Na Terceirze przyszłe wino z Biscoitos dojrzewa na małych kwadratach lub prostokątach otoczonych murkami z czarnych kamieni wulkanicznych. Winorośle nie pną się do góry po linkach, lecz rozprzestrzeniają po rozłożonych wokół nich kolejnych kamieniach. Kamienne murki chronią winorośle przed zimnym słonym wiatrem wiejącym od oceanu, a murki w połączeniu z kamieniami na podłożu wytwarzają specjalny mikroklimat. Kamienie nagrzewają się w ciągu dnia i oddają ciepło w ciągu nocy. Dzięki temu winogrona szybciej dojrzewają i produkują więcej cukru. Wino z Biscoitos, nawet to wytrawne, nigdy nie wywoła skrzywienia na Waszej twarzy. Widok ścielących się nad oceanem winorośli może być za to powodem rozmarzonego uśmiechu. W Biscoitos można przejść się szlakiem wśród winnic, jak również odwiedzić Muzem Wina z Biscoitos (Museu do Vinho dos Biscoitos) Rodzina Brum w 1990 r., na stulecie swojej winnicy, otworzyła Muzeum Wina z Biscoitos. W muzeum tym znajdują się eksponaty przedstawiające nie tylko historię rodziny Brum i ich winnicy, ale również historię wyspy i winiarstwa. Można również na własne oczy zobaczyć szczep Verdelho (na potrzeby muzeum wyjątkowo rosnący pionowo) oraz spróbować pysznego wina. Tradycyjnie w tejże winnicy produkuje się wino likierowe Chico Maria (wytrawne, półwytrawne i słodkie). Na miłośników wina stołowego czekają zaś Da Resistência i Donatário. Wszystkie leżakowały sobie w dębowych beczkach zanim zostały zabutelkowane i przeznaczone do degustacji i do sprzedaży. Tak, tak, jeśli Wam jakieś wino zasmakuje, możecie je od razu na miejscu kupić i potem delektować się długo wspomnieniami z Terceiry. Co roku w Muzeum Wina z Biscoitos odbywa się Święto Winorośli i Wina z Biscoitos W wybranych dzień pod koniec sierpnia na terenie Muzeum Wina można zobaczyć osoby w tradycyjnych strojach zbierające winogrona do tradycyjnych wiklinowych koszy, wziąć udział w deptaniu winogron, napić się wina z glinianych naczyń czy spróbować tradycyjnych azorskich przekąsek. Nigdy nie brakuje też świętowania z muzyką i tańcami. Muzeum Wina z Biscoitos odwiedziłam niedawno z koleżanką. Zostałyśmy oprowadzone po muzeum przez przesympatycznych przedstawicieli czwartego pokolenia rodziny Brum. Razem z nimi podziwiałyśmy grona proszące o każdy promień słońca, prasy do tłoczenia miazgi winnej i wielkie beczki dające nadzieję na kolejne litry tego pysznego trunku. Oczywiście nie mogło się też obejść bez degustacji win! Skosztowałyśmy pysznych win likierowych i stołowych przy akompaniamencie massa sovada, czyli tradycyjnego portugalskiego słodkiego chleba. Rozmowom i uśmiechom nie było końca. Nie bez powodu Muzeum Wina z Biscoitos pojawiło się na liście 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze. Przydatne informacje Miejsce: Museu do Vinho dos Biscoitos znajduje się na północy wyspy, w Biscoitos, przy Canada do Caldeiro 3. Dni i godziny otwarcia: wtorek-sobota, 13:30-16:00 Dojazd: ze względu na degustację proponuję transport publiczny; dojedziecie tam autobusem nr 1 z Angry (powiedzcie kierowcy: „Biscoitos, Museu do Vinho”); rozkład autobusów na Terceirze znajdziesz TUTAJ. Wstęp wolny Ceny win: w zależności od gatunku i rocznika od ok. 10 do ok. 40 EUR Rekomendacje: wino likierowe Przyjemnego zwiedzania i degustowania! Niech wino z Biscoitos będzie z Wami!

10 places worth visiting in Terceira

Terceira, Biscoitos - widok na zatokę

10 places worth visiting in Terceira When I decided to describe 10 places worth visiting in Terceira, I thought: but there are many more places worth visiting here! Terceira is a small island (around 400 sq. m) but full of beauty. But I realize that not everybody has a privilege to spend here as much time as I do. That’s why I chose “must see” places. And made sure that you won’t spend half a day looking for them. So, shall we start? 1. Volcano Algar do Carvão As it is my favourite place on the whole Island, of course it has to be on the first place. There are plenty of volcanoes on the Azores, but this one is unique. Why? Because you can see it from the inside! From the inside of the volcanic cone! What is it about? In most of the volcanoes, after the eruption the cone collapses and creates a caldera. Here it was different. Here during the second eruption which created the volcano, lava was flowing under such small pressure that as some point it started getting back. When it was getting back, it was strengthening the cone. That’s why the volcano, apart from undergoing natural changes, survived in the condition that we can admire until today. In Europe there are only two known empty volcanoes (in the whole world – three), which you can visit from the inside. This is Algar do Carvão in Terceira and Thrihnukagigur in Iceland. As you can see, the Atlantic Ocean favours untypical geological events. In Algar do Carvão you can see such unique work of nature as stalactites and stalagmites from amorphous silica. They are milk-white, beautiful and they may reach up to around 1 m of length and 40-50 cm in diameter. Visiting Algar do Carvão is now possible for the whole year. During winter – in chosen week days, since spring until autumn – every day. It’s worth getting dressed warmly because it’s cold inside and there is dropping water there (which creates a lagoon at the bottom of the cave). A standard visit takes around half an hour, although in my opinion it’s worth planning at least an hour for this experience. There’s a guide inside the cave who will explain you everything and answer your questions. There also leaflets in different languages, including Polish. If you want to get to know more about the volcano, check the website of the Association Os Montanheiros, which takes care of the volcano. Website of the Association Os Montaheiros: HEREMore information about the volcano Algar do Carvão: HEREOpening hours and ticket prices: HERE 2. Lava tube Gruta do Natal As we’re already under ground, let’s visit also a lava tube Gruta do Natal. Some guides, wanting to help tourists, use the English name Christmas Cave. Where is this name coming from? Well, it started with a mess, which was organized by the Association Os Montaheiros (it also take care of this cave) during Christmas time in 1969. Since then, every now and again important historical and social events take place in this cave. Gruta do Natal is a cave shaped by flowing lava. Inside of it, you will see such lava curiosities as stafilites (“stalagmites” made of dropping lava), lava flows and lateral “counters”. There are also different kinds of lava there, including lava aa. Once I heard a story that it’s called like that because when you walk on it, you say: “Aa!” Its rough surface indeed provokes such sounds, I wouldn’t like to stand on it barefoot. Important logistic and payment information: you can buy one ticket to both the volcano Algar do Carvão and to Gruta do Natal, this way you will pay less. You don’t have to use the ticket on the same day, but before planning a visit it’s worth checking opening days and hours, to not go away empty-handed. More information about the lava tube Gruta do Natal: HEREOpening hours and ticket prices: HERE 3. Furnas do Enxofre Between the empty volcano and the lava tube there’s a place called Furnas do Enxofre. When you will be going from Algar do Carvão to Gruta do Natal, turn right, the road sign will lead you. “Furna” means a grot or a cave, “enxofre” – Sulphur, so theoretically Furnas do Enxofre are a grot of Sulphur, but in reality it’s an area of secondary volcanic activity in Terceira. You can see there and smell gas sulphur compounds plumming from the ground. Who remembers from chemistry classes what’s the smell of hydrogen sulphide? As befits a volcanic area, Furnas do Enxofre is a beautiful site with juicy greenery. (Volcanic soils are very fertile, and the Azorean climate is favourable for all kinds of vegetation). Apart from the fumaroles – places where gas is pluming from the Earth. There, because of huge concentration of iron and Sulphur, the soil is bare and has white-yellow-brownish colour. It can arouse small anxiety, but only small. Because if the gas can plume, it’s a bit calmer underground. The water in a pod is boiling, but a bit leaky lid let the steam “escape”, so the content of the pod shouldn’t suddenly boil over. 4. Santa Bárbara – the highest point in Terceira Let’s move up from the lowlands and undergrounds – maybe to the clouds? To the peak Serra de Santa Bárbara – the highest point of Terciera. It has 1021 m above sea level and you can see from there a big part of Terceira, the omnipresent ocean and incredible sunset. Of course if you get lucky and if St. Barbara is not hidden in clouds. The truth is that’s it’s the middle of the Atlantic ocean and the clouds, which flow fast, are being stopped by hills. So I suggest observing the weather and going to Serra de Santa Bárbara (it’s a very characteristic peak, with lots of antennas and transmitters) the moment you see its peak. It’s worth it! I have almost forgotten to

10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze

Terceira, Biscoitos - widok na zatokę

10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze Kiedy postanowiłam, że opiszę 10 miejsc, które warto zobaczyć na Terceirze, od razu przeszło mi przez myśl: ale przecież tych miejsc jest o wiele więcej! Terceira to wyspa mała (ok. 400 km kw.), ale bogata w piękno. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma przywilej spędzenia tu tyle czasu, co ja. Spośród wielu wybrałam więc miejsca „must see”, a przy tym takie, na szukaniu których nie spędzicie pół dnia. To co, zaczynamy? To read an English version of this article click HERE. 1. Wulkan Algar do Carvão Jako że to moje ulubione miejsce na całej wyspie, to oczywiście musi być na pierwszym miejscu. Na Azorach wulkanów Ci pod dostatkiem, ale ten jest wyjątkowy. Dlaczego? Bo ten można odwiedzać od środka! Od środka stożka wulkanicznego!  O co chodzi? Otóż w większości wulkanów ściany stożka po erupcji zapadają się, tworząc kalderę. Tu było inaczej. Tutaj podczas drugiej erupcji tworzącej ten wulkan lawa wypływała pod tak niskim ciśnieniem, że w pewnym momencie zaczęła się cofać. Cofając się, umacniała ściany stożka. Dzięki temu wulkan (prócz naturalnych zmian) przetrwał w formie, którą możemy podziwiać do dziś. W Europie znane są tylko dwa puste wulkany (a na całym świecie – trzy), które można oglądać od wewnątrz. To Algar do Carvão na Terceirze i Thrihnukagigur na Islandii. Jak widać, Atlantyk sprzyja nietypowym wydarzeniom geologicznym. W Algar do Carvão spotkacie tak wyjątkowe dzieła natury jak stalaktyty i stalagmity z amorficznej krzemionki. Są mlecznobiałe, piękne i mogą osiągać długość ok. 1 metra i średnicę ok. 40-50 cm. Wejście do Algar do Carvão możliwe jest obecnie przez cały rok. Zimą – w wybrane dni tygodnia, od wiosny do jesieni – codziennie. Warto się ciepło ubrać, bo w środku jest zimno i kapie woda (która tworzy na dnie jaskini jezioro). Wizyta trwa średnio pół godziny, choć w moim odczuciu warto na to doświadczenie przeznaczyć co najmniej godzinę. Na miejscu jest przewodnik, który Wam wszystko wytłumaczy i odpowie na pytania. Są też ulotki w różnych językach, w tym – po polsku. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o wulkanie, zajrzyjcie na stronę Stowarzyszenia Os Montanheiros, które się tym wulkanem zajmuje. Strona Stowarzyszenia Os Montaheiros: TUTAJWięcej informacji o wulkanie Algar do Carvão: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 2. Tunel lawowy Gruta do Natal Jak już jesteśmy pod ziemią, to zajrzyjmy również do tunelu lawowego o nazwie Gruta do Natal. Niektórzy przewodnicy, chcąc ułatwić turystom życie, używają angielskiej nazwy Christmas Cave. Po polsku to po prostu Jaskinia Bożego Narodzenia. Skąd nazwa? Ano stąd, że wspomniane Stowarzyszenie Os Montanheiros, które zajmuje się też tym miejscem, zorganizowało tu w 1969 r. mszę z okazji Bożego Narodzenia. Od tego czasu odbywają się tu czasem ważne historyczne i społeczne wydarzenia. Gruta do Natal to jaskinia wyrzeźbiona przez płynącą lawę. W jej wnętrzu zobaczycie takie lawowe ciekawostki jak stafility (nie mamy czegoś takiego w Polsce – to „stalagmity” utworzone z kapiącej lawy), potoki lawowe czy boczne tarasy lawowe. Są też różne rodzaje lawy, w tym lawa aa. Usłyszałam kiedyś komentarz, że nazwa pochodzi stąd, że jak się po tej lawie chodzi, to się mówi: „Aa!” Jej chropowata nawierzchnia w zasadzie sprzyja takim dźwiękom, bosą stopą nie chciałabym na niej stanąć. Ważna informacja logistyczno-płatnicza: do wulkanu Algar do Carvão i do Gruta do Natal można kupić jeden wspólny bilet, w ten sposób zapłacicie mniej. Biletu nie trzeba wykorzystywać tego samego dnia, ale warto przed wybraniem się tam sprawdzić dni i godziny otwarcia, żeby nie pocałować klamki. Więcej informacji o tunelu lawowym Gruta do Natal: TUTAJGodziny otwarcia i ceny biletów: TUTAJ 3. Furnas do Enxofre Między pustym wulkanem a grotą lawową znajduje się miejsce znane jako Furnas do Enxofre. Jak będziecie jechali z Algar do Carvão do Gruta do Natal, skręćcie w prawo, znak Was poprowadzi. „Furna” to inaczej grota lub jaskinia, „enxofre” – siarka, więc teoretycznie Furnas do Enxofre to groty siarki, ale w rzeczywistości to obszar wtórnej aktywności wulkanicznej na Terceirze. Możecie na nim zobaczyć i poczuć wydobywające się spod ziemi gazowe związki siarki. Kto pamięta z lekcji chemii, jak pachnie na przykład siarkowodór?  Jak na obszar wulkaniczny przystało, Furnas do Enxofre to soczyście zielony, cieszący oczy teren. (Gleby wulkaniczne są bardzo żyzne, a azorski klimat sprzyja rozwojowi roślinności wszelakiej). Poza fumarolami – miejscami, w których spod ziemi wydobywa się gaz. Tam, ze względu na zawartość żelaza i siarki, ziemia jest goła i w kolorze biało-żółto-brunatnym. Może to budzić lekki niepokój, ale dużego nie powinno. Dzięki temu, że gazy mają możliwość ulotnienia się, wewnątrz ziemi jest nieco spokojniej. Woda w garnku się gotuje, ale lekko dziurawa pokrywka pozwala na uchodzenie pary, więc zawartość garnka nie powinna nagle wykipieć. 4. Serra da Santa Bárbara – najwyższy szczyt na Tereirze Z nizin i podziemi przenieśmy się na chwilę wyżej, może nawet w chmury. Góra Santa Bárbara to najwyższy szczyt Terceiry. Wznosi się ona na wysokość 1021 m n.p.m. i można z niej oglądać znakomitą część Terceiry, wszechobecny ocean i niezwykły zachód słońca. O ile oczywiście będzie się miało szczęście i św. Barbara nie będzie ukryta w chmurach. Prawda jest taka, że to środek Atlantyku i szybko przepływające chmury są zatrzymywane właśnie przez góry. Proponuję Wam więc obserwowanie pogody i kiedy tylko zobaczycie szczyt tejże góry (jest bardzo charakterystyczny, z licznymi antenami i przekaźnikami) – natychmiast na nią wjeżdżajcie. Warto! Ach, zapomniałabym dodać – tak, oczywiście to też jest wulkan. W końcu jesteśmy na wyspach wulkanicznych. To wulkan nieaktywny, drzemiący. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1761 roku. Była to pierwsza i ostatnia lądowa erupcja na Terceirze od czasu zasiedlenia wyspy. Na tej górze nie obowiązują bilety wstępu, za to obowiązuje strój cieplejszy niż w niższych partiach – zimą potrafi tu spaść śnieg (może na milimetr, ale to zawsze ciekawostka w tych stronach), więc nic dziwnego, że i latem na tych wysokościach jest chłodno i wieje. 5. Serra do Cume Kolejnym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić, jeśli tylko nie jest spowite chmurami, jest Serra do Cume. Moi znajomi nadali temu punktowi widokowi wdzięczną nazwę Serra do Chmure. Kiedy jednak widać coś poza chmurami – widok