Wybieram chwilę

with Brak komentarzy

Autobus pełen ludzi, lekkie kołysanie, senna atmosfera grudniowego popołudnia.

Na zewnątrz śnieg skrzący się w świetle ulicznych lamp, wewnątrz – niezmiennie bijące 300 g wszechświata. Obraz zmienia się jak w kalejdoskopie, kolejni ludzie przychodzą i odchodzą, a ono uparcie bije. Czasem przyspiesza z radości lub lęku, czasem zwalnia, niemal zamiera – ale cokolwiek by się nie działo, zawsze w końcu wraca do swojego naturalnego rytmu. Tak jak ja.

Siedzę w autobusie i czuję, jak stopniowo odzyskuję równowagę. Po okresie euforii, po tygodniach lęku, po rzucaniu się w gorączkowe działania, żeby tylko nie myśleć – znów zaczynam oddychać swobodnie. Pozwalam sobie na to, żeby przenikał przeze mnie wachlarz emocji. Z żadną nie walczę, żadnej też nie zatrzymuję. Przyglądam się, jak przepływają. Każdej dziękuję za to, że się pojawiła. Dzięki nim lepiej poznaję siebie, dzięki nim czuję, że żyję.

Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”.

Pobierając pdf, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

Autobus sennie kołysze. Chcę położyć głowę na czyimś ramieniu i tak zostać. Ale przypominam sobie, że siły miałam szukać w sobie, nie w kimś. Że moją jedyną w pełni bezpieczną przystanią jestem ja sama. Że nie chcę szukać oparcia w czymś, o czym nie wiem, czy istnieje. Pozostaję więc wyprostowana i silna. Zmęczona i pełna pytań, ale pewna tego, że dam sobie radę w każdej sytuacji.

Siedzę i zastanawiam się, czy wyjaśniać to, co niewyjaśnione. Świadomość ułatwia podejmowanie decyzji. Brak świadomości pozwala cieszyć się chwilą, nawet jeśli ta chwila nie jest w pełni moja.

Wybieram chwilę.

Chcę nasycić zmysły każdą sekundą. Zapamiętać każdy szczegół. Z tego, co widzę, odbieram i czuję, maluję w głowie obraz. Zabiorę go ze sobą, dokądkolwiek pójdę. Ważny jest każdy oddech, każde drgnienie. Zwracam uwagę na subtelne odcienie barw, na załamania światła i głosu. Zieleń miesza się z błękitem, nadzieja z tęsknotą. Żyję.

Jeśli przyjdą jasne dni – obraz trafi do albumu. Będzie częścią większej całości, będzie przynależał do czegoś potężniejszego od siebie. Zachowa swoją indywidualność, ciesząc się jednocześnie obecnością innych bliskich sobie dzieł. Jeśli nie – pozostanie pojedynczą wyspą na oceanie pamięci. Jego kolory będą jeszcze przez jakiś czas żywe, intensywne. Później pokryje je kurz. Zapomnę o obrazie, namaluję inne, nowe.

I być może nagle, przez przypadek, za rok, za pięć, dziesięć, pięćdziesiąt lat – wyciągnę ten obraz i zachwycę się jego pięknem. Zetrę z niego kurz i uśmiechnę się. Przypomnę sobie każdy szczegół, odświeżę w pamięci każde drgnienie serca. Przypomnę sobie, że żyłam.

Dlatego wybieram chwilę. Ślę do świata dobrą energię i wiarę w to, że cokolwiek zrobię – będzie dobrze. Może niewyjaśnione wkrótce się wyjaśni, może na zawsze pozostanie tajemnicą. Cokolwiek się wydarzy – jestem bogatsza o ten moment. Autobus powoli dociera do celu, a moje 300-gramowe centrum wszechświata nadal bije. Jestem szczęśliwa.

 

Warszawa, 3.12.2016 r.