Po pierwsze – uwielbiam wspinaczkę. Po raz pierwszy wspinałam się w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej latem 2013 roku. Znajomi zabrali mnie na wyjazd, na którym odkryłam, że jak jestem przymocowana do liny, to nagle znika mój lęk wysokości, pojawia się za to dziecięca szczera radość – jak ta, kiedy jako sześciolatka chodziłam po drzewach i wszystkich okolicznych płotach. Ta radość została mi do teraz, dlatego z wielką chęcią zaczęłam trenować wspinaczkę na Terceirze.
Po drugie – w zeszłym roku któregoś pięknego letniego dnia poszłam z koleżanką w skały. Koleżanka jest samodzielna w skałach, ja jeszcze nie byłam. Jako że byłyśmy tylko we dwie, to musiałyśmy sobie jakoś poradzić. Po krótkim namyśle chwyciłyśmy jakąś gałąź, ekspresy, linę i karabinki – i nastąpiła lekcja wpinania się do stanowiska.
Kiedy byłam już gotowa, upewniłam się, że mam ze sobą cały niezbędny sprzęt – i ruszyłam w górę. Po raz pierwszy w życiu prowadziłam drogę. Najprostszą, jaką mamy – przecież od czegoś musiałam zacząć. I na tej najprostszej z możliwych drodze miałam moment zawahania. Co tam moment – z kwadrans wisiałam na linie, nie wiedząc, co dalej!
I opowiadała, że czasem tak jest, że się czegoś boimy, ale warto zrobić kolejny krok. I jasne – możemy spaść. Czasem trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać. Ale bardzo często ograniczenia są wyłącznie w naszej głowie. I strach przesłania nam realny ogląd rzeczywistości. Nie pozwala nam zobaczyć, że jesteśmy w stanie coś zrobić.
Tamtego dnia, po kwadransie wiszenia na linie kilka metrów na ziemią, mimo strachu, zrobiłam ten kolejny krok. Okazał się o wiele łatwiejszy niż sobie wyobrażałam. Wystarczyło zaufać. Sobie, koleżance, okolicznościom. Oczyścić głowę ze wszystkiego, co niepotrzebne, i skupić się na chwili, która właśnie trwa. Tylko ją miałam. Tylko ją mamy.
I z tej okazji prezent dla Was – i dla mnie. Bo lubię sobie niektóre rzeczy czasem przypomnieć. Z okazji moich 33. urodzin:
1. Jeśli czegoś chcesz, musisz po to sięgnąć – samo nie przyjdzie.
2. Od siedzenia na dupie nic się nie zmienia. Tylko zbudowane wcześniej mięśnie wiotczeją.
4. Im większy wysiłek, tym większa radość z osiągnięcia.
5. Warto sięgać po cele, które wydają nam się nieosiągalne – a nuż się mylimy?
6. Czasem to, czego pragniemy, jest po drugiej stronie strachu.
7. „Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.” (Winston Churchill)
8. Nie wszystko uda się przeforsować siłą, czasem trzeba prawdziwej finezji.
10. Często najtrudniejszy jest pierwszy krok. Warto nie poddawać się na samym początku.
11. A czasem po trudnym kroku przychodzi jeszcze trudniejszy. I jeszcze trudniejszy. I jeszcze trudniejszy.
12. Nawet na oko bezpieczna sytuacja może okazać się katastrofalna w skutkach. Zamiast się tym martwić, lepiej cieszyć się tym, co jest.
14. Czasem nam nie wychodzi. I to jest zupełnie normalne.
15. Spadanie to nic złego, zdarza się. A im trudniejszy krok, tym większe ryzyko upadku (i większa potencjalna satysfakcja). Można się porządnie poobijać, ale raczej się od tego nie umiera.
16. Upadek zawsze boli, ale w pewnym momencie staje się częścią gry, a nie jej końcem.
17. To, że jesteś na szarym końcu, nie oznacza, że masz zrezygnować. To oznacza jedynie, że inni mają inną historię niż Ty. Ty masz swoją – i to ta się liczy.
19. Na prawdziwe rezultaty trzeba poczekać.
20. Z góry jest lepszy widok.
21. Im większy sukces, tym bardziej mdłe wydaje się wszystko inne.
22. Zaufanie (i do siebie, i do innych) to podstawa rozwoju.
23. Duża część ograniczeń istnieje wyłącznie w naszej głowie.
25. Organizm nie wybacza niewyspania, śmieciowego jedzenia i alkoholu.
26. Czyjeś dobre słowo potrafi zdziałać cuda.
27. Jeśli ktoś w nas wierzy, potrafimy pofrunąć.
28. Można być jednocześnie brudnym i śmierdzącym – i szczęśliwym.
29. Mamy tylko ten moment i to w tym momencie musimy dać z siebie 100%.
30. Sport jest sexy. Sportowcy są sexy.
32. Pasja jednoczy i pozwala poznać świetnych ludzi.
W podróży przez życie liczy się każdy krok Przez kilka dni zastanawiałam się, czy opublikować tekst, który właśnie zaczynasz czytać. Ma dla mnie bardzo osobisty wymiar. W końcu pomyślałam, że jeśli choć jedną osobę zdołam zainspirować do posłuchania swojego wewnętrznego głosu i podążenia ścieżką marzeń, to chcę to zrobić. Przyjemnej…
Terceira – oto jestem! Terceira to nazwa, która przewijała się w wielu moich rozmowach przez ostatnie półtora roku. Mimo że starałam się nie zamęczać znajomych moimi przeżyciami, wszyscy znają nazwę mojej ukochanej wyspy doskonale. Terceira, Terceiry, Terceirze… Odmieniałam bez końca. Kolega z pracy powtarzał „ten twój Zanzibar”, inny kolega mówił „trzecia”. Bo…
Cztery miesiące na środku Atlantyku Cztery miesiące na środku Atlantyku – i co dalej? I co wcześniej? I co w ogóle? Nie wiem, kiedy ten czas minął, a jednocześnie czuję się, jakby minął co najmniej rok. Życie kręci mi się jak w kalejdoskopie, dostrzegam wszystkie jego barwy i odcienie, czasem…