To wciąż za mało

with 2 komentarze

„To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć”.

A skąd wiemy, kiedy jest wystarczająco? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak wystarczająco? Czy nie szukamy zawsze więcej niż możemy dostać, niż istnieje? Czy nie chodzimy po świecie, powtarzając „chcę, chcę, chcę”? I jak tylko dostaniemy to, czego chcemy, zaczynamy szukać kolejnej rzeczy. I kolejnej. I kolejnej. Jedno doświadczenie za drugim, jeden tatuaż za drugim, przebiegamy coraz więcej kilometrów, wchodzimy coraz wyżej, nurkujemy coraz głębiej, podróżujemy coraz dalej – bo to, co mamy, nam nie wystarcza.

A jeśli nie ma żadnego „więcej”? A jeśli za najbliższą górą nie kryje się kolejna? A co, jeśli nigdy nie dostaniemy tego, co naprawdę chcemy, bo to będzie zbyt daleko? I wcale nie sto łez stąd, tylko gdzieś po nieokreślonej drugiej stronie. W niebie czy pod ziemią, czy w kolejnym wcieleniu – znów będziemy szukać. Tego nieokreślonego czegoś, czego wszyscy szukamy – i nikt nie potrafi powiedzieć, co to jest.

Czym jest to cholerne szczęście?

Czym jest ten nieokreślony stan poczucia spełnienia? Pełen żołądek? Tak, zwłaszcza święta, w kolejce na izbie przyjęć, z innymi przejedzonymi osobami. Wzrost procentów we krwi? Na pewno, kiedy klęczymy nad muszlą klozetową i boimy się, że razem z nadmiarem alkoholu pozbędziemy się wszystkich wnętrzności. Seks? Z pewnością, kiedy pieprzymy się z kolejną osobą, której nawet dobrze nie znamy, nie mówiąc o tym, żeby nam na niej zależało, a potem płaczemy w poduszkę, że to nie leczy nas z samotności.

Czym jest to nieokreślone coś, za czym wszyscy ślepo podążamy? Dlaczego zawsze musi być coś więcej, coś dalej, coś głębiej, coś lepiej? Czy świat faktycznie nie ma granic? Czy ci, którzy lecą w kosmos, naprawdę są tacy szczęśliwi? A może są tak nieszczęśliwi na tej Ziemi, że chcą z niej jak najszybciej zniknąć? Albo mają nadzieję, że w kosmicznej pustce pozbędą się swojej wewnętrznej pustki.

A co, jeśli nie ma niczego więcej?

Jeśli nigdy nie dotrzemy do celu, jeśli tak naprawdę cel nie istnieje, istnieje tylko droga? Rok za rokiem, dzień za dniem, minuta za minutą. W każdej minucie tworzymy siebie. Żyjemy dzisiaj, tutaj, teraz. Nie jutro, nie w kolejny weekend, nie w najbliższe wakacje.

A co, jeśli jutro umrzemy? Co po nas zostanie? Ciągłe zagonienie, niepewność przyszłości, strach przed tym, co się nigdy nie wydarzy? Zostanie nasza małość i lęk przed byciem tu i teraz, przed byciem sobą? Zostanie nadmiar adrenaliny od kolejnych ekstremalnych przygód, którymi próbujemy sobie udowodnić, że znaczymy więcej, niż naprawdę znaczymy?

Zawsze chcemy dalej, chcemy więcej, chcemy lepiej.

Ale czy to dalej, więcej i lepiej faktycznie nas uszczęśliwi? Czy jeśli zamieszkamy na Księżycu, nie zaczniemy tęsknić do Drogi Mlecznej? Dlaczego jest w nas ciągła gonitwa, dlaczego nie możemy się po prostu zatrzymać i głęboko odetchnąć? Jesteśmy, to się liczy! Jesteśmy słabi, jesteśmy niedoskonali, pełni obaw. Popełniamy beznadziejne błędy, wybieramy źle, krzywdzimy tych, których kochamy. Krzywdzimy siebie. Ale jesteśmy.

Gdzie jest granica? Dlaczego nie możemy zaakceptować życia takim, jakie jest? Siebie takimi, jacy jesteśmy? Sytuacji w życiu takimi, jakie są? Innych ludzi takimi, jacy są, w sytuacjach, w jakich są? Dlaczego zawsze chcemy inaczej? Przecież jesteśmy, przecież inni są, przecież żyjemy, nasi bliscy też żyją. I chcą żyć z nami, blisko, dla nas. Czy to wciąż za mało, żeby żyć?

Newsletter

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji o nowościach ze strony milenadabrowska.com. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.