Czy język pomaga we współżyciu?

with Brak komentarzy
Poleć innym:

Ostatnia aktualizacja: 2019-11-26. Autor: Milena

Ten, kto wyjechał kiedykolwiek ze swojego kraju, choćby na weekend, miał szansę zadać sobie pytanie: Czy język pomaga we współżyciu?

Któregoś dnia leżałam na stole do masażu i słuchałam takiej opowieści:

Mieszkałam kiedyś przez jakiś czas w Niemczech. Poznałam chłopaka, był bardzo fajny. Spodobaliśmy się sobie, zaczęliśmy się spotykać. Ja nie mówiłam po niemiecku, a po angielsku mało co. On nie mówił po portugalsku. Ale nie przeszkadzało nam to. Byliśmy zakochani i dogadywaliśmy się doskonale.

Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”.

Pobierając pdf, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

Poznałam jego rodzinę. Jedliśmy wspólnie niedzielne obiady, spędzaliśmy razem dużo czasu. Zwiedzaliśmy okolicę, uczestniczyliśmy w lokalnych wydarzeniach. Poznawałam coraz lepiej język niemiecki.

I wtedy się okazało, że język zaczął nam przeszkadzać.

Przestaliśmy się tak idealnie dogadywać. Zaczęłam rozumieć, co on mówi. I się okazało, że jest innym człowiekiem niż myślałam. Że ma poglądy, których nie akceptuję. Że co chwilę się kłócimy, że czego innego chcemy od życia. Kiedy zaczęłam naprawdę nieźle mówić po niemiecku – rozstaliśmy się.

Po usłyszeniu tej historii zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z tym językiem.

Czy on nam pomaga, czy przeszkadza. Zawsze kiedy jeździłam do innych krajów na wakacje, lubiłam rozmawiać po angielsku. Fakt, że i dla mnie, i dla moich rozmówców był to język obcy, jakoś ułatwiał komunikację. Przestawałam czuć taką odpowiedzialność za słowa, wszelkie nieporozumienia można było zrzucić na karb bariery językowej.

Mocno utożsamiałam się z popularnym wówczas poglądem, że nasza osobowość zmienia się wraz z językiem, którym mówimy. Bo wraz z językiem nabywamy kulturę tego języka. I sposób, w jaki dany język opisuje świat. Inuici (znani nam jako Eskimosi) jak z rękawa sypią nazwami różnych rodzajów śniegu, a przedstawiciele niektórych języków afrykańskich nie mają rozróżnienia między kolorem niebieskim a zielonym. Był to dla mnie bardzo atrakcyjny pogląd.

Lubiłam mówić po angielsku.

Wydawało mi się, że po angielsku jestem bardziej swobodna, radośniejsza. Dziś myślę, że to była raczej kwestia tego, że języka polskiego używałam na co dzień, angielskiego – na wakacjach. W moim czasie wolnym, kiedy byłam wypoczęta, pełna dobrej energii i entuzjazmu do odkrywania świata.

Nie miałam trudności w porozumieniu się z ludźmi w języku angielskim – aż do momentu, kiedy musiałam zacząć używać go każdego dnia. (Patrz: „Zanim przeprowadzisz się na drugi koniec świata„). W milionie sytuacji. Nie tylko tych roześmianych, rozgrzanych wakacyjnym słońcem. Również tych, kiedy się z kimś bardzo mocno nie zgadzasz. A to standard, kiedy nagle zaczyna cię otaczać kilka różnych kultur jednocześnie.

Wówczas się okazało, że język przeszkadza we współżyciu.

A raczej – jego brak. Brak wspólnego języka. Że jest o wiele trudniej wytłumaczyć sobie różnice w światopoglądach. Że potrzeba bardzo dużo czasu i cierpliwości, i dobrej woli dwóch stron, żeby się zrozumieć. Że wiele osób obrazi się i nazwie cię (w tym przypadku – mnie) antyspołeczną tylko dlatego, że nie zrozumieją, o co ci (mi) chodzi.

Ale jest to związane nie tylko z innym językiem, ale też z inną kulturą. Inne „oczywistości” to wyzwanie komunikacyjne. To, że nie można się odwołać do podobnych wspomnień z dzieciństwa, na początku znajomości może utrudniać nawiązanie relacji. A z drugiej strony sprawia, że tematów do rozmów nigdy nie brakuje.

Pod warunkiem, że ktoś chce rozmawiać.

Jeśli ktoś stwierdza, że „moje jest najlepsze”, z miejsca przegrywa. Nie daje innym szansy dostępu do siebie. I przede wszystkim nie daje sobie szansy na poznanie świata. Niezależnie od języka. Nikt nie ma monopolu naprawdę. To, że jesteśmy inni, jest piękne. Fascynujące.

W psychologii mowa o tym, że wcale nie przeciwieństwa się przyciągają, ale podobieństwa.

Przynajmniej podobieństwa w fundamentalnych sprawach. W tym, co jest dla człowieka najważniejsze. Ale jednocześnie to różnice sprawiają, że świat jest barwny, a relacje nie wypalają się. Bo dzięki różnicom poszerzamy swój horyzont, dzięki różnicom stajemy się lepszymi ludźmi.

I owszem, zgłębiając język, możemy znaleźć więcej różnic między sobą niż byśmy chcieli. Fundamentalnych różnic. I, jak dziewczyna z opowieści powyżej, zakończyć znajomość. Ale o ile bogatszy po takim doświadczeniu staje się nasz świat! Choć w sumie przed zgłębieniem języka też poznawała świat… Hm…

I bądź tu, człowieku, mądry i zdecyduj, czy język pomaga, czy przeszkadza we współżyciu…

Konie przy wodopoju

Poleć innym: