Kolory wysp na Azorach

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką o tym, jakie są kolory wysp na Azorach. I dlaczego są to różne kolory, mimo że wszystkie wyspy powinny być określane jako zielone. Każda z wysp azorskich ma przyporządkowany jeden kolor. Terceira jest fioletowa, Santa Maria żółta, Graciosa biała – i tak dalej. Zielony kolor nosi tylko São Miguel. To read an English version of this article click HERE. Skąd się wzięły kolory wysp na Azorach? Kolory wysp na Azorach zostały nadane przez pisarza Raula Brandão w książce „As ilhas desconhecidas” („Wyspy nieznane”), który część wysp odwiedził, a część zobaczył z oceanu. Ich bazą są cechy charakterystyczne każdej z wysp. I mimo że roślinność prawie wszędzie jest intensywnie zielona, to pod uwagę wzięto też inne cechy wysp. Santa Maria – wyspa żółta, wyspa słońca Santa Maria to najstarsza i najcieplejsza z azorskich wysp. Jest położona najbliżej Afryki i klimat na niej jest inny niż na pozostałych wyspach w archipelagu. Przypisuje się jej kolor żółty głównie ze względu na rosnące na zboczach wyspy janowce (krzewy z intensywnie żółtymi kwiatami). Dodatkowym aspektem jest wyschnięta latem roślinność. Ze względu na wyższe temperatury powietrza i mniejszą ilość opadów niż na innych wyspach, roślinność na Santa Marii przybiera latem żółty kolor. Trzecim aspektem jest słońce – jest go na Santa Marii dużo! São Miguel – wyspa zielona São Miguel to największa wyspa w archipelagu. Na jej pejzaż składają się rozległe łąki i pastwiska, i gęste lasy pełne kryptomerii. Kryptomeria japońska to gatunek sprowadzony na Azory w XIX wieku. Stanowi on swego rodzaju wizytówkę Azorów, ale też wypiera endemiczną roślinność. Na São Miguel kryptomerię sadzono głównie w dolinach rzek i na trudniej dostępnych obszarach. Kolor zielony wyspy to kolor kryptomerii oraz obecnych jeszcze w niektórych miejscach rodzimych gatunków, m.in. Erica azorica (roślina z rodziny wrzosowatych), wawrzyn czy ostrokrzew. Terceira – wyspa fioletowa W moim odczuciu Terceira jest bardziej zielona niż fioletowa. Zwłaszcza że to na Terceirze znajduje się największy obszar rodzimego lasu w całym archipelagu, to tutaj bada się endemiczne gatunki roślin. Ale Terceirę nazwano wyspą fioletową, więc już wyjaśniam. Wcale nie chodzi o fioletowe hortensje, choć one na pewno dopełniają obrazu. Chodzi o efektowne wisterie, które można podziwiać m.in. w ogrodzie miejskim w Angrze. Fioletowym elementem, którego też jest tu sporo, są fasady budynków na wyspie. Graciosa – wyspa biała Graciosa to druga najmniejsza wyspa w archipelagu. Można ją obejść pieszo w jeden dzień. Znajduje się na niej dużo jasnych, białawych skał – i to nim Graciosa zawdzięcza kolor biały. Te skały to wulkaniczny trachyt, zmieniany przez długie lata procesów geologicznych. Procesy te sprawiają, że nabiera on białawego koloru. São Jorge – wyspa brązowa São Jorge nosi kolor brązowy z powodu brązowych skał opadających do oceanu lub do słynnych fajãs. Jednym z brązowych obszarów są skały na Ponta dos Rosais – pierwszym punkcie, który widzą wszyscy zbliżający się do wyspy od strony zachodu. Brązowe są również ziemie uprawne. São Jorge to też wyspa smoka – ale to już inna historia. Pico – wyspa szara Pico to wyspa, na której wznosi się najwyższy szczyt Portugalii o tej samej nazwie – Pico (2351 m n.p.m.). Wyłania się on w swojej szarości z zielonej roślinności wyspy. Pico jest nazywana wyspą szarą również ze względu na rozległe połacie zaschniętej lawy, kamienne murki otaczające wpisane na listę UNESCO winnice oraz tajemnicze maroiços – kamienne piramidy. Faial – wyspa niebieska Faial to wyspa, która od stuleci zwrócona była ku morzu. To na niej, w Horcie, znajduje się słynny port morski i słynny bar Peter Café Sport. Łączność z morzem to nie jedyny powód nazywania wyspy niebieską. Drugim powodem są bujne hortensje w kolorze niebieskim. Można ich znaleźć całe połacie w okolicach punktu widokowego Cabeço Gordo, na drodze prowadzącej do Caldeira w centrum wyspy i innych drogach na wyspie. Błękitu na Faial nie brakuje. Flores – wyspa różowa Mimo że Flores uznawana jest za najbardziej zieloną wyspę na Azorach, jej kolor określony jest jako różowy. A to ze względu na liczne azalie i hortensje, które na niej występują. Wijące się pośród intensywnej zieleni roślinności i błękitu wodospadów i strumieni, stanowią swoistą wizytówkę wyspy. W końcu „flores” to po polsku „kwiaty”. Corvo – wyspa czarna Corvo to wyspa czarna. I bynajmniej nie ze względu na kruki („corvo” to „kruk”). Jest ona nazywana czarną wyspą z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na swój rozmiar – widziana z Flores, przypomina czarny punkt na horyzoncie. Po drugie, ze względu na czarne gleby i czarne skały wulkaniczne, w które obfituje. Czarny punkcik na horyzoncie, pełen czarnych skał. Kolorowe Azory na bransoletce Dla mnie, jak wspomniałam, wszystkie wyspy na Azorach powinny być określane jako zielone i niebieskie. Ale inne kolory też są obecne, przyznaję. I można je znaleźć nawet na… bransoletkach! Tak, tak, dobrze czytacie – na bransoletkach. Jedną z ciekawszych pamiątek, jaką można przywieźć z Azorów, jest bransoletka. Ale nie jakaś zwykła bransoletka. Bazaltowa bransoletka. Z paciorkami w kolorach 9 wysp azorskich. Ja takiej bransoletki jeszcze nie mam, ale umówmy się – póki co nie potrzebuję. Ale jeśli kiedyś się stąd będę wyprowadzać, na pewno sobie taką sprawię. Żeby kolory Azorów zawsze były ze mną!
Pamiątki z Azorów

Jakie są pamiątki z Azorów, które nie zajmą dużo miejsca w Twoim bagażu? A nawet – nie zajmą w ogóle miejsca. Co więcej – te pamiątki z Azorów możesz zabrać ze sobą, gdziekolwiek pojedziesz. Gdziekolwiek rzuci Cię los. Zrobiłam dla Ciebie listę. Ograniczyłam się do pięciu punktów, ale pamiętaj, że ta lista tak naprawdę nie ma końca. Możesz dopisać tyle punktów, ile tylko przyjdzie Ci do głowy. To jak, zaczynamy? To read an English version of this article click HERE. 1. Wolniejsze tempo. Na Azorach życie toczy się w swoim rytmie. Kiedy pójdziesz do baru, kelner obsłuży Cię dopiero jak skończy rozmawiać ze swoim znajomym. Przeszkadza ci to? Rozsiądź się wygodnie i wciągnij w płuca zapach kawy i spokoju. Zaakceptuj rzeczywistość taką, jaka jest. Czas płynie na wyspach powoli, a relacje międzyludzkie są tu o wiele ważniejsze niż biznes. Jeśli włączysz tryb offline, wyhamujesz choć odrobinę i pozwolisz wyspiarskiej rzeczywistości poprzestawiać Twoje priorytety – gwarantuję Ci, że zachowasz przyjemną dawkę wakacyjnego luzu po powrocie na stały ląd. 2. Wspomnienie wszechobecnej zieleni i zachodów słońca nad oceanem. Azory są zielone. Na 8 z 9 wysp w archipelagu króluje milion odcieni zieleni. Zawdzięczamy to dużej wilgotności i dużej ilości opadów. Tak, dobrze czytasz – ten deszcz, na który możesz się natknąć o każdej porze roku, jest bezpośrednim sprawcą zapierających dech w piersiach widoków na pola i lasy jak ze scenografii „Władcy pierścieni”. Ukojenie dla oczu i serca w najczystszej postaci. A zachody słońca… Zachodów słońca nigdy nie za dużo. Wystarczy jeden, żebyś zabrał(a) ze sobą wspomnienie, na które będzie Ci się robiło ciepłej na sercu. A każdy kolejny tylko będzie to ciepło wzmacniał. Pewnie czasem najdzie Cię tęsknota, ale za takimi zachodami warto tęsknić. 3. Smak świeżych ryb i owoców morza. Smaki to jedna z pamiątek, które zostają z nami na długie lata. Pyszny dorsz (narodowa potrawa Portugalczyków), grillowane kałamarnice, świeżo wyłowione lapas (skałoczepy) czy boca negra (dosł. „czarne usta”, ryba z gatunku Helicolenus dactylopterus) nie chcą dać o sobie zapomnieć. A jak do tego dołożysz ośmiornicę, cracas (pąkle) i lokalnego tuńczyka – możesz nie chcieć jeść ryb i owoców morza nigdzie indziej do końca życia. Może słaba to prognoza na przyszłość, ale za to doświadczenie – jedyne w swoim rodzaju. 4. Ocean. Nie, nie podpowiadam, żeby spakować ocean w plecak. Ale żeby zabrać ze sobą kojący dotyk wody otulającej całe ciało. Żeby zabrać jej słony smak. Widok fal rozbijających się o czarne wulkaniczne skały. Szum wiecznie żywej, wiecznie płynącej wody. Ocean to życie. Życie dla fauny i flory morskiej, życie dla nas. Zabierz ze sobą z wakacji odrobinę życia! 5. Energia do rozpoczęcia nowego dnia. Niezależnie od okoliczności. Niezależnie od planów. Od tego, czy działasz zgodnie z nimi, czy może w Twoim dniu wydarzyła się kolejna rewolucja. Na Azorach pogoda zmienia się często. Nie bez powodu mówi się, że można tu przeżyć 4 pory roku w ciągu jednego dnia. Kiedy nagle zaczyna padać, nikt nie zaczyna płakać, że przez to musi zmienić swoje plany. Po prostu – zmienia je. I z nową energią zaczyna nowe działanie. I to się przekłada na życie. Zmiany pogody na Azorach mogą Ci pokazać, że warto robić plany, ale nie warto się martwić, kiedy nie wypalają. Wystarczy się zatrzymać na chwilę i zrobić nowe. I wejść z nową energią w nowy dzień. A czasem w nowy etap życia. Bo skoro już mamy to życie, to lepiej przeżyć je dobrze niż słabo. Nawet jeśli pada. To są moje pamiątki z Azorów. Takie, które przywiozłam ze sobą już po pierwszej wizycie na środku Atlantyku. Które zabieram ze sobą, kiedykolwiek stąd wyjeżdżam. Są ze mną. Pomagają mi żyć i cieszyć się życiem. To pamiątki z Azorów, których jest pod dostatkiem dla każdego. Wystarczy otworzyć oczy i serce. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie…”* Dobrego dnia! Dobrych wspomnień! *Adam Mickiewicz, „Romantyczność”
Donas Amélias – najsłynniejsze słodycze z Terceiry

Donas Amélias to najsłynniejsze słodycze z Terceiry. Każda wyspa na Azorach ma swoją słodką tajemnicę. Na Terceirze są to Donas Amélias. Donas Amélias (czytaj: „donasz ameljas”) to babeczki, które spotkacie w niemal każdej pastelarii, czyli cukierni. Prawdopodobnie nie ma na wyspie nikogo, kto by ich nie znał, a jeśli przyjeżdżacie tu jako turyści, to tym bardziej musicie je poznać. Donas Amélias są inne niż pozostałe słodkości portugalskie czy nawet azorskie. Typowe portugalskie słodycze mają za swoją bazę jajka, a za swoją bazę, wnętrze i wykończenie – cukier. Informacja o cukrze nie jest nijak oficjalna, to moja wersja tej historii. Tak, jak lubię słodycze, tak niektórych portugalskich nie jestem w stanie zjeść. Ale Donas Amélias są inne! Są to babeczki, w których zamiast cukru wyczujemy melasę z trzciny cukrowej i cynamon. Ponoć ludzie dzielą się na wyznawców tych babeczek i na tych, którzy ich nie lubią. Ja należę do tej pierwszej grupy! Historia Donas Amélias Historia tych babeczek sięga 1901 roku, kiedy to królowa Amélia i król Carlos odwiedzili Terceirę. Grupa kobiet zajmujących się przygotowaniem wypieków na tę okazję zastanawiała się, czym poczęstować królewską parę. Wybór padł na ciasto znane wcześniej jako Bolo das Índias, czyli ciasto z Indii. I tu małe wyjaśnienie – przez długie lata Terceira była najważniejszym miejscem na Atlantyku dla statków przez niego przepływających. Odkrywcy i handlarze przywozili specjalności ze wszystkich stron świata, stąd na Terceirze pojawił się na przykład azjatycki cynamon czy brazylijska melasa z trzciny cukrowej. Wracamy do właściwej historii – kiedy królewska para dotarła na Terceirę, postanowiono poczęstować ich wspomnianym ciastem z Indii. Ciasto to zawierało w sobie to, co najlepsze Terceira miała do zaoferowania, czyli mąkę kukurydzianą, masło, jajka i cukier, a dodatkowo takie egzotyczne specjalności jak melasa z trzciny cukrowej, cynamon i rodzynki. Królowa Amélia zachwyciła się smakołykiem! Okazało się, że ten wybór był strzałem w dziesiątkę. Królowa Amélia, przywykła do pełnych jajek i cukru wypieków z Portugalii kontynentalnej, zachwyciła się prostym w wyglądzie, ale jakże egzotycznym w smaku „ciastem z Indii”. Na cześć królowej ciasto zostało nazwane Dona Amélia Według niektórych doniesień, zamiast ciasta podano królowej babeczki – żeby było bardziej wykwintnie, bo przecież królewska para to nie byle kto! Moja historia z Donas Amélias Ja spróbowałam Donas Amélias po raz pierwszy w czerwcu 2015 roku, przy okazji mojego pierwszego przylotu na Terceirę. Spróbowałam – i przepadłam. W sumie szkoda, że nie przechrzczą tych ciastek na Dona Milena, też by pasowało, poziomem zachwytu z pewnością dorównuję królowej! (Oczywiście nie królowej Anglii). Lubię te babeczki na tyle, że obeszłam już całkiem sporo pastelarii w Angrze w poszukiwaniu najlepszych. I po kolejnych poszukiwaniach i tak zawsze wracam do tego samego miejsca – do pastelarii Santa Bárbara w Angrze. Mieści się ona przy Rua da Guarita 12, blisko straży pożarnej. Jest prowadzone przez mojego dobrego znajomego, Márcio. Mała dygresja – Márcio poza prowadzeniem pastelarii (poznacie go, jak tylko tam wejdziecie, to najbardziej energiczna osoba za barem) zajmuje się fotografią. Zdjęcia Donas Amélias na tej stronie są jego autorstwa. Babeczki robi, wedle ściśle strzeżonego przepisu, jego mama. I robi je najlepiej na świecie! I nie, to nie jest artykuł sponsorowany. To mój wyraz absolutnego uwielbienia dla tych pyszności! I szczególnie dla pyszności wychodzących spod ręki tej kobiety. Jeśli mam gości, zawsze ich tam prowadzę. A potem oni sami jeszcze zwykle gdzieś chodzą po Angrze i próbują tychże babeczek w innych miejscach, i wracają, i przyznają mi rację. I tak. Jeśli będziecie na Terceirze, musicie wybrać się do pastelarii Santa Bárbara i zjeść Donas Amélias. I dać mi znać, jak Wasze wrażenia smakowe! Mam nadzieję, że jak najlepsze! No, to słodkości życzę!