Zanim przeprowadzisz się na drugi koniec świata

with Brak komentarzy
Rzucenie wszystkiego i przeprowadzenie się na drugi koniec świata brzmią kusząco. Zwłaszcza kiedy za oknem szaro, chęci do działania brak, a na zdjęciach widać soczystą zieleń trawy, błękit oceanu i słońce. Ale zanim przeprowadzisz się na drugi koniec świata, pamiętaj, że:

 

1. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Albo: trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Wszędzie ludzie żyją, wszędzie przeżywają radości i wszędzie mają problemy. Nie widać tego z daleka, ale można odczuć, kiedy jest się dłużej w danym miejscu. Jeśli masz dość wszystkiego, to zmiana może pomóc, ale tylko na chwilę. Tropikalne plaże poprawią Ci nastrój podczas urlopu, ale życie na nich może się okazać nierealne. Przeprowadzka w daleki świat jest najlepsza wtedy, kiedy faktycznie jesteśmy ciekawi nowego miejsca i otwarci na przygodę. Bo to, co spotkamy na miejscu, niejednokrotnie nas zaskoczy.

 

2. Choćbyś był nie wiadomo jak bardzo otwarty na świat, zawsze ktoś lub coś Cię zaskoczy.

Jedziesz w nowe miejsce z otwartym umysłem i otwartym sercem. Chcesz się dowiedzieć, nauczyć, doświadczyć jak najwięcej. Chłoniesz wszystkimi zmysłami. Aż nagle spotyka Cię sytuacja, której się nie spodziewasz (na początku średnio 3 do 5 razy na dobę, po kilku miesiącach częstotliwość zaczyna stopniowo spadać). I co? Stajesz jak wryty. Nie wiesz, jak się zachować. Wszystko, czego nauczyłeś się podczas Twojego (wstaw odpowiednią liczbę)-letniego życia, przestaje mieć zastosowanie. Chcesz dobrze, a okazuje się, że kogoś obrażasz, że niechcący podważasz czyjeś świętości – a przecież chciałeś się tylko dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Chciałeś poznać, zrozumieć. Otwarty umysł jest szalenie ważny przy poznawaniu nowego świata. Umiejętność trzymania języka na kłódkę w odpowiednich momentach – też.

 

3. Będzie Ci brakować znanych od lat smaków.

Lokalna kuchnia może być najpyszniejsza na świecie, możesz się zajadać miejscowymi przysmakami jak szalony, ale po kilku miesiącach i tak zacznie Ci brakować kiszonych ogórków, schabowego czy pomidorowej Twojej Mamy. Można zmienić przyzwyczajenia kubków smakowych, nauczyć je nowych smaków, ale nie ma co się oszukiwać – jeśli jedliśmy w jeden sposób przez całe życie i nagle nie mamy dostępu do tego rodzaju jedzenia, nasz organizm tym bardziej zaczyna się go domagać. Nagle zaskakujemy sami siebie, próbując z lokalnych produktów przygotować klopsiki w sosie koperkowym czy pyzy.

 

4. Wszystko zacznie Cię denerwować.

Począwszy od produktów w sklepach, gdzie nie możesz znaleźć swojego ulubionego jogurtu, bo go po prostu nie ma, poprzez inne terminy dni wolnych (jak to – mam pracować w poniedziałek wielkanocny?), skończywszy na ludziach, którzy są życzliwi i chcą Ci pomóc, ale nigdy nie byli w Twojej sytuacji i nie potrafią zrozumieć, o co Ci chodzi, a Ty nie potrafisz im wyjaśnić, bo do bariery interpersonalnej dochodzi bariera kulturowa i językowa.

Jeśli zostaniesz w danym miejscu wystarczająco długo, dotrzesz do momentu, kiedy zacznie Cię denerwować nawet to, co w pierwszym okresie wydawało się miłe i przyjazne – serdeczni, pomocni ludzie (bo chciałbyś w końcu móc zrobić coś sam, a nie w kółko korzystać z czyjejś pomocy), kierowcy zatrzymujący się na środku drogi, żeby zapytać znajomego, jak się czuje (bo przecież blokują drogę i nie da się przejechać, a Ty się spieszysz), czy nawet zapierająca dech w piersiach przyroda (bo jak może tak sobie spokojnie istnieć, kiedy u Ciebie w środku się gotuje).

Na pocieszenie: ta faza mija. Przynajmniej częściowo. Ale kiedy trwa, jest wyjątkowo nieznośna. A Ty jesteś nieznośny dla otoczenia, bo podważasz rzeczywistość ludzi, którzy Cię otaczają, a to nigdy nie jest mile widziane.

 

5. Zorientujesz się, że porozumiewanie się w Twoim ojczystym języku to błogosławieństwo.

Mówienie po angielsku, niemiecku, portugalsku czy koreańsku może sprawiać Ci wielką frajdę. I będzie. Dopóki będziesz opowiadać, skąd jesteś, czym się zajmujesz, skąd pomysł na przeprowadzkę i jakie masz plany na najbliższą przyszłość. Ale kiedy zaczniesz zacieśniać znajomości, kiedy będziesz chciał wymienić się poglądami na świat, podyskutować o sensie życia czy, odpukać, pokłócisz się z kimś (przy różnicach kulturowych i językowych o nieporozumienie bardzo łatwo) – zaczniesz przeklinać konieczność rozmawiania w języku, który nie jest Twoim językiem ojczystym. Nie będziesz w stanie wyrazić w pełni siebie. Odkryjesz, że gramatyka ma znaczenie, bo pozwala przekazać coś maksymalnie precyzyjnie. A brak jej znajomości, delikatnie mówiąc, nie ułatwia życia. Zauważysz, jaki ogromny wpływ na porozumienie lub jego brak mają drobne różnice w nazywaniu spraw, niuanse w wydźwięku danych słów. I dostrzeżesz, że zwykła codzienna rozmowa stanowi o wiele większe wyzwanie niż w kraju, bo brakuje nie tylko wspólnego słownictwa, ale i wspólnego kontekstu kulturowego. Trzeba stworzyć nowy, a to wymaga czasu i cierpliwości i od Ciebie, i od Twojego otoczenia.

 

6. Będzie Ci brakować rodziny i przyjaciół.

Nawet jeśli jesteś niezależny i wydaje Ci się, że wszystko robisz sam – zrozumiesz, jak wielkie wsparcie miałeś w rodzinie i przyjaciołach, kiedy nie będzie ich koło Ciebie na co dzień. Te wszystkie denerwujące telefony typu: „a co jadłeś na obiad? A kiedy sobie znajdziesz chłopaka/ dziewczynę? Przyjdź tu szybko, musisz mi pomóc wybrać sukienkę na wieczór/ przestawić meble/ posprzątać łazienkę” nagle okażą się czymś, na co czekasz z utęsknieniem. Rodzina i przyjaciele to wspólne doświadczenia, wspólny kontekst, wspólnie spędzony czas. To pełen przekrój przez wszystkie dostępne emocje. To kolory życia. To wsparcie w każdej sytuacji, ale to też poczucie, że jesteśmy potrzebni. Że możemy dać komuś coś od siebie, że wnosimy coś wartościowego do czyjegoś życia. A przecież wszyscy chcemy czuć się potrzebni i wartościowi.

 

7. Święta nie będą takie same.

Polskie święta, czy to Bożego Narodzenia, czy wielkanocne, są wyjątkowe. To czas ciepła i radości, to czas dla bliskich. To też czas tradycji, które są wrośnięte w naszą kulturę. Święta za granicą mogą być ciekawe, mogą być inne, ale to nie będzie to samo. Czasem możesz nawet przestać mieć ochotę obchodzić te święta – bo skoro to nie to samo, to po co? Zawsze rozwiązaniem jest krzewienie polskich tradycji w nowym miejscu zamieszkania, ale to zadanie dla wytrwałych. Trudne, choć nie niemożliwe.

 

8. Nie będziesz umiał wyjaśnić swojej decyzji najbliższym.

Będziesz tęsknił, będziesz się mierzył z wyzwaniami dnia codziennego i będziesz płakał w słuchawkę, a najbliżsi, pełni troski o Ciebie, będą Cię pytać, kiedy wracasz do kraju. Będą Ci powtarzali, że tęsknią za Tobą i czekają na Ciebie. Będą Ci przypominać, że tęskni babcia, tęskni dziadek, że nie ma kto głaskać Twojego kota. I mimo że będą to robić pełni najlepszych intencji – będą wywoływać u Ciebie olbrzymie poczucie winy, że swoją decyzją sprawiasz im krzywdę. I nie będziesz umiał jasno im powiedzieć, dlaczego jesteś tu, gdzie jesteś, i w imię czego narażasz się na te wszystkie niedogodności. Jesteś, bo chcesz, bo tak wybrałeś. To jest Twoje życie i Twoja decyzja, i Ty jesteś za nią odpowiedzialny, ale pytania najbliższych niejednokrotnie będą Ci spędzać sen z powiek. Bo przecież też się o nich troszczysz.

 

9. Będziesz się codziennie pytał sam siebie, czy podjąłeś dobrą decyzję.

Każde zawahanie nie będzie zwyczajnym zawahaniem, ale powrotem do pytania: zostaję czy wracam? W dobre dni będziesz odkrywać nowe miejsca, poznawać nowych ludzi i cieszyć się każdą chwilą życia. W trudne dni będziesz sprawdzać stan konta i ceny biletów w jedną stronę. Tym razem – biletów powrotnych. Twoja tożsamość zostanie wystawiona na próbę. Codziennie będziesz się próbował znaleźć w innej rzeczywistości – i pozostać w tej innej rzeczywistości sobą. A przecież to, kim jesteśmy, jest też częściowo zależne od miejsca, w którym przebywamy, od ludzi, z którymi spędzamy czas. Bo człowiek tworzy się w relacji, w nowych sytuacjach powstają nowe fragmenty naszej osobowości. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, jak mawiała Szymborska. Codziennie tworzymy siebie na nowo. I pytamy siebie: czy lubię siebie takim, jakim jestem dziś? Czy mam siłę i chęci dalej odkrywać? Czy to jest tego warte? A czasem: po jaką cholerę to sobie robię?

I tu wracamy do punktu wyjścia: co było celem wyjazdu? Jeśli ucieczka – przegra się bardzo szybko. Jeśli chęć poznania innego świata i poznania siebie, chęć przeżycia przygody, sprawdzenia siebie w innych warunkach – jest nadzieja. Bo dzięki otwartości można naprawdę czegoś doświadczyć. Można dowiedzieć się wiele o samym sobie, można poznać fascynujących ludzi, którzy nas zainspirują do dalszego działania. Można nauczyć się cieszyć się każdą chwilą życia. Można otworzyć szerzej oczy i zobaczyć, że świat jest jeszcze piękniejszy niż nam się wydawało, a życie jeszcze pełniejsze. W momencie, kiedy zaakceptujemy to, co życie ma dla nas przygotowane w zanadrzu – zaczynamy czuć, że naprawdę chcemy żyć. I że warto. Każdego dnia, w każdej chwili. Do utraty tchu.

Więc żyjmy!

Newsletter

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji o nowościach ze strony milenadabrowska.com. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.