Terceira z perspektywy mieszkańca

with Brak komentarzy

Jaka jest Terceira z perspektywy mieszkańca?

Jestem tu już prawie rok i mam sporo własnych obserwacji. Zaczęłam je nawet układać w głowie w konkretne punkty. Ale zanim przelałam myśli na papier (albo raczej na dokument w Wordzie), zadałam sobie pytanie: A jak wygląda Terceira z perspektywy jej rdzennego mieszkańca?

Nie zastanawiając się długo, przeprowadziłam wśród znajomych ankietę.

Zapytałam co najmniej kilkanaście osób, za co lubią Terceirę. W mojej „grupie badanych” znalazły się osoby, które mieszkają tu całe życie, takie, które urodziły się tu, wyjechały i wróciły, a także kilka osób przyjezdnych, które wybrały to miejsce na miejsce swojego życia i mieszkają tu już co najmniej kilka lat. Znalazła się nawet jedna osoba, która mieszkała tu przez jakiś czas, po czym się wyprowadziła – i teraz tęskni. W relacjach moich znajomych słowa, która się powtarzały, to: jakość życia, niebo, raj na Ziemi, ocean, przyroda, ludzie, spokój.

Lubię Terceirę, bo mam wszystko na wyciągnięcie ręki. Mam rozrywkę, plażę, imprezę, spokój, ciszę. Terceira to prawdziwy raj.

Terceira

Trzy lata temu w Barcelonie po raz pierwszy usłyszałam o Terceirze (pisałam o tym w tekście W podróży przez życie liczy się każdy krok). I usłyszałam dokładnie to samo: że to raj na Ziemi i że tu jest jakość życia. I że jak przylecę, to zobaczę. No i przyleciałam. Sprawdziłam. I potwierdziłam. Ale nie przestałam pytać, co dla mieszkańców oznacza owa jakość życia. Oto, jakie dostałam odpowiedzi: bliskość natury, ocean, wszechobecna zieleń, zachwycające pejzaże, świeże powietrze, szlaki trekkingowe, tutejsza kuchnia (dla mnie smaczna, ale stanowczo zbyt mięsna, ale tutaj większość osób ją uwielbia), uczciwe, przyzwoite życie, brak wojen i przestępczości, spokój i bezpieczeństwo, brak stresu, brak pośpiechu i hałasu wielkich miast, bliskość wszystkiego – przyroda, ludzie, wszelkie sprawy do załatwienia są tuż obok.

Jeden ze znajomych wymienia to, co wyspa ma do zaoferowania: wspomniane piesze szlaki, canyoning, nurkowanie, wycieczki łodzią na inne wyspy, pływanie, wędkowanie. Naturalne piaszczyste (Angra do Heroísmo, Praia da Vitória) i skaliste (Biscoitos) plaże, czysta, przejrzysta woda. Przyjaźni ludzie, którzy sprawiają, że turyści mogą się tu poczuć mile widziani. Sanjoaninas i Festas da Praia – dwa wielkie święta na wyspie, trwające każde po półtora tygodnia i przyciągające rzesze obcokrajowców.

Inny znajomy stwierdza, że nie poznał zbyt wiele świata i że dla niego Terceira to raj, ale prawdopodobnie większość osób mówi tak o swoich ojczyznach. Tego samego dnia zobaczyłam na Facebooku zdjęcie udostępnione przez znajomego. Mur obsypany śniegiem, a na murze napis: Poland is far away from heaven („Polska jest daleka od nieba”). Przykro mi się zrobiło.

W Polsce widzimy wiele niedociągnięć. Tak, te niedociągnięcia istnieją. I o pewne sprawy trzeba walczyć. Ale jednocześnie sami pozwalamy, by negatywizm nas przytłoczył. Może martyrologię mamy we krwi? Może tak bardzo skupiamy się na tym, co złe, że nie widzimy tego, co dobre?

Na Terceirze większość miejscowych widzi wiele zalet wyspy, a nie mówią o jej wadach.

Ja w swoich gorszych momentach skarżę się na rzadko kursujące autobusy, na brak asortymentu w sklepach, brak możliwości wysuszenia prania (wilgotność powietrza w okolicach 80-90%), brak szerokiej oferty kulturalnej, na brak przestrzeni – tego, żeby wsiąść w samochód i pognać przed siebie. To samo zauważają ci, którzy przez większość życia mieszkali poza wyspami. A w mojej „ankiecie” tylko jedna koleżanka wspomniała o braku możliwości rozwoju zawodowego jako o czynniku negatywnym. Reszta rdzennych mieszkańców wymieniła same zalety. Może być to powiązane z pytaniem, które zadałam – w końcu nie poprosiłam o wskazanie plusów i minusów Terceiry, tylko zapytałam znajomych, za co Terceirę lubią. Ale wiem, że to tylko jeden z czynników. Dwa dodatkowe czynniki to brak znajomości innych miejsc, innego sposobu życia, oraz… pozytywne nastawienie do życia!

Wiele osób mieszka na Terceirze od urodzenia i nie zna innych krajów.

Niektórzy nie znają nawet Portugalii kontynentalnej. Nie ma w tym nic dziwnego – podróżowanie poza archipelag do tej pory było bardzo drogie. Nawet podróżowanie wewnątrz archipelagu dopiero od niedawna zrobiło się odrobinę tańsze dla Azorczyków. W tej chwili istnieją zniżki dla rezydentów – no i pojawił się Ryanair, który potrafi zaoferować lot na kontynent i z powrotem nawet za 9 Euro. Jeszcze kilka lat temu dotarcie do Lizbony kosztowało od 500 Euro w górę, co było równoważne z minimalną płacą w Portugalii.

Azory były przez długi czas odseparowane od reszty świata. Nawet niektórzy Portugalczycy z Portugalii kontynentalnej nie wiedzieli (i dalej nie wiedzą) o istnieniu tych wysp. Z tego powodu, po pierwotnym rozkwicie (Angra, główne miasto na Terceirze, stanowiła port przeładunkowy dla wszystkich statków płynących przez Atlantyk), wyspy znów straciły kontakt z tym, co poza oceanem. Nie dopływały tu nowości ze „zgniłego Zachodu”, nie dopływały ciekawostki z Azji, nie dopływały nawet statki pasażerskie, a jedyne lotnisko na Terceirze stanowiło własność wojskową, niedostępną dla ludności cywilnej.

Dzięki temu miały szanse przetrwać tu lokalne tradycje. Wiele miejscowych zwyczajów czy typowych dla wysp sposobów obchodzenia poszczególnych świąt zachowało się w stanie niemal nienaruszonym od setek lat. A mieszkańcy? Mieszkańcy w dużej mierze nie znają innego świata. Oglądają telewizję, mają płynący podoceanicznymi światłowodami internet – ale często nigdy nie posmakowali innego życia, nawet na krótkich wakacjach. Wiedzą, że inny świat istnieje, ale ten świat jest daleko i dla wielu niedostępny. Nie tęsknią więc za nim.

Cieszą się tym, co mają.

Częściowo wynika to z braku innych możliwości. Niejednokrotnie przecież udowodniono w badaniach naukowych, że im mniejszy wybór i im mniejsza możliwość zmiany decyzji, tym większe zadowolenie z dokonanego wyboru. Zbyt duża możliwość wyboru i świadomość tego, że za 5 minut może się pojawić o wiele lepsza opcja, wpływają negatywnie na naszą psychikę. Powodują zamęt i ciągłe poczucie gonienia za króliczkiem, który jest coraz dalej. I o ile gonienie króliczka może być czasem przyjemne, o tyle na dłuższą metę nie daje satysfakcji.

Ale to nie tylko brak innych możliwości. Mieszkańcy Terceiry mają sporo z tego stereotypowo (w tym kontekście – pozytywnie stereotypowego) południowego luzu. Nie spinają się tak bardzo jak chociażby my, Polacy, nie przejmują się aż tak sprawami, którymi nie warto się przejmować. Chcą korzystać z życia, nastawieni są na trwającą chwilę. Nie lubią konfrontacji, co mnie czasami doprowadza do szału, ale dla nich to normalne. Wolą powiedzieć Não há problema („nie ma problemu”) niż wejść z kimś w dyskusję. Z mojej perspektywy bywa to niezrozumiałe, w ten sposób powstaje wiele niedopowiedzeń i trudnych sytuacji, których można by uniknąć, mówiąc pewne rzeczy wprost. Ale dla wielu osób świetnie to działa. Mówią „Nie ma problemu” – i faktycznie zapominają o temacie. Albo starają się zapomnieć.

Są uśmiechnięci i pomocni.

Dobro drugiego człowieka jest dla nich istotne, a pomaganie jest naturalne. Niejednokrotnie ktoś, kto nie umiał mi jasno powiedzieć, jak mam dotrzeć do szukanego miejsca, po prostu mnie do niego prowadził. A kiedy wracałam w deszczu z pracy, ktoś się zatrzymywał i podwoził mnie do domu. Ktoś jeszcze sam oferował załatwienie takiej czy innej sprawy, bo on/ona wie, jak to zrobić, i nieważne, że mu/jej nie po drodze – ważne, że może pomóc.

Ludzie to jeden z elementów wymienianych przez moich znajomych jako istotne na wyspie. Jedna koleżanka na moje pytanie, za co lubi Terceirę, odpowiedziała krótko: „Za ludzi!” Inna, która wyprowadziła się z wyspy, powiedziała, że właśnie za ludźmi tęskni. Za ich optymizmem, otwartością, za tym, że pielęgnują swoje tradycje.

Mimo licznych emigracji Azorczycy mają silne korzenie.

Mają rodziny w Stanach i w Kanadzie, ale kochają to, co ich. Nie zawsze mają wyobrażenie, co może być ciekawe dla turystów (w końcu to, co dla turystów oryginalne, dla miejscowych stanowi zwykły element codziennego krajobrazu), ale są dumni z zielonych pól, z potężnego oceanu, ze spokoju i bezpieczeństwa, jakie można tu znaleźć.

Nowości są dla mieszkańców Terceiry zawsze ciekawe, ale przez krótki czas. Nowe restauracje rzadko się przyjmują – wszyscy chodzą do nich przez pierwsze dwa miesiące, po czym przestają. Chyba że jest to Burger King, symbol komercjalizacji i kurczenia się świata. Niestety. Ponoć McDonald’s i Pizza Hut też się szykują do otwarcia tu swoich placówek. Zanim się to jednak wydarzy, zobaczymy w typowych restauracjach ceraty lub papierowe obrusy i papierowe serwetki, a na ścianach zdjęcia lokalnych drużyn piłkarskich, gonitw byków i wypchane zwierzęta. Byki, ocean i piłka nożna płyną w żyłach tutejszej ludności. I o ile każdy gusta i przekonania może mieć inne, o tyle silne korzenie trzymają ludzi przy tym, co od lat.

Znam osoby, które podróżują po świecie – i zawsze wracają tutaj. Chcą tutaj żyć, cieszyć się życiem, cieszyć się każdym dniem. Nie wyobrażają sobie życia poza wyspą. No, ewentualnie na innej wyspie. Mówią, że serce jest tam, gdzie się urodziliśmy – a chwilę później precyzują, że tam, gdzie jest nasza rodzina, przyjaciele. I faktycznie – większość osób żyje tu bardzo rodzinnie.

Niewielkie odległości sprzyjają częstym wizytom i zacieśnianiu więzi.

Można siedzieć w piżamie i ze świeżo pomalowanymi paznokciami, albo być w trakcie prania i przygotowywania obiadu, i usłyszeć dzwonek do drzwi – to siostra albo znajomy wpada na kawę. Wypija kawę, porozmawia kwadrans i ucieka. Kwadrans to krótko? To przemnóżcie ten kwadrans przez 4 dni w tygodniu. I policzcie, ile Wy czasu spędzacie ze swoimi znajomymi. Ja policzyłam. I za głowę się złapałam, jak przypomniałam sobie moje ustalenia co do najbliższego spotkania: „Wiesz, przez najbliższe dwa tygodnie nie mogę, potem wyjeżdżam, potem muszę nadrobić w pracy, później mamy firmowy event, będę kończyć późno… To za dwa miesiące?”

Życie na wyspie nie jest pozbawione wad, ale o tym innym razem. Na razie – krótki wstęp do tego, jak to wygląda z perspektywy mieszkańca. I stałego mieszkańca, i tymczasowego. Jak usłyszałam podczas przeprowadzania mojej ankiety:

Terceira to specjalne miejsca, maleńki punkt na środku Atlantyku, w którym życie warte jest tego, aby żyć.

Czy tylko tutaj życie jest warte tego, aby żyć? Oczywiście, że nie. Ale od mieszkańców Terceiry na pewno można się tego nauczyć! Można zwolnić i przypomnieć sobie, co jest w życiu ważne. I że jeśli dobrze poustawiamy priorytety, to doba wcale nie jest za krótka. A że bliskość oceanu i wiecznie zielonych wzgórz na pewno bardziej w tym pomaga niż szare, brudne betony, to już zupełnie inna historia.

Newsletter

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji o nowościach ze strony milenadabrowska.com. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać. Szczegóły dotyczące przetwarzania Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności.