Życie na Terceirze – zalety i wady

with Brak komentarzy

Życie na Terceirze ma swoje zalety, ma też swoje wady. Jedne z drugimi współistnieją w chwiejnej równowadze. I jedne, i drugie przychodzą do nas w najmniej spodziewanych momentach.

Siedziałam dziś przez pół dnia przed komputerem, usiłując rozliczyć podatki. Z marnym skutkiem. Niezadowolona i zmęczona (wczoraj pracowałam do późna, tworząc podstawy nowej strony internetowej, o której opowiem Wam już niedługo), postanowiłam ruszyć się z domu. Na spontaniczną wycieczkę zaprosiłam kolegę-Polaka (mamy dwóch Polaków na wyspie, hurra! tymczasowo, ale mamy!), o którym wiedziałam, że siedzi przez pół dnia przed komputerem, usiłując pisać magisterkę. Chwilowo również z marnym skutkiem.

Ruszyliśmy.

Pogoda była piękna – ciepło, błękitne niebo, przygrzewające słońce. Mieliśmy nawet nadzieję, że uda nam się wjechać na górę Santa Bárbara. I podziwiać widok na całą wyspę. Dla przypomnienia – Santa Bárbara to najwyższy szczyt Terceiry, 1021 m n.p.m., zwykle otulony mgłą lub chmurami. Kiedy ruszaliśmy z Angry (stolica wyspy), szczyt było widać idealnie. Kiedy dotarliśmy do podnóża góry, wizja zobaczenia z niej czegokolwiek stała się mglista. Kiedy wjechaliśmy na szczyt, przywitał nas wiatr („standardowy” azorski, pi razy oko 70-80 km/h) i zimny, wiosenno-jesienny deszcz z chmur, w których się znajdowaliśmy. Ach, no i temperatura była zdecydowanie inna niż na wybrzeżu. Widzieliśmy chmury. I chmury. I czasem, jak mocniej zawiało, pola i domy w dole. Przez ułamek sekundy. A potem znów chmury. I jeszcze więcej chmur.

I tak, podczas spontanicznej wycieczki, w trakcie której nagle z lata (Angra) zrobiła nam się zima (Santa Bárbara), zaczęliśmy rozmowę o zaletach i wadach mieszkania na Terceirze.

 

Wady życia na Terceirze

Zacznę od wad, zalety zostaną na deser.

 

1. Jest drogo.

Ok, może nie jest to Szwajcaria czy Islandia, ale codzienne życie jest o wiele droższe niż w Warszawie. Nie widać tego, kiedy się przyjedzie na kilka dni na wakacje, ale da się to odczuć, kiedy się tu mieszka. Drogie są zwykłe zakupy jedzeniowe, droga jest chemia, drogie są kosmetyki, drogie jest paliwo, drogie są samochody, nawet stare graty, a najdroższe jest podróżowanie. Jedyne, co jest tanie, to kawa, bilety do kina i kurs wspinaczkowy. To ostatnie razem z moim współtowarzyszem dzisiejszej podróży bardzo doceniamy!

 

2. Zarobki są niskie.

Wielu mieszkańców zarabia najniższą krajową, duża część osób – niewiele więcej. I nie widać zmian na horyzoncie. Jeśli przyrównać zarobki do cen, można się zacząć zastanawiać, w jaki sposób ludzie dają radę tutaj żyć. I jeszcze się uśmiechać!

 

3. Są małe możliwości rozwoju zawodowego.

O pracę tutaj bardzo ciężko, więc wiele osób kurczowo trzyma się tej, którą mają, bo wiedzą, że znalezienie innej może dla nich graniczyć z cudem. Cierpi na tym kultura pracy, cierpi balans pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym i tak naprawdę cierpi też poziom wykonywanej pracy. W końcu nie od dziś wiadomo, że najlepszy pracownik to pracownik zadowolony. A takich nie wszędzie się tu spotyka.

 

4. Pogoda jest zmienna.

To nie żart – na Azorach naprawdę można przeżyć 4 pory roku w ciągu jednego dnia. Przenikliwy wiatr i grad, lekki wiosenny deszcz, upał, a po nim jesienna mgła to całkiem realne zestawienie. Wiatr na Atlantyku ma się gdzie rozpędzić, więc gna i co rusz przynosi ze sobą inną pogodę. W tym często deszcz. Trzeba zawsze pamiętać o okularach przeciwsłonecznych i kurtce przeciwdeszczowej. I kremie do opalania! Dlaczego o kremie, wywnioskujecie z tekstu „Terceira – Mój rok na środku Atlantyku”.

 

5. Ludzie interesują się życiem innych.

Często za bardzo. Chcą wiedzieć wszystko, w najdrobniejszych szczegółach. Jako że wyspa jest mała i wszyscy wiedzą, gdzie mieszkasz i jakim samochodem jeździsz – jak tylko wybierzesz się na zakupy, od razu wiedzą o tym Twoi znajomi. A jeszcze dokładniej wiedzą nieznajomi. Którzy oczywiście znają Cię już na wylot i mają wyrobione zdanie o Tobie, mimo że w życiu Cię nie spotkali.

 

Zalety życia na Terceirze

Wiem, że pewnie trochę Was przygniotłam wadami życia na Terceirze. Ale, jak wspomniałam wcześniej, wszystko ma i wady, i zalety. Warto poznać obie strony medalu. Teraz czas na tę przyjemniejszą!

 

1. Jest ocean.

To jest wartość, z którą nie ma co dyskutować. Ocean po prostu jest – i jest niezwykły. I wszechpotężny. Można go podziwiać, można go słuchać, można w nim pływać, można nurkować, można surfować… Do wyboru, do koloru! On jest.

 

2. Co weekend można się poczuć jak na wakacjach.

Kiedy widać błękitny ocean, błękitne niebo, zielone drzewa i pola, pasące się krowy, wiszące na drzewach cytryny, kiedy do tego słońce przygrzewa i czuć wiatr we włosach – można się poczuć jak na wakacjach. Nie trzeba lecieć kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów, wystarczy wyjść z domu. Odpoczynek gwarantowany.

 

3. Można się wspinać w świetnych warunkach.

Na Terceirze są zajęcia ze wspinaczki na sztucznej ścianie, na której można złapać super kontakt z ludźmi i poczuć się jak u siebie. Nie mówiąc już o tym, ile można się nauczyć. Każde zajęcia trwają długo, a ich koszt jest nieporównywalnie niższy niż w Warszawie. Do tego skały! Jest tu sporo miejsc z przygotowanymi drogami, nie trzeba jechać w skały 300 km – wystarczy przejść się ok. 20 minut od centrum Angry i jest się w miejscu, o którym niejeden wspinacz może tylko pomarzyć.

 

4. Wszędzie jest blisko.

Nie trzeba tracić codziennie dwóch czy trzech godzin w komunikacji miejskiej, w wiele miejsc można dojść pieszo, zwłaszcza jeśli mówimy o przemieszczaniu się w ramach jednej miejscowości. A jeśli ktoś ma samochód, to również na całej wyspie jest wszędzie blisko. To sprawia, że zostaje więcej czasu na życie.

 

5. Ludzie są fantastyczni.

Owszem, część osób bardzo chętnie żyje życiem innych ludzi zamiast swoim, ale też ogromna część jest serdeczna, przyjacielska i wita z szeroko otwartymi ramionami wszystkich przybyszy. Długo by mówić o procesie adaptacyjnym i próbach wzajemnego zrozumienia, ale fakt jest taki, że Portugalczycy z Terceiry są bardzo życzliwi, pomocni – i szczęśliwi. Można się od nich uczyć spokoju wewnętrznego i wdzięczności za to, co się ma. Nam, zestresowanych Polakom, na pewno się to przyda.

 

I wad, i zalet jest dużo, można by wymieniać bez końca.

Jak wszędzie. Jedne i drugie mogą mieć różne znaczenie dla różnych osób. Jak wszędzie. Ale ciekawie jest porozmawiać z kimś, kto jest z tego samego kraju, z tej samej kultury. Bo nagle się okazuje, że widzenie świata jest w dużej mierze warunkowane kulturą, w jakiej się wychowaliśmy. Mieszkańcy wyspy często mają inne zdanie niż ja. I oczywiście, że każdy ma swoje zdanie. Ale też nasze ogólne postrzeganie świata zależy od tego, czym jest dla nas „normalność”. Od tego, jaki mamy punkt odniesienia.

Mój śp. ukochany pradziadek mówił: „Świat jest dobry, tylko trzeba umieć na nim żyć”.

Mam wrażenie, że mieszkańcy Terceiry umieją. Ja się wiele razy burzę, denerwuję – a oni żyją. W zgodzie ze światem i ze sobą. Wdzięczni za to, co mają. Są dzięki temu radośniejsi i zdrowsi. Mają więcej wewnętrznego spokoju. I korzystają z dnia, który trwa. „Carpe diem” funkcjonuje tu w formie, która wspiera ludzi w ich drodze do szczęścia. Wiele razy słyszałam: „Jutro mogę umrzeć, więc chcę dziś cieszyć się tym, co mam”. Nie zapominając o przyszłości, mieszkańcy Terceiry akceptują jej niepewność i wykorzystują w pełni to, co los im daje tu i teraz. A więc – carpe diem!

Newsletter

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.