Nie chcę wchodzić w szczegóły definicji. Moje intuicyjne rozumienie tematu lekko się z nią rozminęło. A co zrozumiałam? Ot, że jesteś trochę tu, trochę tu. Niekoniecznie fizycznie. Bardziej mentalnie.
To read an English version of this article click HERE.
Masz rodzinę i przyjaciół w kraju pochodzenia – i masz nowych przyjaciół i znajomych w nowym kraju. Masz swoje ulubione miejsce w ojczyźnie – i nowe ulubione miejsca w kraju goszczącym. Zdjęcie z pradziadkiem i prababcią w pokoju w domu rodzinnym – i zdjęcie z rodzeństwem i kuzynostwem w pokoju na środku Atlantyku.
…lawirujesz pomiędzy telefonami do domu i piwem ze znajomymi na miejscu. Tu za wcześnie, żeby zadzwonić, tu za późno, tu ktoś nie odbiera, tu jesteś bez zasięgu, a tu już nieważne, już kryzys minął.
Na miejscu najpierw poznajesz ludzi i cieszysz się, że są tacy mili i otwarci. Ale kiedy skończy się wymiana zdań w stylu „Skąd jesteś?” i „Co cię tu sprowadziło?”, zaczyna się frustracja. Że do zbudowania przyjaźni potrzeba czasu. Że nikt cię nie rozumie. Że nie rozumiesz żartów.
Dzwonisz do swoich wieloletnich przyjaciół i skarżysz się na to, że nigdzie nie ma mozzarelli, a na ciepłą wodę w kranie musisz czekać 10 minut. I że pracujesz w rękawiczkach, bo w budynku jest zimą zimniej niż na zewnątrz.
Starają się, ale nie rozumieją. Żyją w innej rzeczywistości. Na innej planecie. Chcą dla ciebie jak najlepiej, ale ich zasady nie pasują do tej gry.
Bo ty już wiesz, co wolno, czego nie wolno, choć nie ze wszystkim się zgadzasz. Machasz ręką na te rzeczy, które nadal bulwersują nowo przybyłych. I ze zdumienia otwierasz szeroko oczy na rzeczywistość w ojczyźnie.
Bo przecież nie tak się traktuje ludzi. Bo przecież nie tak się odpowiada przyjaciołom. Bo przecież są w życiu ważniejsze rzeczy niż obiad za 400 zł.
I rozglądasz się wokół, i myślisz: „Ale przecież jest!”
I rozglądasz się jeszcze raz, i widzisz wszystko to, co cię denerwuje, co nie pozwala ci oddychać. Co cię wtłacza w sztywne ramy i ogranicza.
I myślisz sobie, że gdzie indziej miałaś więcej możliwości. Że gdzie indziej wystarczyło złapać pierwszy lepszy pociąg czy samolot – i mogłaś być gdziekolwiek. Że gdzie indziej była w sklepie mozzarella i twoje ulubione płatki. I nieważne, że jadłaś je raz na rok, bo niezdrowe – ale były.
Bo za bardzo kochasz to, co teraz. Bo nowa rzeczywistość, mimo że frustrująca, jest bliższa twojemu wyobrażeniu o dobrym świecie niż jakakolwiek innej do tej pory poznana.
Ale wiesz, że tu nie pasujesz. Już zawsze będziesz „tą Polką”. Choćbyś została tu całe życie, zawsze będziesz w pewnym sensie obca. Nigdy nie wnikniesz w pełni w kulturę, nie powspominasz wspólnego dzieciństwa, nie będziesz miała głębokich korzeni, jak wszyscy wokół.
I tak, jednocześnie myślisz, że u siebie w ojczyźnie też już nie pasujesz. Myślisz inaczej, działasz inaczej, zachowujesz się inaczej. Tęsknisz za swoim łóżkiem, które jest już w nowym domu. Za pogodą, na którą przestałaś kląć, a którą zaczęłaś doceniać. Za innym tempem życia, za innymi wartościami.
Czujesz, że nie pasujesz to żadnej układanki.
I wtedy wkracza znajoma i mówi:
I pozamiatane.
Dziękuję za uwagę. Wracam na moją huśtawkę.
W podróży przez życie liczy się każdy krok Przez kilka dni zastanawiałam się, czy opublikować tekst, który właśnie zaczynasz czytać. Ma dla mnie bardzo osobisty wymiar. W końcu pomyślałam, że jeśli choć jedną osobę zdołam zainspirować do posłuchania swojego wewnętrznego głosu i podążenia ścieżką marzeń, to chcę to zrobić. Przyjemnej…
Terceira – oto jestem! Terceira to nazwa, która przewijała się w wielu moich rozmowach przez ostatnie półtora roku. Mimo że starałam się nie zamęczać znajomych moimi przeżyciami, wszyscy znają nazwę mojej ukochanej wyspy doskonale. Terceira, Terceiry, Terceirze… Odmieniałam bez końca. Kolega z pracy powtarzał „ten twój Zanzibar”, inny kolega mówił „trzecia”. Bo…
Cztery miesiące na środku Atlantyku Cztery miesiące na środku Atlantyku – i co dalej? I co wcześniej? I co w ogóle? Nie wiem, kiedy ten czas minął, a jednocześnie czuję się, jakby minął co najmniej rok. Życie kręci mi się jak w kalejdoskopie, dostrzegam wszystkie jego barwy i odcienie, czasem…