Lubię jeździć pociągiem

with Brak komentarzy
Poleć innym:

Lubię jeździć pociągiem.

To doświadczenie, które ma wyjątkowe miejsce w moim życiu. Mijane krajobrazy stają się bliskie, mimo że widzi się je tylko przez chwilę. Pani rozdająca herbatę uśmiecha się, poznaje mnie z ostatniej podróży. Pasażerowie tworzą wspólnotę, mimo że każdy jedzie osobno. Ile w jednym takim wagonie historii, ile przeżyć, ile doświadczeń!

Lubię jeździć pociągiem. Miarowy stukot kół kołysze mnie do snu. To czas tylko dla mnie, czas poza czasem. W pociągu czuję się jak w alternatywnej rzeczywistości. Po drodze telefon gubi zasięg, innym razem celowo go wyłączam. Uwalniam się ze smyczy i reaguję tylko wtedy, kiedy sama mam na to ochotę.

Pobierz e-book „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz bezpłatny e-book!

Pobierając e-book, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

Kiedy już się wyśpię, zaczynam obserwować ludzi.

Pan naprzeciwko, po drugiej stronie stolika, ma na sobie koszulę w drobną biało-granatową kratę i granatowy sweter, a na nosie okulary w cienkich złotych oprawkach. Ze swoją śniadą cerą wygląda na obcokrajowca, ale świetnie mówi po polsku, jego rysy zdołały mnie zmylić. Był niezadowolony, że postawiłam komputer pod stolikiem, przez to ograniczyłam też jego przestrzeń na nogi. Po chwili zastanowienia nad sytuacją i niepewności, co robić, wybrał najlepszą z opcji – sen.

Obok niego siedzi inny pan. Wysoki, postawny mężczyzna w wieku czterdziestu kilku lat, w błękitnej koszuli i granatowym krawacie, zaraz po odnalezieniu swojego miejsca w pociągu wyjął laptopa i wyjaśnił komuś przez telefon, że zamierza pracować. Od tego czasu siedzi z założonymi rękami, ze słuchawkami na uszach i wpatruje się w monitor. Na dziennikarza nie wygląda. Może też chciał mieć chwilę dla siebie?

Przy stoliku obok siedzą dwie kobiety. Jedna młoda, koło trzydziestki. Długie, ciemne włosy, dżinsy, biała bluzka, granatowa marynarka z naszywkami na łokciach. Styl smart casual. Sporo biżuterii na nadgarstkach i palcach, w tym – obrączka. Zsunęła się w fotelu, nie przejmuje się kamerą w pociągu ani innymi pasażerami, czyta Forum. Obok niej jasna elegancka torebka i plecak z komputerem. Może też jedzie w delegację. Może też ma gdzieś sztywne zasady obowiązujące w korporacjach. Może też cieszy się czasem, którego nikt nie może jej zabrać.

Z drugiej strony jej stolika siedzi kobieta dojrzała, na oko – 60 lat. Ubrana jest w czarne spodnie na kant i białą koszulę. Na nogach ma czarne pantofle, koło niej leży duża czarna elegancka torebka przykryta szarym swetrem z miękkiej dzianiny. Pani ma krótkie włosy, które kiedyś zapewne były czarne. Dziś widać głównie srebrne nitki. Pani zaplotła ręce na piersiach i przymknęła oczy. Może się zorientowała, że ją obserwuję, i próbuje się odciąć.

Jest ranek, na zewnątrz szaro i mgliście, w pociągu też panuje senny nastrój.

Nikt nie opowiada nikomu historii swojego życia, nikt nie biegnie na spotkanie, nikt się nie kłóci ani nie niecierpliwi. Powoli słychać jedynie, jak zaczynają się pierwsze rozmowy telefoniczne w stylu: „Już odpalam kompa i sprawdzam”. Ale nawet te rozmowy prowadzone są w spokojnym tonie, powoli. Za oknem jesień, w nas też już jesień. Czas zamknięcia się w sobie, spojrzenia do wewnątrz. Przez wiele lat myślałam, że to zły czas, taki, który trzeba przetrwać, mówiłam: „Byle do wiosny”. Dalej mam momenty, kiedy chętnie zapadłabym w sen zimowy, ale widzę też, że jesień to czas potrzebny. To czas, kiedy zamiast gorączkowo iść do przodu, możemy zwolnić, odpocząć po lecie. Nie bać się, że coś przegapimy. To czas regeneracji, zbierania sił. To czas, który możemy podarować sami sobie.

Lubię jeździć pociągiem. A jazda pociągiem jesienią to podwójny podarunek. Dziewczyna w delegacji wyjęła komputer, zmieniła wyraz twarzy na bardziej skupiony. Jeszcze ziewa, ale już stara się być produktywna. Wyciągnęła telefon, załatwia jakieś sprawy. Pewnie też wysiądzie w Poznaniu. A może dopiero w Szczecinie. Ale jej podróż pociągiem dobiegła już końca. Ja odkładam zeszyt i wracam do swojego wnętrza. Ile jeszcze wspomnień zostało do wspomnienia, ile marzeń do wymarzenia! Tak, to jest ten czas. Moja podróż trwa.

 

Pociąg Warszawa – Poznań, dn. 20.10.2016 r.

Poleć innym: