Dlaczego Azory robią takie problemy turystom?

with Brak komentarzy

„Dlaczego Azory robią takie problemy turystom, którzy chcą polecieć tam na wakacje?” – czytam czasem w wiadomościach czy na mediach społecznościowych.

Dzielę się z Wami na bieżąco informacjami o aktualnej sytuacji na Azorach i widzę, jak różnie na nie reagujecie. Część z Was rezygnuje z zaplanowanych wakacji na Azorach, czekając na lepszy moment. Część decyduje się polecieć i po prostu próbuje jak najlepiej i jak najbezpieczniej zorganizować swój wyjazd. Te dwie grupy stanowią większość. Ale zdarzają się też osoby, które prawie obrażają się na Azory i na mnie za to, że muszą poddawać się testom i że „całe te restrykcje” psują im wyjazd.

To read an English version of this article click HERE.

Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”

Wybierasz się na Azory? Chcesz wiedzieć, co warto zobaczyć na każdej z wysp?
Pobierz pdf „Azory – co zobaczyć na środku Atlantyku”.

Pobierając pdf, wyrażasz zgodę na zapis na newsletter Mileny Dąbrowskiej, a tym samym na otrzymywanie maili dotyczących Azorów oraz nowości, produktów i usług Mileny Dąbrowskiej. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.

„Miałem/-am mieć super wakacje, a zamiast tego tylko się stresuję, mimo że jeszcze nie wyleciałem/-am z kraju” – słyszę niejednokrotnie. „Azory wymyśliły sobie jakieś restrykcje. Gorzko pożałują, odwrócą się od nich wszyscy turyści”.

Długo nie wiedziałam, jak się do takich komentarzy odnosić. Ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że każdy ma swój punkt widzenia. I może wyjaśnienie tego, jak wyglądają kwestie zdrowotno-logistyczne na Azorach, pozwoli niektórym osobom spojrzeć na restrykcje na wyspach ze zrozumieniem zamiast ze złością. I faktycznie cieszyć się wakacjami na Azorach – bo przecież o to chodzi! Dlatego kiedy te restrykcje oraz stan klęski żywiołowej i stan alarmowy na wyspach zostały po raz kolejny przedłużone, postanowiłam napisać ten artykuł.

Azory, maska, maseczka, mask, covid, restrykcje, restrictions, problemy, problems, urbana, bus, autobus, Milena

No to jedziemy z wyjaśnieniami.

Na Azorach jest 9 wysp. Na tych 9 wysp przypadają 3 szpitale.

Zacznijmy od konkretu. Na Azorach jest 9 wysp, a na tych 9 wyspach – tylko 3 szpitale. Z tych 3 szpitali tylko 2 się tak naprawdę do czegoś nadają – jeden na Terceirze i jeden na São Miguel. I nie wiem, ile izolatek jest w szpitalu na São Miguel, ale w szpitalu na Terceirze jest ich ponoć 6.

Wyobrażacie sobie? 58 tysięcy mieszkańców wyspy i tylko 6 izolatek. Nie mówiąc już o tym, że ten szpital obsługuje też inne wyspy. Chorzy z innych wysp są do niego transportowani samolotami lub helikopterami. Jeśli pozwala na to pogoda. Jeśli nie pozwala (co na środku Atlantyku zdarza się regularnie), czekają. Z coraz słabszą nadzieją, że uzyskają pomoc na czas.

Na kontynencie, jeśli w jednym szpitalu zabraknie miejsca, można spróbować umieścić pacjentów w innym szpitalu. A z Azorów można przetransportować pacjentów ewentualnie do Lizbony. 1500 km nad oceanem. Na kontynencie jest łatwiejszy dostęp do leków, do sprzętu medycznego. Na wyspach, jeśli skończą się zapasy – znów czeka nas wycieczka przez ocean.

O tym, że brakuje lekarzy, zwłaszcza specjalistów, nawet już nie ma co mówić. Na lekarza rodzinnego czeka się latami. Większość specjalistów przylatuje raz na miesiąc z Lizbony. Nawet na prywatne wizyty, na które mało kogo stać, można czekać miesiącami.

Gdyby pandemia faktycznie tu dotarła…

Azory bardzo szybko zamknęły niemal wszystkie loty i wprowadziły bardzo duże restrykcje dla tych, którzy by się tu ewentualnie wybierali. Dzięki temu zamiast tysięcy zarażonych, mieliśmy 146 zarażonych osób na wszystkich wyspach. Ba, trzy wyspy (Flores, Corvo i Santa Maria) przez ten czas w ogóle nie miały żadnych przypadków!

Gdyby pandemia faktycznie tu dotarła, to byśmy się nie pozbierali. Nie byłoby szans. Azory ochroniły się, działając jak wychwalana przez wszystkich Nowa Zelandia – przez całkowite odcięcie się. Izolacja Azorów mogła być ich zbawieniem lub przekleństwem. Byłaby przekleństwem, gdyby rozwinęła się tu pandemia w takiej formie, w jakiej rozwinęła się na kontynencie europejskim i w wielu innych miejscach świata. Nie mielibyśmy szans. Izolacja na szczęście okazała się zbawieniem, bo Azory się odcięły. Dzięki temu jest tu teraz bezpiecznie.

Wkurzyłam się nieziemsko…

Obserwowałam wspólny wysiłek wszystkich mieszkańców wysp w zwalczaniu pandemii. I wkurzyłam się nieziemsko, kiedy jakiś facet przyleciał na Azory i zrobił aferę, że musi spędzić dwa tygodnie na kwarantannie w mega wygodnym hotelu, z pełnym wyżywieniem. (Takie wówczas obowiązywały zasady, do tego pobyt w hotelu był w tym czasie opłacany przez rząd Azorów, czytaj: z podatków Azorczyków). Skarżył się m.in. na to, że sam musi sobie prać skarpetki. Dosłownie.

Wkurzyłam się, kiedy kilka dni temu jakaś kobieta przyleciała na Azory i zrobiła aferę, że musi pozostać na izolacji profilaktycznej. Siedziała w samolocie obok osoby, której test wyszedł pozytywny, i takie dostała polecenie od lokalnych władz medycznych. Ze względu na bezpieczeństwo. W końcu wirus może rozwijać się nawet do 14 dni. A ona zrobiła awanturę.

Na Azorach obowiązują konkretne zasady i podróżując na wyspy, trzeba te zasady uszanować.

I wiem, naprawdę wiem, że jeśli ktoś podróżuje, to restrykcje obowiązujące w tej chwili na Azorach mogą być uciążliwe. Ale perspektywa wyspy jest inna od perspektywy kontynentu. Tutaj jedynym skutecznym narzędziem w walce z wirusem jest niedopuszczenie do jego rozprzestrzenienia się.

Stąd testy. Stąd izolacja profilaktyczna. W końcu każdy z nas może złapać wirusa zupełnie nieświadomie. I zupełnie nieświadomie „sprzedać” go kolejnej osobie. I kolejnej. I kolejnej.

Mamy taką sytuację, jaką mamy. I musimy być świadomi odpowiedzialności za to, co robimy. Świadomi tego, że w każdej chwili coś może pójść nie tak. To dla nas wszystkich nowość. Uczymy się żyć w nowej rzeczywistości. I musimy nauczyć się myśleć nie tylko o sobie, ale też o osobach wokół. Bezpieczeństwo nas wszystkich zależy od każdego z nas.

Na Azorach jest w tej chwili bezpiecznie

Azory wprowadziły dobre praktyki w firmach zajmujących się turystyką i potwierdzający je znak „Clean & Safe Açores”. Wprowadziły też dobre praktyki na plażach i kąpieliskach. Nie rezygnują z obowiązujących po przylocie restrykcji. Wszystko po to, żeby i mieszkańcom, i turystom zapewnić jak największe bezpieczeństwo.

Azory zostały uznane za jedno z najbezpieczniejszych miejsc po pierwszej fali pandemii (która się jeszcze nie skończyła, ale to już osobny temat). To dzięki wysiłkowi rządu, mieszkańców – i turystów. Dzięki ich szacunkowi do lokalnej społeczności i lokalnych norm.

Każdy ma wybór

Wiem, że Azory głośno wzywają. Że chciałoby się zostawić swoją pracę na tydzień lub dwa i przylecieć do tego raju na środku Atlantyku.

Każdy ma wybór – może lecieć lub może nie lecieć. Jeśli zdecydujecie się lecieć – rozumiem i życzę Wam fantastycznych wakacji! Jeśli zdecydujecie się nie lecieć – rozumiem i mam nadzieję, że w niezbyt odległej przyszłości sytuacja na świecie unormuje się na tyle, że będziecie mogli przylecieć na Azory bez najmniejszego problemu.

A jeśli ktoś w Waszym towarzystwie zacznie się zastanawiać, dlaczego na Azorach nadal obowiązują restrykcje, mimo że duża część świata już w miarę normalnie działa – odeślijcie go do tego artykułu. A później wpadnijcie do mnie na Instagrama i Facebooka po najnowsze foty i filmiki ze środka Atlantyku! Do zobaczenia!


Azory, Biscoitos, covid, restrykcje, problemy, miradouro